Dołączył: 20 Maj 2006 Posty: 135 Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2006-12-07, 14:59 Na co nam dowódcy?
Pytanie zadane w tytule uważam za bardzo istotne, bo wojska przybywa, umiejętności też a z dowodzeniem było i jest tak samo - kiepsko. Wypowiedzi na ten temat, tzn. oficerów, dowódców i ich miejsca pojawiały sie już w innych tematach ale chyba warto się nad tym zastanowić jeszcze raz: po co w rekonstrukcji funkcyjni, czym powinni sie zajmować, gdzie są granice ich władzy, czy mają dekorować czy dowodzić w polu i obozie?
_________________ Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
Witam!
Istotnie poziom wyszkolenia jest żenujący. Co najśmieszniejsze w Polsce to podoficerowie są lepiej wyszkoleni od oficerów.
Jako że nasze hobby szumnie nazywamy rekonstrukcją to ja wymagałbym tego czego normalnie wymagano od tych osób w epoce. Tredycyjnie więc posłużę się kilkoma cytatami z PRZEPISU MUSZTRY Y OBROTóW DLA PIECHOTY FRANCUZKIEY (Warszawa 1811)
Nauka officyerów.
Ponieważ nauka Officyerów obeymować powinna wszystko, co iest zawarte w trzech szkołach, żołnierza, plutonu i batalionu, a stale stanowioną bydź może tylko przez połączenie teoryi z doświadczeniem; zatem w każdym półku założoną bydź powinna nauka teoryczna, oprócz musztry w polu.
(...)
Żaden Officyer nie będzie poczytany za znaiącego swoie obowiązki, do póki nie będzie w stanie kommenderowania i wytłómaczenia dokładnie wszystkiego, co wzwyż wzmiankowanych trzehc szkołach iest przepisanem.
Nauka Podofficyerów
Nauka Podofficyerów zawierać będzie w sobie szkołę żołnierza i plótonu. Obowiązkiem ich będzie umieć dokładnie, oprócz robienia bronią im szczególnego, wszystko co się ściągać może do robienia bronią żołnierza, do ognia i maszerowania.
Tyle cytatu
Ponadto wymagał bym od nich donośnego głosu i zrozumiałej wymowy komend. Opanowania, rozumu i zimnej krwi na bitwach. Znajomości regulaminu i umiejętności jasnego tłumaczenia go i nauczania innych i takie inne bzdury które są w regulaminie, a nikomu nie che sięgo czytać, a tym bardziej próbować wprowadzać go w życie. No cóż niektórzy po prostu nie nadają się do tej roli i powinni zostać zwykłymi żołnierzami, no ale nie można nikomu zabronić przebrania się z ładne ciuszki. Ale też nie wiadomo czy ktoś takiego oficera posłucha. Życie zweryfikuje taką nominację.
Pozdrowienia Zły Kapralu Woznkt!
Jestem za a nawet przeciw. To kiedy odwracamy się do Nich plecami?
Jak by co to się dołączam do bojkotowania (ostatnio nabyłem w tym temacie bardzo cenne doświadczenia ).
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 851
Wysłany: 2006-12-08, 09:35
Darek napisał/a:
Jak by co to się dołączam do bojkotowania (ostatnio nabyłem w tym temacie bardzo cenne doświadczenia )
Zacznę od końca: właśnie mi się przypomniał pomysł, by wzbogacić naszą rekonstrukcję o odtworzenie sądu polowego na którymś z biwaków.
Bardziej na poważnie: moje poglądy w sprawie poruszonej przez Brykieta ulegają stopniowej ewolucji. Nadal nie uważam, żeby naszych oficerów dawało się podzielić na dwie skrajne kategorie dobrych/złych (miałem kiedyś zresztą na temat z niepijem małą różnicę zdań, w której dokuczyłem mu zdecydowanie więcej niżbym chciał). Z drugiej jednak strony widać gołym okiem, że ruch krzepnie i miejsca na swobodną improwizację w nim coraz mniej. To narzuca dużo wyższe wymagania, niż np. rok temu. Przy coraz liczniejszych jednostkach i coraz częstszym ich współdziałaniu rysuje się też widoczna potrzeba określenia łańcucha dowodzenia.
Zgadzam się i z Brykietem i z Woznktem, że nie ma co wywarzać otwartych drzwi. Podstawowe wymogi są znane i zostały wyżej wymienione. Po części omówiliśmy je m.in. w wątku Regulaminy i wyszkolenie. Te wymogi tak naprawdę są jednak dużo szersze niż XIX-o wieczne. Z prostego względu: nie jesteśmy wojskiem, a jedynie je w mniej lub bardziej ułomnym stopniu odtwarzamy (co narzuca szereg ograniczeń formalnych), mamy wiek XXI i zupełnie współczesne wymogi bezpieczeństwa. Uwagi kolegów chciałbym więc wzbogacić i o spostrzeżenie, że osoby, którym przyznajemy określone funkcje, których stopnie tradycyjnie były wyrazem, winny potrafić godzić oba te światy w sposób naturalny. Powinny wiec wykazać się umiejętnościami regulaminowymi, ale i nie zapominać gdzie ten regulamin się dziś kończy, a gdzie zaczynają wymogi zupełnie współczesne. Warto też pamiętać, że mundur i ranga są nie tyle prawem, co zobowiązaniem, dla tego, który je nosi.
Pozdrawiam!
_________________ "Otóż to, szlachta polska, szabelką wywijać, śmierć połykać, a rozkazów nie słuchać." Kostanecki pod Albuerą
Dorzucę parę spostrzeżeń z mojego punktu widzenia. Jeśli chodzi o życie obozowe to oczekuje od oficerów żeby widzieli że mają przeprowadzić wojsko z punktu A do punktu B, o określonej porze. Mają wiedzieć czy wojsko ma co jeść, czy wojsko ma gdzie spać i czy wojsko wie w jakiej kolejności następuje zmiana warty. Poza tym czysto wojskowym podwórkiem, oficer powinien pozałatwiać wszelkie formalności związane z udziałem w rekonstrukcji. Po załatwieniu tych spraw oficer powinien się oddalić w celu wykonywania czynności które robi najlepiej tzn: na bankiet, albo gdzie indziej, gdzie może reprezentować swoją jednostkę.
Podczas rekonstrukcji oficer musi wiedzieć gdzie ma rozlokować swój oddział, z kim oddział ma współdziałać ( w ramach jakiej formacji ), znać cele taktyczne ( czytaj: scenariusz ), wyznaczyć i rozlokować podoficerów. Potem może się udać na pogawędkę z innymi oficerami. Parafrazując słynne łacińskie przysłowie: przede wszystkim nie przeszkadzać.
Dla mnie jako zwykłego żołnierza i tak podoficer jest najważniejszy i on bezpośrednio wydaje rozkazy. Od podoficera wymagam darcia gęby, pilnowania dyscypliny, umiejętności poprowadzenia musztry. Zgadzam sie że:
Woznkt napisał/a:
Istotnie poziom wyszkolenia jest żenujący. Co najśmieszniejsze w Polsce to podoficerowie są lepiej wyszkoleni od oficerów.
Obserwuję ponadto żenujący poziom wiedzy na temat epokowej taktyki i strategii. Czasami mam wrażenie, że odbywam podróż w czasie i dowodzi mną marszałek Koniew . Wydaje mi się , że część czasu na biwakach, zamiast nocnych polaków rozmowy, moglibyśmy poświęcić na wykłady z tego tematu. Marzy mi się dyskusja panelowa, gdzie moglibyśmy podyskutować np. o taktyce Poniatowskiego w kampanii 1809. Byłoby to z pożytkiem dla sprawności fizycznej wojska w dniu następnym i poziomu rekonstrukcji w ogóle.
Zgadzam się też, że:
Woznkt napisał/a:
no ale nie można nikomu zabronić przebrania się z ładne ciuszki. Ale też nie wiadomo czy ktoś takiego oficera posłucha. Życie zweryfikuje taką nominację.
Z tym że weryfikuje nie tylko życie, ale i nasze wymagania wobec dowódców. Stawianie wysokich wymagań spowoduje że i oficerowie nam się dotrą, albo zginą w mroku przeszłości. Czego sobie i Wam życzę. :grin:
Wiek: 23 Dołączył: 21 Kwi 2006 Posty: 167 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-12-08, 16:00
No to i ja swoje trzy grosze.
Uważam, ze gros problemów wynika z pewnego niezrozumienia sytuacji. Musimy pamiętac, że gros grup w Polsce dysponuje siłą ok 10, góra 15 stałych zołnierzy, w tym dobosze, markietanki. Niecałe składy są w stanie pojawić się na danej batalii - w efekcie regułą są siły grup 10-12 ludzi. Zatem dość mało. Na czele takiej grupy lepiej "wygląda" podoficer (lub dwu) niz oficer. Stąd wynika brak oficerów liniowych niższego szczebla - podoficerowie sa bardziej uniwersalni. Jedynie nieliczne grupy w Polsce nie tyle potrzebują ile dla fasonu mogą sobie pozwolić na oficera/ów - 4ka, Legia. Walcząc jako całość podobnie Prusaki czy 2ka (4/II, 6/II, Woltyżerowie). Ale przeca starczy, żeby te grupy osobno dały siłę po 20 ludzia (dwie sekcje po 10 z podoficerem, oficer jako szyszka :grin: ) i proszę - a wtedy Ty Woznkcie, Sieni, ArtuGiTu, Sawiak - będziecie znakomitymi oficerami. Bo takoż było w istocie w historii - nizszy szczebel oficerski różnił sie od wyzszych podoficerów częścia obowiązków pozabojowych, fasonem, estymą, ale na polu bitwy taki podporuczniczyna tez tylko pilnował linii plutonu, maruderów, strzelania... No bo jak tu sie wyrwać z inicjatywą z linii... Nizsze oficery (ale i wyzsze też) nie musiały robić "szkół", wychodziły z szeregów podoficerskich.To nie XX wiek i esencja walki na poziomie druzyny czy wręcz sekcji. Nizszy oficer (czyli akuratni dla naszych potzreb) tak na prawdę kontroluje robote podoficerską. Inna sperawa, czy będziecie chcieli przyjąc taki awans W kazdym razie kandydatów widzę <lizus>
To, co jak sądzę jest esencja probloemu, to szczebel wyższy - ludzie koordynujacy nas na wyzszym poziomie - szefowie batalionów i wyzej. Tu juz nie tylko trzeba znac "smród kompanii" ale tez mieć wyobraźnieą, jak tym wsiem kierować i, co gorsza, jak się trzymac scenariusza - bo też jest to bolączką samej idei rekonstrukcji - oficer z polotem Napoleona skrępowany scenariuszem
W wojsku jest z reguły tak, ze sie odbębnia lata w dołach, potem awansuje, uczy nowego (tak, tak, im wyżej tym insza sztuka dowódcza) fachu i tak do szczebli najwyższych. Ewentualnie podchorążówki, junkry co się uczą od startu wyzszej komendy.
U nas jest z tym gorzej - bo też nie jest to stała struktura wojska, tylko luźne środowisko, różne grupy, poglądy. Takie oficery nie mają zbytnio gdzie się dokleić (no, chyba żeby zmontować GRH "SZTAB") i głupio sie czuje szyszkownik na czele trzech fizylierów... Dochodzi wyjątkowość bitew duzych, gdzie jest się czego uczyć (służę dwa lata a zaliczyłem ledwo takie bigi - Auster, Ptulusk, Jena, na resztę brak czasu/gotówki). W efekcie juz samych "batalionowców" jak na lekarstwo - Skolik, gen. T.I.Szert jak ma dobry dzień, Zaremba... A czym wyżej tym gorzej... JAk dotychczas jedynym człowiekiem, jakiego widziałem, a który próbował jakoś dowodzić na szczeblach wyższych był Towariszcz Sokolow, zwany "Wariatem". Owszem, świr, ale jedyny który chyba ma jakąś wizję, jak te pionki po szachownicy poprzestawiać. Dowodem manewra pod Pułtuskiem. NA batalii machał się po całym polu bitwy, dywizję dostał jeden z ENSowców. I, niestety, była klapa - miast wspólnego ataku, jak na manewrach, pykanina pojedynczych batalionów. Sorrki, ale koledzy Czechy tez oficerami szczebla wyzszego nie są.
Pewnie, że to "życzeniowość", ale w bataliach powyżej 500 uczestników MUSI bć praca sztabowa, łączność. Niechby każdy batalion miał jednego - dwu gońców, na kazdy odcinek jeden "generał" z konnym posłańcem i juz można działać, bo inaczej ten niższy oficer owszem, dowodzi batalionem, ale jak ma on pamiętać o całości scenariusza??? Nie da się!
Gdyby tak to podsumować - powiedziałbym, że w miare rozrostu naszych grup pewna ilość dobrych, niższych oficerów się pojawi - po prostu z awansu (jak w prawdziwej armii) wywołanego potrzebą. mam spore obawy, czy uda się przeskoczyc wyższy szczebel, skoro na doswiadczeńszym zachodzie to też szwankuje. Ale może?? Jak komuś z naszych kolegów zechce się jeszcze bawić po 50-ce w pułkownika? A na teraz może czas pomyśleć, by jednak troche dopracować te sztaby? Bo jak ma dowodzić oficer/podoficer, obarczony swym 10-osobowym oddziałkiem i całym scenariuszem (bo skądżeby się miał pojawic goniec z kolejnymi poleceniami??) Może kiedyś powstanie GRH Adiutantów i sztabsoficerów, zawodowych sprinterów, którym bedzie się chciało biegać w mundurach i przypominać pierwszej linii, że w tym momencie scenariusz przewiduje odwórt?
Pozdroffki!!!
p.s.
Cytat:
mamy wiek XXI i zupełnie współczesne wymogi bezpieczeństwa
Przyznaję, ze tu ciut związku nie widzę...
_________________ Honor to bóg wojska!
Kiedy nie masz honoru, nie masz wojska!
1. Mi na razie nie jest śpieszno do bycia oficerem, brak mi takowej wiedzy. Jednocześnie wśród kandydatów nie wymieniłeś Waldeczka, naszego kapitana, który ostatnio wykonał zaskakujący skok jeżeli chodzi znajomość regulaminu (oczywiście jak na polskie warunki ).
2. Co do jednostek zagranicznych, to muszę Cię zmartwić, bo poziom tam jednak jest wyższy. Może na pierwszy rzut oka nie widać róznicy, ale prawda jest zgołą inna. Jako przykład podam Jakuba Samka który potrafi ustawić, a następnie poprowadzić batalion piechoty do ataku. I nie robi tego jakoś tak na opak, bo tak mu się wydaje. Wręcz przeciwnie robi to ze wszystkimi zasadami epoki i regulaminu. Drugi przykład to 9 lekka, tam też widać doskonałe wyszkolenie całej kadry oficerskiej i podoficerskiej.
3. Oficerowie w 10-cio osobowych grupach też są na miejscu. Powiem więcej, w takim składzie można już wystawić 8 żołnierzy, jakiegoś dowódcę i przewodniego. Mogą to być zwykli żołnierze, może się też któryś z nich mianować na kaprala, albo sierżanta. Ale dzięki takiemu składowi takiej małej grupy można z powodzeniem ćwiczyć szkołę żołnierza i plutonu (tu akurat potrzeba trzochę wyobraźni, gdyż wtedy działa się jako jedna z dwóch sekcji plutonu).
4. Sprawa oficerów mianowanych po znajomości, tudzież za pieniądze itp. Przykład z epoki. Pan Fredro pisze w swoich pamiętnikach jak to został oficerem. Jego kariera byłą w sumie błyskawiczna. Można powiedzieć że go kolega mianował, albo dobry wójek, nieważne. Jego kwalifikacje były żadne, jedynie to że pochodził z dobrej rodziny. Jednak już po kilku miesiącach wykonywał sprawnie całą swoją służbę (raporty, apele, wszelka praca sztabowa itp) Widzicie jak się ładnie naumiał
5. Na koniec, pisałem to już wcześniej. Wszystko jest w regulaminie. Jakie mamy obowiązki, jak mamy je wykonywać, jak się ich uczyc i jak ich nauczać. Przecierz to jest najnormalniejszy podręcznik w którym wszystko jest ładnie wytłumaczone. Tak wiec siegajmy tam częściej nic nie wymyślajmy, tylko wprowadzajmy go w życie.
Właściwie to mi już i Wznkt i Harry "wyjeli z ust" że się tak wyrażę, ale napiszę po swojemu.
po 1
Jeśli chcemy rekonstruować ówczesne wojsko to sprawa jest stosunkowo prosta.
Regulaminy się zachowały w dużej mnogości i wyborze. Są tam komendy, wymogi dla poszczególnych stopni, wskazówki jak ćwiczyć samemu i jak nauczać innych. Wszystko napisane jest jasno i gdybyśmy się do tego zastosowali to w zasadzie sprawa jest rozwiązana...
po 2
...ale nie do końca. Bo wiadomo że trudno oczekiwać posłuchu od wolnych ludzi, którzy mogą mieć inne zdanie i na przykład uważać regulaminy za nieodpowiednie źródło wiedzy.
Mają prawo do tego.
po 3
...ale nie do końca bo ta zabawa to ma być przyjemność, więc mimo wszelkich egzminów i sprawdzianów nikt nie zechce poddawać się rozkazom kogoś kogo nie lubi lub nie szanuje jako dowódcy. Ma do tego prawo.
po 4
ja też mam kilka propozycji awansów. Może Bolesław, Wisław i Bertold na początek, bo znam ich długo i zawsze postrzegałem ich jako fajnych... bez żart.
Sam zajmuję się tym od 8 lat i wiem z doświadczenia ale i z rozmów z ludźmi którzy współtworzyli ten ruch w Europie od 20-30 lat, że dobry dowódca nie jest tym który "jest" od początku, ani od dawna, ani, co gorsza ten, który wkuł wszystkie regulaminy.
Dobry dowódca - to talent, który powinniśmy znaleźć i szlifować.
Taki człowiek musi mieć posłuch ale nie może wzbudzać niechęci, musi znać regulamin ale musi go umieć finezyjnie obejść. Musi mieć poczucie odpowiedzialności za swoich ludzi ale musi też wzbudzić w swoich ludziach taką odpowiedzialność za wizerunek pułku.
Czyli oficerowie są potrzebni, jaknajlepsi... tyle że nikt na nich nie czeka.
Muszą poświęcić swój czas, starania, pieniądze i z czasem zdobyć sobie szacunek i posłuch wśród ludzi, którzy zechcą docenić ich walory.
Takich ludzi wszyscy powinni wspierać.
(mimo to zapewniam że nieliczni osiągną ten cel, bo takie jest życie)
Dlatego proponuję naśladować dobre wzorce i czytać regulamin.
Można prowadzić kilka razy w roku kilkudniowy kurs dla oficerów taki jaki odbywa się w Komern(czy jakto się pisze...).
Można jeździć po wiedzę i terminować w lepszych grupach na zachodzie czy wschodzie.
Można zebrać pretendentów do podoficerowania i stworzyć z nich szkoleniową kompanię dowodzoną przez kilku najlepszych, która poświęci czas poza imoprezami na gruntowną naukę według regulacji, ci następnie podzielą się wiedzą ze swoimi kolegami z oddziałów dowodząc nimi w bitwach. Możemy też, jeśli tak bardzo potrzebujemy oficerów, stworzyć rodzaj certyfikatu opartego na egzaminie z wiedzy regulaminowej i wzajemnie to respektować...
Pamiętajmy jednak że żaden taki certyfikat nie zmusi nikogo do posłuchu i nie wymagajmy tego.
Moim skromnym zdaniem oficerowie bez oddziału w większości są kwiatkiem w butonierce, ale dopuszczam też możliwość istnienia wykształconego sztabu jeśli rzeczywiście się on wykształci i zyska moje zaufanie.
Wiek: 23 Dołączył: 21 Kwi 2006 Posty: 167 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-12-08, 22:41
Kajam się za brak Waldka! Mea culpa.
Co do "propozycji" - to nie idę po linii "stażu". Inna rzecz, że zdolność do rzucania cytatami z regulaminu przez Woznkta zbija mnie z nóg... Chciałbym tak
Nie twierdzę też, że brak jest ludzi, którzy potrafią ustawić i poprowadzić batalion do walki. Samka nie widziałem w tej roli, ale miałem b. dobrego 'batalionowca" pod Jeną (ehhh, żeby w epoce Awstryjce mieli takich, to kto wie, co by było pod Wagram? ). TAk samo słowa nie powiem o oficerach z 9-tki czy 22-ki. Z reszta tego "szczebla" nie krytykuję, jeśli tak to zrozumiałeś, to jest to moja niezręczność. Wybacz.
Zwróć natomiast uwagę, że z reguły szwankuje "to coś wyżej", co z reguły spotyka sie z sarkaniem starych wiarusów (zaden przytyk, czy ktoś słyszał o miłości linii do sztabu??).
A uwaga o stażu; z historii wojskowej przebija się taka zasada, że o ile niższe szczeble się wytyra, to wyższe - musza być wytyrane z talentem. A raczej powinny dla dobra służby.
No własnie, to co nas bawi to "tylko", ale i "aż" rekonstrukcja. Niby bawimy się w wojsko, ale bez przesady. Poniekąd tu leży słabość.
Woznkcie - mów mi po prostu "Owca" oki?
no i co Wam odbiło z tymi nowymi tagami???
_________________ Honor to bóg wojska!
Kiedy nie masz honoru, nie masz wojska!
Coś od siebie...
W zasadzie o oficerach w rekonstrukcji polskiej napisano już wszystko.
nie wiem czy padło pytanie do czego są oni nam potrzebni ? (biorąc pod uwagę liczebność grup). Najlepiej wyszkolony oficer będzie świetnym reprezentantem grupy, ale NIGDY NIE BĘDZIE LEKARSTWEM NA BRAKI W WYSZKOLENIU SZEREGOWYCH I PODOFICERÓW.
Zamiast szukać kandydatów na oficerów pracujmy nad sobą, a w wielu przypadkach trzeba zaczynać od podstaw. Wielu żołnierzy, mając 2-3 lata slużby, nadal nie potrafi maszerować! Idąc w szeregu tylko przeszkadzają innym.
Stado oficerów tu nie pomoże, jesli taki delikwent nie chce się uczyć (Pan Giertych znalazł na takich sposób)
HA! Remik ma tu trochę racji.
Oficer wystarczy nam jeden na 100-200 osób, czyli w polsce wystarczyło by najwyżej dwóch
Druga sprawa to niższe stopnie, ci ludzie muszą być świetnie wyszkolenie, tak żeby mogli przekazywać sowją wiedzę jeszcze niżej. Oczywiście nie będą oni maszerować za rekrutów, ale ich rola jest bardzo ważna przy młodym wojsku, gdyż są oni taką ramą w którą wkłada się niedoświadocznych żołnierzey. Jeżeli podoficerowie będą znali swoje miejsce i wszystko dobrze robili, to nie dadzą młodemu wojsku szansy na popełnienie dużego błędu. Po prostu nie będzie na to miejsca.
ps. Myśle że nie ma co już tego tematu ciągnąć. Lepiej iść poćwiczyć
zpdro
Woznkt Kapral Bez Nóg
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 851
Wysłany: 2006-12-09, 21:55
Podzielam pogląd, że autorytetu nie da się zadekretować. Jedni go mają inni nie. Krawiec nic tu nie zmieni. Nie dziwi mnie natomiast poziom naszych podoficerów. Powiedziałbym, że to rzecz w każdej armii naturalna. Nawet w rekonstruowanej. Jest zresztą na to prosta odpowiedź. Rekonstrukcja jest u nas stosunkowo młoda i do niedawna wszystkie kadry były wyłaniane w oparciu nie tyle o przymioty, o których mowa, ile w oparciu o to, kto pierwszy wyraził chęć organizacji danej jednostki. Koledzy i koleżanki, którzy zostali podoficerami, doszli do tego pracą. Mało jest takich, co przeszli całą ścieżkę od szeregu do stopni oficerskich. Efekty widać. Dyskusja o przymiotach nie daje jednak odpowiedzi, po co nam oficerowie. Zwłaszcza, że i w okresie nas interesującym (od wojny o konstytucję 1792 po powstanie listopadowe 1831), przeważająca część korpusu oficerskiego rekrutowała się ze szlachty, a im wyższego urodzenia, tym szybciej awansowała. Nie była to bynajmniej polska specyfika. W Anglii było to zresztą usankcjonowane prawem do zakupu stopni. Oznaczało to niekiedy brak tych wszystkich zalet, o których mówimy, bądź też zgoła rażącą niekompetencję szarż.
Pojawia się tu też pewien, zasygnalizowany pośrednio wątek dodatkowy. Szkoła żołnierza, to dokument francuski. Przyjęty w armii rewolucyjnej, potem w cesarskiej i sprzymierzonych. W armii Rzeczypospolitej, czy wojsku królestwa kongresowego, obowiązywały inne dokumenty. Podobnie w wojskach koalicji anty napoleońskiej. Tak więc proste przeniesienie wymogów szkoły żołnierza, na wymogi stawiane oficerom może okazać się nieadekwatne.
Krzysztof Polak napisał/a:
Koroniarz napisał/a:
mamy wiek XXI i zupełnie współczesne wymogi bezpieczeństwa
Przyznaję, ze tu ciut związku nie widzę...
Dla mnie jest on dość oczywisty. Dowódca (dowolnego stopnia), to osoba, która bierze odpowiedzialność za innych. Oznacza to, że ma szereg praktycznych problemów do rozwiązania. W warunkach rekonstrukcji sprawy regulaminowe, stanowią jedynie część problemów, z którymi po przywdzianiu munduru można się zetknąć. Wszystkie trzeba umieć na bieżąco rozwiązywać, a często bywa tak, że żaden regulamin z epoki rozwiązania nie przedstawia. Może też być tak, że przedstawia rozwiązania nieprzystające do rzeczywistości a.d. 200... roku. Przykłady można ciągnąc bez końca. Ograniczę się do paru, poczynając od poruszonych wcześniej w tym wątku.
Ogólnie: w większości rekonstrukcji krajowych obowiązuje nas ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych. Nakłada ona określone obowiązki na organizatora, ale i na funkcyjnych. Dowodzący (obojętne w obozie czy w polu) musi wiedzieć co mu wolno, co nie, jakie przysługują mu uprawnienia.
Pierwszy przykład: warta. Załóżmy, że wystawiona przez oddział warta jest świadkiem kradzieży armaty (o ole wiem, do kradzieży takiej doszło dwa lata temu w Raszynie). Co warcie wolno?
Drugi przykład: mimo zagrożenia pożarowego, rozpalane są ogniska. Co może komendant placu (Pułtusk)?
Trzeci przykład: alkohol. Dopuszczalny czy nie? Gdzie, na jakich zasadach i dlaczego? Jakie są sankcje (każda chyba rekonstrukcja, która trwała dłużej niż dzień)?
Czwarty przykład: broń i amunicja. Której broni wolno legalnie używać? Kiedy, gdzie i z jakich ładunków można korzystać (każda bez wyjątku rekonstrukcja z użyciem broni strzelającej)?
Piąty przykład: problem bezpieczeństwa, wypadków i związanej z nimi odpowiedzialności (wszyscy wiedzą o czym mówię).
Mam nieodmiennie dyskomfort, kiedy psuję zabawę. Będąc jednak przekonany, że o kwestiach bezpieczeństwa nigdy za wiele, pozwolę sobie zauważyć, że dowódca musi znać rozwiązanie wszystkich tych problemów. Odpowiedzi dostarczane przez unormowania z okresu są niewystarczające i raczej nie będą brane pod uwagę przez sąd czy policję, gdy dojdzie do jakiegoś nieszczęścia. Te bowiem korzystają z przepisów współczesnych.
Dla porządku: nic z tego co napisałem, nie sprzeciwia się temu o czym piszecie. Z większością tych poglądów się zgadzam. Uważam jednak temat za niewyczerpany i dlatego prowokuję. Ciekaw też jestem poglądu Brykieta, jako inicjatora tego wątku na co nam dowódcy (zważcie też, że dowódcą jest nie tylko oficer, czy podoficer, ale dowolna osoba wyższa rangą).
Pozdrawiam wszystkich.
_________________ "Otóż to, szlachta polska, szabelką wywijać, śmierć połykać, a rozkazów nie słuchać." Kostanecki pod Albuerą
1. Szkoła Żołnierza dla wojsk Księstwa Warszawskiego jest obowiązująca bo przetłumaczona i zalecona do użytku przez ministra wojny i zarazem Wodza Naczelnego, więc rekonstruktorzy wojsk polskich okresu napoleońskiego opierają się na tym dokumencie mimo że powstał pierwotnie dla armii francuskiej.
2. Faktycznie pomijam przeważnie aspekt współczesny oficerowania, ale z pewnym rozmysłem...
Bo nie widzę powodu dla którego organizator i nadzorca administracyjno-ekonomiczny musiałby być za razem dowódcą liniowym. Wręcz uważam że łatwiej i zdrowiej dla rekonstrukcji jest rozdzielić te funkcje (choć przeważnie są połączone)
Byłbym skłonny namawiać do tego by pułkowi "ekonomowie" i zapisywacze na bitwy oddali sie tej roli a oficerowie poświęcili więcej czasu na ćwiczenie musztry ze szpadą i analizę miejsca w szyku miast rozsyłać i odbierać sterty mejli w sprawie najbliższych bitew.
Oficer w pojęciu rekonstrukcji historycznej ma jednoznaczne funkcje, a w pojęciu "uczestnik wyższej rangi na imprezie masowej" to zupełnie inna historia, obwarowana setką ustaw i paragrafów, których z pewnością nikt z nas do końca nie ogarnia, tym bardziej, że kombinacje zależności mnożą się tysiącznie po przekroczeniu jakiejkolwiek granicy nawet w obrębie Unii bo każde państwo ma własne, odmienne regulacje.
Myślę że rola oficera w aspekcie reakcji na kradzież czy pijaństwo to nie nasza decyzja, wydaje mi się że w świetle obowiązującego prawa jedyną rozsądną reakcją jest powiadomienie POLICJI i modlitwa o pomyślny przebieg interwencji, bo jakiekolwiek rozwiązania siłowe uznane zostałyby chyba za nieuprawnione.
Czyli co... Brykiecie - mówimy o dowódcy rekonstruktorze, czy o dowódcy jako organizatorze życia oddziału?
Pozdrawiam
nipi
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 851
Wysłany: 2006-12-09, 23:50
niepij napisał/a:
1. Szkoła Żołnierza dla wojsk Księstwa Warszawskiego jest obowiązująca bo przetłumaczona i zalecona do użytku przez ministra wojny i zarazem Wodza Naczelnego, więc rekonstruktorzy wojsk polskich okresu napoleońskiego opierają się na tym dokumencie mimo że powstał pierwotnie dla armii francuskiej.
Owszem. Tyle tylko, że w naszej krajowej rekonstrukcji okresu mamy do czynienia również z jednostkami nienapoleońskimi (Prusacy, KAD etc.). Takie zawężające ujęcie niejako pozbawia ich prawa posiadania własnych dowódców. To zaś wskazuje, że kwalifikacje dowodzącego muszą być określane na podstawach wspólnych dla wszystkich jednostek, niezależnie od odtwarzanej armii, czy odtwarzanego okresu (i nie mam rzecz jasna na myśli jednostek sprzed epoki wojska stałego, przynajmniej tak jak to ujmował Kukiel).
niepij napisał/a:
2. Faktycznie pomijam przeważnie aspekt współczesny oficerowania, ale z pewnym rozmysłem...
Bo nie widzę powodu dla którego organizator i nadzorca administracyjno-ekonomiczny musiałby być za razem dowódcą liniowym. Wręcz uważam że łatwiej i zdrowiej dla rekonstrukcji jest rozdzielić te funkcje (choć przeważnie są połączone)
Ponieważ w rekonstrukcji nie da się oddzielić przeszłości od teraźniejszości, to poważnie obawiam się, że nie da się też oddzielić pasji od odpowiedzialności. Wyjście, które podajesz rozwiązać może jedynie problem pierwszy i drugi (i zasadniczo się z nim zgadzam). Może trzeci. Pozostałych nie. Trzeba też zdefiniować dowodzenie liniowe. Jeśliby oddzielić od niego rozwiązywanie tych i innych problemów, ryzykujemy, że jedyne do czego dowódca (dowolnego stopnia, czyli np. szeregowiec najdłuższy stażem) jest potrzebny, to ustawienie wojska w kolumnę, bo polecenie otwarcia ognia byłoby już czynnością administracyjną.
Ponownie i dla pełnej jasności: również oddzielam sprawy administracyjne (nazwijmy to: "sztabowe") od dowodzenia jednostką podczas rekonstrukcji ("dowodzenie liniowe"). Uważam jednak, że o ile w poczet spraw czysto administracyjnych da się wliczyć koordynację sprawy żołdów, czy ubezpieczeń, tudzież sprawy kwatermistrzowskie, to pozostałe obciążają każdego dowódcę. Przynajmniej ja mam takie względem niego oczekiwania.
_________________ "Otóż to, szlachta polska, szabelką wywijać, śmierć połykać, a rozkazów nie słuchać." Kostanecki pod Albuerą
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum