Czołem!
Wielkie brawa za wspaniały i ciekawy artykuł!!!
Czy posiada Pani więcej informacji o lekarzu Przybylskim, gdzie i kiedy się urodził etc.?
Pozdrawiam serdecznie!
P.S.
Dziekuję za "pomoc medyczną" podczas bitwy kiedym padł od kuli przy sztabie JKM Ministra Wojny!
_________________ Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 239 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-06-09, 11:13
Dziękuję, że mój "gniot" przypadł do gustu. Czy taki styl pisania o historii odpowiada?. Mam bowiem ochotę "ruszyć" szerzej temat medycyny i medyków wojskowych w czasach Księstwa Warszawskiego - tu moja wiedza współczesna plus dodatki z rekonstrukcji [rzecz prosta: historycy często piszą iż chirurdzy robili to co najprostsze - więc podam taki przykład, ktoryś z Kolegów - zupełnie współcześnie - oparzył się prochem wiadomo, że nawet najlepsze mydło śladów od razu nie zmyje i sama byłam "...w kropce..." jak to oparzenie wygląda]. A dodajmy, że to była jedna czy dwie salwy a nie cały dzień bitwy.
To są takie "...smaczki..." ale chyba warto spróbować. Obraz Grossa dostanie komentarz po moim powrocie z Paryża - i będzie to równiez coś w takim stylu jak o Raszynie - o ile mogę tak pisać.
Pozdrawiam
Maria J. Turos
Bożesz ty mój, toć tylko tak. Styl jest przejrzysty, zwięzły i wszystko w temacie, a nie zwykłe ‘lanie wody’.
Jestem pod wrażeniem.
Wracając do wątku, to na zamieszczonym rysunku od Val- de –Grace'a, przedstawiającym służbę medyczną,
to za nimi widać ambulans (?) z napisem Div D Ambulanse. Czy istniała może cała wyspecjalizowana dywizja (departament ?) ambulansów i czy dysponuje może Pani wyobrażeniami innych pojazdów ‘medycznych’?
Mam jeszcze jedno pytanko.
Czy cały system służby medycznej doby napoleońskiej powstał właśnie w tym czasie, czy może miał swe początki jeszcze w armii królewskiej. Czy wszystkie wozy transportowe uległy udoskonaleniom wynikłym z doświadczeń i zwiększonemu zapotrzebowaniu na takową pomoc, czy może pozostały takie same jak. Nurtuje mnie bowiem pewna myśl i spokoju dać nie może.
Skoro okazało by się, iż same wozy pozostały takie same jak wcześniejsze, to można by pokusić się o próbę ‘wpasowania’ ich i do armii I Rzeczypospolitej, podobnie jak artyleria francuska odcisnęła swe piętno na naszej.
hej.
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 239 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-06-12, 14:45
Odpisuję "na żywo" bo za plecami mam bibliotekę owej wspaniałej szkoły medycznej Val - de - Grace. Po pierwsze dziękuję za komplementy o moim "gniocie" nie przypuszczałam, że to wzbudzi przychylną ocenę. Co do napisu. Były powołane specjalne kompanie transportowe [nie tylko Breidt] do ewakuacji rannych. J. D. Larrey wymusił by w każdym korpusie było ich przynajmniej kilka [oczywiście wiadomo o Marszałka Davout było 100%, zaś u Masseny - jak Bozia dała czyli wcale]. Furgony były dwóch rodzajów czterokołowe z czterokonnym zaprzęgiem, bardzo cięzkie i nieruchawe [w muzeum,które zwiedzałam wczoraj mają taki model, można sobie nawet usiąść na koźle] oraz mniejsze w formie normalnych wozów z płócienną budą [na tym płótnie barwy ciemnobrązowej - u Bieleckiego jest tu błąd - były wypisywane znaki gwardii czy korpusów].
Czy tak było za króla Ludwika - a po cóż szukać tak daleko, mamy wzory z I Rzeczpospolitej i po powrocie do Warszawy zaraz coś przygotuję chociazby z Czerwiakowskiego - ale nie tylko.
Generalnie cieszę się, że pomysł "...chwycił...".
Następny tekst będzie o Iławie Pruskiej, bo mam tu doskonałe źródła, zaś popołudniami nie chce mi się łazić po zatłoczonym Paryżu.
Pozdrowienia i podziękowania raz jeszcze
Maria J. Turos
[ Dodano: 2006-06-12, 16:20 ]
Dodaję, bo poszłam sprawdzić do sali muzealnej. Konkretnie ta rycina, która jest przedmiotem zainteresowania - wydana jako pocztówka - przedstawia przygotowania do wymarszu w 1806 roku czyli po Jenie do Polski. Jest to ambulans "...przypisany..." do V dywizji - niestety nic więcej nie ma, zaś wiadomo, że J. D. Larrey nie obsługiwał jeszcze wtedy Gwardii, czyli autor obrazeczka trochę sobie pododawał, acz stylowo.
Pozdrawiam
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 923
Wysłany: 2006-06-12, 17:13
Odniesienia do malarstwa i literatury przemawiają chyba do większości z nas. I to dzięki nim niejedna osoba trafiła do ruchu rekonstrukcyjnego. Stanowią też ważny krok w całej naszej podróży w czasie, gdyż ta przecież do czytania regulaminów ograniczać się nie może. Trochę nie na temat, ale jak najbardziej a propos pozwolę sobie zauważyć, że pieśni i muzyki z tamtego okresu w powszechnej pamięci zachowało się niewiele. Przeglądając różne śpiewniki znajduje się głównie utwory polskie wcześniejsze, lub późniejsze. Szkoda, bo Mazurek Dąbrowskiego nie był jedyny, a do lektury sprzydałoby się czegoś posłuchać (zwłaszcza, że sam conradowski medyk ładnie miał przygrywać):
Joseph Conrad w "POJEDYNEK. OPOWIEŚĆ WOJSKOWA" napisał/a:
Cienie nocy opadały na mały piękny ogród i wzruszającą grupę, od której dochodziły go szepty niepokoju i współczucia, zmieszane ze słabymi dźwiękami o innym charakterze, jakby niezupełnie rozbudzony inwalida próbował kląć. Porucznik d'Hubert odszedł.
Przeszedł przez milczący dom i pogratulował sobie, że zmrok przysłoni przechodniom widok jego zakrwawionej ręki i podrapanej twarzy. Ale tej awantury nic nie potrafi przysłonić. Ponad wszystko obawiał się osławienia i śmieszności i z przykrością stwierdził, że skradał się przez boczne uliczki jak morderca. Smutne jego rozważania przerwały niebawem dźwięki fletu, płynące przez otwarte okno oświetlonego pokoju na piętrze schludnego domu. Ktoś grał z wytrawnym wirtuozostwem, a poprzez fioritures melodii słychać było regularne stukanie nogi wybijającej takt o podłogę.
Porucznik d'Hubert zawołał po nazwisku; było to nazwisko chirurga wojskowego, którego znał bardzo dobrze. Dźwięki fletu ustały, a muzyk, trzymając jeszcze w ręku instrument, ukazał się w oknie i spojrzał w ulicę.
- Kto tam? To ty, d'Hubert? Co cię tu sprowadza? Nie lubił, gdy mu przeszkadzano w porze, w której grywał na flecie. Był to człowiek, którego włosy posiwiały w niewdzięcznej służbie, jaką jest opatrywanie ran na polach bitew, gdzie inni zdobywają zaszczyty i sławę.
- Prosiłbym cię, abyś natychmiast poszedł do Feraud. Wiesz, porucznika Feraud? Mieszka, idąc stąd, przy drugiej z rzędu ulicy. Zaledwie parę kroków.
Co mu się stało?
Ranny.
- Jesteś tego pewny?
- Pewny? - krzyknął d'Hubert. - Przychodzę stamtąd.
- To śmieszne - powiedział postarzały chirurg .„Śmieszne" było jego ulubionym wyrażeniem, ale gdy je wymawiał, wyraz jego twarzy nigdy z tym nie harmonizował. Był to człowiek tępawy. - Chodź do mnie - dodał. - Będę za chwilę gotów.
- Dziękuję ci. Zaraz! Umyję sobie ręce u ciebie. Porucznik d'Hubert zastał chirurga, jak rozbiera swój flet i poszczególne części systematycznie układa w futerale. Chirurg odwrócił głowę.
- Woda tam, w kącie. Chcesz sobie ręce umyć?
- Tamowałem krwotok - rzekł porucznik d'Hubert. - Ale lepiej byś zrobił, gdybyś się pospieszył; upłynęło już więcej niż dziesięć minut.
Chirurg nie przyspieszył swych ruchów.
- Co takiego? Zabrakło bandaża? To śmieszne. Cały dzień pracowałem w szpitalu, ale ktoś mówił mi dziś rano, że ani go nie draśnięto.
- Zapewne nie ten sam pojedynek - mruknął niechętnie porucznik d'Hubert wycierając ręce w gruby ręcznik.
- Nie ten sam... Co? Inny? To musiałby być diabłem, żeby jednego dnia stawał dwa razy. - Chirurg spojrzał uważnie na porucznika d'Hubert. - Skąd ty masz taką podrapaną twarz? Obydwie strony i... symetrycznie. To śmieszne.
- Bardzo! - żachnął się porucznik d'Hubert. - Może ci się wyda również, że jego zranione ramię jest także śmieszne. Długi czas będziecie mieli obydwaj czym się bawić.
Doktor był zdumiony i zaskoczony szorstką goryczą słów porucznika d'Hubert. Razem wyszli z domu,, ale na ulicy postępowanie porucznika zdumiało go jeszcze bardziej.
- Nie pójdziesz ze mną? - zapytał.
- Nie - rzekł porucznik d'Hubert. - Sam znajdziesz jego dom. Drzwi frontowe będą prawdopodobnie otwarte.
- Dobrze. Gdzie jest jego pokój?
- Na parterze. Ale lepiej zrobisz, jeśli przejdziesz dom i zajrzysz wprost do ogrodu.
Ta zdumiewająca informacja skłoniła chirurga do wymuszenia z pominięciem dalszych rozhoworów. Porucznik d'Hubert wrócił na swą kwaterę żywiąc w sercu gorący i dokuczliwy gniew. Obawiał się plotek swych kolegów prawie tyleż, co gniewu swych przełożonych.
W każdym razie wyglądam kolejnego eseju z dużym zainteresowaniem. Czy w muzeum można robić zdjęcia i czy zdjęcia furgonu medycznego nie mogłaby ich Pani dołączyć do kolejnego artykułu?
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 239 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-06-14, 14:24
Na "...dzień dobry..." w Val - de - Grace dostałam album "200 lat medycyny wojskowej" gdzie jest wszystko co dusza zamarzy. Jak na złość nie wzięłam"cyfrówki", ale to nic straconego, bo przyjeżdzam tu po raz kolejny w październiku i zamówię sobie całą dokumemntację fotograficzną i co bym jeszcze chciała. Codziennie w przerwie na kawę zwiedzam sobie jedną salę dość dokładnie i dostaję zawrotów głowy co tu mają.
Kolejny esej będzie dotyczył czegoś co nas szczególnie szokuje w opisie rzezi pod Iławą Pruską. Metody - niestety - selekcji rannych nie zmieniły się do dziś tylko, że albo ktoś jest historykiem, albo zajmuje się medycyną. Tu widzę iż to można pogodzić: kończę wykład z medycyny ratunkowej i idę to samo zobaczyć na obrazie Grossa tyle że w wersji sprzed 200 lat.
Co do gry na flecie. Ja aż tak dobrze nie gram, a historycznie - przypuszczam stosowano to jako formę psychoterapii - grali J.D. Larrey [śpiewał zresztą też i nie zawsze salonowe "kawałki"] i Jego przyjaciel Ribes. No cóż mogę spóbować będzie przyjemnie.
Polecam stronę www.napoleo1er.com gdzie są fotografie i dwa maleńkie filmiki [autorstwa jenego z wykładowców z Val - de - Grace B. Baldivii] - może by coś takiego i u nas np. w Pułtusku albo w Ciechanowie czy w Modlinie. Jestem gotowa i oczekuję propozycji.
Pozdrowienia z Paryża
Maria J. Turos
[ Dodano: 2006-06-14, 15:31 ]
Dodaję, zachowało się trochę francuskich melodyjek z tamtych czasów - można przecież założyć, że medyk studiował we Francji i zetknął się z takimi śpiewkami typu "O królu Arturze" czy "Winnica muszkieterów" [te akurat zapisał - a racze nagryzmolił - w swoim notatniku J. D. Larrey] i to akurat umiem grać. Czy to odpowiada. A tak a propos - bo wracam "na styk" gdzie składa się zgłoszenia do Pułtuska i czy "Arsenał" coś działa - może obmyśleć tu jakąś inscenizację.
Pozdrawiam raz jeszcze.
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 923
Wysłany: 2006-06-19, 11:32
Nawiązując do wcześniejszej "muzycznej" wypowiedzi rozpocząłem na forum wątek Z pieśnią na ustach. Mam też pierwsze teksty od kolegów.
Maria J. Turos napisał/a:
A tak a propos - bo wracam "na styk" gdzie składa się zgłoszenia do Pułtuska i czy "Arsenał" coś działa - może obmyśleć tu jakąś inscenizację.
Co się tyczy Pułtuska, to współorganizatorami są: Mazowieckie Centrum Kultury i Sztuki, rosyjska Fundacja “Imperium Historii” oraz czeski “Projekt Austerlitz”. Zgłoszenia były zamykane jakoś półtora miesiąca temu. Z Austerlitz pamiętam, że Czesi byli przy ich przyjmowaniu bardzo skrupulatni. Jak będzie tym razem, trudno powiedzieć. Z oddziałów stowarzyszonych w Arsenale do Pułtuska wybiera się Legia Polsko-Włoska z Nysy oraz ochotnicy operujący w ramach Pułku 2 Piechoty Księstwa Warszawskiego. Pozwoli jednak Pani, że odwrócę pytanie: gdyby pomyśleć o sformowaniu szpitala polowego, to jaki Pani zdaniem winien mieć etat rekonstrukcyjny? Myślę, że jeśli nie na tę to którąś z kolejnych batalii możnaby pomyśleć o zorganizowaniu jednostki medycznej w ramach stowarzyszenia. Miałoby to w moim odczuciu same zalety: po pierwsze popularyzowałoby historię medycyny, po wtóre osób z przeszkoleniem medycznym (chociażby z zakresu pierwszej pomocy) nigdy za wiele, po trzecie tak ochotnicy jak i "ludzie luźni" chodzący za różnymi oddziałami mogliby pomyśleć o ukierunkowaniu w ten sposób swych działań. Osobiście będę do tego koleżanki ze stowarzyszenia i innych chętnych namawiać. Co do inscenizacji, to pomysł nader ciekawy. Jak by ją Pani widziała?
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 239 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-06-19, 16:03
Ot aleś mi waćpan "...zabił ćwieka...". Siedzę sobie w Val - de - Grace odpoczywam po dniu wykładów i myślę. Francuzi mają Service de Sante de Grande Armee [znaków diakrytycznych w laptopie niestety nie mam] my możemy mieć Lazaret Generalny Księstwa Warszawskiego [coś takiego wspomina Zembrzuski w swojej pracy z 1919 roku o historii chirurgii wojennej - powstał przed tragiczną wyprawą na Moskwę, wcześniej to było tak jak napisałam w "gniocie"].Uważam, iż coś takiego może być, choć czy ja się nadaję na Lafontaine'a po prostu nie wiem. Może raczej Lazaret Legii [zawsze zapomnę numeracji - w każdym razie tej pod dowództwem Księcia Józefa Poniatowskiego - jeśli jest rekonstruowany II Pułk Piechoty i coś tam jeszcze]. Tytulaturę zostawiam do uzgodnienia. Jakoś "...chodzę..." za Legią Nadwiślańską, ale mogłaby to być formacja międzygrupowa, zresztą to sugerowałam inscenizując 3 - go Maja przysięgę no i tak "wykorzystano" mnie w Raszynie. Nawer ktoś sie pytał w czyją historycznie wcielam sie skórę co było bardzo sympatyczne. Rzeczywiście pokazy mogłyby byc ciekawe - pomijam, że normalny kurs z ratownictwa też by się nam przydał. Czyli po powrocie do kraju oczekuję propozycji. Nie wiem w takim razie jak planować wyjazd do Pułtuska, bo zglosiłam akces z Legią Nadwiślańską, ale przypuszczam zupełnie współczesny medyk na obozowisku się przyda.
Pozdrowienia z Paryża, rzeczywiście muzeum "...powala na kolana...", ale będę mogła korzystać z niego nie tylko wzrokowo, lecz i dokumentacyjnie.
Po powrocie oczekuję propozycji, bądź rozmowy jakie koncepcje.
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 923
Wysłany: 2006-06-20, 15:21
Maria J. Turos napisał/a:
Po powrocie oczekuję propozycji, bądź rozmowy jakie koncepcje.
Doskonale więc. Tym bardziej wygladamy Pani powrotu. Tymczasem mam pytanie, które nasunęło mi się przy okazji lektury "BANKNOTY POLSKIE - Niezwykła historia kraju i pieniądza". W cz. 3 "Królestwo Polskie po kongresie wiedeńskim" na stronie ostatniej jest zamieszczone takie oto ogłoszenie z epoki:
Powszechny Dziennik Krajowy napisał/a:
Rozmaitości 3 lipca 1829 r.
W tych dniach przybył do Warszawy osobliwy kaleka. Wieśniak z okolic miasta Końskie maiący lat około 40, przed 10 laty cierpiał niezmierny ból głowy, oczy mu zaczęły puchnąć, poczem zupełnie wypłynęły, nos odpadł, usta się zrosły, i teraz między zwykłem mieyscem ust i nosa, ma otwór którym wkłada pokarm, a reszta twarzy przedstawia okropny widok.
O czym tu może być wogóle mowa, nawet jeśli przyjmiemy część objawów za licentia poetica, ówczesnego dziennikarza? Nie jest to zresztą jedyne ogłoszenie "medyczne":
Goniec Krakowski - Uwiadomienia maj 1829 napisał/a:
Podpisany obiąwszy Aptekę dotychczas exystuiącą przy Ulicy Grodzkiey w Krakowie pod znakiem ZŁOTEJ GŁOWY, i zaopatrzywszy w przyzwoitą ilość naynowszych Prepratów; poleca swe usługi Szanownej Publiczności, oraz zawiadamia: iż nadszedł do niego transport Wód Mineralnych Lekarskich, które po cenie umiarkowaney pozbywać przyrzeka.
W cz. 1., poświęconej okresowi insurekcji koościuszkowskiej znajdziemy ogłoszenie następujące:
Korrespondent Narodowy y Zagraniczny Ner 60. - wyd. Karol Malinowski, maj 1794 napisał/a:
Hieronim Hentz Nożownik i Chirurgicznych insstrumentów Mayster f\daie sławy godney Publiczności osobliwie medycznym Chirurgom do wiadomości, iż u niego każdego czasu, dobremi elastycznemi piórami opatrzone rupturowe passy z mieyscowemi kołami i bez nich, do każdego gatunku ruptury podług żądania, dostac mozno, i tak choroba tego wyciaga, a których osób nie mógł by sam widzieć, niech raczą mu opisanie ciała urazy zgrubością iego przyssać i podług tego iuż będzie wiedział, każdemu za pomierną cenę się przysłużyć.
oraz
Gazeta Wolna Warszawska No 1. - wyd. Antoni Lesznowski, maj 1794 r. napisał/a:
U JPana Nahke w tutejszym Saskim Porcellanowym Magazynie, nadeszły wcale świeże następujące prawdziwe Mineralne Wody, jak to:
Seydrzycka gorzka - Butelka po: Złł: 6.
Selcerska - Butelka po Złł:: 5.
Pyrmontska - Butelka po Złł: 8.
Jeszcze można dostać tamże Seydrzyckiey gorzkiey Soli w zapieczętowanych Pakiecikach dwa łóty trzymaiących pod groszy 10. Saskiego pachnącego Mydła z Migdałów zrobionego, w flaszce po złł: 3.
W cz. 2, poświęconej okresowi Księstwa Warszawskiego,
Gazeta Warszawska No 62 napisał/a:
Obwieszczenie, listopad 1807"
Za zezwoleniem Naywyższey Dyrekcyi Lekarskiey Xiestwa Warszawskiego Mam honor donieść, iż w mieście tuteyszym iako lekarz praktyczny i okulista zostawać będę. Nayusilniey starać się zawsze będę zasłużenia sobie na zaufanie którym mnie kto obdarzyć zechce. Dla ubogich na oczy chorujących, którzy by chcieli pomocy i rady moiey użyć, przed południem od godziny 9 do 10, a po południu od 2 do 3. i wszystjow co prawdziwego lekarza należy i co kunszt i umieiętność dozwala czynić będę. Mieszkam w Rynku Nowego Miasta pod Nrem 343, na drugi piętrze.
D. Ernst Gottfr. Kriekow. Lekarz Praktyczny i Okulista z Lipska
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 239 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-06-21, 15:44
Odpowiadam na pierwsze - to efekt głodu, a raczej jedzenia nieoczyszczonego i nieprzewianego ziarna w którym znajdował sie sporysz. Doprowadzał do marwicy tkanek obwodowych połaczonych ze straszliwymi bólami. Na Pomorzu panował jeszcze wówczas trąd - opisany i przebadany prze Hansena nie w Afryce ale w Norwegii. No i na zakończenie - powszechne choroby weneryczne - kiła wrodzona, która dawała nos siodełkowaty i inne tego typu "...kwiatki...". Widzę, że po powrocie do kraju będę musiał "...uskutecznić..." ostrą prasówkę - bo jestem daleko w tyle.
Wracam w sobotę, z prawie gotowym - tylko przegrać - tekstem komentarzem do obrazu Grossa i nie tylko. Cieszę się, że mogę się na coś przydać.
Pozdrawiam
Maria J. Turos
Wiek: 24 Dołączył: 21 Kwi 2006 Posty: 170 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-06-21, 16:00
Nareszcie miałem czas dokładnie przestudiowac artykuł Pani Doktor i jestem pod ogromnym wrażeniem! Znakomity merytorycznie (i metodologicznie ) a przy tym lekki i kwiecisty! Tak sie powinno pisać historię
_________________ Honor to bóg wojska!
Kiedy nie masz honoru, nie masz wojska!
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 239 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-06-22, 09:35
Dziękuję za komentarz imć Pana Hrabiego - czy to oznacza, że może być tak dalej. Teraz zacznę ostrzej i z trochę większą ilością szczegółów. A te nie zawsze są przyjemne. Pozdrawiam
Dołączył: 20 Maj 2006 Posty: 137 Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2006-06-24, 19:58
Moje trzy grosze: Podobno trąd zniknął z Europy w XVII wieku - wtedy zlikwidowano m.in. na Pomorzu (Frombork!) przytułki dla chorych. Czy te przypadki to endemity czy ogniska choroby przywleczonej?
_________________ Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 239 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-06-26, 12:58
Trąd dość długo występował endemicznie wokół wybrzeży Bałtyku. Najpóźniej zniknął z południowej Norwegii i z Finlandii - np. przytułek dla trędowatych był jeszcze w pocz. XX wieku przy monasterze prawosławnym w Waałamie
Witam!
Pozwolę sobie dorzucić swoje pytanko.
Przeglądając raporty składane na ręce dowódcy dyw. wołyńskiej w roku 1791/92,
natrafiłem w nich na informacje o występowaniu „choroby węgierskiej” ,
czy udałoby się Pani znaleźć trochę danych na jej temat?
Pozdrawiam – D.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum