Poprzedni temat «» Następny temat
Autor Wiadomość
Rekonstrukcja: Pierwiastek niematerialny
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 924
Wysłany: 2006-08-25, 11:59   

Mam wrażenie, że sam się ze sobą nie zgadzasz. Dopiero co piętnowałeś lenistwo i nałogi, teraz czynisz z nich rekonstruktorską cnotę. Z zaciśniętymi z niepokoju zębami czekałeś aby nikt nie przypomniał historycznego faktu zakupów epoletowych. Bo jak z tym dyskutować...? Czytając Twoją ostatnią (przyznać należy malowniczą, a przez to ożywczą) wypowiedź, daje się odnieść wrażenie już zupełnie odmienne: rekonstrukcja historyczna jest potrzebą i wynalazkiem zbliżonym do grypsery, a idealnym kandydatem na rekonstruktora byłby wielokrotny recydywista, który by kobiety krzywdził, strzelał w plecy i rabował. Nader frapujące to zestawienie z wyrażanym wcześniej poglądem:
niepij napisał/a:
Możemy sobie trywializować i wysmiewać chęć do moralizowania. Ale rzecz w tym że wyjątki zawsze będą i zawsze ktoś złamie zakazy więc lepiej stworzyć wrażenie że zakazy są bardzo rygorystyczne i mieć nadzieję że odstraszą część "niedzielnych" alkoholików.

Oczywiście, że wojna jest piekłem. Tego akurat nikt nie kwestionuje. My jakiś jej wycinek przedstawiamy, choć szczęśliwie nie ten, w którym zło staje się jeszcze gorsze. Ludzie trafiający do naszego środowiska są różni, to też fakt (który zresztą miałem na myśli pisząc, że to kim sie jest decyduje o tym jak się mundur nosi). Tyle tylko, że jak dotąd to nie odtwarzanie jej najgorszych koszmarów jest dostrzegalną motywacją. I tu się w pełni z Panią Marią i Brykietem zgadzam. Być może kultura w manewrowaniu na polu bitwy nie jest widoczna. Nie oznacza to jednak, że jej w XIX wieku nie było. Być może patriotyzm do strzelania na 12 tempów też nie jest potrzebny, a wartości w strzelaniu wręcz przeszkadzają. Nie znaczy to jednak, że ludzie szli na ochotnika i ryzykowali zdrowiem i życiem po to jedynie by zaspokoić najciemniejsze potrzeby swej natury. Kiedy więc mówimy o pierwiastku niematerialnym to raczej nie mamy na myśli musztry, a kiedy mówimy o motywacji, to raczej nie jest nią żądza mordu.
Pozdrawiam!
Koroniarz
(choć na potrzeby tego postu: flagellum dei).
  
 
     
szwoleżer 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Wiek: 34
Dołączył: 21 Gru 2005
Posty: 250
Skąd: Sanok
Wysłany: 2006-08-25, 13:44   

czołem Kolegom!
Ta dyskusja podlega niestety regule "im głębiej w las, to drzew nie widać".
Dotyczy coraz mniej uchwytnych elementów, proszę o wybaczenie ale niedługo będziemy się zastanawiać czy chodzono ze ściśniętymi czy też nie pośladkami na paradzie, przepraszam za te trywialne porównanie ale nie mogłem sie powstrzymać.
Tak jak w całej rekonstrukcji i w tej dziedzinie pewne uogólnienie jest, jeśli mozna tak powiedzieć standardem.
Odtwarzając postać np. szwoleżera nie odtwarzamy jego psychiki wraz ze wszelkimi ciemnymi zaułkami, bo to nie sesja u Freuda. To pewien obraz jaki my uważamy za najbardziej realny i prawdopodobny i który również będzie akceptowalny przez ogół.
pewnych rzeczy nie da się zdefiniować w 100% i może i lepiej, bo daje nam to trochę swobody i mozliwości interpretacji co pozwala również toczyć takie dyskusje.
Pozdrawiam serdecznie
P.S.
Świetny dowcip z tym obrazem Goy'i, brawo!
_________________
Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 145
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2006-08-25, 14:07   

"Łączyło ich tylko to że byli w wojsku. Obowiązywały ich rozkazy, regulamin i kilka niepisanych obyczajów"

" czy pierwszym naszym celem nie powinno być rzeczowe i jednoznaczne uregulowanie sposobu naszego poruszania na polu bitwy i hierarchi ważności związanej ze zdolnościami i wiedzą, tak by zminimalizować prawdopodobieństwo wypadku czy choćby narażenia się na ośmieszenie w oczach innych grup."

"Wydaje mi się że wyznacznikami rekonstrukcji nie jest ( może niestety... ) kultura osobista ani obycie"

"Rekonstrukcja to:
1. Wygląd
2. Wyszkolenie
3. znajomość realiów epoki( w sensie wizerunku ludzi i kształtu przedmiotów )
a dopiero na dalszych miejscach:
4. znajomość epoki ( w sensie obyczaju opisywanego w pamiętnikach )
5. kultura osobista
6. moralność
Niestety zawartości naszych głów nie pokarzemy podczas bitwy, a mundur, umiejętności musztry i strzelania owszem."

Wybrałem kilka innych fragmentów mojej wypowiedzi do zacytowania. Wydaje mi się że całość w żadnym razie nie może być zrozumiana tak jak usiłujesz Koroniarzu mi to zasugerować.

Jeśli istnieje jakaś sprzeczność to tylko pozorna, po pierwszym przeczytaniu.
Chodzi mi o to że do zarządzania masą ludzi, nawet 50 osobową, oprócz "pierwiastka niematerialnego" potrzeba znajomości komend, silnego głosu, zrozumienia dla podwładnych i ich możliwości, rozeznania na polu bitwy, do tego trzeba jeszcze mieć w sobie tyle siły by przeciwstawić się tym 50 osobowościom, które jak już pisałem mają różne charaktery.
Kultura osobista czy znajomość literatury jest urocza ale nie ma tu nic do rzeczy, a jak przekonałem się kilkukrotnie może wręcz zaszkodzić.

Oczywiście jeśli jakaś grupa wykształconych, obytych i moralnych ludzi utworzy sztab i będzie poruszać się w sposób dystyngowany na obrzeżach pola bitwy to należy się tylko cieszyć. Ale i modlić....
By nie wpadli pod konnicę, by nie ukłuli się bagnetem, a przede wszystkim by nie usiłowali dowodzić do czasu kiedy poznają wszystkie niezbędne regulaminy i zdobędą zaufanie oddziałów.
Natomiast tragiczne sa sytuacje w których oficerowie z samonadania tworzą grupę wzajemnego wsparcia wraz z organizatorem i w trakcie bitwy dołączani do Boguduchawinnych oddziałów usiłują ziścić swe aspiracje pomijając żmudną drogę nauki i ćwiczeń.
Piszę rozmyślnie o oficerach, bo jestem przekonany, że dyskurs kulturalny przeciętnego szeregowca, ani wtedy, ani dziś nie dotyczy. Szeregowych moim zdaniem dotyczyc powinien po prostu regulamin, a co ponadto to tylko wypada się cieszyć jeśli są etycznie i intelektualnie "sprawni".

Szczerze powiedziawszy czuję się urażony taką oceną mojej wypowiedzi, i tak selektywnym doborem cytatów w celu wsparcia absurdalnej tezy o moim poparciu dla zboczeń i zwyrodnień, a także sugestią że gubię się pomiędzy dwoma biegunami mojej osobowości, tym bardziej, że o ile jestem w stanie wysilić swój niestety tylko magisterski mózg to moja wypowiedź jest chyba zrozumiała i ma na celu zwrócenie uwagi na bezpieczeństwo i uczciwą, zgodną ze zdolnościami i znajomością tematu ocenę przydatności ludzi w naszym ruchu.
Niepokoi mnie duże skupienie, wielu osób na kwestiach "niematerialnych" podczas gdy kuleją elementarne zasady funkcjonowania, na polu bitwy i na biwaku.
Oficerowie bywają niedokształceni, na bitwach biegają w samych koszulach i furażerkach, szarpią za rękawy zamiast wydać regulaminową komendę, nie mają rozeznania w tym jak reagować na nadchodzące sytuacje tworząc realne zagrożenie dla podwładnych, nie rozróżniają stopni podoficerskich zwracając się do szeregowców zamiast do sierżantów czy kaprali w celu wykonania manewru.

Moim zdaniem nie ma w moich wypowiedziach żadnej sprzeczności, a jedynie reakcja na zmianę tematu dyskusji, niepostrzeżenie dryfującej w stronę quasi filozoficzną, w rzeczywistości nie ucząc niczego potencjalnych rekrutów, a jedynie gmatwając obraz zasad jakimi powinniśmy się kierować by tworzyć wolne od nieprawidłowości oddziały.
Bo co będzie jeśli nasi "żołnierze" utkną w wizjach Wacława Gąsiorowskiego, jeśli zamiast poznać regulamin manewrów naczytają się po raz tysięczny przekręcanych legend o niepowstrzymanych szarżach i niezdobytych czworobokach.
My nie rekonstruujemy "Huraganu", ani naszym źródłem nie jest January Suchodolski.
To mogą być elementy naszej wiedzy ale musimy wiedzieć gdzie zawarte są błędy i uproszczenia.
Musimy się też liczyć z tym że nasze hobby wymaga współpracy więc reguły tej współpracy muszą być jasne i zrozumiałe zarówno dla idealistów po Sorbonie jak i dla tumanków z Jelonek.

Myślę że będę musiał jezcze tłumaczyć swoje opinie ale tą pierwszą reakcję na Twój post Koroniarzu zamieszczam niezwłocznie.

Pozdrawiam
niepij


p.s. Kim jest ten Goya i dlaczego Ci Prusacy go zabijają?
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 924
Wysłany: 2006-08-25, 14:55   

niepij napisał/a:
Szczerze powiedziawszy czuję się urażony taką oceną mojej wypowiedzi, i tak selektywnym doborem cytatów

Nie przypisuję Ci, żadnej z tych niegodziwości. Nie uważam też byś się gubił, mam natomiast przemożne odczucie, iż postrzegając przedmiot rozmowy za zacierający istotę rekonstrukcji, celowo prowokujesz i dlatego przejaskrawiasz sprawę. Stąd takie, a nie inne zestawienie z wcześniejszą wypowiedzią i spuentowanie całości żartem. Urażanie, nie było i nie jest moim zamiarem. Jeśli za takowy odczytałeś przydomek w nazwie pliku, to ją zmieniam. Za wyjątkiem kpiny z samego siebie w podpisie sugestii osobistych w mojej wypowiedzi też nie znajdziesz (flagellum dei=bicz boży, pełny tytuł: bicz boży, młot na czarownice, ergo osoba "lekko" sfantyzowana, wysyłająca innych na stosy; cały ja). W moim odczuciu przejaskrawianie daje fałyszywy obraz rzeczywistości, a w rezultacie prowadzi na manowce. Zauważ, że sam w autocytacie pomijasz bicie ćwiekowanymi trepami, więc chyba za bardzo nie błądzę. Pijaństwo nie jest w rekonstrukcji zjawiskiem powszechnym. Bójki również. Tak naprawdę osób pijanych przez ostatnich 5 lat pamiętam parę i to nie koniecznie Polaków (chyba, że za pijanego uważasz kogoś, kto po piwie zaczyna z kolegami śpiewać przy ognisku). Bójki nie pamiętam żadnej. Środowisko, w którym takie zachowania byłyby normą lub zjawiskiem regularnie się powtarzającym byłoby środowiskiem niebezpiecznym i to m.in. usiłuję wskazać. Moim zdaniem ignorancja zaczyna się mieścić mniej więcej w średniej europejskiej. Również wśród oficerów. Wszyscy się uczymy, od szeregowego w zwyż.
niepij napisał/a:
Niepokoi mnie duże skupienie, wielu osób na kwestiach "niematerialnych" podczas gdy kuleją elementarne zasady funkcjonowania, na polu bitwy i na biwaku.

Mnie również niepokoi gubienie tego co niematerialne. Z tych względów, o których piszemy. Oczywistym jest, że to co się robi, należy czynić jak najlepiej. To oznacza również znajomość regulaminów. Sam zresztą wiesz, że po nauki zgłaszam się chętnie (do Brykieta, do Woznkta, do innych) i nie odmawiam wysłuchania uwag od osób, które daną rzecz robią ode mnie dłużej, czy lepiej. Zgadzam się też z Tobą, że znajomość obrotów jest często umowna. Jednak regulaminy to nie wszystko. Jeśli dobrze rozumiem, dla Brykieta tym czymś jest kultura i ówczesna wiedza dnia codziennego, dla Pani Marii niesienie pomocy bliźnim, dla mnie tradycja i wartości, które niesie (nie roszczę sobie bynajmniej wyłączności na nie, czy sposób ich pojmowania), a dla nas wszystkich biorących udział w rozmowie pewno każda z tych rzeczy po trochu. I o to mi chodzi. Te elementy zresztą się z umiejętnościami, o których piszesz i wbrew temu co piszesz nie wykluczają. Przeciwnie: razem składają się na większą mozaikę, której mimo wspólnym wysiłkom pewnie i tak nigdy do końca nie złożymy. Kultura nie jest kwalifikowaną formą głupoty, nie wiąże się z plątaniem pod nogami, nadziewaniem na bagnet, brakiem chęci do nauki czy pseudofilozofią. Sam zresztą gdzieś o tym wspominałeś pisząc o różnicach w mentalności na przykładzie kar regulaminowych (upomnienie na osobności). W konsekwencji z przyjętym przez Ciebie jaskrawym podziałem zgodzić się nie mogę i budzi on mój sprzeciw. Zarzucasz mi selektywność. Myślę, że błędnie. Z tym czym się zgadzam nie widzę potrzeby polemizować. Polemizuję z tym z czym się nie zgadzam. Skoro już jednak o mowa, o sprawach, w których w gruncie rzeczy się zgadzamy, to mam obserwację natury ogólnej: to w jakiej kolejności postrzegamy elementy przez Ciebie wymienione jest pochodną tego w jaki sposób doszliśmy do rekonstrukcji. W przypadku osób odtwarzających formacje piesze, przypuszczam, że była to bądź przygoda z obrazem, stąd nacisk na część widoczną żywej historii, dla innych lektura, długie Polaków rozmowy, wiersz czy piosenka. Dla tych wyżej przesuwa się to co niewidoczne. W przypadku kawalerii wszystkie chyba jeżdżące oddziały były organizowane wokół stadnin (z całym dobrodziejstwem inwentarza). Ułożenie konia i nauka jeźdźca zgodnie z ówczesnymi zasadami wymaga zresztą nakładów i trudu, których powszechnie nie doceniamy. Popierając to byśmy wszyscy podciągali się tak by przypominać wojsko, które odtwarzamy, nie cywilbandę będę bronić spraw pozostałych i ich miejsca. Dlatego, że jakkolwiek nasze “boje” będziemy miło wspominać, to pewnie te inne w nas pozostaną, kiedy minie rok 2015. Warto je też i innym przekazywać.

Co do części nie rekonstrukcyjnej, lecz czysto historycznej: do tego co w dzisiejszych czasach określilibyśmy mianem przestępstw wojennych dochodziło na trzech teatrach działań: we Włoszech, na Santo Domingo i w Hiszpanii. Łączył je wspólny mianownik działania na zasadach legii cudzoziemskiej, czy też jak to określił Guy Dempsey jako "Napoleon's mercenaries". Znamienne jest jednak, że w pierwszym przypadku Polacy uwikływali się niekiedy w spiski antynapoleońskie, co zaowocowało wraz z innym czynnikami (republikanizm legionów, przy budowaniu monarchii przez Napoleona) wysłaniem ich przeciw murzynom. Tam zresztą mimo skuteczności, zapisali się bynajmniej nie bezwględnością, ale właśnie łągodnością w porównaniu z Francuzami (słynne wbijanie bagnetu w ziemię). W Hiszpanii wojna była straszna. Wówczas z niczym nie porównywalna. Obie strony sięgały po najbardziej okrutne metody co wzajemnie nakręcało spiralę przemocy. Pamiętać trzeba nie mniej, że tak jak LN dopuściła się gwałtów w klasztorze, tak niektórzy oficerowie z P4P XW sztabie marszałka Soult przekazywali wówczas informacje Anglikom by tę okrutną wojnę jak najprędzej zakończyć.
Inna sprawa była jeszcze ze szwoleżerami, którzy jako jednostka gwardyjska mieli inne zadanie niż większość jednostek liniowych i tym samym omijały ich takie "przyjemności" jak pacyfikowanie zbuntowanych ziem. To był zresztą "pułk paniczyków", w którym byli w dużej mierze reprezentowani przedstawiciele najznamienitszych polskich rodzin szlacheckich. Tam obowiązywała dość wysoka kultura, a upadek dyscypliny i morale, o których piszesz nie mógł mieć miejsca. Zarzuty tej natury pojawiły się względem nich na dobrą sprawę w czasie kampanii moskiewskiej roku 1812. To wtedy książę Adam Jerzy Czartoryski w rozmowie z Aleksandrem I przyznawał, że w przypadku przejścia wojsk Księstwa na stronę cara, konieczna będzie amnestia dla całości, za wyłączeniem szwoleżerów właśnie. Jak wiemy w 1813 r. zdezerterował tylko pułk Kurcyusza, co ze wstrząsem wspominają pamiętnikarze, a Chłapowski pisze, że niewiarygodne ale ten pułk się p o d d a ł. Pozostałe wojska pozostały przy Napoleonie, co ostatecznie zagwarntowało amnestię i dla szwoleżerów. O ile jednak inne jednostki zostały włączone w skłąd tworzących się wojsk królestwa kongresowego, to szwoleżerowie już nie.

Na koniec wreszcie, co do zmowy, o której wspominasz. Każdy z nas ma różne doświadczenia. Niekiedy przykre. Faktem jest jednak, że wszystkie oddziały (zważ, że porzuciłem akronim, który Cię irytował), organizują się wokół jednej, dwu osób wiodących. Te osoby mają często niedoceniany wkład w rozwój rekonstrukcji. Miesiące i lata chodzenia i przekonywania by takie czy inne przedsięwzięcie mogło się odbyć. Itd., itp. Siłą rzeczy mają już wydeptane ścieżki do organizatorów. Bez nich szereg przedsięwzięć nie mogłoby się odbyć, a już na pewno nie na obecną skalę. Z drugiej strony masz osoby, które zajęły się czymś co nazwijmy sobie roboczo doskonaleniem żołnierskiego rzemiosła. Bez nich, rekonstrukcja zamienia się w festyn, gdzie jak trafnie zauważasz grupy dziwnie odzianych osobników, chodzą w sposób budzący nieodmienną radość publiczności. Złą staje się sytuacja, kiedy osoby te są sobie wzajemnie przeciwstawiane, lubo też lekceważą się nawzajem. Jedni i drudzy są bowiem na siebie skazani, jedni i drudzy wnoszą swój wkład. Do tego masz organizatorów, którzy traktują niekiedy nas nie jak pasjonatów historii, lecz komercyjnych wykonawców usług rozrywkowych. Wałkowaliśmy ten temat osobno, więc go tutaj nie rozwijam. Podniosę natomiast w formie pytania rzecz, którą kiedyś poruszyłem w rozmowie z Waldkiem: podziału stopni na liniowe i sztabowe. Może to pozwoliłoby uznawać odmienne zasługi, a zarazem ograniczyć obszar napięć? Jeśli do niej będziemy wracać, to proponuję już w innym wątku.
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-08-28, 07:19   

Słó kilka o mojej "...działeczce...". W tejże samej Hiszpanii, gdzie Polacy mordowali i nadziewali na bagnety kogo się dało, równolegle z tymi rzeczami strasznymi jak każda wojna - tu chapeau bas pod adresem P. Koroniarza - Sykstus Lewkowicz [późniejszy profesor uniwersytetu w Krakowie] chirurg w pułku szwoleżerów pospieszył z pomocą swoim kolegom w Valladolid, mało został uhonorowany tytułem naukowym, tamtejszego towarzystwa, zas na propozycję wcześniejszego objęcia katedry w Krakowie odpowiedział, że jest bardzej potrzebny tam, gdzie naprawdę ludzie tej pomocy oczekują. Zawsze byli ludzie i "ludzie".
Co zaś do wiedzy - no niestety, coraz więcej osób wie o epoce, w którą wchodzi coraz mniej i to trochę razi. A sztab by sie przydał, ładny, kulturalny, kompetentny...
Pozdrowienia
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 137
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2006-08-28, 09:35   

Trzeba rozróżnić – wyszkolenie i regulaminy (nazwijmy to wiedzą formalną) i nie opisane w żadnych urzędowych regulacjach formy zachowania z epoki (wiedza nie formalna). Pierwsza z nich, łatwa do opanowania (nie oszukujmy się!) dla każdego kto tego chce jest w bitwie najważniejsza. Zgoda.
Ale co potem? Jest biwak, ognisko, zwiedzanie, parady, tańce... i tu potrzebna jest wiedza nieformalna. Bo żołnierz musi wiedzieć jak powinien pozdrowić damę, a oficer co zrobić z odzywkami pijanego żołnierza albo z nim samym. i w tym przydaje się nie tylko moralność, kultura osobista ale i znajomość swej "roli" czyli tego jak powinna postępować postać, którą odtwarzam
Regulaminy to nie wszystko – rekonstrukcja to dużo więcej.
Żeby jednak nie mieszać dwóch wątków, proponuję otworzyć nowy temat o regulaminach i wyszkoleniu.
Na koniec tego wątku – jestem pesymistą i uważam, że zawsze będzie narzekanie na wyszkolenie – takie jest życie... ...ale podejrzewam, że te braki wyszkolenia (i zrzędzenie wiarusów na nieudolnych i ciapowatych rekrutów!) to akurat jest wierna rekonstrukcja przeszłości. Pewne mechanizmy i ludzka psychika są wprost niezmienne.
Uważam, że nasze hobby ma baaardzo szerokie spektrum, porównać je można z kolorowym, wzorzystym kilimem, gdzie czerń przeplata się ze złotem, a krwista purpura sąsiaduje z delikatnym błękitem. Jednak każda z nitek ma własny kolor: odtwarzając Świat złożony z żywych ludzi a nie książkę, musi w nim być miejsce i dla pijaków i poetów. Inaczej wyjdzie nam obrazek z elementarza. Na szczęście tych pierwszych ubywa z latami a tych drugich jakby więcej ostatnio... Widzę jedne ograniczenie: morderców, złodziei i „piekielnych kolumn” z Wandeii nie akceptuję nawet „rekonstruowanych”.
Jeśli jednak się zastanowić, mniejsze „grzeszki” mogą być jednak pod kilkoma warunkami dopuszczalne.
Weźmy na przykład nadużywanie: jeśli osobnik pić będzie ze zgodnego z realiami kubka, zaśpiewa pijacką piosenką z epoki a potem legnie nieprzytomny w malowniczej pozie w nie dopiętym mundurze u ogniska, za co następnego dnia, ku uciesze publiczności, będzie musiał wypić tyle samo wody co dzień wcześnie piwa – czy nie będzie to dobra, realistyczna rekonstrukcja?
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-08-28, 15:22   

I znów kto "...miód..." na mysli moje leje - wiadomo imć Pan Brykiet. Jestem świeżo po oblężeniu twierdzy w Kłodzku, gdzie prócz samej batalii zostały zainscenizowane epizody obozu wojskowego [więc i egzekucja - smutna rola dla medyka, i różne kary, no i żołnierz tchórz,który choć ranny zaszył się w namiocie, byle się z chirurgiem nie spotkać, ale podoficer go przyciagnął, no i była operacja]. W obozie oczywiście medyk siedział sam, bo panowie oficerowie mieli - równiez bardzo stylowo zainscenizowane - "...muchy w nosie...", zaś żołnierze - więc jak się chce to jednak można - podchodząc zawsze pytali czy pozwolę
W czasie samej batalii "...wzięto..." medyka do niewoli i stylowo przepędzono przez pokrzywy, pod mur.
Cała inscenizacja szalenie przypomniała mi francuskie, gdzie tego rodzaju dodatki są eksponowane na równi z samym - często dużo głośniejszym - strzelaniem, zaś widzowie zadawali pytania właśnie o takie detale.
Co do regulaminów - chyba zmienię rozmiar czcionki - POWINNO BYĆ DUŻO! gdyz to wspomaga konstrukcje pewnej wizji czasu i siebie w nim.
Jak zawsze pozdrowienia.
.
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 145
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2006-10-29, 12:10   

PRZEPISY Y POWINNOŚCI KADETÓW
Szkoły Elementarney
Artyleryi y Inżynierów

Nie komentuję bo tu jest wszystko o pierwistku niematerialnym chyba.

Pozdrawiam
nipi

p.s. jednak sobie nie daruję komentarza - to byli "piękni" ludzie.
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 924
Wysłany: 2006-10-30, 08:28   

W istocie piękne. Dziękuję za udostępnienie. Ciekawe, że Conrad artylerzystom właśnie przypisywał najbardziej uporządkowaną naturę. Może dzięki temu widać dlaczego.

Pozdrawiam!
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 137
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2006-12-28, 10:31   

Koroniarz napisał/a:
Ciekawe, że Conrad artylerzystom właśnie przypisywał najbardziej uporządkowaną naturę.

A ja sądzę, że roztargniony artylerzysta - to martwy artylerzysta. A co do Kadetów i ich powinności - a nie mówiłem? Jak się komuś wbije do głowy takie zasady, poparte osobistym przykładem nauczycieli i Księcia-Ministra, to nic dziwnego, że po spoliczkowaniu przez Konstantego strzela sobie w łeb.
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
 
   






Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Support forum phpbb by phpBB Assistant
Template created by Qbs.
Template theme based on Unofficial modifications.
Strona wygenerowana w 0,33 sekundy. Zapytań do SQL: 15