Stowarzyszenie Regimentów i Pułków Polskich 1717 - 1831 Strona Główna Stowarzyszenie Regimentów i Pułków Polskich 1717 - 1831


Ulubione tematyUlubione tematy RegulaminRegulamin Powiadom znajomego o forum FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat :: Następny temat
Film
Autor Wiadomość
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-01-04, 16:00   

Monsieur Briquet - jest, widziałam we Francji, rzecz niemożliwa do oglądania, gdyż tło stanowią jakieś montaże gier komputerowych i "...ścinki..." innych filmów, ponoć ma być i w Polsce pod tytułem "Indiana Jones i diamentowa...bądź kryształowa...czaszka".
...a tak a propos co słychać z Pułtuskiem, czekam na jakieś wieści "...strategiczne..." jak widać aura "...stoi na wysokości zadania..."
Pozdrowienia
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 923
Wysłany: 2008-01-04, 16:49   

Polecam artykuł p. Agnieszki Kwiecień pt. Porzucone seriale historyczne (Rzeczpospolita z 04.01.2008). Jego główna teza jest taka, że seriali takich w Polsce nie da sie produkować gdyż są za drogie. Jako jeden z argumentów podane są koszta kostiumów i scenografii, którą rzekomo trzeba budować od podstaw. Na pytanie o kłopoty z polskim serialem historycznym najczęściej pada właśnie odpowiedź: pieniądze.
Agnieszka Kwiecień w dzienniku Rzeczpospolita napisał/a:
Janusz Majewski, reżyser "Królowej Bony", jednego z najciekawszych seriali z pocz. lat 80, mówi wprost: – Pieniądze wyznaczają zakres możliwości. We współczesnych filmach zwykle gra się w wynajętym prywatnym mieszkaniu, we własnych ubraniach – i to wystarczy, bo świat dookoła zbytnio się nie różni. Ale w przypadku serialu historycznego trzeba odtworzyć inną rzeczywistość i to pochłania lwią część budżetu.

Nie negując rzeczywistości poruszonych w artykule problemów, przypomniał mi się przykład Sharpe, w którym w największych scenach batalistycznych pojawiało się może ze 40 statystów (Waterloo). Kto broni zrobić równie przyjemny serial bez powtarzania zawartych w nim niedorzeczności, a na poziomie The Duellists, w którym też nigdy więcej osób nie było widać? W moim odczuciu rzeczywistym problemem jest brak scenariuszy i brak wyobraźni. Wiele wstawek batalistycznych można by spokojnie aranżować przy bataliach w kraju i za granicą. Budownictwa z okresu u nas nie brakuje. Wystarczy pojechać dalej w Polskę. W ostateczności i niejeden skansen może służyć za plener. Wielka historia, to niekoniecznie zapis życia monarchy czy przebieg największych bitew (choć biografia ks. Poniatowskiego byłaby samograjem z szansą na koprodukcję polsko-austriacko-niemiecko-francuską z wielkim finałem w bitwie narodów). Niekiedy ciekawsze być mogą być epizody z życia wzięte. Weźmy za przykład dwór na uboczu przemarszu wielkiej armii. Najpierw emisariusze etc. i niepokój związany z nadciągającą burzą. Potem wejście swoich i rabunki "sprzymierzonych" Wirtemberczyków. Oczekiwanie na rodzinę, która poszła na kampanię, zwykle kłopoty i te inne jak braki, głód czy maruderka. Potem zima, odwrót i wszystko po kolei. Za punkt wyjścia mogą służyć rozliczne pamiętniki. Wystarczy odrobina woli i talentu. Można też sięgnąć do "La horse" (pol. "Narkotyk") z 1970 po inspirację. Fabuła współczesna, ale na dobrą sprawę można ja osadzić w dowolnym okresie. Tym którzy tego filmu nie pamiętają przypomnę, że jest to historia właściciela ziemskiego (z wyśmienitym Jean Gabin w roli głównej), Auguste Maroilleur, który żyje w świecie, który przeminął, a śmierci którego nie potrafi zaakceptować. Jest wierny swoim zasadom i sobie samemu w stopniu, który z jednej strony trudno zaakceptować, a z drugiej nie sposób odmówić szacunku. Wyznaje wartości, które współcześni odstawili do lamusa w stopniu, który odpychałby gdyby nie fakt, że potrafi tych wartości z pożytkiem dla bliskich bronić. Aż się prosi by dostosować to do realiów okresu przełomu: dziedzica, który nie akceptuje upadku Rzeczpospolitej, a maruderów traktuje jak bohater grany przez Gabin'a handlarzy narkotyków. Byłaby i historia i uniwersalna fabuła, która trafiłaby tak do młodego jak i starszego widza. Siłą rzeczy nie zgadzam się z wyrażonym w cytowanym artykule twierdzeniem, że "dzisiejszą młodzież niewiele interesuje poza zabawą. Co zresztą mówić o historii odleglejszej, skoro jest już pokolenie, które nie wie, czym był stan wojenny." W moim odczuciu to wygodna wymówka, po którą sięga się z braku pomysłu na dobry film. Myślę, że młodzieży nie interesują gnioty, a potraktowana poważnie potrafi to docenić. Wystarczy popatrzeć na dowolną rekonstrukcję czy też na widownię dobrych filmów historycznych by zobaczyć, że ludzi młodych tam też nie brakuje. Zresztą dobra produkcja mogłaby właśnie do historii przyciągnąć. To narzekanie na młodzież świetnie by sie komponowało z ekscesami księcia Pepi, za które jak twierdził Wieniawa wystawiono mu pomnik w prześcieradle. Dlatego zdecydowanie bliżej mi do tezy:
Agnieszka Kwiecień w dzienniku Rzeczpospolita napisał/a:
Historyk z Uniwersytetu Warszawskiego Jolanta Choińska-Mika uważa, że zbyt małymi pieniędzmi nie da się usprawiedliwić wszystkich braków. – Dziś w Polsce mamy do czynienia niemal wyłącznie z adaptacjami powieści historycznych. Zarówno "Quo vadis", jak i "Ogniem i mieczem" są wizjami reżyserskimi książek Sienkiewicza, dopiero potem historii. Prawdziwy film historyczny wymaga dobrego, oryginalnego scenariusza. Małe pieniądze nie usprawiedliwiają np. braku kreatywności. Nikt nie będzie się po latach zastanawiał, jaki był budżet – tylko czy powstał knot, czy dzieło.

Zachęcam do lektury artykułu, bo ostrzę pióro na odpowiedź do redakcji a rad byłbym poznać i przytoczyć więcej, aniżeli swoje argumenty w tej mierze.
Pozdrawiam!
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-01-05, 10:35   

"La Horse" to było - według mnie - arcydzieło jak przybliżyć rzeczywistość, wartości i to co właśnie p. Redaktor "Rzeczpospolitej" uważa za to co cytuję poniżej
Agnieszka Kwiecień w dzienniku Rzeczpospolita napisał/a:
"dzisiejszą młodzież niewiele interesuje poza zabawą. Co zresztą mówić o historii odleglejszej, skoro jest już pokolenie, które nie wie, czym był stan wojenny."
. A powstał też film o okresie wojen napoleońskich "Sierżant Szpilka" [tak prócz "...chleb, sól, ryż..." określano komisarzy wojskowych] - rzecz własnie "...gdzieś..." pod Wilnem czy Kownem gdzie dochodzą wieści o tym co się dzieje pod Moskwą, rwie sie komunikacja z Paryżem...
A propos scenariusza - zajrzyć by wypadało do "...ramotek..." [to nie ja tylko p.Nieuważny w "My z Napoleonem"] np. "Koniec epopei" i dialogi Teresy Mirskiej z księciem Ogińskim - ale uwaga, kreowanie scenariusza może też naruszać mity i stereotypy. Oto wiadomo waleczny książę Józef, ale i mieszkańcy "...cudownych..." i dziś gloryfikowanych kresów, którzy przez czterdzieści lat o Polsce jak gdyby zapomnieli - nie wyobrażam sobie w hipotetycznym serialu o odwrocie Wielkiej Armii sceny z Borysowa, gdzie pod opustoszały i wyludniony pałac Radziwiłłów podjeżdża z konwojem rannych Francuzów i Polaków jakiś medyk [ta przygoda spotkała Larreya] może wreszcie złożą ich w godziwych warunkach i zastają okna zamurowane do wysokości drugiego piętra...
Albo samo Wilno - to doskonały punkt do dialogu, bo uczestniczyłam już w ad hoc zorganizowanej w zwykłej osiedlowej czytelni właśnie przez tą "...niczym nie zainteresowaną..." młodzież dyskusji o postawach [zaprosili Prof. Świdę - Ziębę] mieszkańców tego miasta w końcu 1812 roku na kanwie "Wojna 1812" Zamoyskiego, "Odwrotu" Austina, kilku pamiętników [w tym Fredry - ja tłumaczyłam francuskie] i tego co się o mieszkańcach Wilna i wileńszczyzny mówi w środowiskach kresowych. Nie powiem - było gorąco.
Trzymam kciuki za Twój tekst "Koroniarzu" - i ciekawa jestem kiedy zmontują we Francji "Pola chwały" [ponoć już rok 1805 jest gotowy] bardzo nietypowy serial gdzie gros ról grają właśnie rekonstruktorzy, mam tam swój drobny epizodzik, ale sama się wstydzę, bo mocno krwawy.
Pozdrowienia jak zawsze.

Historia...no cóż
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 137
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2008-01-07, 08:51   

Jak tu się z wami nie zgodzić Wpaństwo?
Scott zrobił pojedynek ponoć za własne 2000 dolarów... Ekranizacja "Rozważnej i romantycznej" też pewnie nie kosztowała więcej niż "Ekipa", "Eksterminator" itp. Grunt to pomysł. Nie trzeba przecież kręcić koniecznie Waterloo. Może być kawał pola, las, chałupa... dwa chłopy, ułan, dziewczyna z kaczką maruder i żydowina z wozem...
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-01-07, 17:36   

Ależ oczywiście Monsieur Briquet. Wielkie sceny batalistyczne są owszem piękne, ale... . Ja zawsze ciepło wspominam "Austerlitz" Abla Gance - i nic nie szkodzi, że widać gdzie dekoracje a gdzie plenery - za jedną scenę, starego wiarusa z poocieranymi do krwi nogami spotyka sam cesarz. I nie ważne o czym rozmawiają, że padaja nazwy Arcole, Marengo, coś tam jeszcze, w pewnym momencie - ze zbliżenia - widać cóż siedzi u rzeczonego wiarusa w tornistrze. A zupełnie "...nieregulaminowa..." ale za to tłuściutka pewnie, morawska gąska. Będzie obiad albo kolacja.
...zawsze mam dziwne ciepło "...koło serca..." gdy oglądam tą scenę [mam film na DVD niestety tylko po francusku - ale służę, pewne postaci wręcz fenomenalnie odtworzone np. Berthier, Davout właśnie liniowi żołnierze, obozowisko] czego jakoś nie wywołuje nawet Borodino Bondarczuka [właśnie obejrzałam z tej nowej pięciopłytowej serii].
Być może znów zaczynam doceniac jakość nie ilość - a to w filmie jest bardzo ważne .
Pozdrowienia.
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 137
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2008-01-08, 09:11   

Ach, Abl Gance... rozmażyłem się!
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 923
Wysłany: 2008-01-08, 09:20   

Maria J. Turos napisał/a:
Ja zawsze ciepło wspominam "Austerlitz" Abla Gance - i nic nie szkodzi, że widać gdzie dekoracje a gdzie plenery

Ciekawe byłoby zapytać fachowca od oświetlenia, ale na ile pamiętam filmy z tamtego okresu jedną z zalet kręcenia w studio była możliwość przedłużania bez końca zachodu słońca. "Złota godzina" jest naprawdę trudna do uchwycenia. Słońce potrafi schować się za horyzontem tak szybko, że nie będąc przygotowanym nie da się nawet sprzętu rozstawić. Do tego nie ma się żadnej kontroli nad pogodą :-) Scott wspominał, że scena końcowa, w której Feraud spogląda na dolinę rzeki, nad którą zza chmur rozlewa się krwawa poświata zachodzącego słońca wyszła mu zupełnie przypadkiem. Dziś zresztą dekoracje też są, tyle że w formie blue boxu.
Maria J. Turos napisał/a:
mam film na DVD niestety tylko po francusku - ale służę

To i ja się w kolejce ustawię. Tymczasem zaś wypożyczyłem Io e Napoleone. Bardzo miły film z dość zabawnym scenariuszem i ciepło zarysowanymi postaciami. Ciekawe było przyjrzeć się innej perspektywie niż francuska (czy anglosaska). Szwoleżerowie są tylko w migawkach. Tu pomagają wysiąść z łodzi, tam tworzą konną asystę etc. Nie wiem czy byt się z nich wiele więcej niż minuta uzbierała. Mundury trębaczy, czapki ... hm nie trębaczy. Ładownica oficerska. Zamiast mantla, zrolowany koc. Widać tyle, że w pamięci miejscowych zostało, że pieszo byli grenadierzy, konno szwoleżerowie. Napoleon jest postacią drugoplanową. Zaletą, że nie jest odlany z brązu, tylko z krwi i kości, grany z dozą humoru przez Daniela Auteuil.
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-01-08, 16:09   

Ale błoto - owo "...mauvais boue..." - jest na "Austerlitz" autentyczne i poły cesarskiego szarego słynnego płaszcza mocno powalane, że o butach nie wspomnę. Marszałkowie i generalicja również bywa "...nieświeżą..." - a tego autentyzmu jednak w filmach historycznych brak np.Rajewski na "Wojnie i pokoju" Bondarczuka nie przychodzi jak z reduty, której bronił do upadłego ale jak ze spaceru, brudzą się niższe szarże - u Abla Gance wszyscy.
Filmem oczywiście służę, kto pierwszy w kolejce: monsieur Briquet czy imć pan Koroniarz
Pozdrowienia
 
     
Krzysztof Polak 
bywalec
Pułk 3-ci Piechoty



Wiek: 24
Dołączył: 21 Kwi 2006
Posty: 170
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-01-08, 18:26   

Motyw "paprania się" jest za to bardzo mocno uwypuklony w "Waterloo" (tegoż między innymi Bondarczuka). Sam Cesarz i cała jego świta są przykładnie upaprani, spoceni, wymiętoleni, jak frontowym oficerom przystało. Podobnie Prusacy, zwłaszcza Muffing (historycznie!), szkoda tylko, ze zrobieni na neonazistów. Blucher i scena jego opatrywania pod Ligny - diabeł wcielony, ochlapus, szajbus etc... zgroza. Muzyka posępna jak pochód brunatnych koszul (z motywem hymnu niemieckiego)... Przynajmniej oddali mu sprawiedliwość pokazując uwielbienie wojska.
Ale ad rem - praktycznie nieufaflunieni są Anglicy, co jest cokolwiek denerwujące. W ogóle cały film jest dość "probrytyjski", co robi dość "sztuczne" wrażenie. Szczęśliwie bezsprzecznie dobrze oddana jest atmosfera tych dni, sceny z Napoleonem, jego wygnanie, powrót to majstersztyk. A powracający Cesarz też jest spocony i zmiętolony, na równi z Gwardią.
_________________
Honor to bóg wojska!
Kiedy nie masz honoru, nie masz wojska!
 
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 923
Wysłany: 2008-01-09, 12:15   

Maria J. Turos napisał/a:
Filmem oczywiście służę, kto pierwszy w kolejce: monsieur Briquet czy imć pan Koroniarz

Liczę, że uzgodnimy to w drodze do Pułtuska. Prosiłem już kol. Brykieta o potwierdzenie możliwości przejazdu.
W dzisiejszej Rzeczpospolitej kolejny artykuł na temat filmów. Teza zasadza się w tytule: Ambitne filmy nie mają widzów. Wyjątek w przypadku "Katynia" Wajdy:
Barbara Hollender napisał/a:
Jedynym poważnym tytułem w pierwszej dziesiątce jest „Katyń” Andrzeja Wajdy, który zgromadził 2,7 mln osób. Wynik znakomity, choć trzeba pamiętać, że osiągnięty też dzięki szkołom oraz wojsku, które film obejrzało obowiązkowo.

Wbrew pozorom filmy historyczne i kostiumowe (przy całej krytyce) nie wypadały w rankingach minionych lat źle. Dość wspomnieć, Zakochanego Szekspira, Braveheart, nawet Patriotę, Ostatniego Mochikanina, Das Boot i wiele innych. W naszej rodzimej telewizji absolutnie rekordową oglądalność miał film Inka 1946. Ja jedna zginę, o losach Danuty Siedzikówny, ps. "Inka", kilkunastoletniej sanitariuszki AK, zamordowanej w 1946 przez komunistów. Ponoć "Twierdza szyfrów" również cieszyła się wysoką oglądalnością. Podobnie
mediafm napisał/a:
Spektakle emitowane od ubiegłego roku w ramach „Sceny Faktu” w TVP 1 cieszyły się ogromnym zainteresowaniem widzów. (...) W ramach wydanej przez TVP na DVD serii „Scena Faktu” ukazały się już „Słowo honoru” w reż. Krzysztofa Zaleskiego, „Norymberga” w reżyserii Waldemara Krzystka, „Rozmowy z katem” w reżyserii Macieja Englerta, „Góra Góry” Pawła Wołana, „Śmierć Rotmistrza Pileckiego” w rez. Ryszarda Bugajskiego, „Inka 1945” w reż. Natalii Korynckiej- Gruz.

Na DVD ukazała się "Noc listopadowa" Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Andrzeja Wajdy (prem. 1973), oraz "Damy i Huzary" Aleksandra Fredry w reżyserii Olgi Lipińskiej (oba ze Złotej Setki Teatru Telewizji). Ciekawe jak by to się miało do nowych filmów z "naszej" epoki, bo słyszałem o kolejnych przymiarkach do scenariusza (ale o tym osobno).
Pozdrawiam!
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
  
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-01-09, 14:08   

...już wkładam do torby na sobotnie spotkanie i oczekuję na jakieś słowko od Monsieur Briquet.
A co do "Waterloo" - rzeczywiście propagandę proangielską czuć z każdego kadru, być może ja to inaczej odbieram, gdyz pierwszy raz widziałam ten film jeszcze troche pod przymusem. Co do Blucherów [bo był tatuś i synalek] to filmowe Ligny jest "...kaszką z mleczkiem..." tego co napisał o synalku Larrey, a mocno sie zastanawiał czy nieprzytomność tegoż oficera to skutek urazu czy "...zespół dnia następnego..." [rzecz się działa pod Budziszynem, a właściwie między Budziszynem a Dreznem] zaś co było później to naszego dość spokojnego chirurga skłoniło do napisania "...i dobrze, że mi zeszedł z oczów..." [cytuję z pamięci]
Co do filmów czy raczej ich przeniesienia na DVD - brak mi "Młodość Chopina" niby okres późniejszy ale któż tam gra [pomijam ścieżkę dźwiękową].
Pozdrowienia
 
     
Krzysztof Polak 
bywalec
Pułk 3-ci Piechoty



Wiek: 24
Dołączył: 21 Kwi 2006
Posty: 170
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-01-09, 15:01   

a dziś na TVP Kultura, bodaj o 20.30 "Danton". Daaaaaawnom nie widział (szczerze mówiąc widziałem, jako mały szkrab, nudząc się solidnie!), trzeba zasiąść przed kineskopem...
_________________
Honor to bóg wojska!
Kiedy nie masz honoru, nie masz wojska!
 
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 923
Wysłany: 2008-01-25, 14:10   


Już jest w sprzedaży.
Cytat:
Napoleon I, cesarz Francji, jeden z największych geniuszy wojskowych i politycznych XIX wieku, w 1821 roku na wyspie św. Heleny. Jego grobowcem stał się maleńki skrawek ziemi, oddalony od najbliższego stałego lądu o 1150 mil. Wedle ówczesnych miar była to odległość ogromna, niemal niemożliwa do przebycia. Napoleon spędził na wyspie św. Heleny 6 ostatnich lat życia. Ten właśnie fragment biografii słynnego Francuza stał się tematem filmu Jerzego Kawalerowicza.

Pozdrawiam!
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-01-25, 17:20   

Bardzo dziękuje za tą informację.
 
     
Darek 
bywalec



Wiek: 39
Dołączył: 21 Gru 2005
Posty: 348
Skąd: z garnizonu
Wysłany: 2008-02-24, 09:13   

Czołem!
Wiem że to nie film, ale może warto wpaść i pooglądać?
Metro Wilanowska
Pozdrawiam.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  





Support forum by phpBB Assistant
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template snowSilver modified by Unholy Team v.1.0




Strona wygenerowana w 0,37 sekundy. Zapytań do SQL: 14