Przestrzegałbym przed zbytnim zagłębianiem sie w szczegóły i punktacje. Np na forum 85e znalazłem (cytuję):
'A and B are federal events (A are the major events, B slightly smaller); C are file events'
Oczywiście to uproszczone wytłumaczenie (dodatkowo stosują określenie 'local') oraz klasyfikacja imprez firmowanych przez znane i uznane federacje (ENS, NAN, CENS). Pewnie wg niej Austerlitz i Jena to A, Pułtusk to B (organizował CENS, ale mpreza mniejsza), Gdańsk to C (nie organizuje żadna ze znanych federacji). Nasze małe krajowe spotkania moznaby zakwalifikować D (lokalna impreza rekonstrukcji z biwakiem) i E (okolicznościowa inscenizacja - 'anything goes'): np Jonkowo, Będomin D, Toruń czy Poznań E. Olszynki bym nie klasyfikaował, bo to nie jest inscenizacja napoleońska.
Wiek: 24 Dołączył: 21 Kwi 2006 Posty: 169 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-03-01, 15:42
harry napisał/a:
Oddziały biorące udział: tu najszybciej możemy się pokłócić ,ale chyba wszyscy się zgodzą że obecność "pozorantów"
hehehe
harry napisał/a:
albo "miejscowej ludności w strojach ludowych" znacznie obniża rangę przedsięwzięcia.
A jak potraktować pirotechnikę ? Punkt za czy przeciwko ? Duża ilość efektów piro sprawia że wydarzenie jest efektowne, ale czy zgodne z zasadami rekonstrukcji ?
Co do "miejscowych", trza by jeszcze sie zastanowić, czy będą to "Gwardie Gminne", których miałem szczęście nie widzieć, czy tłumek a`la Bedollo. Bo model Bedollo byłby własnie bardzo plusowy.
Natomiast każdego, kto wspomni o zaparszaniu pozorantów osobiście siekne bagnetem pod żebro...
_________________ Honor to bóg wojska!
Kiedy nie masz honoru, nie masz wojska!
Mimo szczerej chęci trudno mi uwierzyć w możliwość szczerego i zgodnego z oczekiwaniami wszystkich grup klasyfikowania imprez.
Oczywiście chciałbym żeby to się udało.
Jednak każda z grup, a często każdy z żołnierzy chce czegoś innego. mało tego ocena tych samych zdarzeń nawet pośród uczestników tej dyskusji bywa diametralnie różna. Podobnie z zaufaniem do poszczególnych organizatorów czy grup rekonstruktorów.
Wiadomo ogólnie że organizator-sponsor oczekuje na zwrot nakładów w postaci widowiska podporządkowanego jego wizji.
Polityk da pieniądze i czeka na pochwalne okrzyki.
Wytwórca da pieniądze i liczy na wzmożoną sprzedaż.
Dom kultury da pieniądze( o ile ma...) licząc na kulturalno oświatowy charakter widowiska.
Wiem że to truizmy ale tak jest.
Podobnie z nami.
Grupa hardkorowa przyjedzie w nadziei na możliwość poświęcenia swoich wygód i wolnego czasu w celu stworzenia klimatu.
Grupa paradna licząc na możliwość zabłyśnięcia i zdobycia rekrutów i zamówień na kolejne występy.
Grupa towarzyska przyjedzie by się spotkać i pobawić.
Z pewnością są jeszcze inne kombinacje oczekiwań ale zbliżone raczej...
To również truizmy. Wiem.
Zeszły rok po trosze wykorzystałem na nieco zdystansowaną analizę polskiego środowiska "rekonsteruktorów". Byłem na kilku imprezach bez uprzedzeń i oczekiwań, starannie też śledziłem Waszą ocenę imprez na których nie mogłem być.
Wszystkie na forach jawiły się zawczasu jako imprezy klasy A0. Po imprezach okazywało się, że w najlepszym razie to D4. Były i takie, które miały być B2 ale wyszły B0.
W ekstremalnych przypadkach argumentem mającym skończyć dyskusję o jakości bitwy jest powołanie się na honor i pamięć poległych "w tym właśnie miejscu" oraz " honor i patriotyzm lokalny". Oczywiście w świetle tak postawionego problemu zarzut, że bitwa jest na boisku, albo nie ma prochu, jedzenia, toi-toi`a czy scenariusz był absurdalny, traci wagę.
Jedynym wyznacznikiem jakości bitwy za wczasu mogą być organizatorzy, a raczej oddelegowany przez nich "rekonstruktor", przeważnie któryś ze znanych nam od lat Kolegów starających się jakoś po swojemu te bitwy poskładać z tych kilkudziesięciu niezgranych, kilkuosobowych grup polskich i kilku Rosyjskich autokarów.
Tutaj znowu wcale nie złośliwie, acz w celu zwrócenia Waszej uwagi...
Brykiet podaje kandydatów na Mężów Zaufania. Ale w zasadzie to właśnie oni zorganizowali wszystkie polskie imprezy, które jak sami piszecie oceniamy różnie. Choć ostatnio oczywiście doszedł jeszcze 4Pułk i środowisko śląskie. Nie zamierzam rozważać kto organizuje najlepiej.
Zauważcie tylko, że oddanie całości polskiej rekonstrukcji i możliwości jej rozwoju( a tym właśnie są bitwy, jako okazje do prezentacji, ćwiczeń i integracji...) w ręce jednej lub nawet kilku osób, a nawet środowiska grup, skazuje nas na ich decyzje.
Znowu tak jak w dyskusji o stopniach usiłujemy "obsadzać stołki" i próbować jakoś shierarchizować nasze środowisko.
Moim zdaniem prawdziwą bitwę możemy zrobić obecnie tylko sami. Ale wcale nie chodzi mi o "gówniarzerskie" bieganie po Bieszczadach i krycie się przed leśniczym.
Jesli jakaś grupa preferuje pewien styl a została zaproszona przez np.: gminę do współorganizacji to niech postawi danej gminie warunek - zaprosimy tylko takich jak my i oczekujemy w zamian tego i tego, a damy napewno to i to.
Nie oszukujmy siebie i kolegów kategoriami, zaprośmy tych o których wiemy że wystarczy im to co zniesiemy my. Nie nabijajmy liczebności wtedy kiedy wiadomo, że nie każdy zaproszony będzie zadowolony. Ogólnie przed samymi sobą przyznajmy - każda bitwa jest współtworzona przez kogoś z naszego środowiska. A jednak ciągle jedziemy walczyć na parkingu jednostki wojskowej mimo że miało być w Napoleońskiej Twierdzy, mamy koszyk z supermarketu przy ognisku mimo że miało być biwakowanie epokowe.
Oczywiście w drugą stronę jest podobnie.
Miała przyjechać wesoła i podporządkowana grupa statystów a mamy pięciu smutnych brudasów, którzy nie chcą krzyczeć: Vivat! i są wkurzeni że stada szalikowców łażą im po ognisku, a dzieci ukradły komuś czapkę.
Selekcja wynikająca ze szczerej oceny pozwoli na zorganizowanie mile wspominanych imprez. Podobnie jasne postawienie sprawy nie pozwoli potem utyskiwać że impreza została "udupiona" przez grupy wywyższające się które nie przyjechały, co w zasadzie jest komplementem, choć w zamysle ma krzywdzić "udupiających".
Tu kompromis jest bardzo ulotny i nie ma co potem kwękać że Ci są bez honoru a Ci są nieepokowi.
Warunkiem współpracy jest coś co chętnie i szczerze będziemy robić razem. Do czasu kiedy nie znajdziemy takich wspólnych mianowników nie ma co spodziewać się szczerej i miarodajnej oceny bitwy zanim nie obejrzymy nagrania video jak ona wypadła.
Dla mnie jak zwykle, choć nie jestem wcale wbrew Waszym ocenom miłośnikiem regulaminu, a więc dla mnie jedyną płaszczyzną porozumienia jest właśnie regulamin...
Jeśli 300 ludzi spotka się z pełną świadomością co powinni zrobić, jak to ma wyglądać i mieli wcześniej okazję się do tego przygotować z jednego konkretnego źródła, to nawet jak organizator wypędzi nas do supermarketu to i tak będziemy mieli wspaniałą zabawę. Wtedy wszyscy dbalibyśmy by choć tą jedną rzecz zapewnić kolegom - okazję do ... i tu trudne słowo... REKONSTRUKCJI! ha ha
Poza tym nawet jeśli organizator będzie przeciwny naszym ustaleniom, to będąc środowiskiem zintegrowanym możemy naprawdę "udupić" go schodząc z pola bitwy przed czasem lub "olać" grupowo jego oczekiwania jeśli uznamy je za godzące w nasze interesy.
Z kolei jesli wszyscy mielibyśmy podobne oczekiwania to organizator sądzący że u innych utarguje coś lepszego po paru próbach zrozumiałby że nie ominie naszych rządań.
Do czasu kiedy każda z grup ma inne cele i marzenia, cała dyskusja jest tylko figurą z menueta, gestem towarzyskim, bo po prostu nic nie może z niej wyniknąć.
Jedyne co w najlepszym razie stworzymy to określenie minimum socjalnego, że się tak wyrażę, bo to wynika z nauki o higienie, żywieniu i płacach minimalnych.
Dla wszystkich narzekających na jakieś bitwy mam takie powiedzonko autorstwa założyciela 22DemiBrigade:
"Klimat bitwy tworzymy sami, nieważne co robią inni, ważne co robimy my"
Narzekanie na imprezy o ile samemu się ich nie zorganizowało jest bezcelowe i nie ma sensu. To jest zwykła praca i ktoś ją musi wykonać i wziąść kasę. Rolą rekonstruktora jest wybrać z wachlarza swoich umiejętności to co uzna w danym czasie za stosowne.
Jak było tak tragicznie, że nie dało się z nieść to tylko sygnał żeby unikać w przyszłości tego miejsca, "sztabu" itd...
Jesteśmy Wolnymi Ludźmi.
p.s. o kurde! jak to ktoś przeczytał to dzięki... dziękuje Wam za szacunek dla moich przemysleń.
Do czasu kiedy każda z grup ma inne cele i marzenia, cała dyskusja jest tylko figurą z menueta
Chciałbym dyskutując przybliżyć jakoś wspólne cele (zostawmy marzenia), albo skupić ludzi mających podobne - byłaby to jakaś wygrana pozwalajaca zorganizować nasze spotkania lepiej i w sposób, który pozwalałby na przyjemne i pożyteczne spędzenie czasu, czyli tak jak Niepij pisze wcześniej:
niepij napisał/a:
Selekcja wynikająca ze szczerej oceny pozwoli na zorganizowanie mile wspominanych imprez
Właśnie o to również chodzi. Najbardziej jednak o znalezienie porozumienia oraz zdefiniowanie zjawisk towarzyszących rekonstrukcji i obocznym działaniom, żeby łatwiej poruszać się w tzw. 'obszarze'. Mam świadomość ogromnej różnorodności postaw, wobec której powinniśmy próbować uporządkować 'zjawisko'. Najpewniej zawsze będziemy sie w naszej małej grupie dobrze bawili i nie narzekam z powodu tak rozumianego złego samopoczucia - łatwo mozemy kiepskich imprez unikać lub stworzyc sobie dobrą atmosferę w każdych prawie warunkach. Podejmując dyskusję nieśmiało próbuję ugryźć 'temat', do którego przymierzają się również inni, posiadający odmienne spojrzenie lub zupełnie przeciwstawny pogląd czy podejście.
Są dwa stowarzyszenia: Artylerii Dawnej zarejestrowane w grudniu ub.r. i nasze zarejestrowane we wrześniu 2005. Razem zrzeszają grubo ponad setkę osób. Niekiedy zresztą tych samych Jak wieść gminna niesie czwórka również zdecydowała iść w tym kierunku.
P4PXW ma zaplecze w postaci Fundacji działającej od 2005 roku, która tak jak dwa pozostałe stowarzyszenia jest NGO.
[ Dodano: 2007-03-02, 14:16 ]
W Polsce ciężko jest wprowadzić jakikolwiek regulamin, skoro właściwie nie organizuje się u nas żadnych spotkań grh, a tylko i wyłącznie pokazy ku zadowoleniu organizującej pokaz gminy. Ruch ten powoduje, że właściwie nikt z nas nie dba o jakiekolwiek szczegóły historyczne, byle tylko po polu pobiegały ludziki w kolorowych mundurkach. Być może spowodowane jest to chęcią powiększania imprezy metodą, która dla mnie jest zupełnie nieakceptowalna. Organizując już po raz 6 Bzurę w tym roku ograniczam ilość uczestników, tylko do tych, którzy wg. nas są najlepsi i najlepiej nie tylko umundurowani, ale i wyszkoleni. Nie interesują mnie żadne grupy "imperium mroku" i nie mam zamiaru przed nikim się tłumaczyć dlaczego mam w życi grupę kawalerii w mundurach z lat 20-tych. Nie będzie dobrze, jeśli w rekonstrukcjach napoleońskich będziemy ciągle iść na skróty i robić widzom wodę z mózgu, że tak jest w porzo.
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 221 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-03-02, 17:07
Jazlowiak napisał/a:
Nie będzie dobrze, jeśli w rekonstrukcjach napoleońskich będziemy ciągle iść na skróty i robić widzom wodę z mózgu, że tak jest w porzo.
Brawo o ile nie bravissimo!!!.
Epoka, którą lubię - i którą powoli, naprawdę powoli zaczynam poznawać osd swojej zawodowej "...działeczki..." jest dla mnie podstawą działania. Względnie łatwo [z racji na powiązania akademickie, strój, zachowanie się] mogę się zaadaptować w Królestwie i Powstaniu 1831 roku. Ale - a słyszałam takie zdanie - może by tak w XVII/XVIII wieku. I gdzie jeszcze?
Kolorowe szmaty to jest pokaz bez treści - dziękuję ja w tym nie chcę brać udziału.
Gubi nas trochę łatwość przechodzenia przez epoki,
Jazlowiak napisał/a:
właściwie nikt z nas nie dba o jakiekolwiek szczegóły historyczne, byle tylko po polu pobiegały ludziki w kolorowych mundurkach
dzis tu jutro tam [bo jest okazja]
Z przyczyn emocjonalnych i rodzinnych też myślałam o Wrześniu 39. Ale jednak przeważyła epoka napoleońska.
Trudna, bo trudna, ale...
I tak na marginesie - pokaz [sensu stricte] ma we Francji trochę inną wymowę niż u nas. Jakie miasteczko zamieniłoby się na dwa czy trzy dni w swoje "...alter ego..." sprzed np. 200 lat. A tak tu bywa - np. na Korsyce, w Corps czy [a już sie grymasi, że to nie szczyt ortodoksji i owego "...hard..." - jak znów medykom podkradną słomę bo "...panu marszałkowi..." zimno na plaży to opiszę ze szczegółami co tam było] nad Zatoką Juan [pewne grupy nie przyjadą bo jest za mało owego "...hard..."].
Tak to wyglada...a jak jest u nas???
Nieśmiało nadmienię że nie wierzę w utworzenie sensownego regulaminu przez nas, bo jak pokazały dotychczasowe próby, każdy ma swoją wizję, a te kilka regulaminów grup i stowarzyszeń jakie udało mi się przeczytać w żadnym stopniu nie wytyczają wspólnych dla różnych grup celów rekonstrukcji, a jedynie tworzą pozorne ramy działania grupy, przeważnie powołując się na rozmaite imponderabilia.
Większość z nas to domorośli hobbyści i maniacy militarni bez wykształcenia choćby historycznego, nie mówiąc już o wojskowym.
Z tej przyczyny myślę, że dokonywane przez nas manipulacje w zasadach funkcjonowania odtwarzanych przez nas realiów mogą być tylko nieudolnymi "innowacjami".
Jeśli jakaś epoka pozostawiła stosowne regulacje to należy się nimi posługiwać jako podstawą, a nie pisać regulamin od nowa i wymyślać manewry w naszym mniemaniu bardziej pasujące do współczesności.
Bo osiągniemy zamiast szyku liniowego szyk "daimond" z mg po prawej, granatnikiem z lewej i będziemy czekać na wsparcie lotnictwa, niezależnie od odtwarzanej epoki.
Pisząc o regulaminie w przypadku wojsk Księstwa Warszawskiego mam na myśli po prostu Regulamin wojsk Księstwa Warszawskiego.
Regulaminy istnieją w ogromnej ilości zachowanych egzemplarzy. Są dwa ich roczniki. Nie różnią się między sobą bardzo, choć moim zdaniem bez wachania powinniśmy sięgnąć po nowszy. Stary zawiera nieścisłości i anachronizmy wynikające ze złego tłumaczenia, które w rzeczywistości skorygowała wojenna rzeczywistość i wymusiła drugie tłumaczenie po trzech latach od pierwszego.
I ten właśnie regulamin uważam za sensowną płaszczyznę porozumienia różnych grup: mogą być pijące, mogą być w nieco złych mundurach, mogą czekać na kasę za występ.
Byle tylko miały coś wspólnego oprócz pozornego osadzenia w realiach danej epoki.
Realia epoki, jak pokazują wszelkie rozmowy i posty forumowe i w rzeczywistości, są tak naprawdę bardzo subiektywnym zespołem wyobrażeń powziętych na podstawie najrozmaitszych źródeł.
Często są to dwa tomy Gembarzewskiego, często paczki od małych żołnierzyków, a bardzo nieczęsto gruntowna znajomość XVIII i XIX wiecznej kultury, architektury, wzornictwa, zdobnictwa itd...
Dlatego właśnie proponuję za podstawę współpracy obrać to co jest w miarę proste i niepodważalne. Istniejący regulamin z epoki.
nipi
Zabierając głos w naszej dyskusji nie miałem na myśli tworzenia jakiegoś nowego regulaminu (czyli mnożenia bytów), jeno dorozumienie się czego nie powinniśmy akceptować podzas imprez, w których bierzemy udział, czego unikać i na co zwrócić uwagę, aby były one fajne dla nas i publiki, jesli jest przewidziana. Regulaminów Księstwa, o których rozmawiamy wiele grup uczestniczących aktywnie w 'bitwach' często w ogóle na oczy nie widziało, nie mówiąc o jakichś 'pozorantach', z którymi jak słyszę przychodzi się razem bawić dzięki radosnej twórczości organizatorów. Żeby zmobilizować ludzi do podnoszenia swoich umiejętności i wiedzy (a tym samym wzajemnych wymagań) potrzebny jest jakiś wspólny front, który możemy tworzyć zgodziwszy się uprzednio, jakie rzeczy są dla nas ważne. Co pomoże Regulamin Księstwa na lustrującego oddziały z zacięciem godnym lepszej sprawy przedstawiciela miejscowej władzy, którego miejsce jest pośród widzów na trybunie ? W jakiej mierze najlepsza nawet znajomość szkoły żołnierza pośród niewielu grup uchroni je przed występami ramię w ramię z 'pozorantami', jeżeli organizator tak urządzi ? Chciałbym znaleźć odpowiedź na pytanie, w jaki sposób próbować przynajmniej uniknąć na polskim gruncie kompromitujących zdarzeń, zaniżania poziomu imprez i zniechęcania do zabawy w rekonstrukcję zarówno uczestników jak widzów. Pewnie nie musi mnie osobiscie boleć o to głowa i znajdę sobie odpowiednie imprezy i organizacje, ale w niepoprawny sposób rzecz ciągle mnie dziwnie nurtuje. Zapewne juz niedługo, bo sezon za pasem i wypasionych bitewek masa, dzięki czemu będę Was rzadziej zamęczał moimi przemyśleniami, jeżeli ktoś je w ogóle czyta.
Ja właśnie sądzę że nie ma wspólnego mianownika w ocenie bitew. każdy ma swoje potrzeby i nie da się wytworzyć wiarygodnego organizmu przyznającego punkty.
Jestem przekonany że utworzenie "komórki" odpowiedzialnej da asumpt do propozycji korupcji i lansowania pewnych widowisk. Nawet nie zauważymy jak znajdzie się cena na każdego znas. Organizatorzy spodziewając się jakiegokolwiek zysku będą w stanie zafundować lub umożliwić co będzie nam potrzebne, a my przymkniemy wtedy oko na dwa punkty w jedną albo w drugą stronę. Jesteśmy ludźmi tylko przecież.
Broń Boże nie sugeruję że ktoś z nas jest skory do brania łapówek, o to mnie nie posądzajcie. Sądzę jednak że w obliczu korzystnych dla oddziału lub grupy oddziałów propozycji, nawet nie zauważymy drobnych ustępstw, a tym samym zafałszujemy te punktacje.
Bitwy po cichu same przedstawiają się zawczasu.
Jak można przypuszczać że bitwa w centrum wielkiego miasta będzie epokowa. Jak można liczyć na doznania parahistoryczne wiedząc że nocleg i posiłki mamy w szkole albo szatni... To wszystko jest oczywiste.
Nie ma sensu też spodziewać się że bitwa ogłaszana medialnie nie ma byc zjawiskiem komercyjnym albo politycznym.
Oczywiste jest że bitwa prawdziwa i atrakcyjna dla nas nie jest przeznaczona dla publiczności. Wiadomo też, że wtedy pozbawiona jest raczej wypasów w rodzaju "żołdu" i wyżywienia.
Skoro nie zauważamy tych prostych przesłanek to po co komplikowac sobie życie dodatkowo tworzeniem "ciał" selekcjonujących bitwy zawczasu.
Poza tym z czystym sumieniem należy traktować większą część bitew jako trening przed ważniejszymi spotkaniami. Wiadomo że nie każda impreza to Jena2005, nawet Jena2006 jej nie dorównała.
Wiadomo też że napewno warto zobaczyć dużą bitwę i próbować wykonać manewry w większej grupie, chociażby ze zwykłej ciekawości jak to jest... a wiadomo że molochy w rodzaju Pułtuska2006 są możliwe tylko przy komercyjnym charakterze zjawiska, czyli trzeba przymknąć oko na niedogodności by osiągnąć swoje cele.
Natomiast uparcie wracam do twierdzenia że warunkiem sensowności współpracy jest odtwarzanie poruszeń z epoki bo tylko to może nas zintegrować. Nie mamy innych tematów do dyskusji w których argumenty byłyby zawarte tylko w jednej książce z epoki, po kolei i w punktach.
Z kolei jeśli poczulibyśmy tą wspólnotę dążenia to samoczynnie staralibyśmy się wzajemnie przestrzegać i polecać sobie przychylnych organizatorów a oni z kolei mieliby jasność co do naszych kryteriów.
Właśnie o to chodzi w całym moim gadaniu, żebysmy poczuli 'wspólnotę dążenia'. Nie mam zamiaru lansować nowych regulaminów ani ciał przyznających jakieś śmieszne punkty - to nieporozumienie i cały czas staram sie o tym pisać, choć może mi nie wychodzi to zgrabnie. Forum traktuję jako mozliwość znalezienia owej wspólnoty z ludźmi, z którymi rzadko się spotykam i nawet nie mam okazji pogadać o ważnych dla nas wszystkich sprawach. Pal licho klasyfikację imprez, to tylko narzędzie, którym posługują sie ludzie rozumni tu i ówdzie, bo im wygodnie we wszelkich planach wyjazdów pisać o imprezie 'A' zamiast parunastu słów wyjaśnienia kto zacz, na jakim poziomie i czego się ew. spodziewać. Oczywiście, że warunkiem sensowności współpracy w polu czy na paradzie jest oparcie sie na regulaminach (nie może być inaczej), ale to nie obejmuje aspektów organizacyjnych takich jak kogo i po co
organizator zaprasza, kim jest, co zapewnia i co chce osiągnąć przedstawieniem.
Obchodzi mnie wymowa imprez, w których uczestniczę (lub nie, wówczas mniej) i sadzę, że innych może to również interesować. W żadnym wypadku nie godzę się na uczestnictwo w przedsięwzięciach, które mi się nie podobają i w tym sensie zwracam uwagę na powyzsze elementy. Gdybym był tylko żołnierzem wypełniającym jak najlepiej rozkazy dowódców w polu i na rewii tudzież biwaku pewnie bym sie tak wszystkim nie ekscytował, ale poza kontekstem bitwy, parady,manewrów czy obozowiska żołnierzem nie jestem.
Dołączył: 20 Maj 2006 Posty: 135 Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2007-03-05, 10:11
Niepiju szanowny, zgadzamy się i obiema rękami podpisujemy chyba wszyscy co to czytmy, i więcej o tym, błagam, nie pisz: REGULAMIN JEST PODSTAWĄ. I musimy (powinniśmy) go znać.
Zamiast się przekonywać, że białe to białe, pora wreszcie zacząć go czytać ( to nie do Ciebie).
Na Iławie narobiliśmy sobie wstydu, nieznajomością komendy francuskiej. I co? Czy podpoficerowie i dowódcy już się jej nauczyli? Wątpię...
Druga sprawa, literki. Jeśli będzie jasne kryterium – nie trzeba będzie, żadnych „komisji” które budzą tyle wątpliwości. Jak w opisie przesłanym przez organizatorów będzie stało, że bitwa jest na rynku, a nocleg w internacie plus dużo harcerzy z tekturowymi kosami to jasne chyba dla wszystkich, że impreza jest do „D”. Zadaniem wklepującego do kalendarium imprez jest tylko oznaczenie kategorii. Będzie jaśniej i łatwiej coś wybrać tym, którzy chcą pojechać na dobrą imprezę.
Co do pozorantów: nie jest źle, że są. Gorzej, że zamiast oni do nas, to my często upodabniamy się do nich. Jeśli grupa będzie zwarta, będzie salutowała dowódców, szybko stawała pod bronią i dokładnie wykonywała obroty, to niema siły. To oni będą starali się nas naśladować. Druga sprawa: Dobry oddział na takim tle od razu się wyróżni swoją doskonałością.
I znowu wracamy do regulaminu.
_________________ Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
Brykiet, a Ty ciągle swoje z tymi dowódcami... Salutowanie dowódców jest akurat najmniej ważne spośród wszystkich umiejętności grupy, które wymieniłeś (szczególnie 'w polu'). Przypuszczam, że kompetentni i akceptowani dowódcy nie mają z tym problemu, jak również nasze 'wojsko' z ich salutowaniem. Okazji do salutów na 'bitewce' nie ma zbyt wielu w odróżnieniu od wykazania znajomości rzeczy w innych ważnych dziedzinach. Mam zresztą wrażenie, że na wszelkich paradach saluty wychodzą nadspodziewanie dobrze przeróżnym grupom ku uciesze oraz nieskrywanej satysfakcji wszystkich salutowanych i w tym właśnie łatwo się upodobnić do niekoniecznie najlepszych oddziałów.
Dla poparcia słów Pawła, cytat z regulaminu...
Regulament Służby Obozowej, Kraków 1810, Rozdz.XIX-Marsze, strona 172, paragraf 67
"Podczas marszów i zastanowień się, nie maią bydź nikomu honory oddawane."
Saluty to naprawdę ostatnia rzecz jaką należy ćwiczyć, tym bardziej że wciąż nie wiemy jak one wyglądały, bez broni, poza służbą, pomiędzy armiami itd...
Szacunek dla kolegów może wynikać głównie z koleżeństwa i zaufania, a próby sankcjonowania go w środowisku tak skrajnych różnic w poglądach zaognią tylko, i tak szczerze powiedziawszy niełatwe, stosunki między oddziałami, "samooficerami" i organizatorami.
Sprawa z pozorantami jest nieco bardziej skomplikowana. Oni wiedzą jedno - to jest bitwa. Przeważnie to młodzi ludzie, dodatkowo "transcendentni" wobec wiedzy wszelakiej acz szczerze zaangażowani z racji skromnego żołdu. Nie chcę przez to ich obrażać, a juz na pewno tych którzy mają inne pobudki niż finansowe lub szkolne, niemniej jednak to nie ma wiele sensu żeby mnożyć takie zastępy za państwową przeważnie kasę i mówić widzom że to my, a potem czytać brednie o nas w przekroju i wiedzieć, że to nie o nas... Nikt z nich nie dał grosza na swój rynsztunek, ponadto rynsztunek składa się przeważnie z kija lub kija z tekturową końcówką, symbolizującą kosę... Przeważnie nikt nie zadaje sobie trudu by poinformować ich że my z kolei sami zapłaciliśmy za swoje mundury i nasze manewry są rekonstrukcją a nie walką rzeczywistą. Efekt jest taki że oni się świetnie bawią upojeni adrenaliną, a my robimy "rzymskiego żółwia" byle tylko przetrwać szarżę kosynierów.
Z punktu widzenia rekonstrukcji, ale rekonstrukcji, pozoranci to tragedia i zaprzeczenie naszych dążeń. Z punktu widzenia rekonstrukcji, ale gminnego widowiska parahistorycznego, to pozoranci są na miejscu.
W tej chwili właściwie nie ma żadnej sensownej drabinki dowodzenia, bo dowodzenie jest dane od organizatora albo jest przywilejem samego organizatora. To też nie ma nic wspólnego z rekonstrukcją.
Wiele jest jeszcze innych problemów naszych ojczystych imprez, które kiełkują późno i pną się w niespodziewanych kierunkach.
A jak wskazuje ta i inne dyskusje na forach, nawet przedstawiciele jednego środowiska mają skrajnie odmienne poglądy na to czym my się zajmujemy i jak to ma wyglądać...
Oto przyczyna dla której nie widzę na razie możliwości stworzenia wiarygodnej klasyfikacji imprez.
Jakimś rozwiązaniem byłaby ludzka szczerość i sumienność organizatorów.
Gdyby równocześnie z ogłoszeniem o imprezie podali jej plan, regulamin i preferencje (a potem ich dotrzymali...), poszczególne grupy mogłyby się po swojemu do zdarzenia ustosunkować.
Jednak, co zrozumiałe, organizator komercyjny musi mieć wielu uczestników więc jego zapowiedzi są raczej na tyle enigmatyczne by poszerzyć zakres chcących przybyć.
(W ogóle szczerość i wzajemne zaufanie byłoby rozwiązaniem najprostrzym i zwolniłoby nas z tych regulaminów, klasyfikacji itd.
Tyle że... gdyby ludzie byli szczerzy i uczciwi nie mieli byśmy co rekonstruować - przecie bawimy się w wojnę.)
W tej chwili właściwie nie ma żadnej sensownej drabinki dowodzenia
Obawiam się, ze całą dyskusję o 'drabinie dowodzenia' i 'sztabach' w obrębie naszego podwórka polskiej rekonstrukcji napoleońskiej można sprowadzić do próby stworzenia uprzywilejowanej grupy 'oficerów' bez oddziałów, którzy chcieliby koniecznie dowodzić, a nie mają kim i pragną wprowadzić procedury, które im to umożliwią. Problem pogłębia niedostateczna u nich znajomość regulaminów, brak doświadczenia w dowodzeniu zgodnym z 'Przepisem Musztry y Obrotów' oraz brak zaplecza w postaci grupy legitymizującej funkcję, którą chcieliby pełnić. Prawo do takiego odtwarzania oficera ma w zasadzie każdy, kogo stać na mundur i przyjazd na imprezę - nie widziałem nigdy, żeby kogoś podobnego inni oficerowie wyprosili z zabawy (choć stawianie w szeregu żołnierzy owszem). Natomiast próby wyegzekwowania (w taki czy inny sposób) prawa do dowodzenia jakąś grupą lub grupami przez nieprzygotowanych
'samooficerów' są dosyć kuriozalne i z góry skazane na niepowodzenie. Jeżeli owi 'samooficerowie' rzeczywiście się w pełni przygotują, to odpowiednie dla siebie zajęcie zapewne nietrudno znajdą, jednak zawsze najlepiej solidnie terminować w oddziałach i starać się zyskać akceptację swojej grupy dla funkcji, którą chcemy pełnić (jaka by ona nie była). W naszej umownej formule rekonstrukcji bez akceptacji kolegów każda funkcja jest martwa i może mieć walor co najwyżej dekoracyjny, zaś nauki musztry bez łączenia teorii z praktyką niepodobna sobie wyobrazić:
'Ponieważ nauka Officyerów obeymować powinna wszystko, co jest zawartem w trzech szkołach żołnierza, plótonu i batalionu, a stale ustanowioną bydź może tylko przez połączenie teoryi z doświadczeniem;' Przepis Musztry y Obrotów' str. 11.
Oto znalazło się doskonałe poparcie moich obaw o skrajnym subiektywiźmie postrzegania imprez rekonstrukcyjnych.
Na forum www.poniatowski toczy się zabawna dyskusja o zbliżającej się imprezie w Gdańsku.
Wypowiadają się i geronty i mamuty i szczurki polskiej rekonstrukcji. konflikt narasta wokół braku żołdów, braku noclegów, mówi się o honorze, dobrym smaku, współczuciu dla biednych...
Nie zajmę stanowiska w tamtych kwestiach bo to klasyczna rozmowa o gustach.
Natomiast zyskałem definitywną pewność że mimo wspólnej nazwy i podobnych mundurów jesteśmy skrajnie odmiennymi ludźmi, o bardzo rozbieżnych poglądach na temat tego co pozornie wspólnie robimy.
Wniosek z tego dla mnie jest taki, że systematyka zjawisk rekonstrukcyjnych jest możliwa jedynie w wąskim gronie ludzi mających te same poglądy, natomiast w środowisku ogólnopolskim jest marzeniem ściętej głowy... niestety.
To też chyba nigdy się nie zmieni, bo i w Europie zachodniej gdzie stworzono klasyfikację również ciągle istnieją konflikty i są grupy ignorujące te wskazówki lub je wręcz wyśmiewające. Nie mówiąc już o tym, że o ile wiem jest tam kilka równoległych i sprzecznych środowisk wystawiających "cenzurki" bitwom.
Ale wbrew pozorom wydaje mi się że to nie jest zjawisko smutne i zmuszające do strugania sobie trumny. Raczej sądzę, że to rozgraniczenie powinno narastać do czasu kiedy spolaryzuje nasze środowisko w taki sposób, że grupy jasno się określą i przyporządkują do którejś ze stron. A wtedy problem zacznie zanikać, bo po prostu - ci którzy mają odmienne wizje będą bawić się na odmiennych imprezach.
W ostatecznym rozrachunku posłuży to zarówno podniesieniu jakości polskiej rekonstrukcji "hardkorowej" jak i rekonstrukcji "widowiskowo-gminnej", co również jest zjawiskiem w świecie normalnym i zrozumiałym.
Jest to tylko zagrożenie dla tych którzy wchodzą do świata rekonstrukcji i trafią do nieswojego typu grupy - i najprawdopodobniej obrażą się na cały ruch zamiast podjąć próbę poszukiwań grupy która odpowiada ich temperamentowi.
nipi
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum