Poprzedni temat «» Następny temat
Autor Wiadomość
Na co nam dowódcy?
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 145
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2006-12-10, 11:15   

1. Jeśli chodzi o historyczne ujęcie to przecież każdy z wymienionych okresów ma swoją bibliografię, ikonografię i inne zabytki pozwalające ODTWARZAĆ właśnie obyczaj żołnierski danego okresu.
Jestem jak najbardziej przeciwny wrzuceniu wszystkich odtwarzanych okresów do jednego worka, bo otrzymamy takie Detling i mnie jako woltyżera przydzielą do osłony ćwierćkrakatauny albo jako mechanika w U-bocie.
Wielbiciele kolejnych okresów powinni zadbać o to by we własnym gronie gromadzić źródła i rozwijać kadry. Nie jesteśmy w stanie ocenić prawidłowo zalet oficerów z innych niż nasze okresy, bo ogrom wiedzy dla poszczególnych okresów i tak przerasta jak widać większość z nas.

2. Moim zdaniem odpowiedzialność za udział w imprezach powinni ponosić poszczególni uczestnicy, bo nie widzę innej możliwości... wręcz powinniśmy złożyć zaświadczenie o pełnoletności i zgodzie na poniesienie odpowiedzialności za swoje czyny.
Trudno oczekiwać żeby jakiś Bogu ducha winny kapral miał spędzić lata w więzieniu za jednorazowy występ pijanego rekruta.
Poza tym szczerze powiedziawszy odpowiedzialność za wypadki i przebieg imprezy powinien w przeważającej mierze ponosić organizator.
To on powinien zadbać o zapobieganie kradzieżom i niedopuścić do udziału nietrzeźwych w imprezie.
Nie mówię że my możemy to ignorować, wręcz przeciwnie, powiniśmy starannie tego pilnować ale nie posiadamy żadnych środków przymusu i jedyne co możemy robić w trudnych przypadkach to przekazać je określonym służbom.
Rozumiem że Koroniarz ma na myśli również obowiązki podoficerów w przeszkoleniu ogniowym żołnierzy ale te są oczywiste również według regulaminów z epoki.
Decyzja o oddaniu salwy jest pochodną decyzji o zorganizowaniu imprezy czyli na zdrowy rozum odpowiedzialność również ponosi organizator, tym bardziej że w zasadzie tylko organizator ma prawo wydać nam proch...
Oczywiście oficer musi wiedzieć kiedy może strzelić, i jak, by nie narazić na zranienie widzów czy żołnierzy innych oddziałów. To nie podlega dyskusji.

Dla mnie definicja dowodzenia liniowego w rekonstrukcji to po prostu dowodzenie według regulaminów danego okresu, z zaznaczeniem że oficer zobowiązany jest niedopuścić do wyrządzenia szkody komukolwiek (mimo że odtwarzamy wojnę...).

:superman:
3. a może wręcz najważniejsze
Nie czuję się na siłach rozważać praktyki oficera-organizatora, również dlatego że widzę swoisty tego bezsens, bo przeważnie każdy "twórca" oddziału wykształca własne wymogi, zwyczaje i nałogi, narzucając je później swoim rekrutom, a do tego przeważnie stwarza rodzaj klimatu potepienia bądź chociaż krytyki wobec innych stylów dowodzenia i prowadzenia grupy. To jest wszechobecne zjawisko. I to niestety powoduje że nasza dyskusja ma charakter miłej acz niezobowiązującej rozmowy towarzyskiej.
To co mogę powiedzieć z przekonaniem to jak sam widzę tą sprawę w oderwaniu od rzeczywistości, w środowisku według mnie idealnym, czyli swoistym bezczasie w którym obowiązuje tylko prawo moralne oparte na ogólnoeuropejskich wartościach i regulaminy epoki którą chcemy odtwarzać, a wtakim kontekście sprawy są dla mnie oczywiste na tyle na ile jasne są regulaminy...

pozdrawiam
nipi
 
     
Krzysztof Polak 
bywalec
Pułk 3-ci Piechoty



Wiek: 24
Dołączył: 21 Kwi 2006
Posty: 169
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-12-10, 12:33   

Koroniarz napisał/a:
Krzysztof Polak napisał/a:

Koroniarz napisał/a:

mamy wiek XXI i zupełnie współczesne wymogi bezpieczeństwa


Przyznaję, ze tu ciut związku nie widzę... :shock:

Dla mnie jest on dość oczywisty. Dowódca (dowolnego stopnia), to osoba, która bierze odpowiedzialność za innych. Oznacza to, że ma szereg praktycznych problemów do rozwiązania. W warunkach rekonstrukcji sprawy regulaminowe, stanowią jedynie część problemów, z którymi po przywdzianiu munduru można się zetknąć. Wszystkie trzeba umieć na bieżąco rozwiązywać, a często bywa tak, że żaden regulamin z epoki rozwiązania nie przedstawia. Może też być tak, że przedstawia rozwiązania nieprzystające do rzeczywistości a.d. 200... roku. Przykłady można ciągnąc bez końca. Ograniczę się do paru, poczynając od poruszonych wcześniej w tym wątku.


Zrozumiawszy i zauwazywszy. Pozdrowiwszy!!!
_________________
Honor to bóg wojska!
Kiedy nie masz honoru, nie masz wojska!
 
 
     
Prusak 
początkujący


Dołączył: 11 Sty 2006
Posty: 16
Skąd: Festung Danzig
Wysłany: 2006-12-10, 14:34   

niepij napisał/a:
Nie czuję się na siłach rozważać praktyki oficera-organizatora, również dlatego że widzę swoisty tego bezsens, bo przeważnie każdy "twórca" oddziału wykształca własne wymogi, zwyczaje i nałogi, narzucając je później swoim rekrutom, a do tego przeważnie stwarza rodzaj klimatu potepienia bądź chociaż krytyki wobec innych stylów dowodzenia i prowadzenia grupy. To jest wszechobecne zjawisko. I to niestety powoduje że nasza dyskusja ma charakter miłej acz niezobowiązującej rozmowy towarzyskiej.

Dokladnie ,dotknąłeś tu innej kwestii.Wiekszość grup uznaje siebie same za "wzorcowe".A tymczasem,to czy jakaś grupa czy dowodzący jest wzorcowy tak naprawde musiałby oceniac ktos z zewnatrz,tylko kto?Dla nas ,niezaleznie z jakiej grupy "moja grupa zawsze będzie "mojsza" lub "najmojsza" od innej"
_________________
Mit Gott fur Koenig und Vaterland!
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 145
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2006-12-10, 22:38   

Tak.
Żeby było jasne ja sam traktuję siebie i moje trzy obecnie Oddziały, jako absolutnie wzorcowe i najlepsze!
;P
O to właśnie chodzi, że ta sytuacja jest wszechobecna i... normalna. Dlatego jakieś próby systematyzowania oficerskości, czy nie, poza własną grupą są według mnie skazane na niepowodzenie.
Chociaż o dziwo znajduję kompromis i sposoby na wymienność kadry z kilkoma oddziałami w Polsce i poza jej granicami, co prawdopodobnie dowodzi że można znaleźć kilka grup, autonomicznych, które opierając się na regułach jasnych i zgodnych z zasadami budowania i gromadzenia wiedzy(na wzór uniwersytecki), zechcą dzielić się władzą i splendorami w imię wyższego celu jakim akurat dla nas jest rekonstrukcja na podstawie źródeł historycznych.
Niemniej wiem i rozumiem, że są dziesiątki innych grup i osób które powołując się na te same lub zupełnie odmienne ideały kroczą skrajnie odmiennymi drogami niż te którymi idziemy my. Dlatego właśnie wątpię w paneuropejskie porozumienie o wymienności oficerów we WSZYSTKICH grupach...
Ta dziedzina nie rządzi się zasadami logicznymi lecz tak jak to bywa z nienawiścią, miłością i przedświątecznymi zakupami tu w grę wchodzą emocje.
:>
Pozdrawiam
nipi
:superman:
 
     
Prusak 
początkujący


Dołączył: 11 Sty 2006
Posty: 16
Skąd: Festung Danzig
Wysłany: 2006-12-11, 08:45   

niepij napisał/a:
przedświątecznymi zakupami tu w grę wchodzą emocje

Ciekawe porównanie ;P
_________________
Mit Gott fur Koenig und Vaterland!
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 135
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2006-12-11, 12:05   

Dawno tu nie zaglądałem, więc muszę "się odnieść":
Oficerowie są potrzebni bo byli. Kropka.
Ale do czego?
Na pewno nie do pilnowania BHP w bitwie i obozie oraz wyręczania w innych sprawach organizatorów, w tym firmy ochroniarskie.
Są od dowodzenia - czyli powinni kierować podległym im oddziałem, manewrować nim w polu i paradzie. Znać scenariusze i terminarze, chronić, bronić i szkolić swych ludzi. Reprezentować w sytuacjach miłych i niemiłych. Jednak są to tacy sami rekonstruktorzy jak inni i, drogi Koroniarzu, nie wymagajmy by ponosili odpowiedzialność prawną w większym zakresie niż inni uczestnicy. Za to ich rolą, wg mnie jest bycie ojcem oddziału i przewodnikiem zagubionych (w tym pijanych nieodpowiedzialnych) owiec. Powinni, jak każdy inny, dbać o dobre imię oddziału, zwalczać złodziejstwo, pijaństwo itp. patologie. Ale jeszcze raz podkreślę - mimo że są "na świeczniku" nie mogą wyręczać ochroniarzy i kucharzy.
Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy - dobry dowódca, z talentem, będzie tym, wokół którego skoncentruje się oddział, a zatem będzie i organizatorem jego życia, również poza bitewnego.
Zdaję sobie sprawę, że piszę o ideale. Tak naprawdę już w tej chwili aby to wszystko grało trzeba w większych oddziałach pomocników "szefa" - furier, podoficerowie, markietanki, pisarze, pani z długopisem...
Kolejna sprawa dobry podoficer to nie to samo co dobry oficer. Ich zadania są zupełnie różne, wyszkolenie i umiejętności także. O ile pierwszych kilku by się już u nas znalazło, z drugimi kłopot, bo próbuje się ich zrobić z kaprali i sierżantów.
Dla porównania: dobry taksówkarz nie musi być dobrym kierowcą autobusu.
A co do zadań w polu, najlepiej byłoby stosować łańcuch dowodzenia: sztab-dowódcy odcinków-dowódcy oddziałów-podoficerowie.
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Hubzal 
bywalec



Wiek: 42
Dołączył: 30 Maj 2006
Posty: 66
Wysłany: 2006-12-11, 12:15   

Tak na marginesie:
Ci wszyscy porucznicy w szamerowanych mundurach ale bez oddziałów (jednoosobowe grupy rekonstrukcyjne):
Toż to wymażony materiał na adiutantów - niech ganiają z wywieszonym jęzorem!
Jest tylko jeden kłopot, są jednorazowi.
Zaraz po pierwszym kursie, się gdzieś zadekują.
 
     
Krzysztof Polak 
bywalec
Pułk 3-ci Piechoty



Wiek: 24
Dołączył: 21 Kwi 2006
Posty: 169
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-12-11, 15:17   

Brykiet napisał/a:
Za to ich rolą, wg mnie jest bycie ojcem oddziału i przewodnikiem zagubionych (w tym pijanych nieodpowiedzialnych) owiec


Toż to pomówienie, jeszczem się nie znieprzytomnił na biwaku/batalii!!! :mrgreen:
_________________
Honor to bóg wojska!
Kiedy nie masz honoru, nie masz wojska!
 
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 889
Wysłany: 2006-12-11, 15:51   

Moje oczekiwania względem dowodzących są jednak nieco inne. Nie tyle co do kompetencji, co do hierarchii. Oczekuję, że jeśli ktoś obejmuje dowodzenie, to bierze związaną z tym odpowiedzialność. Całą. Nie tylko tę część, która mu odpowiada. To oznacza również rzeczy nudne. Łącznie z BHP ( jeśli ktoś twierdzi, że przy posługiwaniu się bronią sprawy bezpieczeństwa nie są ważne, to ja się z nim stanowczo nie zgadzam). Mógłbym poprzeć pogląd dłuższym wywodem, ale rzecz jest dość prosta i wcale tego nie wymaga: wokół dowódcy organizuje się życie oddziału. Na biwaku, w marszu, na bitwie. Nie trzeba żadnego doświadczenia by zauważyć, że gdy żołnierz (również w naszym rekonstrukcyjnym światku) ma pytanie, czy dowolny, związany z rekonstrukcją problem, to nie idzie do organizatora, czy ochrony, tylko zwraca się do dowódcy. Uważam więc, że dobry dowódca, winien umieć wziąć odpowiedzialność za swoich ludzi. Jak ktoś nie chce wziąć odpowiedzialności, to jest nieodpowiedzialny. Nieodpowiedzialnego za dowódcę nie chcę. Dowódca to nie taki, który sprawdza się gdy nie ma problemów, ale taki, który potrafi im zapobiec zanim się pojawią i sprostać gdy już nadejdą. Dobry dowódca, to w moim odczuciu taki, który nie uchyla się od rozwiązania problemu, gdy członek oddziału wpadnie w tarapaty. Jeśli ktoś ma być dowódcą jedynie wtedy gdy jest dobrze, to dobrym dowódcą nie będzie. W myśl zasady, że (parafrazując) dowódców poznaje się w biedzie.
Padło tutaj parę nazwisk. O wszystkich tych osobach pewno moglibyśmy powiedzieć wiele dobrego. Sam korzystałem z życzliwych rad, każdego chyba z nich. Podam jednak przykład, tego z wymienionych kolegów, o którym wiem już, że cechy te posiada. W Krakowie jedna z osób miała wypadek. Po godzinach, w czasie wolnym, wracając na biwak. Osoba, która wcześniej tego dnia pełniła w naszym (mocno kombinowanym) oddziale, rolę dowódcy polowego, wstała, wzięła kolegę do samochodu i spędziła pół nocy jeżdżąc od szpitala do szpitala, by zapewnić pełną pomoc. Mogła odesłać do organizatora (był), lub do ochrony (też była). Mogła też uważać, że ze względu na późną porę i formalnie odrębny oddział, sprawa jej nie dotyczy. Mogła też zostawić kolegę na pogotowiu i powiedzieć: dalej się tobą zajmą. Tak jednak nie było. Takiego dowódcę szanuję. Nawet jak go kiepsko znam. Kto tam był, wie o kim mówię. Stopień jest mi obojętny, bo kolejnym razem, w sytuacji kryzysowej mój wzrok skieruje się najpierw na niego. Nawet jak obok będzie stał generał. Co do części formalnej: odpowiedź o przyczyny odpowiedzialności łatwo znaleźć. Czytając np. zasady wprowadzone przez organizatorów rekonstrukcji bitwy pod Jeną czy Austerlitz. Lub też coraz częściej podsuwane nam przez organizatorów cyrografy. Oczywiście oczekuję, że dowódca będzie znał właściwy dla formacji i danego okresu regulamin. Byłoby miło gdyby miał ładny mundur. Jeśli jednak zdarzy mu się zapomnieć czy przekręcić komendę, będzie miał wysłużony mundur („a na nim ni srebra, ni złota”), to będzie to jednak mieć dla mnie znaczenie mniejsze, niż jego przymioty osobiste.

Pozdrawiam Kolegów!
_________________
"Naprzód psiekrwie! Cesarz patrzy!" Kozietulski pod Somosierrą
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 145
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2006-12-11, 22:52   

Czyli, szanowny Koroniarzu, prawdopodobnie łączysz dwa światy w osobie jednego oficera-dowódcy.
Ja to rozumiem i w zasadzie pochwalam takie kryterium doboru ludzi na oficerów, ale profesjonalizm w zasadzie nie ma związku z etyką... mimo że wiele grup zawodowych powołuje się na takie powiązania i szafuje przeróżnymi przysięgami i zapewnieniami to jednak jak świat światem ludzie są słabi, przede wszystkim słabi etycznie.
Dlatego sądzę, że tak naprawdę Twoja wypowiedź świadczy o potrzebie przebywania z uczynnymi, współczującymi i dobrymi ludźmi, a profesjonalizm i rekonstrukcję odsuwasz na dalszy plan.
Ja przyznam, że staram się postępować podobnie tyle że... ocena moralności, uczynności i dobroci tak naprawdę jest absolutnie subiektywna i nigdy prawdopodobnie nie uznamy wszyscy jednego człowieka za sprawiedliwego - sam wiesz - jedni Jezusa kochają, inni nienawidzą, część go ignoruje a jeszcze innych śmieszy. Ocena tych samych zachowań może być skrajnie odmienna.
Nadal jestem przekonany że oficer i menedżer oddziału to nie musi być ta sama osoba. Dobry duch pułku także nie musi być ani oficerem ani menedżerem. To jest grupa ludzi która ma współpracować i powinni sie w niej znaleźć różni ludzie, o różnych zaletach.
(przyznam, że tworząc KompanięWoltyżerów założyliśmy, że będzie to grupa spokojnych i podobnych do siebie ludzi, tak byśmy mieli ten komfort, że mówimy wspólnym językiem, przy czym założeniem był też określony poziom wiedzy historycznej - co dało ten efekt że wybór oficera jest dla nas tylko czynnością "profesjonalną" - po prostu wybieramy najbardziej obkutego w regulaminach, bo aspekt uczynności i odpowiedzialności załatwiliśmy na początku - więc może dobry duch oddziału to nie człowiek tylko ów mityczny " esprit de corp")
:spiderman:
Ja traktuję tą rozmowę jako wstęp do ewentualnego porozumienia większej grupy osób o wykształceniu i wcieleniu mechanizmów pozwalających na w miarę sensowną wymiennośc oficerów w różnych oddziałach, na porzucenie podejścia - on dowodzi bo dał kase, bo założył oddział, bo ma najdłuższą lufę w AN, bo jest dobry, bo jest zły...
Sądzę, że to co można stanowczo określić "a priori", należy jasno określić, a później spośród spełniających dane warunki wybrać tego który mi właśnie odpowiada.
Tak postępuję obecnie.
Wybrałem grupy, które spełniają moje wymogi etyczne i rekonstrukcyjne, przynajmniej w minimalnym stopniu i z nimi współpracuję. Oczywiście są może grupy z bardziej uczynnym oficerem ale może nie spełniają moich wymogów rekonstrukcyjnych. Są też grupy doskonałych rekonstruktorów, które są dla mnie nazbyt chropawe w obejściu.
Jednak byłoby lepiej wytworzyć środowisko kilku grup które mają podobne kryteria oceny "profesjonalnych" umiejętności, żeby w chwilach takiej potrzeby mogły łączyć się w większe związki "taktyczne" hihihihi... W konsekwencji zbliżylibyśmy się do pierwowzoru naszej zabawy, czyli spełnilibyśmy ideał rekonstrukcji, który wbrew zdaniu wielu osób polega właśnie na tym żeby maksymalnie zbliżyć się do pierwowzoru.
Dlatego nalegam na ów "profesjonalizm".
Choć jak napisałem - nawet jeśli powstaną już te kryteria i nielubiany przeze mnie osobnik je spełni to i tak będę wolał znaleźć się pod komendą kogoś kogo lubię.
:brick:
Dodam jeszcze, że mimo polemicznego charakteru mojej wypowiedzi, ja też najbardziej cenię ludzi odpowiedzialnych, dobrych i uczynnych i prawdopodobnie służylibyśmy u tego samego oficera albo podobnego charakterem, nawet jesli myliłby komendy i niedomagał mundurowo.
:superman:
Pozdrawiam
nipi
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 221
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-12-12, 11:02   

Koroniarz napisał/a:
Drugi przykład: mimo zagrożenia pożarowego, rozpalane są ogniska. Co może komendant placu (Pułtusk)?

Trzeci przykład: alkohol. Dopuszczalny czy nie? Gdzie, na jakich zasadach i dlaczego? Jakie są sankcje (każda chyba rekonstrukcja, która trwała dłużej niż dzień)?

Co za "...miód na serce moje...". Jako medyk niczym nie dowodzę, ale widzę - i czuję - skutki pewnych działań, czasem nie wiem jak zwrócić uwagę, bo ani w miarach rekonstrukcyjnych, ani w zachowaniu współczesnym pewne poczynania się nie mieszczą. Kultura - pilnie poszukiwana :evil:
niepij napisał/a:
Dobry dowódca - to talent, który powinniśmy znaleźć i szlifować.

Kolejna piękna myśl - znam to z Francji, gdzie przystepując do określonej grupy należy liczyc sie z tym, że trzeba przejść swoisty "...chrzest..." bojowy, ale jeśli dowódca [w moim przypadku profesor, historyk sztuki, który jest chyba ideałem brankardiera z napoleońskiego ambulansu wywrzaskiwał mi nad uchem, ja potulnie słuchałam, później zaś - juz jako medyk widziałam jak to procentowało to "...coś w tym jest..."] ma charyzmę, nie złoto na mundurze.
U nas - no cóż...bywa jak bywa.
A tak a propos - czcigodny Panie Koroniarzu:
Pomysł sądu polowego byłby czymś bardzo ciekawym, podobnie jak inne aspekty ówczesnego życia. W Kłodzku pod tym względem działo sie dużo i ciekawie - choć po prusku to prawda. Pan Harry pewnie pamięta jak medyk musiał asystować przy tym "...życiu obozowym...". W sumie ciekawym - to prawda.
Pozdrowienia
 
     
Prusak 
początkujący


Dołączył: 11 Sty 2006
Posty: 16
Skąd: Festung Danzig
Wysłany: 2006-12-12, 13:47   

Maria J. Turos napisał/a:
Pomysł sądu polowego byłby czymś bardzo ciekawym, podobnie jak inne aspekty ówczesnego życia. W Kłodzku pod tym względem działo sie dużo i ciekawie - choć po prusku to prawda. Pan Harry pewnie pamięta jak medyk musiał asystować przy tym "...życiu obozowym...". W sumie ciekawym - to prawda.

A to juz nasza "pruska " tradycja...
_________________
Mit Gott fur Koenig und Vaterland!
 
     
harry 
początkujący
IR 52



Wiek: 41
Dołączył: 15 Maj 2006
Posty: 39
Skąd: Festung Thorn
Wysłany: 2006-12-12, 15:00   

Z jakiś dziwnych i nieznanych mi bliżej powodów wszyscy się zgodzili, że dowódcy są nam potrzebni. Natomiast całkowicie zgodnie z przewidywaniami i wielowiekową tradycją, każdy ma inny pogląd na sprawę, czym/kim oficer/dowódca ma być w grupie rekonstrukcyjnej. Bliżej mi raczej do poglądów Marcina, bo jaki jest sens oddzielania funkcji "menedżerskich" od stricte dowódczych, szczególnie, że w jednym i drugim przypadku potrzebne są podobne cechy charakteru ( ewentualnie umiejętności ). Nawet jeżeli w grupie będzie osoba ( tak wojskowa jak cywilna) która będzie zajmować się logistyką, to i tak odpowiedzialność za te działania spadać będzie na dowódce. Oczywistym jest że jeżeli dowódca nie będzie się sprawdzał to albo przestanie być dowódcą (dla dobra grupy) albo grupa przestanie istnieć ( dla dobra dowódcy).
 
     
Hubzal 
bywalec



Wiek: 42
Dołączył: 30 Maj 2006
Posty: 66
Wysłany: 2006-12-12, 16:12   

Odkąd świat światem a samce samcami - zawsze się owe samce potykały o to, który będzie przywódcą stada.
Samice też nie są gorsze, dla nich hierarchia w stadzie czasem ma większe znaczenie niż dla nabuzowanych testosteronem samców.
Powyższe dotyczy gatunku homo sapiens w stopniu nie mniejszym niż innych.
Pomiędzy słowami "dowódca" a "przywódca" różnica jest niewielka.
Tak semantycznie, jak i gramatycznie.
Bez przywódcy, nie byłoby stada = grupy = formacji.
Czasem jest tak, ze ten co "naprzedziejedzie" jest jednocześnie formalnym, nieformalnym i akceptowalnym przywódcą; czasem kto inny ściąga forsę ze świata, kto inny załatwia organizuje a jeszcze kto inny się "puszy i pohukuje" irytując jednocześnie tych ciężko pracujących na sukces grupy.
Tak jest wszędzie (w prawdziwym wojsku też).
W naszych GRH działają te same prawidła socjologiczne. Równie dobrze możemy się zastanawiać, czy potrzebne są nam rząd i parlament albo Sztab Generalny WP.
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 145
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2006-12-13, 11:51   

Panowie,
chyba przesadziliście z oglądaniem kanału BBC Nature. :bad:
Należy przełączyć na BBC History i oglądać sceny bitew, początku XIX wieku, a może lepiej wręcz przeczytać regulamin...
Skoro rekonstruujemy to należy sobie jasno powiedzieć że istnieli wtedy oficerowie i mieli jasno określone funkcje. Chyba nie zamierzamy w tej materii się spierać.
:cfaniak:
Natomiast mi w tej dyskusji chodzi o to by tacy oficerowie jeśli już muszą być, a powyżej 10-15 osób już być powinni, niech będą właśnie wybrani właściwie. Nie na podstawie ilości wydychanego testosteronu czy wyłożonych środków płatniczych tylko na podstawie określonych, uzasadnionych w rekonstrukcji umiejętności.
Prosta sprawa.
My nie potrzebujemy napuszonych pawi i czy innych cudaków, tylko jeśli wogóle potrzebujemy to kogoś kto jest zdolny podnieść poziom naszej zabawy odpowiednim zachowaniem i prowadzeniem. Z tym że to ma być koniec ich roli. Dowództwo nie ma być rządem dusz tylko wykonywaniem kilku precyzyjnie wyznaczonych czynności, które pomogą w wykonaniu skomplikowanych manewrów, a zaręczam że jeśli pojedziecie na porządne bitwy z porządnymi oddziałami to zobaczycie, że zdarzają się takie chwile kiedy trzeba zintegrować 100-200 czy nawet 500 osobową kolumnę po to by utworzyła linię bądź czworobok, a wtedy dyskusja o samcach traci sens, bo ktoś musi tym kierować.
Mi chodzi o to żeby nie kierowali tym idioci tylko ludzie merytorycznie przygotowani i sprawdzeni.
Aspekty biologiczne oficerowania wprawdzie są dla mnie zrozumiałe, ale w tym wypadku chyba są chybione, oczywiście jeśli traktujecie to poważnie.
:ironman:
nipi
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
 
   






Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Support forum phpbb by phpBB Assistant
Template created by Qbs.
Template theme based on Unofficial modifications.
Strona wygenerowana w 0,37 sekundy. Zapytań do SQL: 14