Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 924
Wysłany: 2008-09-24, 08:00
Jakkolwiek na posumowanie czas jeszcze przyjdzie (teraz "zakleszczyły" się na mnie dzieci ) dziękuję wszystkim obecnym za wsparcie i godną postawę. Informacje z prasy hiszpańskiej znaleźć można tu:
http://www.elmundo.es/elm...1222025992.html
oraz tu:
http://www.elpais.com/art...922elpmad_1/Tes
W mediach krajowych: materiał Wiadomości.
Wrażenia Hiszpanów uczestniczących w rekonstrukcji w szeregu miejsc, m.in. na royalgreenjackets.org, gdzie znalazłem powyższe zdjęcia, a widzów polskich m.in. na forum Polonia Madryt. Pierwsze zdjęcia są też już dostępne na: http://www.flickr.com/photos/carloszama/ Ponieważ umówiliśmy się z kolegami z Hiszpanii, że wymienimy się zdjęciami, przypominam prośbę o przekazywanie zrobionych do mnie. Po zebraniu całości postaram się je udostępnić wszystkim uczestnikom, byśmy mogli się i tą formą wspomnienia cieszyć mogli jak najdłużej.
Pozdrawiam!
_________________ "Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
Szyszkownik początkujący I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Wiek: 40 Dołączył: 07 Cze 2006 Posty: 40
Wysłany: 2008-09-25, 10:42
Czołem wszystkim !!!!
jeszcze człek nie pozbierał myśli po legendarnej,kultowej wręcz rekonstrukcji Somosierry, ale na razie robią to inni http://podroze.onet.pl/34...et.pl,blog.html
Pozdrawiam i idę się wysypiać
Tamtejsze gazety szacują liczbę uczestników na ponad 500 osób.
Impreza była wspaniała pod każdym względem, tak organizacyjnym [sprawdziłem pogłoski o ciepłej wodzie pod prysznicem - była! ], jak i rekonstruktorskim. Obóz prezentował się znakomicie. Pole bitwy niemal niezmienione (jeśli nie liczyć autostrady).
Hiszpanie także bardzo zadowoleni.
Myślę, ze pokazaliśmy się z bardzo dobrej strony,
pozdrawiam
PS. Mam kilkadziesiąt zdjęć - sporych, ponad 1 Mb każde. Sporą częścią mogę się spokojnie podzielić, jak należy je przekazać - patrząc tez od strony technicznej?
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 924
Wysłany: 2008-09-27, 08:04
Mimo, że nie mogłem być wszędzie i widzieć wszystkiego (czego prawdziwie żałuję ) mój odbiór jest podobny jak Sławka. Z przyjemnością mogę powiedzieć, że gdy po bitwie rozmawiałem tak z naszymi gospodarzami, jak i dowódcami oddziałów przybyłych z całej Europy (od Niemiec po Maltę), wszyscy zgodnie wyrażali swoje najwyższe uznanie. Tak dla organizacji na miejscu, jak i dla sprawności działania jednostek polskich na polu walki. Dziękuję wszystkim koleżankom i kolegom za Waszą postawę. Przy tak długiej i męczącej wyprawie, była ona szczególnie cenna i przyczyniła się do godnych obchodów rocznicy. Jakkolwiek pewnych problemów nie udało się uniknąć, to dzięki Wam wyjazd pod Somosierrę był prawdziwym przeżyciem. Niedociągnięcia oczywiście idą na moje konto.
Pozdrawiam!
P.S.
Ponieważ dopiero teraz udało mi się wyspać, postaram się przez weekend napisać parę słów więcej i zamieścić na stronie. Wybór zdjęć, które dotąd otrzymałem (od Krzysztofa, Sławka, Aleksandra, Jerry'ego, p. Mariana i nielicznych moich) jest już w Cyfrowej Galerii. Kolejne będę zamieszczać sukcesywnie. Można przesyłać je mailem na adres stowarzyszenia, tudzież nagrać na CD i przekazać przy najbliższej okazji, bądź też przesłać pocztą na adres stowarzyszenia.
_________________ "Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
Minął już prawie tydzień a "jeszcze słyszę śpiew i rżenie koni..." BYŁO WSPANIALE!
Byłem tylko widzem i też, niestety, nie mogłem być wszędzie i wszystkiego zobaczyć. Starając się przesuwać wzdłuż pola bitwy równolegle do "środka ciężkości akcji", czasami odnajdowałem się nazbyt za plecami publiki, której moim subiektywnym zdaniem było więcej niż 2000. A że wzrostu słusznego nie jestem, a łokciami rozpychać się nie lubię więc parę niezapomnianych momentów z pewnością umknęło mej percepcji i obiektywowi mego aparatu. Gdzie się dało, przeskakiwałem przez barierkę ograniczającą drogę-widownię, żeby lepiej widzieć i czuć zapach prochu Wiem, nie wolno było... na wysokości I baterii Guardia Civil przepędziła niesubordynowanych spektatorów i to akurat w momencie, gdy nasi ruszyli do szarży Łącznie napstrykałem prawie 800 zdjęć - większość ze sporej odległości, niestety. W dodatku podczas uroczystości przed Ermita del Puerto Somosierra, gdy nader obficie padało, mój obiektyw z długą ogniskową "dostał kataru" i podczas bitwy od wewnątrz zaparowywał. W efekcie większość zdjęć robiłem drugim obiektywem - raczej szerokokątnym.
Obiektyw zaparowywał a i moje oczy wielokrotnie mgłą zachodziły..., bo było czym się wzruszać. I to, drodzy rekonstruktorzy (rekonstruktanci, rekonstruktowicze - nie wiem jakiej nazwy powinno się używać...), w bardzo dużej mierze dzięki Wam! Z punktu widzenia szarego widza - a myślę, że mogę użyć liczby mnogiej, i to nawet bardzo mnogiej - stanęliście na wysokości zadania, bardzo poważnego zadania! Tak okrągła rocznica, tak ważnego wydarzenia, na samym tegoż wydarzenia miejscu, które w istocie czas niewiele zmienił - poprzeczka postawiona była bardzo wysoko. Oczywiście winszując Wam, nie zapominam o Waszych kolegach z Hiszpanii, Francji, Wlk Brytanii, Łotwy i innych... (Malty!?)
A co bardzo mnie zdumiało, i to w znaczeniu pozytywnym tego słowa, to reakcje hiszpańskiej - w zdecydowanej większości - publiczności : bardzo pozytywne reakcje i owacje na widok polskich żołnierzy! Przecież myśmy przeciwko nim walczyli! Wiem, słyszałem, że ta wojna a somosierska bitwa w szczególności są w hiszpańskiej historii i tradycji bardzo istotne. Ale w stosunku do polskich wojaków jest coś - bo ja wiem - rycerskiego! "Hiszpanie męstwo cenić umieją". Stać w tłumie widzów i słyszeć podekscytowane, z podziwem wypowiadane słowa caballeria polaca na widok wyłaniających się szwoleżerów - to cieszy. 8-10 letnie chłopaki reagujący na naszą kawalerię jakby na widok - powiedzmy - gwiazd Realu Madryt - to bardzo cieszy.
Raz jeszcze, pełen podziwu, SERDECZNIE DZIĘKUJĘ i GRATULUJĘ !!! Chapeau bas, Messieurs... Oh pardon Mesdames et Messieurs !
kajot
PS. Oczywiście, jeśli jesteście zainteresowani, godne uwagi zdjęcia, które zrobiłem, są do Waszej dyspozycji. Ale przyznam, że jeszcze nie miałem nawet czasu aby je posortować
Minął tydzień. Mimo wszystko trudno mi jest podsumować ten wyjazd, zbyt wiele pozytywnych emocji jeszcze we mnie buzuje. Ale z jednym na pewno nie mogę zwlekać:
Chciałem podziękować wszystkim z którymi się spotkałem w Somosierra i mogłem wspólnie przeżyć te dwa dni oraz szarżować ramię w ramię pod górę w kierunku przełęczy. Marzenia czasami się spełniają.
Wielkie, olbrzymie dziękuję i jeszcze raz dzięki, dzięki.
Specjalne podziękowania dla
- Marcina Piontka, za jego pomoc i radę w gorącym okresie przed samym wyjazdem oraz zorganizowanie mojej inkorporacji do oddziału;
- Anglików, w szczególności Davida i Jerry’ego, za przyjęcie i wsparcie mnie sprzętem, tak, że jechałem bardziej szwoleżersko niż ułańsko (tylko po co ja to wszystko targałem na własnym grzebiecie z tak daleka );
- dla lansjerów nadwiślańskich: Darka, Krzycha i Karola, którzy mnie ciepło przyjęli, otoczyli opieką, przygarnęli w namiocie i sączyli niedyskretnie esprit de corp (senackie „my psy musimy trzymać się razem”, które ja tłumaczę jako solidarność żółtych lampasów );
- moich kolegów z 2PUXW/Xiążęcej Drużyny Jasia i Schaba za wsparcie mnie czapką, pasem i ładownicą;
- naszych hiszpańskich przyjaciół (w tym Jesusa, Angela i Gabriela). Mam poczucie, że oni to zorganizowali specjalnie dla nas – przecież oni tę bitwę sromotnie przerżnęli! Chwała im za ich gościnność i wielkoduszność.
Jeszcze raz dzięki wszystkim, dla mnie było super.
PS.
Moich kilka zdjęć wysyłam na Arsenał – nie są najlepsze, ale część jest robiona z konia na polu bitwy, chociaż nie podczas szarży. A na odprężenie mały dowód, że „ciśnienie” było takie, że niektórzy nie wytrzymywali i porzucali oddział dla chwili „samotności” (zaznaczam, że ujęcie jest przypadkowe – po prostu starałem się zrobić zdjęcie jadącym za mną kolegom).
Pozdrawiam,
Damian
szwoleżer bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Koleżanki i Koledzy!
Powiem krótko "Czapki z głów!!!", za to co osiągnęliście w tak krótkim czasie aby zdążyć na Somosierrę! Podziwiam Was i zazdroszczę Wam takiej przygody, ale cóż "ех жызнь!" jak mawiają Rosjanie.
Jeszcze raz wielkie brawa, zaś dla Marcina szczególne wyrazy szacunku!!!
_________________ Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum