I jeszcze jako uzupełnienie. Oficer jako osoba do kontaktów pomiedzy grupą a organizatorem czy sztabem powinien potrafic porozumieć się w języku innym niż nasz ojczysty. Jeśli nie czuje się na siłach dowodzić w polu, to od tego jest sierżant czy kapral. Technicznie oficer może stać z boku a dowodzi faktyczny dowódca np. podoficer, który jest typowym frontowym weteranem-liniowcem.
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 889
Wysłany: 2007-01-17, 10:03
niepij napisał/a:
Ale zwróć Koroniarzu uwagę... oni mieli dowódcę. Mieli określone zadania, a dzięki dobrej jeździe na koniach i wyczuciu historyczności stanowili jeden z wielkich walorów tego widowiska.
Wiesz, ja na żadnym etapie naszej rozmowy nie negowałem potrzeby wyszkolenia. Wskazywałem raczej na potrzebę pewnej wszechstronności wynikającej z innych niż historyczne uwarunkowań. Od jakiegoś roku pracuję ze Szwoleżerem i wieloma innymi osobami nad formowaniem 2-ego szwadronu 1-ego pułku szwoleżerów gwardii i pierwsze za co się zabraliśmy to szkolenia. Odpukać, jakkolwiek powoli, to całość postępuje naprzód. Mój komentarz dotyczy raczej tego by w pracy, którą we wspólną pasję wszyscy wkładamy, nawiązywaniu kontaktów krajowych i zagranicznych, nie zatracić zwykłego koleżeństwa, które jakby zaczynało niektórym umykać. Jednostkę spod Jeny, o której mówimy, oczywiście sfotografowałem, choć nie w najbardziej uderzających mnie momentach, bo wówczas jakoś nie miałem głowy by na nią szklanym okiem spoglądać. Za to skorzystałem z okazji by z nimi w wieczór po bitwie słów parę zamienić.
Dlaczego mi wtedy konia nie dowieźli?
(odpowiedź oczywista: bym mroku przed zmierzchem nie robił )
P.S.
Ponieważ moja ostatnia refleksja na temat dowodzenia spotkała się z żywym, choć niekiedy mylnym odbiorem poza forum, dementuję pogłoski, jakobym stał się zwolennikiem anarchii. Wszelkie spekulacje, w tym personalne, w tym zakresie należy uznać, za przedwczesne. Dziękuję jednak tym co chcieli uchronić mnie od błędów, czy oferowali pomoc. Odpowiedzialność za wszelkie nieporozumienia spoczywa oczywiście wyłącznie na mnie.
Pozdrawiam!
_________________ "Naprzód psiekrwie! Cesarz patrzy!" Kozietulski pod Somosierrą
Ja Wam tak powiem:
Sam najchętniej byłbym w oddziale, który składa się z wielkich przyjaciół, którzy podejmują decyzje jednomyślnie, bo mają te same poglądy...
...ale te kilka oddziałów, które poznałem i te kilka lat obserwacji pokazały mi że "koleżeństwo" jest wartością tak eteryczną(mimo że piękną), że oparcie na niej organizacji wieloosobowej zakrawa na szaleństwo.
Dlatego tak skupiam się na regulaminie - regulamin nie pozostawia wątpliwości co do wymagań wobec poszczególnych osób, a przedstawiony odpowiednio wcześnie jako warunek współpracy być może uratowałby wiele "koleżeństw", które skończyły się po pierwszym wspólnym wyjeździe.
Oficerowie nie są niezbędni ale mogą się przydać by zabawa była pełniejsza.
Oczywiście jednak z racji utajonych instynktów, często nieuświadomionych nawet przez nas, musimy upewnić się, że godząc się na oficera nie tworzymy przypadkiem pompatycznej świętej krowy, która będzie nam opowiadać o ojczyźnie i traktować nas jak swoją własność.
Każda grupa, jak już chyba pisałem, ma swoje kryteria i według nich wybierze, mimo wszelkich zabiegów z innych stron...
Jednak ważne jest by potrafiła okreslić te kryteria zanim ktoś "weźmie ją w cugle", by grupa ludzi miała możliwość wyboru i zdefiniowania pożądanych cech.
Nie powinniśmy jednak godzić się na pohukiwania i rubaszne przytyki niedowartościowanych samouków tylko dlatego że mają naszyte frędzle tam gdzie inni nie mają naszytych frędzli.
Jeśli komuś nie przeszkadza że jakiś pan przedstawia mu się jako jego nowy dowódca i każe mu "coś", to wszystko jest w porządku.
Jednak w przeciwnym wypadku warto pamiętać, że Konstytucja uczyniła nas równymi i poza prawdziwym wojskiem i policją, nie istnieją zobowiązania posłuchu wobec osób z naszytymi dystynkcjami.
Nie można się też spodziewać, że despotyczna komenda to jednorazowy wybryk, despotyzm wchodzi w krew i na stałe gnieździ się pod czakiem despoty, jemu samemu przedstawiając się jako niezbędna metoda zarządzania motłochem.
Krótko mówiąc jeśli oficerowie nam przeszkadzają to albo ich zmieniamy albo zmieniamy oddział. Nie obrażajmy się jednak na samą funkcję, która w wymiarze rekonstrukcji ma sporą wartość i jest integralną częścią zjawisk jakie próbujemy przywrócić do życia.
nipi
Tak z ciekawości o kim mówimy, bo w oddziałach jest tych oficerów niewielu, u nas tylko jeden na stałe i jeden z doskoku. Nie zauważyłem u Jacka żadnych z tych cech, które krytykujecie. W jakich oddziałach jest tak wielki problem z oficerami? Najwięcej oficerów jest w Arsenale, nie zauważyłem ani u Koroniarza ani u Piotra żadnych cech negatywnych - więc Arsenał odpada. Szef KDA - raczej ma posłuch u swoich, więc dyskusja Jego również nie dotyczy. Waldek z P2PXW posiada duża wiedze doskonale połączoną z kultura osobistą. Za Ziółkiem Jego Legioniści ruszają w bój,a on sam jest już nestorem w naszym gronie. Dowódca WAT ma znakomita postawę i zachowuje się i wygląda jak oficer. Dowódcy 11 i 15 p.uł. mają żelazny posłuch w swoich szeregach i zgodnie z tradycja kawaleryjska w szkoleniu zawsze prezentują jak powinno wyglądać dane ćwiczenie. i
To o kogo chodzi?
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 889
Wysłany: 2007-01-24, 09:26
Jazlowiak napisał/a:
Tak z ciekawości o kim mówimy, bo w oddziałach jest tych oficerów niewielu, (...) Nie zauważyłem (...) żadnych z tych cech, które krytykujecie.
Witaj! Nie tyle krytyka co refleksja była tym razem moja, a odnosiła się pewnego braku życzliwości, z którym każdy z nas co jakiś czas ma wątpliwą przyjemność się zetknąć. Powoduje to, że proste sprawy stają się trudne i brak uśmiechu tam gdzie by się przydał. Jeśli możesz uczciwie powiedzieć, że nie zetknąłeś się z sytuacją kiedy warunkiem czyjegoś uczestnictwa w przedsięwzięciu było wykluczenie kogo innego, zamykaniem przedsięwzięć do określonego kręgu wybranych, etc. to z chęcią przyznam, że moje wrażenie jest mylne, a zachęta do tego by spokojnie rozmawiać nawet o rzeczach trudnych jest typowym wyskokiem Filipa z Konopi. W pozostałej części odsyłam do post scriptum mojej wcześniejszej wypowiedzi.
Pozdrawiam!
P.S.
Gratuluję ostatniego numeru DO BRONI. Czytam go powoli, ale wydaje mi się jednym z ciekawszych. W szczególności zainteresowały mnie artykuły p. Michała Rogackiego, który wnosi ważny głos do dyskusji o polskiej rekonstrukcji ze strony osoby weń nie zaangażowanej, a z innych, które zdążyłem przeczytać „Bolimów 1915 – Kamion 2006 / W szeregach rosyjskich walczyłem ... ale tylko dla Polski”. Dziękuję też za zamieszczenie reportażu z Jeny i artykułu Jerry Lavendera i Bartka Przybylskiego o szwoleżerach. Do artykułu p. Rogackiego myślę zresztą wrócić i przedstawić garść obserwacji z nim związanych.
_________________ "Naprzód psiekrwie! Cesarz patrzy!" Kozietulski pod Somosierrą
No i oczywiście Twoja relacja z Jeny
Artykuł o terminologii rekonstrukcji rzeczywiście jest ciekawy, niestety widać, że autor jest spoza ruchu. Niektóre określenia wydają się niepotrzebne, inne niezrozumiałe, sama potrzeba wprowadzania terminologii jest , moim zdaniem, nietrafiona.
Pozdrawiam
niee noo...
ja w przeciwieństwie do Koroniarza mam na myśli wszystkich.
To chodzi o wszystkich.
również o mnie, bo jak się napewno Jazłowiak orientuje od lat posiadam mundur oficerski, jak również kapelusz, choć buty sprzedałem za 50 złpl, bo też za tyle je kupiłem.
p.s. polecam ostatnie wydanie "Le Guide des Sous-officiers de l`infanterie francaise", kilka świetnych artykułów, same aktualności
p.s.2 proponuję dodać do toku rozumowania tryb przypuszczający i tor dla rozważań teoretycznych, moje wypowiedzi nie są międzywojenną powieścią z kluczem
p.s.3 nie znam aż tylu figur w polskiej rekonstrukcji, więc nie dostarczę przykładów personalnych
p.s.4 by sprostać tonowi dyskusji chyba muszę zaznaczyć, że moi oficerowie i ja również posiadamy gruntowną wiedzę i jesteśmy kulturalni, a cechy opisane przeze mnie, u nas się nie zdarzają
Wiek: 24 Dołączył: 21 Kwi 2006 Posty: 169 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-01-24, 15:48
A mnie jakoś zastanawia coś innego -
bo owszem, oficer to juz "figura", wychodzi z szeregu (by z reguły polec przed frontem, w koncu do Ipoł XX wieku straty oficeów do zołnierzy były proporcjonalnie wieksze), błyszczy epoletami...
Ale zapominamy jakby, ze w sporej czesci grup oficerów nie ma i dowodzą podofowie. A z dziejów wojska wiadomo, że wielu podficerów to despoci, kanalie, łachmyty, zupaki, nieraz częściej niż oficerowie. Zastanawiam się, czy nie zeszliśmy trochę z tego toru rozważań; sokoro mówimy o "dowódcach" to przeciez także o podoficerach!
Wszakże stopien oficerski jest po porstu kolejnym awansem. Skoro rekonstruujemy wojsko danego okresu -to takze część jego praktyki funkcjonowania, w tym awanse, degradacje itp. Jak nie masz oficera dowodzi podoficer, jak jest potrzeba w grupie - to sie go awansuje na oficera. I jak w normalnym wojsku zwieksza sie poziom odpowiedzialności takiego człowieka. Bo przeciez tak samo było z szeregowcem, któregośmy na podfa wykopali w górę. Uznalismy, ze wart, by nami dowodzić, daliśmy awans i zwiekszone obowiązki.
Nie demonizujmy może oficerów bo to taki sam etap rekonstrukcji jak słuzba szeregowca czy podoficerska.
_________________ Honor to bóg wojska!
Kiedy nie masz honoru, nie masz wojska!
Z pierwszą częścią wypowiedzi Krzysztofa Polaka bym polemizował, bo czy rzeczywiście oficer wychodzi przed szereg by zginąć.
Regulaminy z epoki jasno podają, że bywał przed szykiem, z boku, z tyłu, a nawet wewnątrz czworoboku i stale winien był wiedzieć co się dzieje i jak się do tego ustosunkować...
Z kolei z drugą częścią dla odmiany też bym polemizował, bo w sumie pisząc o dowódcach cały czas mam na myśli dowodzących a nie tylko oficerów.
Podobnie z trzecią częścią z którą się zgadzam...
Bo przeciez głównie o to mi chodzi, byśmy rekonstruowali ówczesną armię z jej wszystkimi szczeblami, byle jednak owe awansy były uzasadnione i podlegały jakimś czytelnym regułom...
A już najbardziej przeciwny jestem sprzeciwowi wobec ostatniej części jego wypowiedzi.
Niech ten oficer, jeśli już jest, będzie, ale niech pamięta, że jest częścią zjawiska a nie zjawisko jest jego emanacją. Oddział powinien być po prostu grupą równych ludzi, z których każdy ma swoje zadania i tylko to ich różni.
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 889
Wysłany: 2007-01-24, 18:08
niepij napisał/a:
ja w przeciwieństwie do Koroniarza mam na myśli wszystkich.
...no i zamierzenie, by mnie tu mniej było widać padło po jednym dniu
Wszystkie zdarzenia są rzeczywiste. O ile jednak jestem zdeterminowany atakować problem, to odmawiam tego w stosunku do osób. Tam gdzie zajdzie taka potrzeba i tak rozstrzygniemy to sobie bezpośrednio. Uwadze kolegów polecam znamienny fragment z "WODZOWIE I POLITYCY":
Jarosław Czubaty napisał/a:
Nasuwa się pytanie, czy stosunki panujące między generałami polskimi były w porównaniu z armią francuską rzeczywiście czymś niezwykłym. W armii napoleońskiej również niejednokrotnie dochodziło do zatargów między dowódcami; marszałkowie rywalizowali ze sobą, często nienawidzili się wzajemnie. Pojedynki między oficerami były zjawiskiem normalnym - tolerowano je, uważając, że dowodzą odwagi i stanowią rodzaj naturalnej selekcji kadry. Wydaje się jednak, że dyscyplina wojskowa, zwłaszcza w okresie wojny, była wyższa niż w wojsku Księstwa Warszawskiego. Surowe i konsekwentnie egzekwowane przepisy nie pozwalały na niesubordynację. Napoleon potrafił zmusić swych dowódców do posłuszeństwa i zgodnego współdziałania.
Nic zatem dziwnego, że skłócenia i konfliktowość dowódców armii Księstwa budziły u współczesnych, zwłaszcza cudzoziemców, zdumienie i zgorszenie. Bignon w jednym ze swych raportów w sposób dyplomatyczny wspomina o „upodobaniu do niezależności wspólnym wszystkim generałom polskim". Niejednokrotnie wolą oni dowodzić mało znaczącymi, ale wydzielonymi oddziałami, by nie podlegać żadnemu wyższemu dowódcy - Polakowi. Podobne uwagi formułowali współpracownicy wywiadu rosyjskiego
Tej części ówczesnej rzeczywistości rekonstruować nie mam zamiaru.
_________________ "Naprzód psiekrwie! Cesarz patrzy!" Kozietulski pod Somosierrą
Wiek: 24 Dołączył: 21 Kwi 2006 Posty: 169 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-01-24, 19:14
Drogi Niepiju, weź że wreszcie mów mi per Owca (ewentualna prośba do admina o zmiane mego nicku na "Owca")
Po pierwsze, nie moge się z Tobą zgodzic, po przecież nie ironizowałem, tudzież nie zastoswałem pewnej przenośni (poza tym, ze rzeczywiście ginęło ich lub było rannych stosunkowo wiecej od szeregowćów)
I weszcie wypada mi się niezgodzić z niezgodzeniem się...
Dobra, pentelka sie zrobiła - właściwie zaczynamu gonić w piętkę, bo mysli najwazniejsze padły juz dawno.
A zatem, ze dowódcy (zarówno podoficerowie jak oficerowie) powinni podlegać pewnym i w miarę możliwości jasnym zasadom awansu - znajomości regulaminów, autorytetu i umiejetności, a przede wszystkim - NORMALNOŚCI, jako członkowie środowiska rekonstuktorskiego a nie prawdziwego wojska. Kwestia zasobności czy "wystawności" jest tu... żadna, nie powinna mieć wpływu na "politykę" awansową.
I że są potrzebni (w sensie dowódcy) jako naturalny element rekonstruowanej instytucji, w tym przypadku wojska.
Mimo pewnych różnic pogląd mamy, jak się zdaje wspólny i jasny.
Sprawą otwarta w istocie pozostaje, jak nasza dyskusja miec się bedzie do realnego świata. Jesli bowiem w naszych grupach wsio działa tak, jak naszym zdaniem powinno - awansowani są własciwi ludzie, o odpowiednim autorytecie, wiedzy i umiejetnościach, w odpowiedniej ilości (no bo kaprala trzeba miec, ale nie pułk kaprali bez szeregowców, aka Chłopcy z Placu Broni), to czy we wszystkich?
_________________ Honor to bóg wojska!
Kiedy nie masz honoru, nie masz wojska!
Wydaje mi się, że problem nie dotyczy dowódców, których wybraliśmy spośród siebie. Problem dotyczy osób, które samoistnie przywdziewają oficerskie mundurki i spodziewają się traktowania ich jak oficerów.
Więcej nic nie piszę, bo to drażliwy temat, a każdy wie w czym rzecz.
Ważne jest też to co napisał Remington.
Jak już pisałem każdy oddział wybiera na wodzów kogo chce i jak chce. Pewnie nie zmienimy tego, bo niby jak?
Ale sytuacja się pogarsza w przypadkach gdy tuż przed bitwą podchodzi do nas "osobnik" w "stroju" i oznajmia nam:
-Jestem dowódcą strony francusko-polskiej, jesteście pod moimi rozkazami, proszę, drobnymi kroczkami do przodu marsz.
Co zrobić w takiej sytuacji? Czy to co należałoby? Czy też starać się go nie skrzywdzić?
Czy porzucić wieloletni czasem tryb szkolenia na rzecz zaspokojenia próżności oficera z samonadania? Czy zgodzić się na dyktat wójta gminy który oczekuje, że będziemy słuchać kogoś kto przedstawił mu się jako oficer, zamiast ćwiczyć własny kunszt manewrów i prezentować z trudem opanowane poruszenia?
To bardzo poważny problem. A milczenie w tej sprawie może narazić nas na ciche zwycięstwo oficerów bez pułków.
W głębi swej marnej duszy dopuszczam czasem przyjęcie takiego oficera w szeregi, ale musiałbym mieć pewność że przeszedł zaakceptowane przez mój oddział przeszkolenie i spełnia wszelkie wymogi. Chociażby po to żeby nie przyniósł nam wstydu i nie naraził nas na śmieszność wobec publiczności i innych grup swoją nieznajomością naszych możliwości lub swoim niedoświadczeniem.
Tego problemu tak łatwo się nie rozwiąże. Jest prawda czasu i prawda ekranu czyli potrzeby widowiska na motywach historycznych, jakim są nasze bitwy. Chyba problem leży w akceptacji ludzi powoływanych na pewne stanowiska i funkcje, jako łącznik pomiedzy organizatorem, czy wodzem naczelnym, a żołnierstwem. To nie muszą być ludzie w oficerskich mundurach, tylko jak to by wyglądało, gdyby polecenia wydawał kapral czy sierżant, To już nie ma znaczenia. Chodzi akceptację bądź nie, zachowań osoby postawionej wyżej w hierarchii organizacji bitwy, czy biwaku.
Jeśli chodzi o prezentację kunsztu, cz z trudem wyćwiczonych poruszeń, to docenić to mogą tylko inni rekonstruktorzy, lub pojedyncze osoby z widowni, posiadające odpowiednią wiedzą fachową.
Dla reszty jesteśmy kolorowa sałatka warzywną.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum