Wysłany: 2006-11-25, 21:42 Urocze i intrygujące fragmenty tekstów źródłowych
Stare regulaminy tchną swoistą dobrotliwością i zwykłym staraniem o jasne i sprawiedliwe rozwiązanie problemów życia "żołnierzów". Bardzo lubię te fragmenty ale też poznanie ich i być może nawet zastosowanie może wzbogacić naszą zabawę o wrażenia i smaki dawno zapomniane lub ukazać nam ponadczasowe aspekty ludzkiej krnąbrności i czasem śmieszności. hihihihi zaczyna się jak "Tryktyt o Skyłkych Śląskich" ale w rzeczywistości obmyśliłem ten temat jako taki targ dawnych śmieszności i ciekawostek.
Na początek prześledziłem z grubsza historię feldflaszy, komfortu "marszerowonia" i łowców "oderwańców"...
Regulament Służby Obozowey
Kraków 1810.
ROZDZIAŁ XIX
o Marszach
(...)
32. Kapitanowie będą mieli baczność, aby każdy żołnierz był opatrzony w feldflaszę wodą napełnioną.
33. Każą rozdawać przy sobie, przez dowodzących kapralftwmi po dwie łyżki octu do każdej feldflaszy, dla oczyszczenia wody. i odięcia jej surowości.
34. Markietani Pułków ułożą się między sobą, aby zawsze mieli trzy beczułki Octu w dobrym gatunku; Ocet ten będzie oszacowanym w słuszney cenie, zaraz przy rozpoczęciu kampanii, przez Generała kommenderującego, która to cena nigdy się iuż nie zmieni. Szefowie Batalionów maią przeftrzegać aby ten Artykuł wypełnionym zoftał; maią także uważać żeby wódkę markietani przedawali w dobrym gatunku.
(...)
42. Woysko ma przez cały marsz zachować ten sam porządek iakim sie uformowało wychodząc z Obozu, tak dalece, żeby w oka mgnieniu mogło się uszykować do boiu, gdyby tego okoliczności wymagały.
Dla ułatwienia tego, ma bydź zakazane Officyerom każdego ftopnia ieździć konno pomiędzy woyskiem; takowi maią się na boku Kolumn znaydować.
43. Generałowie Brygady i Kommendanci korpusów, oznaczą z którey ftrony kolumny maią maszerować Officyerowie, uważając, aby zawsze byli za wiatrem; ażeby kurzem żołnierzom nie dokuczali.
(...)
49. Mają uważać aby żołnierze nie przywiązywali do swych karabinów, ani feldflasz, ani innych rzeczy, ażeby mogli wziąść za broń, na pierwswzy znak.
(...)
52. Nigdy nie trzeba pozwalać żołnierzom zatrzymać się w marszu przy potoku albo ftudni, gdyż ich feldflasza powinna im wyftarczyć
63. W marszach nocnych, naywiększe milczenie przez cały ich ciąg zachowanym bydź ma.
64. Ma bydź zabroniono w czasie marszu iść zbożem, wyjąwszy przypadek, gdyby tamtędy droga kolumny szła.
65. Nigdy nie ma bydź wołano ftój; albo marsz w kolumnach, i żadne słowo nie ma bydź podawane.
(...)
67. Podczas marszów i zaftanowień się, nie mają bydź nikomu honory oddawane.
68. Z każdey kompanii ieden Sierżant i ieden Kapral, pod rozkazami Porucznika od Piechoty z Pułku, będą składać tylną ftraż Pułku; przeyrzą płoty, zapadłe drogi, wioski, dla zobaczenia, ieżeliby się tam nieukrywali żołnierze, którzyby baczności swych Officyerów uszli; przyaresztują takowych, i oddadzą swemu Pułkowi, za przybyciem do nowego Obozu.
(...)
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 221 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-11-26, 16:18
Temat wcale nie śmieszny. Jako medyk mogę dodać, iż ocet winny był wówczas często jedynym antyseptykiem.
niepij napisał/a:
52. Nigdy nie trzeba pozwalać żołnierzom zatrzymać się w marszu przy potoku albo ftudni, gdyż ich feldflasza powinna im wyftarczyć
To było zadanie batalionowego czy pulkowego chirurga - sprawdzić wodę
Na postoju filtrowano przez słomę i węgiel drzewny, a w czasie suszy mógł nawet postawić przy studni wartę.
Bardzo ciekawe - no i smaczek epoki.
Ja ze swej strony tez lubię "Urządzenie szpitalów...", choć pewne akapity mogą być trudne do przełknięcia m. in. o zakazie - sprawdzał ront - kładzenia sie spać w nocy, tudziez o zakazie zabierania ubrania na zmianę.
Ale cóż takie było życie...
Woznkt zwrócił mi uwagę na to że stosuję w tekstach z epoki połączenie literowe "ft" kiedy powinno być "st", które ówcześnie zastępowano ligaturą zbliżoną kształtem do "ft".
Robię to świadomie by zachować charakter ówczesnej pisowni.
Zdecydowaliśmy jednak, że dla lepszego zrozumienia przez czytających powinniśmy używać współczesnej pisowni.
Przyjdzie mi to z trudem ale będzie się czytać łatwiej.
(Regulament Służby Obozowej,
rozdział Markietani, Kupcy i Praczki za Woyskiem idące)
6. Ani Żołnierzom, ani innym do Woyska przywiązanym osobom, nie wolno iest najymnieyszego gwałtu wyrządzać, albo opłaty się domagać od Kupców żywność przywożących.
7. W Obozie lub kantonowaniu, każdy Markietan któryby po Capstrzyku dał komu pić, za pierwszą razą strofem 12 franków, za drugim zaś odpędzeniem od woyska ukaranym będzie.
8. Niewolno iest nikomu przy woysku znayduiącemu się, utrzymywać dziewczęta lubieżnością się bawiące; te któreby zostały poymane, z twarzą uczernioną będą po Obozie oprowadzone i wypędzone.
Ten ostatni punkt wyjątkowo dramatyczny...
nipi
[ Dodano: 2006-12-09, 11:28 ]
Kolejny intrygujący fragment, tym razem Aleksander Fredro "Trzy po trzy", (fragment dotyczy zwyczajów i żołnierzy w pierwszych dniach istnienia pułku drugiego piechoty):
"Nie spuszczałem przy tym z oka Artura Potockiego. Artur był to człowiek pełen honoru, dowcipu i dobroci - a przy tym zajmującej piękności. Ale dość było spojrzeć na jego rozpięty mundur, chustkę lekko zawiązaną, ładownicę przekręconą, pendent nie na miejscu, aby w nim poznać dziecko towarzystwa warszawskiego, a razem i armiii, bo Wódz naczelny był członkiem tego towarzystwa. Zachował on w był postawie i ruchu ową anglomanię, co wówczas ustępowała przed rubasznością obozową. 1809 roku był adiutantem Rożnieckiego. W 1812 szefem saperów - w 1813 adiutantem Księcia Józefa. Parę godzin przed tegoż zgonem wysłany do Cesarza, uniknął podobnego losu. Nareszcie z moim bratem Maksymilianem był fliegel-adiutantem cesarza Aleksandra. Nie spuszczałem, powiadam, z oka Artura, który, dla nieznośnego upału, rozciągnął się jak długi na wiązce słomy, ale całkiem nagi.
(...) Patrzałem więc z zadziwieniem na te Sans-facons Artura wobec nawet całej Deputacji Galicyjskiej i zapisałem w notach do "naśladowania". Ten strój Ojca Adama (!), bez liścia figowego, nb. nazwaliśmy potem szlafrokiem i często w upały po mustrze był w używaniu."
W dziwnym świetle stawia to nasze dyskusje o umundurowaniu... Okazuje się że przynajmniej "szlafrok" posiada już każdy, nawet rekrut.
Nieco komplikuje to też naszą dyskusję o kobietach w "wojsku", bo czyż chcecie im zabronić chadzać w "szlafroku"?
nipi
[ Dodano: 2007-03-25, 12:40 ]
Ostatnio miałem okazję widywać i słyszeć dyskusje o konieczności picia wódki przez żołnierzy...
Rzekomo konieczność tę uzasadnia regulamin Słuzby Obozowej.
Dodatkowo jednak ta konieczność została poszerzona przez rekonstruktorów do konieczności upicia się.
Niestety jednak regulamin służby obozowej nie wspomina nic o tym żeby zołnierze mieli być nawaleni...
Faktycznie są tam podane ilości i warunki w jakich ma być dostarczana i przechowywana wódka, jak i ocet, jak i wino, jak i jedzenie. Wiadomo jednak że wódka była w wojsku z trzech podstawowych przyczyn:
1. ze wzgledów zdrowotnych, bo pomagała utrzymać przewód pokarmowy w dobrym stanie, mimo bogatej flory bakteryjnej w okolicy...
2. do użycia przed bitwą dla zabicia strachu i skrupułów...
3. jako nagroda i środek dla umilenia chwil zapomnienia gdy można było odpocząć po służbie
Zalecane jednak dzienne ilości, w połączeniu z ciężkostrawnym i "brudnym" jedzeniem nie byłyby w stanie otępić nawet naszych mniej przywykłych do naturalnych środków odkażających i wspomagających trawienie. Oni nie byli notorycznie na bani, mimo że codziennie wydawano im alkohol.
Regulament Służby Obozowej" z 1810, Kraków (jak w tekście powyżej), mówi wręcz:
"Markietan, któryby po Capstrzyku dał komu pić, za pierwszą razą strofem 12 franków, za drugim zaś odpędzeniem od woyska ukaranym będzie."
Czyli nawet, szczerze powiedziawszy, poza służbą Wojsko nie stwarzało wiele okazji do pijaństwa...
Natomiast o nadużywaniu regulamin powinności żołnierskich wypowiada się jednoznacznie:
"piiaństwo poniża człowieka w każdym rzędzie społeczeństwa"
"Dziennik Podręczny", Warszawa 1807, str. 18, rozdział "Żołnierz w prywatnem pożyciu".
Niemniej wszystko jest rzeczą ludzką i stronę dalej autorzy zalecają:
"Mądrość, rozum, roztropność i rozsądek zdrowy,
Maią kierować twemi i czyny i słowy."
"(...) Otrzymalismy kwaterę razem z trzema starymi żołnierzami, (...) Ten początek zawodu naszego zachmurzył się nieco wypadkiem nieprzyjemnym, gdy jeden z ochotników, z nami na kwaterze stojacy, okradł nas i spółżołnierzy naszych z lichych zasobów. Schwytany karanym był według zwyczaju trzewikami przez wszystkich żołnierzy. Po ukończeniu tak nowego dla nas obrzędu, sierżant, który nim dyrygował, miał mowę do całej kompanii przeciw kradzieży, (...) ostrzegł, że wszyscy tak karani będą w razie przestepstwa, (...)"
K. Brodziński, "Wspomnienia mojej młodości", Kraków 1928
Dodać tylko trzebaby że trzewik w ówczesnym rozumieniu, to solidny, skórzany bucior z podeszwą ściśle nabitą wielkimi gwoździami. Złodziej który dostał od całej kompanii żołnierzy, po dwa rzuty trzewikami od każdego z trochę ponad stu, jak sądzę, musiał bardzo boleśnie odczuć niemoralność kradzieży. (no nawet jak każdy rąbnął go jednym trzewikiem...)
Tego nie musimy chyba rekonstruować ale robi to wrażenie.
"Regulamen służby obozowey y garnizonowey dla regimentów pieszych" 1775r.
Cytat:
Powinno być staraniem każdego Pułkownika, aby każda Kompania miała iednego Markietana, a przy Regimencie Traktiera, który by stół dla Officerów trzymał. Żołnierzom mie wolno handlować, a gdyby żołnierka chciała, to iey mąż powinien wszystkie swoie powinności odbywać.
Generał Maior ma ustalać taxę na piwo i mięso, ale bez ukrzywdzenia żołnierza i Markietana.
Markietani płacić będą Gen.Audytorowi od każdey Kommpanii po 32 grosze co miesiąc,
Maiorowi od Batalionu po 32 grosze, a Adiutantowi po 16 groszy.
Więcey nikt nie ma prawa od Markietanów wyciągać i lubo sami by dawali, nieprzyimować pod karą surową
Coś dla miłośników jednolitości munduru i wyglądu w wojsku Ksiestwa...
Henryk Brandt z Legii Nadwiślańskiej wspomina dzień przed wejściem do Smoleńska:
"Nad wieczorem poszliśmy do 5 korpusu. Była to pierwsza piechota polska, którąśmy widzieli. Piękni ludzie, bogato umundurowani i dobrze uzbrojeni, ale pod względem postawy, karności i wojskowego ducha nie mogący się równać z nami. Kiedy u nas była we wszystkim aż do przesady posunięta jednolitość, w najdrobniejszych szczegółach utrzymywana z największą ścisłością ( na przykład żołnierze musieli być ściśle ogoleni), tu panowała pewna tolerancja, dająca oficerom i żołnierzom dużo swobody. I tak wolno było ludziom nosić brody, jeśli chcieli, przeto można było tam spotkać "demokratyczne" brody u oficerów i żołnierzy, kiedy u nas tylko pułkowym saperom było to dozwolone. Prócz tego w korpusie oficerskim panowała swoboda granicząca z niesfornością."
Trzeba to jednak czytać ze świadomością że Legia Nadwiślańska była w zasadzie oddziałem Gwardyjskim, nawet jeśli nie miała wszystkich przywilejów, to jednak miała obowiązki, a do nich należał porządny wygląd. Inne francuskie pułki liniowe były równie "rozpasane" jak Polacy, badź bardziej jeszcze. Załączam kilka rysunków z epoki obrazujących życie obozowe i marszowe.
http://napoleon-series.or...er/c_beyer.html
Najbardziej schludna wydaje mi się ta grupka Francuziaków.
http://napoleon-series.or...yer/Beyer9b.jpg
Coś dla występujących do bitwy w pokrowcach na czapki, lejbikach i wszelkich ochraniaczach na wszystko...
Maciej Rybiński szef batalionu 15 pułku piechoty wspomina oblężenie Smoleńska:
"17 sierpnia był dzień pogodny i oświecony słońcem. Ubrani byliśmy jak najczyściej - a grande tenue - to jest w paradzie. Albowiem bitwa jest dzień uroczysty dla żołnierza - czy umrze czy zwycięża."
a grande tenue - oznacza, że żołnierze do bitwy szli w mudurze pełnym, lub innaczej, paradnym, lub innaczej wielkim. Jak jednak tego nie nazwiemy chodzi o to, że zakładano kurtkę mundurową, pełny rynsztunek bitewny, a czako lub czapka były bez pokrowca, ozdobione kordonami i kitą lub pomponem. Oficerowie mieli mundur wielki.
Coś dla woltyżerów znalazłem jeszcze... i dla niewierzących w wydzielanie i tworzenie batalionów woltyżerów z kompanii różnych pułków.
Kapitan woltyżerów 2PP Karol Zieliński również o Smoleńsku:
"W czasie uderzenia korpusu polskiego na Smoleńsk ośmnascie kompanii woltyżerów mieli sobie zleconym wzięcie części przedmieścia, do którego przystep bronionym był przez wybór wojska nieprzyjacielskiego."
Czyli wynika z tego, że skoro w pułku były 3 kompanie woltyżerskie to 6 pułków musiało się złożyć na tego "woltyżerskiego giganta".
Wiek: 24 Dołączył: 21 Kwi 2006 Posty: 169 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-03-29, 22:46
Co sie smoleńskich woltyżerek tyczy, to opis ten jedynym nie jest (choć w tej chwili innych tytułów i nazwisk nie podam), to, że polskie wydzielone kompanie woltyzerskie przykryły cały front V Korpusu to akurat znany i wiadomy fakt.
Żeby jednak zasiać ziarnko wątpliwości - nie pamiętam aby w źródłach tych było wspomnianym, aby kilka kompanii dostawałow spólne dowództwo (a własnie wtedy moznaby mówić o utworzeniu zbiorczych batalionów woltyżerskich).
Proponowałbym w tej materii zaglądnąć do korespondencji ks. józefa, może tam coś sie znajdzie.
Osobiście wydaje mi się, że wobec stosunkowo "prostego" planu natarcia (parcie na wprost, wyparcie tyraliery rosyjskiej z przedpola, ew. wdarcie się z rozpędu do przedmieść) poprzestano na wydaniu dyspozycji poszczególnym kompaniom. Nie byłoby w tym nic niezwykłego.
Ale może coś na rzeczy jest, trza by dorwać jednak jakiś przekaz wyraźnie mówiący o oddaniu kilku kompanii pod komendę jednego oficera.
Co do ubioru - to rzecz oczywista, w koncu pod Borodino pół dnia/wieczór spędzono na czyszczeniu mundurów - pisze o tym Brandt i wielu innych (aka praca Austina). Natomiast chętnie bym sie dowiedział, jak to było w kampaniach 1813-1814. Szczerze mówiąc, tu juz nie zdziwiłbym się na widok pokrowców i płaszczy i to w bitwie.
p.s. Pod Waterloo, wbrew obrazom, Gwardia poszła w bój w mundurach małych, częściowo zapewne w płąszczach - cesarz kazał zachowac mundury wielkie na defiladę w Brukseli... no i nie doszli
_________________ Honor to bóg wojska!
Kiedy nie masz honoru, nie masz wojska!
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 221 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-03-30, 08:24
niepij napisał/a:
wódka była w wojsku z trzech podstawowych przyczyn:
1. ze wzgledów zdrowotnych, bo pomagała utrzymać przewód pokarmowy w dobrym stanie, mimo bogatej flory bakteryjnej w okolicy...
2. do użycia przed bitwą dla zabicia strachu i skrupułów...
3. jako nagroda i środek dla umilenia chwil zapomnienia gdy można było odpocząć po służbie
Przepraszam, że powracam do tematu - zapomniał pan o czwartym powodzie m. in. dlatego wódkę [i to bardzo mocną ok.70% alkoholu] mieli medycy w ambulansie.
Był to jedyny środek jako tako znieczulajacy, czy raczej wspomagający działanie leków.
Właśnie pod Smoleńskiem J. D. Larrey zrobił w ten sposób "...użytek..." z zapasów jakiejś gorzelni i pomimo strasznych waruków była to jedna z batalii, kiedy zajmowano się praktycznie wszystkimi rannymi [nawet rannymi w brzuch, choć na ogół kończyło sie to bardzo smutno].
A co do garderoby w 1813 roku - to wówczas powstała "...wiekopomna..." oda "Do gaci" imć Aleksandra hrabiego Fredry, zaś medycy francuscy byli bardzo zadowoleni [o czym również pisze J. D. Larrey] że Łużyczanie tak ochotnie obdarowali ich kabatami i kurtkami, bo często "...paradowali..." w spodniach i "...czymś..." na grzbiecie [tu kapitalny przyczynek o naszym Lwówku Śląskim, którą to nazwę Larrey zapisał fonetycznie w dialekcie a nie po niemiecku]
Pozdrowienia
W "Mojej służbie w Legii Nadwiślańskiej" Henryka Brandta, autor niejednokrotnie wspomina o samodzielnych zadaniach wykonywanych przez kompanie wyborcze, a przecież komu jak nie jemu ufać skoro był oficerem w kompanii woltyżerów między innymi. Nie upieram się że formacje złożone były autonomicznymi batalionami z własnym sztabem, jednak ewidentnie istniały i były niezastąpione.
Po prostu sposób szkolenia i różnica poziomu w tym wyszkoleniu była tak wielka, że zwykłe kompanie centralne nie byłyby w stanie tych zadań realizować.
Same różnice w mundurach w stosunku do reszty pułku dowodzą, że zarówno woltyżerowie jak i grenadierzy mieli być odrębną częścią pułku, podobnie ich oficerowie mieli wyraźne insygnia swych rodzajów kompanii.
"20 maja kompania została posłana dla osłony robotników pracujących w przykopach. Na pozycyi, gdzieżeśmy się zebrali (dwadzieścia kompanii grenadyerów i woltyżerów), panował zamęt jak na wierzy Babel(...)"
str. 84
"Z Navasques woltyżerowie, wybrawszy się do Salvatierry w odwiedziny odbyli jeden z najuciążliwszych pochodów w jakich brałem udział. Trudy poniesione tego dnia, trudno opisać.(...)"
str. 101
"Najlepsi jeźdźcy spośród huzarów i najlepsi piechurzy spośród woltyżerów zostali wyprawieni w pogoń za nim (za Pesaduro - dowódcą hiszpańskiej konnicy)"
str. 102
Trudno też wyobrazić sobie 20 kompanijny twór bez jednego dowództwa... oczywiste jest, że ktoś wspólnie nimi dowodził, a dla ich odrębności w działaniu ma to niewielkie znaczenie kto to był. Regulamin jednoznacznie rozwiązywał takie problemy, na przykład:
"3. Oprócz podległości stopniowey, powyższym artykułem zaiętey, wolą iest rządu, aby w tem wszystkiem, co należy do służby i powszechnego porządku, w zdarzeniu gdy kilku podoficerów równey rangi z jednego, lub różnych półków, znaydować się będą razem, zachowali, względem dawnieyszego pomiędzy niemi w słuzbie, toż samo posłuszeństwo, iak gdyby on wyższą od nich posiadał rangę."
Dziennik Podręczny, Warszawa 1807
"W równości stopniów Officyer od Piechoty, w miejscach zamkniętych, weźmie Kommendę przed Officyerem jazdy; gdy się zaś znaydą razem w polu lub mieyscach otwrtych, Officyer od Jazdy odbierze Kommendę nad Officyerem Piechoty."
Regulament Służby Obozowej, Kraków 1810
Nie mam dowodów na samodzielne dowództwo związków kompanii wyborczych, jednak nie widzę potrzeby żeby ich szukać. Bo opisywane w pamiętnikach fakty są takie, że działały samodzielnie w oderwaniu od macierzystych pułków, natomiast ściśle współpracując z innymi kompaniami swego rodzaju, oczywiście na rozkaz dowodzącego danym korpusem czy innym tworem.
Ale przecie drogi Owco jak masz jakieś przekonania, i uważasz że trzebaby poszukać w źródłach - to znajdź i podziel się, bo ja najchętniej szukam poarcia dla moich teorii, a w tym dziale najlepiej umieszczać cytaty ze źródeł.
Wiek: 24 Dołączył: 21 Kwi 2006 Posty: 169 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-03-30, 16:47
Siem!
Chyba zbyt literalnie przeczytałem i zrozumiałem Twojego posta - oczywiście, wydzielanie woltyżerów/grenadierów do działań samodzielnych jest faktem i to bezsprzecznym - aka kolumna grenadierska majora (chyba ówcześnie?) Blumera pod Ostrówkiem, która rozstrzygnęła bój na korzyść polską. Podobnie dwie kompanie lekkie P3P oddelegowane do szturmu Zamościa.
Po prostu odczytałem Twego posta jako twierdzenie, że polskie kompanie lekkie pod Smoleńskiem zgrupowano w jakieś osobne, tymczasowe bataliony - i tu zaoponowałem, jako, ze nie znam na to potwierdzenia - pełna zaś zgoda co do ogólnej praktyki wydzielania lekkich kompanii - czynili to też Brytole, co poświadcza choćby W. Wheeler.
JAk sam zauwazyłeś, zgrupowanie ok. 20 kompanii wymaga wręcz jakiegoś dowodzenia. I tu pełna zgoda. Ze mogło to działać na zasadzie straszeństwa dowódcow kompanii - tez zgoda, z tym, że jest to dość mało efektywny sposób działania - zwłaszcza przy tej skali zgrupowania, jesliby jeszcze mieli uzgadbniac to sami tylko szefowie komapnii Dlatego, na logikę, szukałbym jakiejś "nominacji", chocby takiego kapitana którejs kompanii na szefa całości.
MAsz słuszność, ż enie mam na to żadnego potwierdzenia/relacji. Jednak taka "nominacja" powina zostawić jakikolwiek ślad w dokumentach.
Co do Smolenska - to po powrocie z Ostródy postaram się zajrzeć do IV (?) tomu korespondencji Poniatowskiego - tam sa raporta księcia do króla - może gdzieś wspomni o sposobie komenderowania woltyżerami pod Smoleńskiem.
_________________ Honor to bóg wojska!
Kiedy nie masz honoru, nie masz wojska!
szwoleżer bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Białkowski z 12PP pisze:
"Jakoż za nadejściem nocy, za połączeniem się z nami pułku 6 piechoty, udalismy się przez całą noc przez Okuniew pod Górę, a w nocy rozdzielono nas jak następuje: podpułkownik Blumer miał pod komendę cztery kompanie grenadierów, podpułkownik Bogusławski wziął cztery kompanie woltyżerów. Reszta środkowych kompanii formowała rezerwę, a w końcu zamykał wyprawę pułk 5 konnych strzelców(...)"
Antonii Białkowski "Wspomnienia starego żołnierza", Armagedon 2003, str.63
Czyli wygląda na to że wydzielonymi grupami kompanii wyborczych dowodzili podpułkownicy, to chyba znaczy że traktowano je jak bataliony.
Ponownie dla zwolenników pijaństwa uzasadnionego regulaminem, krótki cytat z Białkowskiego o grenadierze weteranie:
"Jabłoński dawno by był ozdobiony krzyżem, gdyby nie nieszczęśliwy nałóg pijaństwa, co mu było przeszkodą"
Antonii Białkowski "Wspomnienia starego żołnierza", Armagedon 2003, str.64
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 221 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-03-31, 16:31
niepij napisał/a:
Ponownie dla zwolenników pijaństwa uzasadnionego regulaminem, krótki cytat z Białkowskiego o grenadierze weteranie:
"Jabłoński dawno by był ozdobiony krzyżem, gdyby nie nieszczęśliwy nałóg pijaństwa, co mu było przeszkodą"
A nie mówiłam. Raporty z 1814 roku - szczególnie te zachowane w Fort Vincennes w Paryżu również sa w tym temacie bardzo ciekawe.
Medyk miał prawo kontroli, azali nie ma "...abuses in Baccho..." i składał o tym doniesienia do dowódcy pułku.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum