Poprzedni temat «» Następny temat
Autor Wiadomość
Rekonstrukcja: Pierwiastek niematerialny
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 135
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2006-05-21, 11:20   Rekonstrukcja: Pierwiastek niematerialny

Drodzy Kamraci!
Ośmielam się podnieść problem który przeważnie uchodzi uwagi w poważnych dyskusjach rekonstruktorów wszelkiego stopnia zaawansowania. Namiętnie rozprawiając o wzorach karabinów, kolorze guzików i wysokości czapek zapominamy, że równie ważne jest to czego nie widać.
Perfekcyjnie odtworzony mundur i strzelający karabin nie zrobią z nikogo żołnierza. Potrzeba jeszcze wiedzy jak powinien ów żołnierz się zachowywać w bitwie czy biwaku i nie jest to tylko sprawa musztry. Odtwarzając jakąkolwiek postać musimy (podkreślam) wiedzieć co jej "wolno" a co nie. Szerogowy powinien salutować oficerowi, wartownik ma prawo zatrzymać każdego, a chorągwiom (choćby przeciwnika) w czasie parady należy się oddanie honorów. To tak dla przykładu.
Idąc dalej - rekonstruujemy epokę w której takie pojęcia jak honor, patriotyzm, szacunek, braterstwo, ofiarność, odpowiedzialność i odwaga nie były abstrakcją, znajdując odbicie w życiu codziennym. Czy nie czas je również zacząć rekonstruować?

Wszak sam Cesarz powiedział: "Żołnierz francuski walczy dla sławy".
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 889
Wysłany: 2006-05-22, 12:36   

Brykiet napisał/a:
rekonstruujemy epokę w której takie pojęcia jak honor, patriotyzm, szacunek, braterstwo, ofiarność, odpowiedzialność i odwaga nie były abstrakcją, znajdując odbicie w życiu codziennym. Czy nie czas je również zacząć rekonstruować?

Myślę, że czas. Warto jednak przemyśleć ramy i granice. I nie chodzi mi tu bynajmniej o granice powstania listopadowego, po którym represje znaczną część kurtuazji ostatecznie zakończyły, lecz o granice wynikające, z umowności działań rekonstruktorów. O ile bowiem tamto wojsko (kościuszkowskie, księstwa czy królestwa kongresowego) było prawdziwe, rekonstruowane jest jedynie jego przedstawieniem, w innych zupełnie warunkach. O ile też pojęcia, które nader trafnie przywołujesz mają wartość ponadczasową i prostanie im nie powinno się ograniczać do samej rekonstrukcji, o tyle już hierarchia stopni jest sprawą w dużej mierze umowną. W konsekwencji jakkolwiek niesprzeczne jest, że
Brykiet napisał/a:
Szeregowy powinien salutować oficerowi, wartownik ma prawo zatrzymać każdego, a chorągwiom (choćby przeciwnika) w czasie parady należy się oddanie honorów.

to trzeba pamiętać, że:
- po pierwsze są prawne przeszkody wprowadzania zasad posłuszeństwa w organizacjach cywilnych (Art. 6. 1. prawa o stowarzyszeniach stanowi, że "Tworzenie stowarzyszeń przyjmujących zasadę bezwzględnego posłuszeństwa ich członków wobec władz stowarzyszenia jest zakazane.), a
- po wtóre kluczowym jest wyważenie koleżeństwa (a więc zwracania się w formie zwyczajowo w takich stosunkach przyjętej, czyli z dużą dozą bezpośredniości) z szacunkiem dla munduru (co zakłada pewną ceremonialność).
Brak jednolitych zasad przyznawania stopni i brak jasnych granic okreslających kiedy można pozwolić sobie na bezpośredniość między dwojgiem kolegów, z których jeden nosi (np.) mundur fizyliera, a drugi generalski, a kiedy należy zachować formy dodatkowe mógłby bowiem wieść do wielu, niepotrzebnych moim zdaniem, nieporozumień.
O tej dwutorowości należy pamiętać.
Warto też nie zapominać, że to co naturalne w owych czasach mogłoby być nie do przyjęcia dziś. Nie tylko musztrowanie rekruta rózgami, ukrytymi w lufie muszkietu, o czym wiemy z pamiętników, ale też i świadomość, że mimo redefiniowanej wówczas koncepcji pojęcia obywatela, szczególna rola szlachty czy podporządkowanie kobiet były faktami, które z dzisiejszą kulturą pozostają nie do pogodzenia.
Idąc więc tropem dawnych zasad i tradycji, należy pomyśleć, które z nich warto, które można, a których nie należy, czy wręcz nie wolno do życia przywracać.
Pozdrawiam i z dużym zainteresowaniem wyglądam rozwoju tej dyskusji.
 
     
Krzysztof Polak 
bywalec
Pułk 3-ci Piechoty



Wiek: 24
Dołączył: 21 Kwi 2006
Posty: 169
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-05-23, 20:24   

w wolnej chwili też się tu chętnie wypowiem :mrgreen:
 
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 135
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2006-05-24, 07:56   

Koroniarzu Drogi!

Zuważam z niepokojem że wolisz polemizować z przykładami zamiast z tezami? Zatem zmuszony jestem ograniczyć się tylko do tych ostatnich. Nadal uważam, że skoro "wleźliśmy między wrony" musimy się do nich dostosować. Rekonstruując coś powinniśmy rekonstruować w s z y s t k i e elementy danego elementu czy postaci. Inaczej rekonstrukcja będzie niepełna albo fałszywa. Oczywiście należy zachować umiar i rozsądek, nie przenośić ślepo wszystkich dawnych zwyczajów czy zachowań. Zwłąszcza tych nagannych. Tu się zgadzam. Ale podkreślam. Nawet przyjaciele zakładając mundur wcielają się w pewne postacie i m u s z ą się stosować do regół je obowiązujące.
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 889
Wysłany: 2006-05-24, 10:06   

Nic z tych rzeczy. Z tezą się zgadzam i wyraźnie to powiedziałem. Uważam natomiast, że należy ją dookreślić, czyli wskazać właśnie owe ramy i granice. Tak się składa, że nie uważam by większość z zasad, o których piszesz miała odejść w przeszłość. O tym każdy z nas decyduje samodzielnie (choć myślę, że tu między nami większych różnic nie ma). Wskazuję jedynie, że forma która wiąże się z kultywowaniem tradycji i wybór samej tradycji mają zasadnicze znaczenie. Przykłady mogą to jedynie ilustrować. Posłużę się więc jednym (który zresztą z opowiadania Piotra znasz): spotkaliśmy w Toruniu miłego jegomościa w kolejce do miejsca, w ktorym jak podają kroniki "król Władysław [Jagiełło] był szczególnie łaskawy". Wiedzieliśmy, że jest nam znajomy, ale skąd, miało się okazać dopiero gdy założył cesarski mundur. Wcześniej rozmawialiśmy w pełni kolokwialnie. Potem w zdania wplotł się "Sire", ale wciąż w okresie napoleońskim byłaby to raczej crimen laese maiestatis (chyba, żeby rzecz potraktować w kategoriach jednouchego grenadiera i "łysolka"). Co z tym zrobić? Okoliczności wybitnie nieformalne, a dystans między kapitanem i cesarzem, był przecież nie mniejszy niż między przykładowym fizylierem a generałem. Niezależnie od miejsca. Co zrobić ze zwykłą rozmową przy ognisku, kiedy nie ma publiczności? Czy żołnierze mają siedzieć przy osobnym ognisku, a oficerowie mieć osobną kantynę? Czy muszę każdorazowo prosić starszego stopniem o zgodę na zabranie głosu? To są wszystko praktyczne pytania, na które należy odpowiedzieć. Skoro więc zgadzamy się z potrzebą powrotu do tradycji niematerialnej i co do tego, że nie każda z nich zasługuje na wskrzeszenie, to oczywistym jest pójście o krok dalej: wskazanie kryteriów wyboru i okoliczności zastosowania. I to mam na myśli.

Na marginesie: moją próbą wskrzeszenia tradycji niematerialnej był pomysł zorganizowania balu napoleońskiego. Zabrakło wówczas chętnych. Pomysł jednak wciąż podtrzymuję i zapraszam do tego by się doń wspólnymi siłami zabrać.
 
     
Krzysztof Polak 
bywalec
Pułk 3-ci Piechoty



Wiek: 24
Dołączył: 21 Kwi 2006
Posty: 169
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-05-24, 10:49   

To ja się wypowiem, jak to, mniej więcej, wygląda w moim przypadku.
Korzystając z epokowego określenia, w naszym batalionie, na moje oko, panuje coś w stylu "duzej i małej" dyscypliny.
Mała, to dyscyplina obozowo-stołowa :wink: , tzn. przy ognisku, stole, w czasie typowego leniuchowania zachowujemy się dość normalnie, nie stukamy obcasami, salutujemy.
Natomiast w sytuacji "służbowej", to już bywa różnie.Oczywiście, w czasie samych manewrów, walki, musztry itp. zachowujemy całą tytulaturę, ceremoniały itp. W sytuacjach "półbojowych" , jak np. polecenie przyniesienia drewna, wybór wartowników, przyniesienie jakiejś informacji bywa różnie. Tutaj decyduje raczej walsne uznanie. Ja osobiście akurat lubię "stukanie, meldowanie, prostowanie", lubię ów wojskowy sznyt (choć czasem trąci to wojakowaniem :wink: ), więc w tych sytuacjach z reguły melduję, salutuje, stukam obcasem. I chyba powoli jako całość oddziału dochodzimy do takiego "standardu".
Uważam, ze spora część problemu lezy w charakterze naszych grup. Co innego Legia, gdzie jest Szef, kilku Podszefów i żołnierze(nie mówię prześmiewczo, tylko obrazowo), co innego I/P2P gdzie jest zgrana paczka kolegów, przyjaciół z których część jest podoficerami. Powstaje problem dwoistej osobowości, bo jak tu szefować, czy być szefowanym przez dobrego kumpla? Sądzę, ze, przynajmniej an razie, rzecz powinna być regulowana wewnątrz oddziałów. Wraz z rozrostem i dojrzewaniem ruchu te rzeczy powinny być "regulowane" ale nie rozkazami, a przez uzus i niepisaną umowę, akceptację. Jestem przeciwny osobnym kantynom, chyba, ze np. sztabowym - dla odpraw dowódców, natomiast jak najbarzdiej poieram oddawanie honorów oficerom, sztandarom... Chocby z usmiechem na gębie, bo meldujemy się dobremu koledze, ale jednak, przynajmniej przy powitaniu :mrgreen:
 
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 889
Wysłany: 2006-05-24, 11:20   

Dokładnie takie postawienie sprawy mam na myśli. Chciałbym też dla porządku zauważyć, że ów pierwiastek niematerialny znalazł swój wyraz we wstępnym projekcie regulaminu bezpieczeństwa, który stanowi m.in.:
Cytat:
§ 7. Zasady ogólne(...) 7.Uczestnik zobowiązany jest do godnego zachowania, aby nie przynosić ujmy mundurowi, który nosi i tradycji, której służy.
8.W czasie parad, przemarszów i wart uczestnik zobowiązany jest zachować ciszę, nie komentować głośno wydarzeń, oraz nieodmiennie zachowywać kulturę języka. (...)
§ 8. Biwak (...) 3.Wszystkich uczestników rekonstrukcji historycznej obowiązuje kulturalne zachowanie się na zasadach ogólnych, a także szacunek dla kolegów starszych stopniem (oddawanie honorów) (...)
§ 9. Walka pozorowana (...) 3.W czasie bitwy grupę rekonstrukcji historycznej obowiązuje dyscyplina i posłuszeństwo, a uczestnika winna cechować rozwaga, rozsądek i szacunek dla przeciwnika. (...)
§ 15. Postanowienia końcowe.
1.Uczestnik winien zachowywać się w sposób godny tradycji, której służy.
2.Uczestnik winien zachowywać się, zarówno podczas rekonstrukcji, jak i w codziennym życiu, stosownie do zasad z tradycji wynikających: uprzejmie, szczerze, uczciwie i przyjaźnie.

Tak więc dyskusja posłużyć może nie tylko przypomnieniu szeregu tradycji, ale i ich praktycznemu zastosowaniu.
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 135
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2006-05-30, 08:58   

Bardziej odpowiada mi podejście v. Kozica do tych spraw: regulamin, owszem, ale raczej trzeba pracować nad tym, żeby żołnierz wiedział i sam czuł jak ma się zachować w okrweślonej sytuacji. Juz takim jesteśmy narodem, że im bardziej nam się coś nakazuje od górnie, tym bardziej robimy na przekór.
A co do przyjaźni, koleżeństa i relacji służbowych, to polecam film "Glory" (w polskiej wersji "Chwała"). Jest to jak na nasze potrzeby przykład przejaskrawiony, ale wskazuje właściwy kierunek - obóz to obóz, a walka to walka i musi być zachowana dyscyplina bo bez niej niema wojska.
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 889
Wysłany: 2006-06-08, 11:26   

Oczywistym jest, że od złych praw gorsze są złe obyczaje i dlatego to obyczaj ma pierwszeństwo. Z drugiej strony ten pierwiastek niematerialny "od zawsze" podatny był na kodyfikację, by wspomnieć rozliczne kodeksy honorowe. Jest też mocnym przypomnieniem o obowiązywaniu pewnych reguł. Nie lekceważyłbym więc tego elementu. Zwłaszcza, że służyć on może temu by
Brykiet napisał/a:
żołnierz wiedział i sam czuł jak ma się zachować w okrweślonej sytuacji.

Oczywiście przekora, o której piszesz jest ważna i rzekłbym, że jest drugą stroną zachowania umiaru. Odniesienie do filmu, o tyle do mnie trafia, że już przy rozpoczęciu tego wątku pomyślałem sobie, że skarbem nieprzebranym jest literatura pokazująca obyczajowość tego okresu. Może warto by do niej sięgnąć i niezależnie od jej przytaczania tam gdzie to potrzebne dla ilustracji, pokusić się o stworzenie bazy tekstów ogólnodostępnych. Niemało ich jest już w internecie (w tym Conrada), a wątek "Warto przeczytać" aż korci by go i w tym kierunku rozbudować.
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 145
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2006-07-13, 21:22   

Temat honorowania i posłuszenstwa jest chyba najbardziej newralgicznym punktem w naszej zabawie.
Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie - komu i za co?, bo w większości wypadków stopnie nijak mają się do wiedzy czy możliwości noszących je osób.
Zgadzam się że byłoby fajnie stworzyć obóz z epoki i honorować oficerów ale sami wiecie że niejeden oficer tego honoru nie objawia. Czasem jest tak że jest honor ale nie ma uzasadnienia dla stopnia w postaci wiedzy czy umiejętności.
A niestety... oddanie honorów to oznaka uległości którą przeciętny młody człowiek rezerwuje tylko dla tych których się boi albo tych których szanuje.
Tak jak pisał Koroniarz działamy w granicach prawa i nie możemy nikogo zmuszać do salutowania natomiast można pokusić się o wykształcenie takiej kadry oficerów, która zasłuży na salutowanie z uwagi na podziw i szacunek - czego przyznam szczerze życzę polskiej rekonstrukcji.
Trochę innaczej wygląda sprawa gdy mamy wartę. Bo wtedy wbrew naszym przekonaniom powinniśmy jakkolwiek chociaż zauważyć przechodzących żołnierzy. O ile pamiętam - to w naszej kompanii zazwyczaj warta salutuje przechodzących stając na baczność, a wyższe stopnie prezentując broń.
Zapewniam że takie zachowanie procentuje nie tylko chwilowym zauważeniem. Bywa że oficerowie z dobrych grup pamiętają Wasze "oddanie honorów" po latach czyniąc różne uprzejmości.

Są też ludzie którym możemy salutować zawsze za ich doskonałość, charyzmę lub wieloletnią służbę. Są tez tacy, którzy są nielubiani a jednak ich poświęcenie i zaangażowanie w sytuację skłaniają do odwzajemnienia "aktorskich" pozdrowień.

Obawiam się jednak że nie rozwiążemy tej sprawy odgórnie, mimo że jak słusznie zauważa Sierżant Brykiet uczyniłoby to naszą zabawę bardziej malowniczą i realistyczną.

Pozdrawiam
niepij
 
     
szwoleżer 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Wiek: 34
Dołączył: 21 Gru 2005
Posty: 249
Skąd: Sanok
Wysłany: 2006-07-14, 08:32   

Czołem!
Akurat bardzo podobny temat jest w dziale "De omnibus rebus...".
Koledzy, rekonstruując wojsko doby napoleońskiej wciąż odtwarzamy wojsko jako takie i tam salutowano wszystkim szarżom wyższym bez względu na "ulubienie" dla osób te stopnie noszących.
W "Kompanii Braci" był cytat świetnie pasujący do tej dyskusji:
"Salutujemy szarży a nie człowiekowi ten stopień noszonącemu", czy jakoś tak, ale to oddaje sens salutowania nawet w naszych grupach RH.
Pozdrawiam!
_________________
Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
 
     
Gość

Wysłany: 2006-07-14, 09:16   

Tak.

Ale obawiam się że my tu jesteśmy dobrowolnie, a "szarża" to zazwyczaj kwestia przyszycia sobie paska do rękawa, a czy przyszycie paska do rękawa to "honor"?

Zapewniam, ża piszę to z wszelkim szacunkiem i wiarą w to że polska rekonstrukcja dojdzie do stanu w którym chętnie i z wiarą będziemy salutować wyższym stopniem ale jako że nie mamy takiego obowiązku to rozdzielamy honory według uznania a nie według "obszycia" czy umiejętności zdobycia kosztownego kapelusza.

Poza tym prawdziwy podoficer lub oficer miał setkę obowiązków i umiejętności, które same z siebie wzbudzały szacunek. Musiał rozdzielić obowiązki podwładnym, ukończyć trudną szkołę i umiec poprowadzić żołnierzy, musiał zadbać o organizacje przemarszu, noclegu, posiłku, poświęcić się co jakiś czas lecąc z cieniutką szpadą na gardła plujących kartaczami dział...
A co robi nasz przeciętny oficer?
Chodzi. Ładnie wygląda. Czasem napisze jakąś nominację dla innego oficera. Rzadko który zna więcej niż dwie francuskie komendy, polskie też zna tylko pobieżnie. Oczywiście chętnie podejmuje obowiązki bycia na unikalnych balach czy rautach na które zwykły żołnierz nie może być zapraszany bo przecież odtwarzamy "realia" epoki.

Radośnie odwróciliśmy zależności panujące w epoce. Bo wtedy rekrut nie musiał umieć nic. W krytycznym momencie po kampani moskiewskiej szkolenie rekruta trwało 3 dni. Żołnierze mogli nie wiedzieć nic. Musieli tylko słuchać oficerów, którzy musieli z kolei tak poprowadzić swoich ludzi by zniwelować otchłań głupoty i niedoświadczenia podwładnych.
Teraz mamy tak że żołnierz i kapral muszą wiedzieć wszystko i zbudować cały szkielet naszej zabawy a oficer właściwie domaga się tylko honorów.

Myslę że jakimś rozwiązaniem jest sposób podpatrzony w najlepszych grupach zachodnich gdzie komendantów wybierają żołnierze co rok. Wtedy salutują tak naprawdę rozsądkowi i powadze swojej grupy...

Pozdrawiam
niepij
 
     
szwoleżer 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Wiek: 34
Dołączył: 21 Gru 2005
Posty: 249
Skąd: Sanok
Wysłany: 2006-07-14, 12:53   

Czołem Kolego!
Gość napisał/a:
Myslę że jakimś rozwiązaniem jest sposób podpatrzony w najlepszych grupach zachodnich gdzie komendantów wybierają żołnierze co rok. Wtedy salutują tak naprawdę rozsądkowi i powadze swojej grupy...

Ależ to zwyczaj żywcem wziety z czasóe republiki :)
Trudno mi sie ustosunkować do Kolegi posta,
ja mam na myśli oficerów stojących na czele grup, którzy swoje stopnie zawdzięczają ciężkiej pracy na niwie rekonstrukcyjnej.
Muszę się przyznać, że raz miałem przypadek niesubordynacji wobec założeń przedstawionych w moim poście :oops:
Było to Wlk.Brytanii, gdzie razem wystepowaliśmy z jednostką artylerii gwardii, był tam wtedy człowiek w stopniu kaprala, po roku spotkaliśmy sie znów tyle że on był już wtedy kapitanem lub majorem :shock: ! Jego brat był w mundurze sapera grenadierów gwardii a muszę dodać, że obaj maja wzrost bliski Napoleonowi, jak dla mnie lekka przesada jak na jednostkę gwardii!
Człowiek ten nawet nie raczył sobie przygotować jedzenia i czekał aż mu się coś poda pod nos, po prostu skandal!
Niestety nie znam wciąż dośc dobrze polskiego "rynku" rekonstrukcji ale raczej nie spotkałem się z przykładami podanymi przez kolegę, no może jeden taki widziałem na własne oczy w Raszynie gdzie podczas bitwy do sztabu dołączył człowiek w mundurze "szwoleżera Królowej Madagaskaru" :evil: :shock: :oops: , którego mundur był dość dowolną interpretacją munduru szwoleżerskiego a w tym przypadku oficerskiego!
pozdrawiam serdecznie
_________________
Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 145
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2006-07-14, 21:16   

staropolskim - ups... odpowiem
bo przypadkowo znam obu braci o których piszesz. Są to chyba najbardziej w zachodniej Europie cenieni znawcy artylerii napoleońskiej, autorzy wielu książek o artylerii i twórcy jedynej w historii rekonstrukcji pełnej baterii, pełnowymiarowych dział z zaprzęgami. Maja po kilka mundurów w różnych stopniach. Jeden z nich miałem zaszczyt nosić podczas wspólnych manewrów Weekfield( o ile zapamiętałem pisownię).
Ja osobiście przyniósłbym zupe choćby we własnej czapce...
To jest chyba to o czym mówimy... To czego nie widać. Pierwiastek niematerialny.
Każdy z nas ma inne preferencje. Inne osoby szanuje i inne ma oczekiwania co do naszego hobby.
I to chyba najlepszy dowód że nie da się narzucić ludziom kogo szanować bo każdy decyduje sam.
Dodam jeszcze że ów "zły i pozornie nieudaczny" kapralo- kapitano - pułkownik jest bliskim kolegą i współpracownikiem elitarnych Gwardii Francji i Belgii oraz współtworzył kiedyś oddział w którym byli tez założyciele 9ieme Legere.
Ot i pozory...

Rozmawiałem kiedyś z kilkoma polskimi samozwańczymi oficerami co ich skłoniło do bycia oficerem. Odpowiedzieli ze śmiechem: Oficerem trzeba się urodzić!
Możemy to traktować w ten sposób.
Ale tu przytoczę przygode spod Marengo 2000 gdzie jeden z licznie przybyłych Napoleonów uznał że jako cesarz nie musi czekać w kilometrowej kolejce po spagetti i wino i przeszedł na początek kolejki. Wtedy jeden z Austryjaków poprosił go o powrót na koniec bo wszyscy jesteśmy równi wobec potrzeb fizjologicznych i pokarmowych.
Napoleon wcielony nie posłuchał i sięgnął po wino.
Austryjak nie czekał dalej tylko trzepnął go w "kufę względnie w mordę" (cytując Żeromskiego)...
Nie sądzę żeby to był właściwy sposób uzmysławiania błędów w logice i sam nigdy bym na to nie pozwolił ani sobie ani swoim kolegom z oddziału ale przyznam że cieszyłem się z tej lekcji pokory jakiej udzielił pseudonapoleonowi zwykły austryjacki grenadier.

Jestem zwolennikiem salutowania starszych stopniem gdy jesteśmy wartownikami, a gdy jesteśmy poza służbą to myślę że każdy ma prawo decydować kogo uszanuje bo nie da się wyegzekwować szacunku gdyż jest on wyrazem uznania a nie symbolem jak w prawdziwym wojsku. My jesteśmy tylko niedzielnymi nosicielami strojów. Choć dążymy do rycinowych ideałów, przynajmniej niektórzy z nas.

Pozdrawiam
niepij
 
     
Pawel3
początkujący


Dołączył: 04 Kwi 2006
Posty: 8
Wysłany: 2006-07-14, 21:46   

Zostałem wywołany do tablicy bo o moim oficerze z Artylerii Gwardii tu mowa i o jego bracie. Nie będę powtarzał tego co napisał Niepij. Na marginesie sam nosiłem jedzenie temu Oficerowi (a raczej sierżantowi majorowi, jeśli silimy się na szczegóły) a to ze względu na film dokumentalny, którego ten „amator” był bohaterem. Jego brat natomiast nosi mundur Sapera Artylerii Gwardii. No ale przejdźmy do meritum bo nie ma co się rozwlekać.
Dziwi mnie, że akurat ta dwójka została wywołana do tablicy. Opisany przez kolegę Szwoleżera jak i jego brat są naprawdę osobami które bardzo zasługują na swoje stopnie przede wszystkim przez swoją wiedzę jak i podejście do hobby. Mój dowódca przez lata uczył się na oficera z oryginalnych książek z Epoki (widziałem na własne oczy ponieważ spędziłem u niego w domu długie godziny na nauce), napisał wiele publikacji na temat regulaminów z Epoki jak i sam jako pierwszy w Europie wiele z nich odszukał i opracował. Sam w domu mam kilka jego opracowań w które włożył wiele lat pracy i badań. A co do wzrostu – proponuję przeanalizować wzrost w Epoce w Artylerii (ostatnio mieliśmy na ten temat dość długa dyskusję na ten temat z niejakim Olivierem z 22 półbrygady z Niemiec – nomen omen autora również wielu cenionych książek). Wnioski są zaskakujące.
Nie będę opisywał dalej postaci Mojego Dowódcy bo nie ma sensu. Spędziłem z nim długie godziny z nim na rozmowie jak i taplając się w błocie ciągnąc działo, naprawiając je, stawiając namioty jak i wspólnie przygotowując jedzenie itd… i nie odnajduję w opisie Szwoleżera postaci Mojego Dowódcy ani , ani jego brata.
A co do skandalu o którym kolega Szwoleżer pisze – dziwni mnie to, po prostu mnie to dziwi. Tak mocne słowa od nomen omen człowieka która w innych wypowiedziach pokazał tak dużą inteligencję i wyczucie.
No i na zakończenie – wywołany Sierżant- Major odsłużył o wiele więcej lat w rekonstrukcji niż my wszyscy razem wzięci. Jego matka była markietanką w „Sabre society” praktycznie od razu po 2 wojnie światowej i już jako małe dziecko jeździł na biwaki. Aktywnie uczestniczy w środowisku od 15 lat i dosłużył się jak na razie sierżanta majora chociaż zasługuje na pułkownika.
Mój Dowódca ma wady jak każdy człowiek – nie należą one jednak do tego forum. Proponuje patrzeć więcej w lustro albo wokół siebie. To tylko taka koleżeńska uwaga. Nie żywię żadnych wrogich emocji w moim poście - to tylko taka mini errata. Prosiłbym jednak, aby mojego Dowódcę ani jego brata nie obrażać bo na to nie zasługują.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
 
   






Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Support forum phpbb by phpBB Assistant
Template created by Qbs.
Template theme based on Unofficial modifications.
Strona wygenerowana w 0,34 sekundy. Zapytań do SQL: 14