Teraz coś epokowo trochę "z innej parafii" ale sprawa dot. kawalerii i i mam nadzieję, że drogi Koroniarz tego nie "wytrze" ze strony forum. W sobotę obejrzałam "Lotną' Andrzeja Wajdy, zresztą kolejny raz. No i mogłam sobie popatrzeć na liczne szarże z lancami i cudne cięcia szablą z galopującego konia. Film "trąci myszką" ale ze względu na te właśnie szarże i sposób prowadzenia lancą, warto go obejrzeć. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że rolę ksziędza ( to dla osób, kóre ten film widziały) zagrał nasz przedwojenny mistrz zawodów hippicznych, brat gen.Rómmla, tego co to z Budionnym pod Komarowem walczył.
_________________ Bo serce ułana, gdy położysz je na dłoń
Na pierwszym miejscu panna, przed panną tylko...koń.
Wiek: 24 Dołączył: 21 Kwi 2006 Posty: 170 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-06-06, 07:38
pułkownik Karol Rómmel, miał wtedy kilka grubych krzyzyków na karku (bodaj 8?) i komentarze ekipy były identyczne co młodych naszych zołnierzyków w filmie - "zabije sie dobrodziej". Numer z monetą pod kolanem - prawdziwy, potwierdzałó to Wajda i kilka innych osób.
A co do tego typu numerów - przy kręceniu "Popiołów" konsultację tez robili przedwojenni officyerowie kawalerii. Jeden z nich spadł z konia przy kręceniu Somosierry i sie połamał, tak, ze wkrótce zmarł. Ktoś pamięta jak się nazywał? Ponoć "konkurował" z Rómmlem, i na łozu smierci sie smiał, że on "umiera na Somosierrę, a Rómmel na grypkę..."
_________________ Honor to bóg wojska!
Kiedy nie masz honoru, nie masz wojska!
Szyszkownik początkujący I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Wiek: 40 Dołączył: 07 Cze 2006 Posty: 40
Wysłany: 2007-06-06, 11:41
A nazywał się Adam Królikiewicz,pierwszy polski medalista olimpijski, szef szkoły grudziądzkiej kawalerii,autor podręcznika nauki jazdy konnej.
Wpadł do dołu po kamerze i sobie połamał kręgosłup. To był KTOŚ.
Skasował mi się post, w którym chciałam coś poprawić.Jeszcze raz. Napisałam, że nasze pokolenie jeszcze nie będzie miało złej kondycji, gorzej z naszymi dziećmi, a już ich dzieci, to będą UFO-lutki-duże głowy, zero mięśni. Ale nie o tym chciałam napisać. W programie opisującym ostatnią bitwę gen.Custera pod Little Big Horn (choć to innym czas i miejsce,ale jednak kawaleria) na podstawie badań wykopanych tam szkieletów stwierdzono, że do kawalerii przyjmowano mężczyzn do 1,65 cm i do 70 kg wagi. To jest tak jak z dżokejami, koń nie może być pod takim jeźdźcem zmęczony. Badania medyczne ujawniły jedną prawdę. Prawie wszyscy kawalerzyści mieli od ciągłego poruszania się w siodle chore kręgosłupy, bardzo musieli cierpieć z powodu ciągłego bólu. Myślę, że jeśli chodzi o kawalerię zasady zarówno w dobie napoleońskiej czy trochę później zawsze były te same. Możemy więc powiedzieć, że nasi szwoleżerowie byli inwalidami już w wieku 25 lat.
_________________ Bo serce ułana, gdy położysz je na dłoń
Na pierwszym miejscu panna, przed panną tylko...koń.
na podstawie badań wykopanych tam szkieletów stwierdzono, że do kawalerii przyjmowano mężczyzn do 1,65 cm i do 70 kg wagi.
Należałoby raczej powiedzieć, że takich akurat tam wykopano!
Ponadto, z samego szkieletu, to akurat cieżko oszacować ile delikwent ważył. Prędzej po rozmiarże ubranka - o ile coś się zachowało.
Co do wzrostu - wato poczytać naukowe i fachowe spory antropologów na temat zasadności wniosków wyciaganych z pomiaru kości kopalnych...
Te wzrosty przodków - okazuje się, że to nie takie proste i oczywiste.
Jakich przyjmowano, to akurat najdokładniej widać z zachowanych w archiwach zapisów: regulaminów i sprawozdań z prac komisji poborowych ( te ostatnie, czasem bywają zafałszowane - i to w momencie napisania).
W II RP do pułków kawalerii kierowano poborowych których masa ciała nie przekraczała 73kg - to by sie mniej wiecej zgadzało.
gwain napisał/a:
Prawie wszyscy kawalerzyści mieli od ciągłego poruszania się w siodle chore kręgosłupy, bardzo musieli cierpieć z powodu ciągłego bólu. Myślę, że jeśli chodzi o kawalerię zasady zarówno w dobie napoleońskiej czy trochę później zawsze były te same. Możemy więc powiedzieć, że nasi szwoleżerowie byli inwalidami już w wieku 25 lat.
Od siedzenia za stołem na pewno nie byliby zdrowsi.
Choroby kręgosłupów i stawów wynikały z trybu życia w warunkach służby wojskowej: spania byle gdzie i byle jak, notorycznego niedożywienia z przypadkowymi incydentami przejadaniem się bardzo przypadkowymi zestawami pokarmów; ciągłego stresu itd. Jazda konna ma tu marginalne znaczenie.
W opisach Kozietulskiego i innych pamiętnikarzy - byli inwalidami od źle leczonych ran i z powodu fatalnych warunków bytowych - nie od nadmiaru jazdy konnej.
Marek Drabik bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 30 Maj 2006 Posty: 50 Skąd: Walewice
Wysłany: 2007-06-20, 15:49
Przykładem może być mój idol, baron A. Skarżyński. co prawda zmarł w wieku 79 lat ale sprawny do końca i jeździec. Prawdopodobną przyczyną śmierci był zawał serca. Zmarły niedawno gen. M. Gutowski liczył sobie 96 lat i jeszcze w wieku 94 lat dosiadał konia, sam to widziałem w Walewicach. Dziadek mojej żony kawalerzysta nigdy nie cierpiał na cokolwiek (6 p.uł ułanów kaniowskich). Stanisław Kownacki (Jaworczyk) brat M. Kownackiej (tej od bajek i opowiadań) mieszkał w dworze Dębowa Góra (2.5 km ode mnie) ponoć po II wojnie chociaż starszy już nie przepuścił żadnej służącej. Zbieram informacje o kawalerzystach z mojego terenu i na 20, których życiorysy spisałem nie ma żadnego, o chorobach związanych z jazdą konną - poza wypadkami. Mieszka blisko mnie jeszcze ułan tak jak jeden z poprzednich z 6 p.uł liczący sobie 93 lata i jedyną jego dolegliwością jest pamięć
Przed chwilą rozmawiałam z panem Dymkiem. Chciałam wszystkich poinforować o tym, że oprócz jazd w terenie, szkolenia kawaleryjskiego dojdą nam jeszcze indywidualne jazdy na ląży. Tomek już coś takiego przerabiał przed świętami, to wie o co chodzi.Podobno było miło.....
_________________ Bo serce ułana, gdy położysz je na dłoń
Na pierwszym miejscu panna, przed panną tylko...koń.
czolem,
pardon za pozne wejscie w temat ale chcialbym dodac pare slow w temacie.
ale zaczne od :
elmijakke napisał/a:
KT napisał/a:
Najlepszym siodłem do szkolenia jest twardy Mc Leelan, ale nie wszyscy je mają. Zatem bez przesady, na damskich siodłach czyli tzw. uniwersalnym
Gwoli ścisłości siodło, o którym pisze mój adwersarz nazywa się tak naprawdę siodłem McClellan'a a to z racji tego, że wymyślił je Generał George Brinton McClellan, który stworzył wzór siodła dla kawalerii US. Wzór ten powstał na podstawie jego obserwacji kawalerii europejskiej, którą oglądał jako obserwator w czasie wojny krymskiej. Niedawno nabyłem takowe i zdecydowanie wszytskim polecam (nawet tym co lubą bardziej "kucanego" '
Pozdrawiam
ze przedmowca raczej sie myli co do rangi autora owego siodla, gdyz byl on w randze kapitana kawalerii kiedy wymyslil swoje siodlo (choc nie byl juz wtedy w armii, a wrocil byl do niej w 1861 jako general .. milicji stanu Ohio).
Jako jeden z czlonkow delegacji armii amerykanskiej zostal wyslany do Europy w celu popatrzenia na ewolucje w treningu, sprzecie etc kawalerii panstw europejskich (min na techniki jezdzieckie, szkole Bauchera, szkole Samour).
Jak wiemy dzialania wojny krymskiej mialy miejsce w czasie wizyty McClellana i ten jako weteran wojny z Meksykiem oraz paru trudnych ekspedycji w Teksasie etc pojechal 'obejrzec' owe zmagania - zwlaszcza oblezenie Sewastopola, co pozniej zaowocowalo w jego wlasnej karierze militarnej w czasie wlasnych dzialan w wojnie secesyjnej.
Ale siodlo kawaleryjskie modelu '59 (M1859) powstalo wedlug samego autora po podrozy po Austro-Wegrach i Prusach, gdzie autor mial moznosc obejrzec siodla huzarskie i 'pruskie' (chyba mial na mysli pruskie ulanksie?). Ale! jest rozwniez pewne ze autor mial do czynienia z siodalmi 'vaquero' z Texasu, Meksyku, czy starohiszpanskimi z Santo Domingo gdzie byl pare lat przed wyjazdem do Europy. Zreszta siodla M1859 jest najbardziej podobne do 'vaquero' nizli do europejskiego z polowy XIX wieku... a sam autor byl wcale niezlym grafomanem i businessmanem, wiec ten link europejski byc moze zostal wymysliony bo byl bardziej elegancki nizli cos ze starego Meksysku, ktoz wie...
Inna kwestia ze przedmowca chyba zakupil wersje M1904 lub moze M1928, a zwlaszcza to drugie siodla to juz zupelnie inna historia nizli to z XIX wieku. W kazdym razie gratuluje!
Powiem krótko.
Kiedyś w siodłach nie anglezowano (nikt nie wiedział co to za cudo) w związku z tym łęki przedni i tylny były wysokie, a siedzisko węższe. W takim siodle jeździec czuł się jakby tu powiedzieć bardziej "przygwożdżony", bardziej stabilny. Jak mu koń uskoczył w bok, albo zrobił coś czego jeździec nie przewidział, trzymały go łęki. Puśliska były bardziej z przodu, bo kiedyś tak jak w sredniowieczu jeżdżono na wyprostowanych , skierowanych do przodu nogach (tak myślę). Siodła turniejowe, te z XIV w miały łęki potwornie wysokie. Trudniej było za pomocą kopii takiego jeźdźca wysadzić z siodła. Musimy chyba naprawdę siodła zmienić .........
sorka ze sie czepiam ale za przeproszeniem to sa bzdury co wypisuje Gwain
polecam przeczytac i postudiowac prace z.. 1435 roku niejakiego Dom Duarte czyli krola Portugalii Edwarda, kyory napisal min ksiazke o jezdziectwie oraz walce z konia pt 'Bem Cabalgar' - wydano tlumaczenie angielskie w 2005.
Inna pozycja to chyba najbardziej przekrojowa i naukowa analiza technik wojennych , w tym walk konnych, praktykowanych oraz uczonych w XV-XVI wiekach autorstwa Sidney'a Anglo - Martial Arts of Rennaissance Europe.
NIestety ten mit wciaz pokutuje ale wydje sie ze rycerze jednak nie jezdzili konno z wyciagnietymi ku przodowi nogami, oni 'stali' oparci mocno stopami w strzemionach; a np wiekszosc traktatow z konca sredniowiecza o konnych walkach turniejowych nakazuje wrecz przynajmniej szerokosc dloni miedzy siodlem a siedzeniem jezdzca, coby cios zadany kopia byl wyprowadzany z lekko ugietych nog. Polecam poogladac ilustracje do np ksiag mistrza Talhofferanp
http://www.aemma.org/onli...denmarkHome.htm
Balans, dosiad, kontrola dosiadem nad rumakiem (nota bene ogierem ktory byl trenowany i chcial walczyc z innymi czy to ludzmi czy to zwierzetami), czy owa przypomniana przez imci Karola rownowaga byly celem 'zakutych' w stal jezdzcow. Leki przednie byly zawsze wysokie, chronily przed ciosem w podbrzusze czy dolne partie brzucha. a juz w siodlach turniejowych leki tylne byly niskie by ulatwiec wyspad z siodla, bo nikt ni mial kregoslupa ze stali
Za to siodla arabskie maja jedne z najwyzszych lekow - XIX wiek - a Arabowie nie jezdzili w pancerzach czy zbrojach, choc z dlugimi lancami.
Dla nas wzorem chyba moga byc husarze spod Kluszyna czy Chocimia z ich wysokimi i szerokimisiodlami, o szerokich lekach, jazda pancerna etc. sposob jazdy staropolskiej, ktory umarl wraz z XIX wiekiem.
Siodla wojskowe przed XIX wiekiem Europy pochodza od trzech wielkich rodzajow siodel =
wschodniego (zwanego w Iberii la jineta/gineta,a u nas stepowego czyli terlica lawkami opiera sie na grzbiecie siodla czyli kulbaki ulanskie z II Rzeczpospolitej),
la brida (terlica siodla opiera sie lekami na grzbiecie konia, a obecne siodla 'angielskie sa dalekim potomkiem la brida) oraz
la estradiota (mieszanka la brida oraz la jineta, rowniez siodal angielskie sa potomkiem tegoz, jak i siodlo australijskie, siodla hiszpanskie, wloskie czy poludnowofrancuskie).
Uzywam terminologii hiszpanskiej dlatego ze nie jest mi znana terminologia polska co do kontrukcji siodel nowozytnych przed XIX wiekiem, ale chtnie ja poznam...
pozdrawiam
ps
Dlatego ciekawi mnie czy siodla lansjerskie nadwisjanskie byly bardziej jak McClellan, siedzialo sie prosto na terlicy czy bardziej jak wegierskie (czyli siedzisko 'zawieszone' na pasie miedzy lekami aka na mostku)?
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 239 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-07-14, 11:15
bachmat66 napisał/a:
Powiem krótko.
Kiedyś w siodłach nie anglezowano (nikt nie wiedział co to za cudo) w związku z tym łęki przedni i tylny były wysokie, a siedzisko węższe. W takim siodle jeździec czuł się jakby tu powiedzieć bardziej "przygwożdżony", bardziej stabilny. Jak mu koń uskoczył w bok, albo zrobił coś czego jeździec nie przewidział, trzymały go łęki. Puśliska były bardziej z przodu, bo kiedyś tak jak w sredniowieczu jeżdżono na wyprostowanych , skierowanych do przodu nogach (tak myślę). Siodła turniejowe, te z XIV w miały łęki potwornie wysokie. Trudniej było za pomocą kopii takiego jeźdźca wysadzić z siodła. Musimy chyba naprawdę siodła zmienić .........
sorka ze sie czepiam ale za przeproszeniem to sa bzdury co wypisuje Gwain
...mam chwilę czasu - między jedną a druga obroną pracy - i usiadłam do komputera.
I cóż muszę bronić naszego dziarskiego szwoleżera czyli Gwain.
Jak jeżdżono - no cóż przeczytałam m. in. jedną z cytowanych prac, musiałabym zacytować cały post "bachmata66" i niewiele z niej wynikło. Patrzymy bowiem na jeźdzców przez pryzmat, no jednak trochę filmu i obrazu, może własnych lekcji. Zadałam sobie takie pytanie gdy pierwszy raz byłam w Musee de Emperi i pozwolono mi osiodłać poczciwego "...człapaka..." dla turystów, ale kulbaką jaką używał jakiś chirurg. Czyli z miejscem na wszystko: apteczkę [a te były podwójne specjalnie spinane - sama mam takie znalezisko] zrolowany płaszcz [owym "...mantelzakiem lekko oporządzonym..." jak chce jedna z instrukcji Księstwa Warszawskiego] bukłak z wodą. Na jeżdźdzca - miejsca ciut za mało. I dosiad - no cóż mocno w stylu "...western..." bo z grzbietu trzeba szybko zeskoczyć, mało [a przypuszczalnie tak zginął w Hiszpanii jeden z chirurgów pułku szwoleżerów gwardii] podjeżdzając do rannego pomóc mu jakoś siąść przed sobą czy z boku. Strzemiona - zupełnie nie dopasowane, chcę dopasować: pomijam, że siedzę na obiekcie zabytkowym, ale nie ma czym - długie na stałe. Ano właśnie by komuś pomóc - co ku radości dzieciarni spróbowałam i przypuszczam w paru japońskich domach mają ładny suvenir bo fotografowali z przodu i z tyłu - nadjeżdzając nad leżącego. A to teraz - co widziałam w Ostrołęce - już kaskaderka. Pamiętam własne niedowierzanie gdy w jednym z numerów "Hors Serie Traditions Magazine" poświęconym służbie zdrowia w epoce napoleońskiej znalazłam ilustrację - i to z epoki autorstwa bodajże Adama albo Faber Faura - gdzie mamy medyka jeźdźca. Zaskoczyło mnie iż siedzi dziwnie. I już wiem - to tak było. Ciekawa jestem jak wyglądało siodło imć pana Fredry lub Jego wspołtowarzyszy z tymi wiązkami "...furażu..." i różnymi przydatnymi w życiu żołnierskim dodatkami.
...mój szanowny szwoleżerze Gwain trzymaj się dzielnie.
Pozdrowienia.
Stokrotne dzięki naszemu niezastąpionemu medykowi, że mi w sukurs przyszedł.
To co pozwoliłam sobie napisać o sposobie jazdy w średniowieczu, to doświadczenia i wiedza, którą nabyłam przez rok walcząc w Smoczej Kompanii. No cóż, jestem tylko człowiekiem i w wielu sprawach mogę się mylić......
Całuję
_________________ Bo serce ułana, gdy położysz je na dłoń
Na pierwszym miejscu panna, przed panną tylko...koń.
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 239 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-07-15, 16:17
Dziękuję za komplement. To jest m. in. ów tropiony "...pierwiatek niematerialny..." o którym swego czasu pieknie napisał [a z wakacji w Pustych Łąkach - z dzieciństwa - pamiętam, iż Nauczycieli miał wspaniałych] Szymon Kobyliński iż "...armia napoleońska nie suszyła włosów fenami..." [może daleko od siodła ale coś w tym jest] i puki się nie spróbuje puty można tylko cytować cytaty.
A tak a propos siodła z Camargue były - i są - bardzo wygodne, siedzi się jak w fotelu, ale koń [ten prawdziwy nie siwy tylko nieprawdopodobnie białej maści jakie żyją tam na bagnach] rzadko kiedy rusza się bardzo szybko. Ale jaka zwrotność - zakręca prawie w miejscu o 180 stopni. To służyło do pracy, zaganianiu nie zawsze "...dobrze wychowanych..." byczków, krów i wołów na bagnach.
A pikardyjskie, czy zupełnie u nas nieznane, a przypuszczalnie prototyp kirasjerskiego z epoki napoleońskiej i o proweniencji mocno średniowiecznej z Ardenów - koń dzisiejszej rasy arden [hodowany tam od wieków] to jest "...góra...". Ale jak chodzi i jaki jest piękny. Wcale nie siła fizyczna do zaprzęgu, koń do jazdy, na patrole, do szarży - proszę przypomnieć sobie konia naprawdę bohatera filmu "1805" - cudo!
Pozdrowienia
Wiek: 49 Dołączył: 20 Cze 2006 Posty: 59 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-11-11, 23:10
Szanowna Pani Doktor,
piszę z prośbą o zabranie głosu i o wyjaśnienie kilku szczegółów anatomii człowieka.
Wielu autorów pisze że jeździec siedzi na kościach kulszowych, wg moich badań są to krętarze mniejsze
które są naturalnymi zderzakami umiejscowionymi z tyłu kości udowych. Gdy człowiek siada na koniu
kości udowe obracają się w względem miednicy i krętarze znajdują się pod spodem. Interesuje mnie jaka jest wtedy pomiędzy nimi odległość.
Siedzenie na siodle bezpośrednio na kości kulszowej jest możliwe ale niewygodne i oznacza u jeźdźców siedzenie na "prostacie"
opis jest skrócony, załączam rysunki i szkic odręczny, proszę o rysunek dokładny jeśli Pani taki posiada.
Proszę o pomoc w tej materii, uważam że zanim weźmiemy się ponownie za szkołę jazdy historycznej należy wyjaśnić ten problem.
K T
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 239 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-11-12, 12:16
Dziękuję za zaufanie dla mojej wiedzy anatomicznej. Postaram sie w przeciągu dwóch tygodni cos przygotować, ale juz dziś moge powiedzieć - gdyby to był "...dosiad na prostacie..." to z rzeczonym gruczołem byłyby dużo większe problemy niż były [tu mamy chociażby pracę d'Amusata, gdzie praktycznie nie opisuje - a anatomia perfekcyjna - pewnych typów schorzeń powszechnych dziś, gdy konno nie jeździmy]. Generalnie w dosiadzie pracuje cała miednica - kość guziczna również, zaś rotacja [tak sie nazywa fachowo ów skręt w stawie biodrowym] równiez jest zależna od stosunku szyjki kości do główki.
Anatomia i jeszcze raz anatomia.
Pozdrowienia.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum