Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 889
Wysłany: 2007-04-06, 14:01
Paul Britten Austin w "1812 NAPOLEON W MOSKWIE" (str 148-149) opisuje próby zapewnienia żołnierzom rozrywki, po spaleniu miasta:
Cytat:
Całe szczęście, że jakiś teatr ocalał - oczywiście nie jest to „wielki teatr" Henckensa, lecz inny - w pałacu hrabiego Pozniakowa. Do czasu katastrofy był jednym z najpiękniejszych w mieście i sceną najlepszych miejscowych przedstawień. Stwierdzono, że nadal nadaje się do użytku, wybielono pośpiesznie widownię, loże wspaniale udrapowano, zaś z sufitu zwisa teraz kandelabr o tysiącu siedmiuset świecach, sprowadzony z jakiejś cerkwi. Wyposażony w najdziwniejsze fragmenty strojów zespół prowadzi tam próby na oczach zdumionego Bausseta. Odtwórca głównej roli męskiej jest całkiem nagi. Występuje tylko w czapce rosyjskiego milicjanta, okryty wojskowym płaszczem. Wkracza młoda kochanka w sutannie seminarzysty i rosyjskim kapeluszu generalskim z pióropuszem! Pere noble posiada przynajmniej jakieś spodnie, choć mocno połatane. Niestety, czarny charakter sztuki, choć obuty w jakieś wspaniałości z czasów Ludwika XIII i w szarym płaszczu hiszpańskim, jaki ocalił z płonącej garderoby zespołu - nie ma spodni. Pani Burcet, która wydaje się tutaj szefową, choć nosi czerwony, lamowany futrem, sięgający jej do kolan żakiet - nie ma ani spódnicy, ani halki. Efekt ogólny? W oczach Luizy Fusil wygląda to tak, jakby wszyscy „ubrali się na bal maskowy dla wariatów i żebraków".
Niedługo, podobnie miała zacząć wyglądać sama Wielka Armia...
_________________ "Naprzód psiekrwie! Cesarz patrzy!" Kozietulski pod Somosierrą
"Do rozrywek garnizonowych przyczynił sie i teatr amatorski. Przedsiębiorca onego był Salomoński Henryk, sierżant kompanii woltyżerów, aktorami sami woltyżerowie. Scene urządzono w jednej z sal pałacu Sapieżyńskiego, w którym wtenczas kompania nasza miesciła się.(...) Salomoński klecił rozmaite farsy, ja dorabiałem spiew i muzykę i wiarusy były uszczęśliwione."
Marcin Smarzewski, porucznik 8 pułku piechoty
Jak widać teatr był jedną z ulubionych ówcześnie rozrywek, a o ile był darmowy znacznie prawdopodobniejszą niż pijaństwo bo jak wspomina Elzear Blaze:
"W pułku istniała wysoka arystokracja: grenadierzy i woltyżerowie otrzymujący dwa razy tyle co fizylierzy - ich "kieszonkowe dla granatu" dodane do ich własnego, ogólnopułkowego kieszonkowego podnosiło ich pięciodniowe zarobki do 50 centymów. Przez co kompanie wyborcze pijały wino dobrej jakości, a fizylierzy musieli się zadowolić winem sprzedawanym na szklanki"
A i tak to dotyczy francuskiej gwardii o ile pamiętam, a w Księstwie było znacznie biedniej jak sądzę...
A wracając do Austriaków, to wygląda na to, że usiłowali być podstępni, ale jak widać notorycznie bez skutku. Wydaje się też, że usiłowali walczyć...
"W Austrii, bardzo bogatej w żywność, porzucaliśmy na biwakach więcej żywności niż potrzebowałby cały pułk przez piętnaście dni. Żołnierze po całodniowym marszu, spędzali większość nocy na szukaniu jedzenia, gotowaniu i zjadaniu go.
Spali tylko tyle ile musieli, resztę czasu spędzając na smażeniu placków, mięsa i warzyw. Do czasu kiedy żołądki nie były już na tyle silne by znieść to wzmożone obrzarstwo i pijaństwo, w rezultacie ogromna ich ilość kończyła w szpitalu. W wojsku, sytość szkodzi bardziej niż rany.
(...)
Właściwie woleli pichcić sami, niż dostawać dobre posiłki o regularnych porach. Koło Linz`u, zostaliśmy zakwaterowani z całą kompanią u bogatego ziemianina; nasz gospodarz obiecał mi że jeśli dopilnuję by moi ludzie zachowali porządek i wszelką dyscyplinę w jego gospodarstwie, on wzamian zaopatrzy ich we wszystko co jest potrzebne do wygodnego i sytego obozowania. Spaliśmy w stodole wyłożonej słomą, a trzy razy dziennie były podawane świetne posiłki. Po jakimś czasie spytałem jednego z żołnierzy czy jest zadowolony z gościny:
- No... - powiedział - niezbyt.
- Przecież obiecał że będziecie mieć wypasy! Tak trudno wywiązać sie z obietnicy.
- Nie no. Nie mogę narzekać... ale...
- Czy jedzenie było złe?
- Nie... ale...
- Może mizernej jakości?
- Nieee... ale...
- Ale! Ale! Wysłów się wreszcie! Co dziś dostałeś na obiad?
- Rosół, gotowaną wołowinę, talerz warzyw, pieczoną baraninę, sałatę, ser, butelkę wina i szklaneczkę brandy.
- Tumanie! I jesteś niezadowolony!?
- Wybacz poruczniku... ale...
- Miej nadzieję że nie nigdy nie będziesz miał gorzej.
Później, pewien stary kapral powiedział mi:
- Na Boga, za bardzo Pan dba o tych nygusów. Dać im smażonego anioła i nadal będą narzekać!
Woleliby, niewątpliwie, mieć mniej ale upitrasić to po swojemu. Wkurzało ich że widzieli krowy, owce, gołębie i kurczaki spokojnie przechadzające się po okolicy ufne w moją ochronę. Gdyby tylko mogli woleliby rozstrzelać je swoimi muszkietami i porąbać tasakami, zabić wszystkie, ugotować je jednego dnia, a później pójść i zrobić to samo w sąsiedniej wsi."
"La vie militaire..." Elzear Blaze
a my się Berezyną przejęliśmy i zupą z prochu i cebuli...
nipi
Kurcze...
Ja mam tak samo!
Wolę dobrze zgłodnieć, potem coś zamordować, oprawić, upiec i zjeść...
Zawsze jadąc na obozowisko rozglądam się za jakimś gospodarstwem, gdzie możnaby kupić ze 2 kurczaki, a potem je wypuścić w obozie, ot, takie wyścigi...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum