Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 889
Wysłany: 2006-03-24, 00:42 Rekonstrukcja bitew - kontredans czy manewry?
Temat ten w różnych formach przewija się w szeregu dyskusji. Myślę, że w formie wyważonej warto podjąć go i tutaj. Zasadza się o pytanie, czy rekonstrukcja bitwy winna mieć wymiar nieco teatralny i być przez to dostępniejsza i bardziej zrozumiała dla widza ("kontredans", w rozumieniu: oddział atakuje, oddział odstępuje i z powrotem), czy też bardziej realistycznej, gdzie jednostki operują jedynie wg. wydanych rozkazów, niezależnie reagując na rozwój sytuacji (manewry). Nie trudno zauważyć, że w tym drugim przypadku widz zobaczyć może część jedynie, byc może dlań nie zrozumiałą. O ile pierwsza forma jest powszechna, to drugiej pewną namiastką mogły być działania oddziału wydzielonego Kawalerii Narodowej (że nieco na wyrost w stosunku do liczebności, napiszę) w czasie rajdu kościuszkowskiego, przy okazji minionych rocznic bitwy pod Maciejowicami.
Choć dla bywalców tego forum jest to oczywiste z myślą o dalszych gościach dodam, że nie mam wogóle na myśli wartościowania oddziałów zależnie od ich upodobań, a jedynie omówienie "za i przeciw" obu koncepcji. Wszelkie wypowiedzi schodzące z tematu na sprawy personalne będę bezlitośnie wysyłać na front wschodni.
szwoleżer bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Czołem wszystkim forumowiczom!
Na wstępie chciałbym wyrazić radość z ponownej możliwości czestnictwa na tym forum!!!
Co się zas tyczy meritum, to moge opisać własne doświadczenie z Wysp Brytyjskich.
W czasie spotkań historycznych, każdy oddział który chce, ma możliwość prezentacjji musztry pieszej/konnej, wszelkich manewrów jak i walki ogniowej, ataku na bagnety itp. Mają na to 45-60 minut czasu, całość jest komentowana przez członka prezentującego się oddziału poprzez głośniki, tak więc publicznośc ma dzięki temu mozliwość wyobrażenia sobie o co w tym wszystkim chodzi.
Jednocześnie jest też czas zarezerwowany na "bitwę", którą widzom, chyba łatwiej zrozumieć dzieki wcześniejszemu wprowadzeniu w temat poprzez wspomniane prezentacje.
Sama bitwa powinna, moim zdaniem, mieć jakiś scenariusz, wg którego wszystko się toczy, aby widz nie doznał uczucia, że ogląda poplatanie z pomieszaniem, gdy górę wziąć może "zew krwi wrażej".
Sądzę,że taki scenariusz lub jakieś porozumienie co do przebiegu bitwy jest ważne w przypadku spotkań historycznych nie powiązanych bezpośrednio z jakimś miejscem bitwy. Takie uzgodnienie uwarunkuje kto wygra, kto przegra w dniu pierwszym spotkania,a kto w dniu drugim(jeśli takowa batalia jest zaplanowana na kilka dni).
Chodzi mi o to, aby nie było jednostek ustawicznie "zbierających w kuper" i aby i one posmakowały "zwycięstwa".
Pozdrwiam serdecznie.
_________________ Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
Chętnię poruszę ten ciekawy temat. Ze swojej strony nie opowiadam się jednoznacznie za ani pierwszym ani drugim modelem, wariantem inscenizacji bitwy. Myślę, że jezeli ma to być inscenizacja konkretnej bitwy historycznej ogólny scenariusz bitwy jest konieczny ze względu na powazne podejscie do tematu rekonstrukcji, z drugiej strony trzeba podkreslić aby był to scenariusz ogólny, nie wdający się drobiazgowo w szczegóły. Takie podejście wynika z zaobserwowanej przeze mnie praktyki. Inscenizacje często przebiegają własnym zyciem, pewny stopien improwizacji, swobody dowódców poszczególnych oddziałów jest nie do uniknięcia. Wzbogaca to inscenizacje zapobiegając nadmiernej rutynie, schematowi , z drugiej strony ogólny scenariusz zapobiega farsie historycznej. Sprawa sprowadza sie do uchwycenia odpowiedniej granicy miedzy oboma wersjami rekonstrukcji bitwy.
Myslę, że inscenizacje bitew historycznych w przyszłości rozwiną się w cos w rodzaj sportu a więc wejdzie do tego komercja i pieniadze, w ten sposób rozwijały sie obecne dyscypliny sportowe, od grupek zapaleńców do uznanych dyscyplin. Aby tak się jednak stało konieczne jest wieksze sformalizowanie i uzawodowienie grup rekonstr., myślę, ze za ok. 20 lat bdziemy swiadkami narodzin nowych rodzajów widowisk quasi- sportowych, które zamienia się w idacy swoim zyciem biznes. Temat ten być moze nadaje się na oddzielny watek - przyszłość ruchu rekonstrukcji historycznej- sposób na zarab. pieniedzy ?
szwoleżer bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Odnosząc się do wypowiedzi Kolegi,
jeśli chodzi o rekonstrukcje bitew hist. oraz tych mających charakter bardziej pogladowy, to oczywiście walki powinny się toczyć w ramach jakiegoś scenariusza "ramowego", który w sumie zawiera jedynie ogólne wytyczne co do przebiegu działań, aby dać możliwośc zabawy rekonstruktorom, by nie mieli wrażenia udziału w teatrze oraz możliwośc zaprezentowania swoich umiejętności.
pamiętajmy jednak, że wszelkie takie działania powinny zawierać się w niezbędnym minimum bezpieczeństwa dla ludzi i zwierząt, aby zabawa nie przeminiła się w niebezpieczną "bijatykę" bądź "przepychankę".
pozdrawiam
_________________ Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
Witajcie.
Ten post nie jest moim debiutem na forum Arsenału. . Chcę dorzucić kilka myśli. Wydaje mi się, że kilka spraw zostało niejako zarysowanych - tzn. aspekt bezpieczeństwa a trzymanie się scenariusza, a ja dodam zasad podanych przez organizatora. To nie pozostaje bez znaczenia dla jakości i bezpieczeństwa.
Chcę spojrzeć jednak od drugiej strony podać kilka rzeczy, które narzucają mi się. Nie mam wiele doświadczeń, ale podam swoje dwa spojrzenia z rekonstrukcji pod Austerlitz. Z jednej strony obserwowałem doskonałe wymusztrowanie niektórych pułków (doskonałą dyscyplinę kolejności i podawania rozkazów od oficera do podoficerów) - co mi imponowało, widząc jak nam nie raz i nie dwa inicjatywa ponosiła zwykłego żołnierza, i nie tylko tego zwykłego żołnierza. Tu musi to mieć swoje realia, których nei da się osiągnąć bez: wyćwiczenia i ... dużych jednostek. Z drugiej strony chcę też pokazać jeden z momentów, który wyszedł bnam naturalnie - mianowicie formowanie czworoboku. To ma naprawdę znaczenie - bowiem dostrzegłszy wyłaniajacą się zza austiackiej piechoty kawalerię - udało nam się sformować czworobok w czas. Pewnie gdyby było nas więcej - szło by to dłużej, trudniej,....
Drugie spojrzenie. Wydaje się, że dyskusja jest tylko częsciowo teoretyczna. Praktycznie bowiem zawsze planowana była strategia bitwy - albo przed jej wydaniem, albo w pośpiechu w zaskoczeniu zwarciem. Tylko przy dużej ilości ludzi da się uruchomić pewne realia - jak choćby tasowanie piechoty i artylerii, potyczki szyków kawalerii, a nie pojedyncze pojedynki, gońcy konno roznoszący meldunki, itp. Przy mniejszej ilości ludzi - to jest nie osiągalne. Sporo więc przed nami.
Trzecie spojrzenie. Wyobraźmy sobie bitwę bez scenariusza. Przy widowni - to jest chyba nie do pomyślenia. Można jednak sobie wyobrazić, gdyby był to np. obóz jak Bulogne czy ten planowany w Wielkiej Brytanii, że jedna z bitew ma tylko ... szyk wejściowy i założenia wejściowe, których dalej nikt nie zna (może poza dwoma wodzami). Wówczas wszystko dzieje się na zywo. Tylko, że nigdy raczej nie ma czasu, aby urządzić sobie taki luksus - "ćwiczenia". Wydaje się jednak, że takie coś może mieć kłopot z kwestiami bezpieczeństwa - i tu rodzi się trudność.
Temat ciekawy, bo każe koncepcyjnie myśleć. Stąd mój głos.
To w skrócie.
Pozdrawiam,
Scout
szwoleżer bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Trzecie spojrzenie. Wyobraźmy sobie bitwę bez scenariusza. Przy widowni - to jest chyba nie do pomyślenia. Scout
Pozwolę sobie z Kolegą się nie zgodzić w tej kwestii. Zasłyszałem niegdyś, że w USA,głównie pod Gettysburgiem tak wygląda inscenizacja bitwy.
Są sztaby, kurierzy i podwładni wykonujący rozkazy.
Taki wyjściowy scenariusz to swietna sprawa dla uczestników, bo wiedzą że uczestniczą w czymś cos jest najbardziej zbliżone do danej epoki realiów.
A publiczności, która to oglada i tak jest wszystko jedno, bo bądźmy szczerzy ilu z nich wie jakieś minimum o czasach rekonstruowanych.
wciąż doprowadza mnie do pasji tłumaczenie ludziom czemu żołnierze strzelali do siebie z 50 m i widok ich usmiechnietych acz nieprzekonanych twarzy.
Niezbedne są przedewszystkim przed taka bitwą uzgodnienia obu dowództw co do stanu poczatkowego bitwy, a dalej to już "szczęście sprzyja odważnym".
Pozdrawiam
P.S. co do Gettysburga, to przeprowadza się tam atak na wroga linię z karabinem na ramieniu ale z bagnetem!!! Przy takiej masie rekonstruktorów to po prostu nie chce myślec gdyby ktoś się poślizgnął, brrrrrr!!!!!
_________________ Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
Obserwacja wielu bitew w kraju i za granicą skłania mnie do kilku wniosków:
1. Bitwy z małą liczbą uczestników ( do 100 powiedzmy...) są stanowczo śmieszne i każdy spragniony emocji widz jest rozczarowany patrząc na usmiechniętych dziadków w rogatywkach tuptających w dziwaczny sposób zamiast bić się kolbami po ogołoconych z rogatywek głowach - wydaje mi się że małe imprezy jeśli już są upublicznione powinny mieć głównie wydźwięk edukacyjny. Sądzę że powinny to być manewry - omówione przez kompetentnego komentatora, takiego jak np: Marcin Ochman, który w tej roli sprawdził się nie raz. Ale to wymaga od nas, rekonstruktorów, minimalnego choćby poziomu wyszkolenia i co trudniejsze wyszkolenie w poszczególnych grupach musi być kompatybilne z pozostałymi, co w zasadzie byłoby oczywiste gdybyśmy wszyscy byli rekonstruktorami ale nie zawsze działa bo część z nas rekonstruuje tylko mundur bądź strzelanie, musztrę ogólną zostawiając "hardkorowcom"...
2. Bitwy z większą liczbą zołnierzy ( 100 - 500 ) mogłyby być w pewnym stopniu improwizowane, jeśli chodzi o plan działań. Przy tej liczebności można się trochę pobawić, widzom pokazać z oddali jakieś manewry i markować walkę.
3. Większe bitwy ( 500 - 2000? ) wymagają jednak koordynacji i większej dyscypliny. Sam kiedyś mało nie zginąłem uciekając przed atakiem rosyjskich grenadierów wprost pod kopyta szarży francuskich huzarów, szczęśliwie jeden z grenadierów zauważył niebezpieczeństwo w porę i potężną "ruską" ręką zatrzymał mnie i przestawił w głąb ich czworoboku.
Uniknąć można takich sytuacji tylko wtedy gdy żołnierze słuchają dowódcy, a dowódca wie co może się dziać w poszczególnych sektorach pola bitwy. Oczywiście planowane manewry prawie nigdy nie są wykonane tak jak zamierzamy ale przynajmniej mamy ogólne pojęcie czego trzeba unikać.
Co prawda mam obawę że duże bitwy raczej Polsce nie grożą, a nawet jeśli, to nie jesteśmy ich organizatorami ale w teorii uważam że powinny być podzielone na sektory z okreslonymi oddziałami i zarysem przebiegu, jeśli każdy z sektorów będzie liczył tyle ludzi ile mniejsza, ta 500 osobowa bitwa a dowódcy będą dokładnie znali teren po którym mogą się poruszać to można się pokusić o pewną dowolność w obrebie takiego sektora.
4. W mniejszym gronie zdażają się mikro-kampanie, kilugodzinne albo kilkudniowe bitwo-biwaki połączone z 10-15 km marszami. Takim cudem była Jena2005. To byłby ideał dla mnie ale wymaga udziału dobrych, rozumiejących się grup i zminimalizowania udziału publiczności, a przede wszystkim uwolnienia się od aspektu komercyjno-widowiskowego i myślenia w oderwaniu od argumentów takich jak:
- żeby naszą grupę było lepiej widać
- żebyśmy zdążyli krzyknąć wiwat burmistrz
- żebyśmy się nie spóźnili na kiełbasę
- żebyśmy staneli tak by widzowie ujżeli tylko kompletnie odziany szereg
- itd
Myslę że mimo zauważalnej komercjalizacji i u nas tak się da. Tylko kiedy? I kto?
Czy oprócz kilku "hardkorowców" są w Polsce ludzie, którzy zechcą pojechać na niepłatną bitwę, bez prestiżowych prezentacji, bez wyżywienia, bez dachu nad głową?
Mam nadzieje że tak. Ale też wiem że to trudne i część obecnych rekrutów musi dopiero dojrzeć do takich decyzji.
Mam nadzieję że do 2014-15 roku coś się u nas zmieni bo później to ja wysiadam .
Jeśli juz o rekrutach... może wartoby ich podzielić, oczywiście biorąc pod uwage ich wolę, na tych którzy widzą tą zabawę jako niedzielną rozrywkę i tych, dla których to coś więcej (szczerze powiem że nie umiem tego nazwać...). Wtedy na poszczególne biwaki jechaliby właśnie tacy ludzie jaki ma być biwak... i tu wracamy do tematu rzetelnego informowania przez organizatorów co tak naprawdę "spreparowali" - czy będziemy rzucać kiszką pasztetową u podnuża dmuchanej żyrafy na stadionie, czy przez trzy dni będziemy łazić po lesie i łkać z zimna nad rdzewiejącym karabinem.
Bez szczerości i dobrej woli usystematyzowania zjawisk rekonstrukcyjnych w Polsce nie ma sensu jakakolwiek dyskusja o jakości rekonstrukcji, bo dajemy "kota w worku" i dostajemy "kota w worku"...
Walcząc o pozycję w gminach i na rynku dotacji wywalczymy prawdopodobnie tylko pozycje w gminach i na rynku dotacji, a poziom rekonstrukcji będzie ten sam mnimo że za większe pieniądze, bo "dobre wybuchy" kosztują więcej niż "kiepskie wybuchy" ale między tymi chmurami rozrzucanej gleby ciągle chodzą ludzie i to ich kondycja decyduje o tym czy jest to rekonstrukcja wybuchów czy wojsk Księstwa Warszawskiego.
Pozdrawiam
niepij
Marek Drabik początkujący I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 30 Maj 2006 Posty: 49 Skąd: Walewice
Wysłany: 2008-04-04, 19:19 artykuł w prasie
Nie wiem czy akuratnie tutaj jest miejsce dla takiej informacji, ale przeglądając inne tematy znów powróciłem właśnie w to miejsce. I cóż to ja chcę Wam przekazać? -jest taka gazeta "dziennik łódzki", który ma również lokalne wydania. W takim lokalnym pisanym dla mieszkańców min. powiatu kutnowskiego, znalazłem artykuł następującej treści:
Tytuł: "Wódka, a sprawa Polska", ...Odtąd Polacy byli już sławni jako konsumenci gorzałki. Początkowo mówiono o nich głównie z podziwem. Tak jak Napoleon Bonaparte - na widok 125 mniej lub bardziej pijanych szwoleżerów, którzy w wąwozie Somosierra dosłownie roznieśli 10 tys. hiszpańskich powstańców broniących drogi na Madryt, wykrzyczał, że aby tego dokonać, trzeba być: "Pijanym jak Polak". Inaczej: mieć nieprzeciętną odwagę i brawurę mimo spożycia alkoholu. To określenie niestety wkrótce straciło swoje pozytywne brzmienie i zapomniano o jego pochodzeniu...
Wiadomo, że także i ta gazeta jest już tylko tzw. polskojęzyczną, powoli zabierają się za nas wszystkich? Artykuł okraszony jest obrazem Januarego Suchodolskiego - Bitwa pod Somosierrą
_________________ Braves Polonais!
szwoleżer bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Wiadomo, że także i ta gazeta jest już tylko tzw. polskojęzyczną, powoli zabierają się za nas wszystkich?
?????????????????????????????????????????????????????????????
Kolega tak na serio to pisze?
Zresztą to powiedzenie powstało chyba później jak się nie mylę.
W całości brzmiało "Pijany jak Polak, ale zawsze gotów do akcji".
Zresztą powiedział mi je pewien Francuz.
Marek Drabik napisał/a:
mieć nieprzeciętną odwagę i brawurę mimo spożycia alkoholu.
Zresztą taka "odwaga" po alkoholu nie jest zarezerwowana wyłącznie dla Polaków.
Pozdrawiam
_________________ Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
Szyszkownik początkujący I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Wiek: 40 Dołączył: 07 Cze 2006 Posty: 36
Wysłany: 2008-04-07, 10:21
Witam Towarzystwo!
tylko tak na marginesie zabiorę głos o Tych co zbyt dużo wypili...
Etymologia powiedzonka podobno ma dwie różne linie genealogiczne:
*Gdy w koszarach Nasi siedli z Gwardią Napoleona do wina, pili całą noc, rano Cesarz przybył, oznajmiono, że całość jest kompletnie pijana, Nasi wyszli w pełnych mundurach na przywitanie "Boga Wojny" a Gwardii nie było - na to Napoleon - acha , pijani jak Polacy ????
*W sławnym Wąwozie jeden z szaserów( lub któryś z adiutantów ) podobno miał powiedzieć
- By tam ruszyć do szarży to trzeba być pijanym...
Na co Napoleon :
- To bądźcie pijani jak Polacy!
Chyba to było jakoś tak.....
Pozdrawiam
Marek Drabik początkujący I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 30 Maj 2006 Posty: 49 Skąd: Walewice
Wysłany: 2008-04-07, 10:35 szwoleżerowie
Nie wiem czy zostałem dobrze zrozumiany. Przytaczając treść artykułu, chciałem zwrócić uwagę na fakt, że ktoś piszący takie treści, niekoniecznie dobrze życzy Polakom (wynika to bardziej z treści całego artykułu). Można domniemywać, że w chwilach bohaterskich czynów zawsze jesteśmy pijani... Ktoś kto nie ma historycznego myślenia, wyobraża sobie, że i dzisiaj ci, którzy utożsamiają się z tamtymi wydarzeniami, którzy je odtwarzają, również zapijają.
.., a to, że nie ma już w Polsce dzienników z polskim kapitałem, nie jest przecież żadną tajemnicą. Funkcjonuje takie pojęcie jak: "artykuł na zamówienie"...
Pozdrawiam!
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 222 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-04-07, 10:45
scout napisał/a:
Trzecie spojrzenie. Wyobraźmy sobie bitwę bez scenariusza. Przy widowni - to jest chyba nie do pomyślenia
Popatrzyłam na to zdanie.
Właśnie wróciłam z Igań [buty jeszcze się suszą, mundur również] gdzie pogoda pokrzyżowała trochę szyki - ale nie wojskowe. Piękna, kameralna bitwa - potyczka, którą pod parasolami ogladało kilkuset widzów żywo reagujących na działania w błocie, mędzy drzewami, w kałużach.
...chyba dziarski spieszony szwoleżer Gwain może to potwierdzić...
Klimat tworzą często mimo super dopracowanych scenariuszy sami ludzie, którym się coś chce osiagnąć, a w każdym razie wiecej niz "...pokazać się..." w pieknym mundurze [przestaje być taki piękny gdy namoknie i się ubłoci].
Temat ten nawiązuje do poruszanego juz na Forum poszukiwania "...pierwiastka niematerialnego..."
niepij napisał/a:
Bitwy z małą liczbą uczestników ( do 100 powiedzmy...) są stanowczo śmieszne
...czy nas było tylu pod Iganiami - wątpię, ale było pieknie i nikt się nie śmiał.
Pozdrowienia
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum