Dowiedziałem się o 'naturalnych' naczyniach do mięsa, ryb itp., ciekawe jak wyglądały podobne cuda.
Czytałem gdzieś kiedyś o butelkowaniu za Napoleona zup. Wiecie może coś na ten temat?
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 221 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-02-07, 16:22
Tak był konfekcjonowany bulion - jest to technika niejakiego Monsieur Appert [wywar wlewano do butelek z grubego szkła, zalewano oliwą z estragonem i podgrzewano do ok. 60.0 Reamura czyli blisko 75.0 - 80.0 Celsiusza] podobnie pakowano gotowane mięso, zaś o to co "...szło...na stół cesarski dbał m. in. Parmentier naczelny farmaceuta [co na Jego temat pisał J. D. Larrey nie nadaje się na forum - lecz miał rację, bo np. oszczędzano na lekach i wyposażeniu ambulansów, zas Jego "...czcigodny kolega..." czyli Fr. Percy rad dla odmiany korzystał z owych nowinek] który do spółki z Appertem myślał jak by tu zamknąć pożywienie w jak najmniejszej objętości [np. prototypy zup w proszku również pochodzą z tamtych czasów podobnie jak i konserw, że o cukrze buraczanym nie wspomnę]
Ale dla kogo to "...szło...".
Mnie jest bliżej do "...linii..." niż Cesarskiej Kwatery Głównej.
A naczynia naturalne - to po prostu glina. Oblepione nia mięsiwo, a szczególnie drób, dobrze sie piekł i odpadała rzecz niebagatelna - skubanie.
Czy wystarczy - czy coś więcej.
Pozdrowienia jak zawsze.
P.S.
We Francji do tej pory można szczególnie w sklepach ze zdrową żywnością bądź żywnościa dla pasjonatów historii, nabyć bulion wg. receptury Apperta - całkiem smaczny.
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 889
Wysłany: 2007-02-22, 14:38
Muzeum Historii Polski rozpoczęło cykl "Klio w kuchni", w ramach którego przewidywane są spotkania na tematy następujące:
Proponujemy cykl spotkań z historią polskiej kuchni. W dobie fast foodów i genetycznie modyfikowanego jedzenia mało kto już pamięta o tradycjach kulinarnych naszego kraju. A przecież to także ważna część naszej kultury narodowej.
Polska przez wieki słynęła nie tylko z wyśmienitych wędlin, mięs, czy szlachetnych alkoholi, ale również uważana była za kraj bardzo dobrej kawy. W staropolskiej kuchni coś dla siebie znalazłby także współczesny wegetarianin.
Razem ze znanymi kucharzami i historykami, wspólnie prześledzimy dzieje polskiej kuchni. Smakowitym daniom towarzyszyć będą atrakcyjne pokazy tłoczenia wina, zacierania piwa czy wyrobu pierników.
Smacznego!
_________________ "Naprzód psiekrwie! Cesarz patrzy!" Kozietulski pod Somosierrą
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 221 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-02-22, 18:23
Można się tylko oblizać z apetytem - ciekawam bardzo czy w poście, które właśnie się zaczął jest przewidziana nauka kwaszenia żuru - tego najprostszego jadła żołnierskiego [przepis: nabyć w sklepie ze zdrową żywnością razową mąkę, wsypać do kamiennego garnuszka dwie - trzy duże łyżki (od zupy), włożyć kawałek razowego chleba (również bez "...polepszaczy...") i nalać wodą, jak na powierzchni zrobi się "...kozuszek..." porządnie zmieszać i wlać do gara gdzie uprzednio ugotowaliśmy do miękkości pokrojone ziemniaki (w kwasie się nie ugotują) dodać "...omasty..." (postna to olej z cebulą) raz jeszcze zagotować - i smacznego]
A na Wielkanoc - no cóż mamy wierszyk z kalendarza [przełom 1810/12 - dokładnej daty nie ma] "...nakroimy szynki, umoczymy w chrzanie, jakżeś dobrze zrobił, żeś zmartwychwstał Panie..."
Czy wątek kulinarny jeszcze sie naszym Wojakom "...nie przejadł..."
Pozdrowienia
Dołączył: 20 Maj 2006 Posty: 135 Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2007-02-28, 14:55
Witam,
dwie ciekawostki:
w 1808 roku Ministerstwo Wojny chciało zamienić pszenny chleb wydawany wojsku na żytni. Ale marsz. Davout nie zgodził się, by nie robić różnicy między wojskiem naszym i francuskim.
Wracając do koniny - wg relacji z epoki można ją piec w popiele (żarze). Taki dawny grill...
_________________ Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 221 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-03-01, 10:44
A tak "...białe bułki..." w ilości pół funta wydawane na sniadanie miały zostać tylko w szpitalach. Ów "...biały..." chleb przypominał nasz sitkowy i miał zdecydowanie dłuższą trwałość, był - ano własnie smakował nam w Gołyminie, a to byla zmielona pszenica, nie żyto - dość ciemny, czysto biały był relatywnie bardzo drogi i nawet krążyło powiedzonko iż "...jest delikatny jak bułka z marymonckiej (tam było najwięcej młynów zaopatrujących piekarnie warszawskie, tak wodnych na zastawach potoku po którym dziś zostały mizerne resztki w Laku Bielańskim, jak i wiatraków) mąki...".
Co do popiołu - naprawdę piecze się i lepiej i zdrowiej i - co nie było sprawą bez znaczenia - wieczorem można było przygotować śniadanie, szczególnie ziemniaki. Rano było "...jak znalazł...".
BYć moze w Jabłonnie będzie jakaś kuchnia w stylu epoki - zapraszam do medyka, na pewno coś [prócz herbaty, cukru i soli - to musiał mieć zawsze] będzie smacznego.
Pozdrowienia.
Dołączył: 20 Maj 2006 Posty: 135 Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2007-03-01, 12:09
Dziękuję za uzupełnienie mego przyczynku. W jednym z pamiętników jest wzmianka, jak to poprawiły się humory nieszczesnych rozbitków, gdy w 1812 r. po przybyciu na Pragę zawarli znajomość z "marymonckimi bułkami". Czy do owego piecznia w popiele trzeba jakoś specjalnie mięso przygotować?
_________________ Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 221 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-03-01, 21:17
Pozdrowienia z Paryża. Poprawia mi Waćpan apetyt po tutejszym obiedzie.
Mięsa generalnie nie było czym przyprawiać - solono prochem, no i truto sie przy tej okazji [vide notatki u prawie wszystkich medyków], jeśli był czas, to po prostu tym co było i rosło w okolicy np. na Lobau pokrzywą [nie tylko do rosołów Monsieur Larrey - Marbot pisze, że piekł w pokrzywie, czy raczej na pokrzywie koninę] piołunem, koprem [dziki jeszcze gdzieniegdzie w Polsce rośnie] czasem łopianem czy tatarakiem.
Zresztą z kłączy młodego tataraku [zwanego "...ajerem..."] przyrządzano dość smaczną nalewkę stosowana jako pomoc dla żołądka po hm. przejedzeniu, zaś pędy tuz przed zieloną częścią gotowano w syropie jako dekorację "...fruktów..." [był to tzw. fałszywy lub apteczny arcydziegiel - po prostu tani, bo z najbliższego stawu].
Zresztą XIX - wieczne farmakopee np. Dziarkowskiego czy nawet Bergonzoniego i Guideta maja to do siebie, że prócz leków jest tam dużo miejsca poświęconego "...dekoktom..." raczej "...spiżarnianym...", są tam recepty na miód różany z cukru [podawano z nim gorzkie lekarstwa], "...skórkę panieńską..." [do dzis sprzedawana p;rzed - sic! - cmentarzami w dniu Wszystkich Świętych] czy koniak ze śliwek. Przyjemna strona smutnej medycyny i pan "...prowizor..." zawsze miał dobre życie.
Raz jeszcze pozdrowienia.
PS.
Czy o tych bułkach "...marymonckich...", a raczej o białym cieście nie pisano już wcześniej [drożdżowe placki z Pragi bardzo smakowały i majorowi Hornowskiemu i ówczesnemu komendantowi twierdzy w Modlinie - Godebskiemu]
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Toż tam nic nie ma!
Kilka zaledwie przepisów i to o samej kawie i lodach...
Koroniarzu, pisałeś kiedyś (cytowałeś?) jakąś książkę dla skautów, o sposobach rozpalania ognia, gotowania, itp. nie mogę tego znaleźć. Mógłbyś mi pomóc?
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 889
Wysłany: 2007-05-16, 11:03
Masz trochę racji, ale ja lubię kawę... Poza tym stronę stopniowo uzupełniają, a zapowiadają książkę kucharską.
Remigiusz Pacer napisał/a:
pisałeś kiedyś (cytowałeś?) jakąś książkę dla skautów, o sposobach rozpalania ognia, gotowania, itp. nie mogę tego znaleźć.
Mam przedwojenny "Skauting dla chłopców". Sam miód i malina. O ile wiem, był wydawany ponownie niedawno przez ZHR za jakieś niewielkie pieniądze (15 zł?). Nie wiem, czy z ilustracjami (przedwojenny tak). W razie potrzeby z chęcią udostępnię. W sumie wędrówki zaczynałem (dwadzieścia parę lat temu, he he) z takimi rzeczami pod ręką. Chyba zagrabiłem wówczas cały sprzęt Ojca. Namiot Afrika Korps, z bambusowymi kijkami i drewnianymi śledziami, harcerski plecak-worek na skórzanych paskach, "wrześniową" menażkę i inne "graty". ... Właśnie sobie uświadomiłem, że można było wówczas dostać ćwieki do butów i że pracowicie je wklepywałem w podeszwę.
Pozdrawiam!
_________________ "Naprzód psiekrwie! Cesarz patrzy!" Kozietulski pod Somosierrą
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 221 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-05-02, 15:31
...oczywiście - ten sposób był nawet pierwszy, gdyż gotowano wywar tak długo aż zastygał w formie podobnej do dzisiejszych kostek "Knorra".
Podobnie sporządzano "...coś..." z suszonych warzyw. We Francji zresztą jest sporzadzane do dziś jako dodatek do słynnej prowansalskiej "...soupe au pistou...". Kiedy można służyć na spróbowanie, mam kilka takich kostek.
Pozdrowienia
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum