Poprzedni temat «» Następny temat
Autor Wiadomość
Medycyna wojskowa
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 135
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2007-10-31, 09:11   

Maria J. Turos napisał/a:

Biedak - nie wiem co dalej...
...bardzo podobny przypadek operował właśnie sam Larrey...

Co do pierwszego: śpieszę wyjaśnić, że "omdlałego odprowadzili na tyły koledzy" wziąwszy go między siebie.
Drugie: bardzo być może, że to był właśńie ON. Wszak karabinierzy to gwardia, a Jaszowski mógł nie rozpoznać (nie wiedzieć) kto zacz.
Co do pamiętnika Jaszowskiego: oryginał znajduje się w CBW, ja jednak mam wydanie z lat 60-tych. Akurta w tym fragmencie "nie uczesane" jak sądzę.
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 221
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-10-31, 10:15   

Monsieur Briquet
Dzięki za odnośnik, gdzie znaleźć tak "...miłą..." lekture
Już tam pedzę a ponoć mam dostep do książek i wypożyczania.
Teraz ad rem
Brykiet napisał/a:
"omdlałego odprowadzili na tyły koledzy" wziąwszy go między siebie.
to równiez wyjasnia dlaczego "...poszło..." tak łatwo. Chirurdzy umieli wykorzystać [co sie naszym niestety rzadko zdarza] ta pierwszą fazę rozkojarzenia rannego i wówczas - a na to sa dowody z ostatnich bardzo :bad: miejsc na świecie - rzeczywiście mogli zrobić bardzo dużo.
Co do Larrey'a - znali Go dużo lepiej żołnierze liniowi niż Gwardia do której był przypisany, gdyż często mówiac trywialnie na nią się "...wypinał...".
Jest przecudowny - biorąc pod uwagę niejsce gdzie powstał pierwszy szkic - rysunek jak Larrey idzie po krach przez Berezynę do okrążonej już dywizji Partonneaux by zostawić swojemu koledze własną [owemu chirurgowi po dwóch latach niewoli dane było wrócić na piechotę spod Uralu do Francji gdyż narzędzia można dziś oglądać w muzeum w Paryżu] apteczkę. Udało mu się wrócić i własnie wówczas wyratował porzuconego przez kolegów jakiegoś piechura ze strzaskaną ręką - o owej operacji piszą i Zamojski i Austin, zaś sam bohater dopiero po latach gdy rzeczywiście spotkał swojego pacjenta znad Berezyny gdzieś na południu Francji w okolicach Carcassonne.
I co - ciągniemy temat dalej...?
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 221
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-01-16, 12:39   

Moi bohaterowie - i wóz ambulansowy - "...siedzą..." w moich fotografiach
http://picasaweb.google.pl/jdl1842
Pozdrowienia
 
     
slaw
początkujący


Dołączył: 25 Sty 2008
Posty: 1
Wysłany: 2008-02-14, 20:57   

Witam, szukam informacji o Jakubie Fryderyku Hoffmanie, urodzonym w Ostródzie w 1758 roku, lekarzu w czasie Powstania Kościuszkowskiego i lekarzu Legionów Polskich we Włoszech, wynalazcy łodzi podwodnej. Potem profesorze Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje mnie szczególnie okres jego służby w 1794 roku i we Włoszech. Czy może ktoś wie , czy jego nazwisko figuruje w "Słowniku Biograficznym Oficerów Legionów Polskich"Pachońskiego lub u Giedroycia (Służba zdrowia w dawnem wojsku polskim)? Opracowania Bielińskiego z początku XX wieku znam. pozdrawiam
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 135
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2008-03-17, 10:50   

Witam,
Droga Pani Profesor, mam pytanie techniczno-szczegółowe: Czy może Pani w dwóch słowach wyjaśnić do czego służy KORONET LUNDA?

Będę zobowiązany.
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 221
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-17, 14:10   

Nazwa niewiele mi mówi - określenie "...koronet..." było używane równolegle ze słowem "...podważka..." [raspator] przy pewnego typu zestawach do trepanacji gdy nie używano typowej wiertarki, lecz wiertło przypominające świder w kształcie korony lub dłutka. Czy jest to Lund czy Lindt - nie mam niemieckiego "...u..." w czcionkach.
Oczekuję więcej informacji.
Można spotkać się np. u Czerwiakowskiego z ostrzami do skaryfikacji [przy szczepieniu ospy] przypominało to kilkanaście maleńkich nożyków uwalnianych dźwignią z bloczka w kształcie czworograniastej bryłki.
Czy mogę więcej informacji.
Dziekuję za zaufanie dla mojej wiedzy.
Pozdrowienia
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 135
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2008-03-18, 15:13   

Jest to urządzenie jak najbardziej współczesne, być może "coronet Lindta" kolega zapisał mi to fonetycznie. A wiele wskazuje, że używane właśnie perzy trepanacji, w razei wątpliwości postaram się o zdjęcie, dziękuję za pomoc!
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 221
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-18, 20:40   

Monsieur Briquet
...już jestem "...w domu..." Lindt'y lub Fischery to rodzaje wierteł do starych typów wiertarek, mają kształt różyczki lub właśnie korony, bardzo precyzyjne i super ostre. była też podważka Lindt'a często nazywana "...ząbkami...". Chętnie zobaczę, ze swej strony mam do zaprezentowania replikę typu muzealnego [co do milimetra] trepana jakim posługiwał sie J.D. Larrey - właśnie przywiozłam z Francji.
Pozdrowienia
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 889
Wysłany: 2008-03-21, 11:27   

W Wojsko w Społeczeństwie - Informator Departamentu Wychowania i Promocji Obronności - Nr 1/2007 zamieszczony jest artykuł p. Tadeusza Korolczyka pt. "Od nostalgii do PTSD". Autor pisze tam, że:
Cytat:
Pierwsza publikacja podejmująca w literaturze medycznej problemy stresu pola walki pojawiła się w 1678 r. Jej autor Johannes Hoffer opisuje chorobę, na którą cierpieli szwajcarscy najemnicy służący we Francji. Pojawiły się u nich różnego rodzaju dolegliwości, które Hoffer opisuje jako przygnębienie, utrzymująca się melancholia, nieustanne myślenie o domu, zaburzenia snu, bezsenność, osłabienie, utrata apetytu, lęk, palpitacje serca, zamroczenie, gorączka. Jeśli żołnierze nie mogli wrócić do domu, często popadali w obłęd. Dolegliwości, jakich doświadczali żołnierze służący z dala od swoich domów, zaczęto powszechnie nazywać nostalgią. Do XIX w. wielu lekarzy było przekonanych, iż objawy nostalgii występowały z powodu patologicznych zmian w organach wewnętrznych pacjentów, nie wiązano ich z problemami natury psychicznej (Rosen, 1975).
Ponieważ większość opisywanych przypadków odnosi się do wojny secesyjnej, pierwsze i drugiej wojny światowej, oraz wojen w Korei, Wietnamie oraz Izraelu, pozostaje niedosyt co do okresu XVIII/XIX wieku. Jak to wówczas funkcjonowało na gruncie medycyny? Jak to było wówczas postrzegane? Czy i jakie prace powstawały na ten temat? Czy problem ten był szerzej diagnozowany przed wojną secesyjną? Pamiętniki mówią głównie o zszarganych nerwach i opiece nad weteranami "nad resztą rozciągając kurtynę milczenia".

Pozdrawiam!
_________________
"Naprzód psiekrwie! Cesarz patrzy!" Kozietulski pod Somosierrą
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 221
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-23, 18:38   

Kochany Imc Panie Koroniarzu.
Przepraszam za zwłokę w odpowiedzi, ale mam bardzo dużo pilnych spraw po powrocie z Paryża. Sam temat we Francji szczególnie okresu porewolucyjnego i Cesarstwa był marginalizowany przez coś co można nazwać współcześnie "...propagandą sukcesu...". O skutkach wojny dla konkretnej jednostki - nawet jeśli traciła zdrowie czy kończynę - mało się mówiło. Jednocześnie dla wielu lekarzy tej miary co P. Fr. Percy czy J. D. Larrey [ten drugi nauczony doświadczeniami z kampanii egipskiej] było zupełnie jasne, że ranni i chorzy żołnierze pozostawieni na łaskę losu daleko od kraju są skazani na zagładę. To nie pod Możajskiem czy po Borodino zanotował Larrey, że "... :bad: ... użyję emotikonów bo słowa niecenzuralne...na nic się zdadzą starania jak zostawi się rannych jak :bad: ..." ale w Brnie po Austerlitz [w mieście panowała epidemia gorączki typu grypowego].
Znano przypadki samobójstw i stąd m. in. skupulatnie przestrzegano zasady nie wchodzenia z bronią do lazaretów, zaś chirurdzy i lekarze nie nosili pistoletów, a często i szpad. Szczególnie złą sławę miał lazaret w Malborku gdzie ewakuowano część rannych po bitwie pod Iławą, a później pod Frydlandem. Podobne odium ciążyło na lazaretach w Toruniu, gdzie nawet odebrał sobie życie jeden z chirurgów.
Trudno jest tu pisać cokolwiek wprost, więc pozwolę odwołać się do metody porównawczej stosując myśl Prof. Ireny Sławińskiej.
...oto po kilku dniach gorączki budzimy się bez ręki czy nogi w jakimś dziwnym miejscu...[J. D. Larrey zwracał uwagę, iż ranni po amputacjach w obrębie kończyn górnych, nawet rozległych wyłuszczeniach w stawie barkowym szybciej wracali do sił gdyż mogli się poruszać, np. zdobyć sami coś do jedzenia]...nie rozumiemy co do nas mówią...[na ogół w lazarecie stałym zostawał jeden chirurg na kilkuset rannych]...ani co my usiłujemy powiedzieć...[pomimo dłuższej drogi transportu rannych śmiertelność w lazaretach francuskich w Warszawie, Płocku czy Inowrocławiu była mniejsza niż w Toruniu, i można zupełnie słusznie wnioskować, iż wynikało to i z tego, że znajomość języka francuskiego była w Polsce całkiem przyzwoita i np. chirurg z Legionów - Puchalski czy Starohorski - świetnie rozumiał swoich pacjentów]...chce się pić, jeść...ktoś poda wody...albo nie...[ludność pruska - wyjątek stanowili Ślązacy - była generalnie nastawiona niechętnie do Francuzów]...im mieliśmy niższy stopień...[przy oficerach zostawali, ale też sporadycznie, adiutanci]...tym mamy mniej szans by przeżyć jeszcze jeden dzień...
Straszne, ale prawdziwe.
Medycy nie byli obojętni. W Warszawie w styczniu 1807 roku P. Fr. Percy i J. D. Larrey przedłożyli memoriał by służbie medycznej zabezpieczono brankardierów i niezależną drogę komunikacji z Francją - niestety pismo poszło do szuflady...
W Hiszpanii brankardierów utrzymywał z własnej kieszeni P. Fr. Percy [i tutaj P. Rambaud w "Bitwie" ma rację] zaś po gehennie Lobau zadbał o to w Raveneck J. D. Larrey. Z pierwszej "...pensji..." barona cesarstwa zostałą Mu jedna złota moneta, co bynajmniej nie jest legendą, gdyż po Jego śmierci w 1842 roku w dokumentach znaleziono zeszyt z rachunkami i tą właśnie monetę - dziś w zbiorach muzeum na Val - de - Grace. Wracał do Paryża w końcu września [Essling - maj, Wgram - lipiec i nawet ciężko ranni mogli już być w dobrej kondycji] pisząc do "...la belle Laville...' jak nazywał swoją żonę, by ona już z Paryża powiadamiała rodziny rannych z tego konwoju.
Ale armia nie mogła sie mazgaić - więc znano "...poprawiacz..." humoru czyli alkohol. Dzienne racje były duże, wydawano go przed bitwą, wino często bywało "...podrasowane..." podobnie jak ocet używany do dezynfekcji wody.
Podobnie działał tytoń, szczególnie czarny, niskogatunkowy - a przeciez była blokada kontynentalna i dostawy pochodziły głównie z Azji Mniejszej gdzie jest to wyjątkowy "...zajzajer..." [że użyję slangu].
A przecież byli jeszcze rekruci - szczególnie po 1812 roku.
Młodzi chłopcy, często dzieci dostawali byle jak produkowaną broń, która często doprowadzała do okaleczeń. I jak postanowiła działać - ponoć za namową marszałka Berthiera - żandarmeria. Ano właśnie skazać na rozstrzelanie kilku już okaleczonych chłopaków [jeden stracił wzrok]. I wówczas w ich obronie wystąpił J. D. Larrey. Nie pomogła droga oficjalna, więc kazał zostać ze sobą jednemu z niższych rangą chirurgów [tacy byli właśnie w pułkach liniowych] po czym w obecności cesarza zapowiedział, że cokolwiek się stanie tylko on ma prawo Go opatrzeć [do amputacji dłoni włącznie] tym co ma przy sobie w pułkowej apteczce i nabił taki niesprawny karabin. Ponoć cesarz nie wytrzymał i osobiście wyrwał Mu broń z rąk. Ale J. D. Larrey powiedział wówczas, że jest to tym samym jego pożegnanie i choć później spotykali sie jeszcze i w 1814 i pod Waterloo poza niezbędnymi słowami nigdy dłużej z cesarzem nie rozmawiał.
No cóż
...smutny temat - a przecież jeszcze są jeńcy np. Pontier chirurg z korpusu generałą Partonneaux, który uciekł z niewoli by opiekować sie rannymi zostawionymi "...w śniegach...", z wcale liczną grupką dotarł aż do Warszawy, wrócił po następnych i złapany, został właśnie w Warszawie skazany na zesłanie aż na Ural, znów uciekł i na piechotę powędrował aż do Francji [miał narzędzia ukryte w burce, w kieszeniach jak u Kozaków na naboje - był to zestaw ofiarowany Mu nad Berezyna przez Larreya].
Temat "...pontonów..." czy Balearów może pomińmy, bo zgodnie z myśla Goyi "...gdy rozum śpi budza sie upiory..."
Czy dalej snuć ten wątek...ciekawe są pamiętniki.
Pozdrowienia
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 135
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2008-03-25, 11:45   

Stres pola walki...
wiedzieliscie, że przodującą w tej dzidzinie była w okresie Pierszej Wojny psychiatria rosyjska?
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 221
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-25, 12:36   

Witam Monsieur Briquet - moje ukłony i spóźnione życzenia świąteczne.
...kiedy można by sie było spotkać na demonstracje trepana który przywiozłam z Francji - cudo "...jedno samo..."
Tu miałabym małe zastrzeżenia. Z racji na język - cyrylica była kiepsko znana w Europie Zachodniej - masowo tłumaczono teksty głównie francuskie [Broca - psychiatra i neurolog] oraz niemieckie, a nawet norweskie m. in. opisy Amundsena o życiu w warunkach nocy polarnej czego doświadczył na Biegunie Południowym.
Nie mogę powiedzieć, iż "...każda myszka swój ogonek chwali..." ale dla mnie zbiory muzeum Val - de - Grace [np. teksty antropologiczne gdyż podówczas pewne stany psychopatologiczne i symulacje tak klasyfikowano] są doskonałym punktem odniesienia. I o dziwo Polacy np. środowisko krakowskie w latach 1914 - 1918 teksty cytowane przez Stanisława Konopkę z których wiele już sie nie zachowało np. o symptomatologii "...nerwowej..." u jeńców czy żołnierzy z twierdz. Temat reakcji stresowej opisywali nawet chirurdzy np. J. Ożóg czy we Francji Cathelin.
Ale temacik co...
Pozdrowienia
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 889
Wysłany: 2008-03-26, 09:50   

Maria J. Turos napisał/a:
Czy dalej snuć ten wątek...ciekawe są pamiętniki.

Usilnie proszę. Najchętniej o artykuł.
:secretsmile:
_________________
"Naprzód psiekrwie! Cesarz patrzy!" Kozietulski pod Somosierrą
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 221
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-26, 12:26   

Dziękuję za środek dopingujący - wolę by nie eksplodował nie w porę!
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
 
   






Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Support forum phpbb by phpBB Assistant
Template created by Qbs.
Template theme based on Unofficial modifications.
Strona wygenerowana w 0,3 sekundy. Zapytań do SQL: 14