Stowarzyszenie Regimentów i Pułków Polskich 1717 - 1831 Strona Główna Stowarzyszenie Regimentów i Pułków Polskich 1717 - 1831


Ulubione tematyUlubione tematy RegulaminRegulamin Powiadom znajomego o forum FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat :: Następny temat
Żywa historia czy przebierańcy?
Autor Wiadomość
Paweł Grabowski 
początkujący
Kompania Woltyżerów


Wiek: 50
Dołączył: 04 Lis 2006
Posty: 46
Skąd: Twierdza Gdańsk
Wysłany: 2007-02-25, 19:08   

Koroniarz napisał/a:
Czy myśmy się przypadkiem nie pogubili?

Wygląda, że na polskim gruncie tak. Obawiam się, że przyczyną jest odejście od zabawy w historyczną rekonstrukcję, idei z gruntu apolitycznej i odcinającej się od wszelkich odniesień do współczesności, na rzecz doraźnych imprez mających jakieś zbożne cele. Łatwiej wówczas o organizację, sponsorów i patronat, ale pozostaje niewielki wpływ na przebieg zdarzenia. Jeśli w dodatku wywodzący się z naszego środowiska animatorzy przedsięwzięcia nie posiadają dostatecznego doświadczenia (o które przecież trudno), zbyt łatwo akceptują pomysły oboczno-rekonstruktorskie ('pozoranci', nawał 'pirotechniki') lub przyswieca im cel inny niźłi tylko upamiętnienie historii poprzez jej odtwarzanie uzyskujemy efekt co najmniej dyskusyjnej inscenizacji z rekonstrukcją (niekiedy 'żmudną' i kosztowną) mający niewiele wspólnego.
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 923
Wysłany: 2007-02-27, 08:28   

Nic dodać, nic ująć.

Może warto się pokusić o określenie kryteriów rekonstrukcji. Takie próby były podejmowane i w przeszłości, ale w oparciu o grupy niezorganizowane. Organizatorzy mogli je więc lekceważyć. Obecnie krąg organizatorów się ustala, z drugiej strony przybywa jednak zorganizowanych jednostek (t.zn. działających w oparciu o określoną strukturę). Myślę, że to dobry moment, by spróbować najpierw ustalić, a potem przedstawić pogląd środowiska w tej mierze. Ponieważ temat jest po części "techniczny" wydzielam go do osobnego wątku: Przedsięwzięcia rekonstrukcyjne: próba uporządkowania

Pozdrawiam!
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 145
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2007-03-16, 23:03   

Straże Wielkanocne, Turki Wielkanocne - temat wkrótce już aktualny bo wiosna w pełni mimo kalendarzowej zimy.
Polecam artykuł na ten temat.

http://archiwum.wiz.pl/1999/99044400.asp

Oraz kilka specjalnie interesujących zdjęć.

http://archiwum.wiz.pl/im...04/99044405.JPG

http://archiwum.wiz.pl/im...04/99044403.JPG

http://archiwum.wiz.pl/im...04/99044402.JPG

Nie umieszczam tego by wyśmiewać ludową tradycję, bo jestem miłośnikiem tradycji i obyczajów ludowych. Wręcz zachęcam do ich kultywowania, choć mam obawę że w tej chwili to najpierw trzeba by je odtworzyć... kurcze znowu rekonstrukcja.
Zwróćcie jednak uwagę jakie w Waszym rozumieniu cechy stanowią, że są to przebierańcy a co nadaje im, dla odmiany, pełną wiarygodność.
Dla mnie o ich wartości stanowi przede wszystkim zaangażowanie w sprawy wiary, obojętne jakiego wyznania. Po drugie lata wykształcania się tego obyczaju z przebierańców okazjonalnych uczyniły zjawisko kulturowe i bardzo wartościowe.
Śmieszą natomiast stroje w odniesieniu do swych pierwowzorów, choć równocześnie to właśnie stanowi ich wartość jako TWÓRCZOŚCI. Nieco zabawna jest też zazwyczaj przeciętna choć zaangażowana z całego serca "musztra".
Czyli, co powoduje że są idealnym przykładem "Turków"?
A czy jest sens rozpatrywać ich jako rekonstruktorów munduru?...
No pewnie że nie ma bo to "Turki". Założeniami ich działalności jest uczestnictwo w życiu lokalnej społeczności w określonym czasie, w określony sposób, według prostych reguł przynależnych jedynie "Turkom".
W takim razie pomyślmy co stanowi o byciu rekonstruktorem postaci żołnierza z jakiejś konkretnej epoki. Co należy zrobić żeby być wiarygodnym i nadać swojej działalności sens? Jakie proste reguły mogą decydować o byciu "żołnierzem"?
Co unikalnego w stosunku do naszego codziennego wizerunku było w wizerunku żołnierza, dajmy na to, Księstwa Warszawskiego? A co odróżniało go od innego żołnierza? Przedstawiciela innej epoki, kraju...
Czy tylko mundur i broń?
Według mnie żołnierz taki posiadał jeszcze wiele umiejętności i cech, które należałoby w sobie wskrzesić.

nipi
 
     
Remigiusz Pacer 
bywalec
sierżant


Dołączył: 15 Lis 2006
Posty: 57
Wysłany: 2007-03-17, 08:40   

Hymmm...
Wynika z tego, że coroczna mobilizacja "Turków" jest naszą dosyć starą tradycją. Wobec tego taka grupa paramilitarna posiada znaczącą wartość historyczną, a w tym ogromną wartość symboliczną. Wartości te sprawiają, że tego typu ruch "Gwardii Gminnej" staje się dobrem kultury chronionym prawem(!).
Nie żartuję sobie, cenię ludzi co to robią. Jednak ich miejsce jest w kościele, nie na placu rekonstruowanej bitwy.
 
     
M.A.R.O. 
bywalec
P4PXW


Wiek: 44
Dołączył: 02 Lut 2007
Posty: 53
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-03-17, 18:34   

Ale Remiku to sa ludzie ktorzy tylko i wylacznie biora udzial w ceremoniach koscielnych. O ile ich kostiumy z pewnoscia moga smieszyc to jeszcze bardziej smiesza okazyjne artykuliki w wiejskich gazetach. W jednej takiej widzialem zdjecie tych w zielonych kurtkach i z czapkami stylizowanymi na czapy rogate a podpisane "Szwolezerowie Gwardii Cesarza Napoleona" !?!? Natomiast najstarsza grupa, ktora w sposob dosyc dokladny odtwarza wyglad kosciuszkowskich kosynierow dziala gdzies na poludniu polski od....200lat !!! Ale rowniez pokazuje sie wylacznie przy okazji swiat koscielnych i tylko w swojej wiosce (a liczy ponad 50 czlonkow)
Nie musimy sie wiec obawiac, ze tego typu oddzialy pokaza sie kiedykolwiek na rekonstruowanym polu bitwy ;-)
 
     
scout 
początkujący
fizylier


Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 7
Skąd: Pu?k 4-ty XW
Wysłany: 2007-03-18, 00:09   

Cytat:
o ile łatwiej jest zebrać 10 ludzi i maszerować, to już tylu samo konnych na bitwie to wyzwanie, właśnie ze wzg. na konie; a całe szwadrony to już SF przez duże S!;-)
Z reguły na 12 kawalerzystów chętnych do udziału w bitwie konie dostaje w najlepszym przypadku połowa i tak niestety będzie do czasu aż będziemy na tyle bogaci aby przyjeżdżać z własnymi końmi,niestety.

Wydaje się, że każda grupa winna dopracować się sposobów i metod wsparcia finansowego swojego działania. To chyba osobny i mało rozwinięty w rekonstrukcji temat. Wydaje się, że żyjemy jakby w przededniu rozwiązania tego tematu. Być może każda z grup winna posiadać / współpracować / wytworzyć fundację, pomagającą zbierać środki, występować o środki, pozyskiwać partnerów, itp. Z tego co wiadome (gdzieś czytałem, ale mogę się mylić) ilość pogłowia koni w Polsce rośnie, więc może udałoby się uzyskać wsparcie w postaci dofinansowania jak i przychylności, może fundacja miałaby swoje "koniowozy", itd. Jeśli NAPRAWDĘ chcemy - to MUSIMY. Przepraszam za impertynencję. DAMY RADĘ.
Temu aspektowi warto poświęcić osobne miejsce, pozyskać wiedzę i rozpocząć z sensem w dobrej kolejności niezbędne działania.

--------------------------------------------------------------------------------------

Cytat:
Czy ktoś by się podjął zebrania tej dyskusji w formę do wydrukowania w "Do Broni!" . Myślę, że warto opublikować tak często odmienne podejście do tego czym jest reko w Polsce.

Wydaje się, warto, aby podsumowanie dyskusji mogło mieć formę dwu lub wielo-głosu. Autorzy mogliby doszlifować swoje przemyślenia, aby porównując uzupełnić, pozbierać uwagi, spostrzeżenia. Dałoby to niesłychanie cenny materiał dla budowy wspólnej siły ruchu rekonstruującej wspólnie Wojsko Polskie XW / Armie okresu N.

--------------------------------------------------------------------------------------

Cytat:
Czy ja jako żołnierz 2go Pułku powinienem dostawać czysty świeży mundur, a po roku, gdy dostanę następny, przekazywać stary pozostałym pułkom do wtórnego użytku?

Tu mogą być ukryte elementy gospodarowania wewnątrz pułku, tak aby szybko następowało wciągnięcie rekruta w szeregi. TO zapewne tajniki kuchni, ale każda z GRH winna mieć swoje zaplecze / zapas umundurowania i wyposażenia. Wszystko oczywiście ma swoją wartość (używane mniej, nieużywane więcej itp.). Tego nie wolno zaniedbywać, bowiem wielu ludzi znam takich, któzy nie rpzystąpią do praktykowania naszej pasji z braku możliwości finansowych.

----------------------------------------------------------------------------------------

Wydaje mi się, że aby móc uzyskać jakieś wspólne stanowisko należałoby mieć tezy z którymi się zgodzą uczestnicy dyskusji lub nie- i to na co się zgodzą będzie wspólnym poglądem, czyli DEFINICJĄ.
Ja spróbuję zapisać roboczą wersję haseł. Proszę o poprawienie mnie, uzupełnienie, itp.

Dodaję ważny komentarz. KAŻDĄ TEZĘ NALEŻY CZYTAĆ W FORMULE "REKONSTRUKCJA DĄŻY DO stanu opisanego tezą".
1. Rekonstrukcja historyczna nie może być wykonywana bez związku z historią i bez jej znajomości przez rekonstruktorów.
2. Rekonstrukcja historyczna musi opierać się na możliwie najlepszym wyszkoleniu rekonstruktorów według regulaminów i przepisów z epoki.
4. Rekonstrukcja historyczna wymaga możliwie najlepszego zorganizowania wewnętrznego grup rekonstrukcji historycznej oraz współdziałania tych grup,
5. Zorganizowanie grup rekonstrukcji historycznej winno możliwie odtwarzać strukturę i działanie wojska z epoki.
6. Organizacja imprez rekonstrukcji historycznej winna mieć możliwie profesjonalny charakter w zakresie:
- przygotowania scenariusza i przekazania go do grup biorących udział,
- umiejętności dowodzenia i odtwarzania walki przez grupy,
- wzajemnej synchronizacji i porządku w zaplanowanej realizacji działań.
- możliwie dobrego ugoszczenia wszystkich grup.
7. Rekonstrukcja historyczna tworzy przekaz społeczny i oddziałuje na społeczeństwo.
8. Rekonstrukcja ma możliwość tworzyć inicjatywy, które będą rozwijały upamiętnianie historii epoki.

-------------------------------------------------------------------------------------------

Na marginesie. Wydaje się, że aby podnieść stopień profesjonalizacji samego widowiska (nie przeszkolenia żołnierzy jedynie) należy zwrócić uwagę na przygotowanie scenariusza, przekazanie go przed bitwą i synchronizację działań. Ileż to razy scenariusz przeradzał się w improwizację na żywo? Pomyślmy ile można byłoby zyskać, gdyby scenariusze były realizowane i gdyby to właśnie dawało szansę na rozwijanie ich kunsztu? TO przecież przyciągałoby jak magnes.




Proszę przyjmijcie to nie jako jeden z głosów, a nie próbę stawiania kropki nad "i". Poprawcie mnie gdzie trzeba.
Pozdrawiam serdecznie.

Scout
 
     
Remigiusz Pacer 
bywalec
sierżant


Dołączył: 15 Lis 2006
Posty: 57
Wysłany: 2007-03-18, 09:29   

Problem finansowania to istotnie spory problem. Założenie fundacji nie rozwiąże sprawy, nikt nie będzie zaraz ot tak pieniędzy dla niej dawał. Z resztą 4PP chyba przyzna rację, że przy fundacji potrzebna jest ciężka praca i poświęcenie.

Kilka uwag co do definicji Scouta. Ogólnie się z nimi zgadzam, tylko że:

ad.1- Są różne imprezy. Czasem (zazwyczaj małe) imprezy mają charakter lokalny, niewiele związany z historią. Niestety są też duże rekonstrukcje ważnych bitew, do tego 200-lecie, gdzie pomylono pory roku (lato z zimą). Widać związek z historią zchodzi na plan drugi...

ad.2- Wiadomo jak jest z tym wyszkoleniem. Pewne oddziały nie robią nic w tym kierunku, mimo upływu lat (!). Niestety są też kandydaci na oficerów, co twierdzą że sternik nie musi się znać na wiosłowaniu... :brick:

ad.3- Brak tego punktu...

ad.5- Strukturę trzeba tworzyć od podstaw, by miała sens. Podstawą jest masa piechoty, której nie mamy. Bez niej reszta nie ma sensu.

ad.6-
- "przygotowanie scenariusza i przekazania go do grup biorących udział"- Wiemy jak jest. Czasami na polu bitwy trzeba nosić kartkę ze scenariuszem, by się połapać o co chodzi. Nawet jeśli scenariusz jest zwięzły i dobry, to zawsze znajdzie się ktoś kto go rozp...

-"umiejętność dowodzenia i odtwarzania walki przez grupy" - ehhh...to się chyba nigdy nie zmieni. Ostatni przykład- Pruska Iława. Oficer z wieloletnią praktyką na siłę kazał natychmiast atakować, gdy wojsko było w połowie nabijania broni. to samo tyczy się wrogich jednostek, które w tym samym czasie atakowały. A gdzie przepisy bezpieczeństwa?

to tyle...
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 145
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2007-03-18, 13:14   

Odniosę się po swojemu do punktów Scouta (choć na pierwszy rzut oka zgadzam się z każdym z punktów to po chwili zastanawia mnie co z tego może wyniknąć...). Byłby to doskonały zarys wskazówek dla osób o wysokim wykształceniu, wysoce umoralnionych i wolnych od wszelkich negatywnych uczuć...
Ale po kolei:

Dodaję ważny komentarz. KAŻDĄ TEZĘ NALEŻY CZYTAĆ W FORMULE "REKONSTRUKCJA DĄŻY DO stanu opisanego tezą".

- tak, tyle że w ten sposób stawiamy sprawę w ten sposób, że: "ale chłopce, my wam nic nie każemy, róbcie co chcecie. piszemy bo mamy potrzebe pisać."
Zezwalamy niniejszym na to, by każdy czytelnik i ewentualny akceptujący z czystym sumieniem niezależnie od intencji i faktycznej wiedzy i starań zawsze mógł powiedzieć, że jest w trakcie dążenia do zrealizowania naszych ideałów.
Czyli po co nam taka TEZA?

1. Rekonstrukcja historyczna nie może być wykonywana bez związku z historią i bez jej znajomości przez rekonstruktorów.

- ale co znaczy ten punkt? bo przeciętny spotykany przeze mnie rekonstruktor ma ogólnikowe pojęcie o swoim wyglądzie i powinnościach, a bazuje na wyimaginowanej wiedzy szefa grupy, który przeważnie też opiera się na wiedzy z sensacji XX wieku i kilku książek dla młodzieży, jednak każdy z nich uważa że zna historię i pełni funkcję paranaukową wręcz, strzelając ze "strzelby". Musielibyśmy zdefiniować co stanowi wiedzę historyczną niezbędną dla rekonstruującego dany okres. Podobnie związek z historią jest wartością eteryczną, w jaki sposób go zmierzymy? Zakładając że ktoś z pełną świadomością rekonstruuje w oparciu o faktyczną wiedzę historyczną, należałoby się spodziewać że będzie z własnej woli dążył do zachowania interesujących go realiów...

2. Rekonstrukcja historyczna musi opierać się na możliwie najlepszym wyszkoleniu rekonstruktorów według regulaminów i przepisów z epoki.

- tak, ale warto by pokusić się o określenie minimalnego poziomu wyszkolenia powyżej którego można zaszczycić kogoś mianem rekonstruktora. Można to zrobić określając punkty regulaminu które grupa musi znać w całości i potrafić zastosować.
Większość grup w tej chwili jest przekonana, że zna musztrę, a nigdy nie wykonała żadnego regulaminowego manewru, nigdy nawet nie mieli w ręku regulaminu... Prawdopodobnie od razu przyklasneliby temu punktowi i sprawy dalej toczyłyby się po swojemu.

4. Rekonstrukcja historyczna wymaga możliwie najlepszego zorganizowania wewnętrznego grup rekonstrukcji historycznej oraz współdziałania tych grup,

- tak, ale trzebaby uzgodnić wzorzec współpracy zewnętrznej, nie godzący w godność i ambicję poszczególnych grup, poza tym odpowiedzią na wymogi tego punktu w zasadzie mógłby być punkt następny...

5. Zorganizowanie grup rekonstrukcji historycznej winno możliwie odtwarzać strukturę i działanie wojska z epoki.

- tak. (pamiętać trzeba jedynie o tym, że nie jesteśmy wojskiem, a "zbieraniną" wolnych ludzi i trzeba dostosować do tego poziomy podległości)

6. Organizacja imprez rekonstrukcji historycznej winna mieć możliwie profesjonalny charakter w zakresie:

- tak ale musimy uzgodnić co oznacza profesjonalizm...

- przygotowania scenariusza i przekazania go do grup biorących udział,

- tak, ale kto będzie pisał scenariusze i dlaczego...

- umiejętności dowodzenia i odtwarzania walki przez grupy,

- tak, ale kto o tym zadecyduje. Może będziemy wspólnie doraźnie obierać wodza bitwy głosując... to nie żart. Wydaje mi się to uczciwsze niż wódz narzucony przez organizatora.

- wzajemnej synchronizacji i porządku w zaplanowanej realizacji działań.

- tak, ale to już jest w punktach 4 i 5

- możliwie dobrego ugoszczenia wszystkich grup.

- tak, ale to wynika ze zwykłej uczciwości

7. Rekonstrukcja historyczna tworzy przekaz społeczny i oddziałuje na społeczeństwo.

- tak, ale trzeba sobie z tego zdać sprawę i starać się by ten przekaz był dobry i budujący jesli juz ma być, bo przekaz zabarwiony politycznie, nacjonalistycznie, fałszujący historię lub relatywizujący wartości etyczne i historyczne jest raczej nieporządany.

8. Rekonstrukcja ma możliwość tworzyć inicjatywy, które będą rozwijały upamiętnianie historii epoki

- tak. To chyba pochodna punktu 7ego...


Dla mnie taka lista jest "listą szczerych, dobrych i pobożnych życzeń". Pewnie dobrze, że takie powstają co dwa-trzy lata, ale ich "warunkowy tryb" i ogólnikowość sprawiają, że nie wpływaja one na kształt naszego środowiska, oddziałując jedynie na kilka jednostek o szczególnie rozwiniętej wrażliwości, co z czasem powoduje że tracą oni wiarę w sens naszej zabawy bo widzą chaos i zakłamanie.
Równie dobrze moglibyśmy napisać:

1. powinnismy, oczywiście jeśli zechcemy, być fajni.

Efekt byłby ten sam. Bo bez jednoznacznych wymogów, każdy zinterpretuje taki punkt po swojemu z pełnym przeświadczeniem o swojej "fajności".

Doskonale rozumiem że komunikacja społeczna wymaga syntezy wypowiedzi, lecz pozostawienie swobody interpretacji "masom" daje zazwyczaj efekt "masowy" niestety, a moim ideałem byłaby rekonstrukcja wysokiej wartości, a nie dostosowana do przeciętności.
:parm:
nipi
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-03-18, 17:18   

niepij napisał/a:
W takim razie pomyślmy co stanowi o byciu rekonstruktorem postaci żołnierza z jakiejś konkretnej epoki. Co należy zrobić żeby być wiarygodnym i nadać swojej działalności sens? Jakie proste reguły mogą decydować o byciu "żołnierzem"?

W ubiegłą niedzielę byłam nad Zatoką Juan - wrażeń moc, choć i tak najwięksi "...hard..." narzekali na rozmaite rzeczy.
Ale mała - choć może trafna - myśl. Otóż przypomniałam sobie jak sie gra w "...kamyki..." [podrzucając do góry jeden trzeba zebrać jak najwięcej z pozostałej siódemki leżącej na ziemi. Niby taka zwyczajna "...gierka...". Ale Prof. Marchioni, który nas do tego zachęcił wygrzebał gdzieś w archiwach [Muzeum Emperi - byc może i ja dostanę ten tekst] iż tak właśnie ćwiczyli sprawność manualną - nie, nie chirurdzy ale woltyżerowie. Ciekawe prawda.
Przypuszcam, że własnie gromadzenie takich detali, umiejetna ich prezentacja, przekazywanie wiedzy i informacji sprawia, iż o danej epoce nie tylko my wiemy dużo, ale i widzowie naszych pokazów.
Nad Zatoką Juan urzekający byli mieszkańcy Vallauris, którzy spontanicznie, ale korzystając z dobrych wzorców, przygotowali swoje stroje - nawet "...rybacy..." w łodzi, ktora wiozła Najjaśniejszego Pana byli pięknie ubrani.
Po prostu...
 
     
Paweł Grabowski 
początkujący
Kompania Woltyżerów


Wiek: 50
Dołączył: 04 Lis 2006
Posty: 46
Skąd: Twierdza Gdańsk
Wysłany: 2007-03-18, 20:11   

scout napisał/a:
. Zorganizowanie grup rekonstrukcji historycznej winno możliwie odtwarzać strukturę i działanie wojska z epoki.

Zorganizowanie grup 'pokazujacych' jakiś oddział w kontekście bitwy, biwaku itp. działań rekonstrukcyjnych powinno odzwierciedlać strukturę i funkcjonowanie wojska z epoki jak najbardziej i jest to elementem tejże rekonstrukcji. Poza powyższym kontekstem organizacja działania grup na niwie rekonstrukcji jest przeróżna (stowarzyszenia zwykłe i rejestrowe, fundacje, kluby 'miłośników', nieformalne grupy przyjaciół a nawet orkiestry itp), nie ma najczęściej nic wspólnego ze strukturą wojska (może oprócz WAT-u) i co wiecej nie powinna mieć mając na względzie stan prawny i odczucia jej członków. Właśnie w próbach egzekwowania podległości wynikającej z podziału odtwarzanych ról poza umownym 'polem bitwy' upatruję przyczynę słabości czy wręcz rozpadu wielu grup. Brak poszanowania dla zasad demokracji i koleżeństwa w działaniu poza owym 'polem' czy 'biwakiem' w mojej ocenie ogranicza rozwój 'oddziałów' nie uruchamiając normalnej inicjatywy i energii wszystkich uczestników zabawy oraz sprzyja samozwańczym przywódcom czy postawom zbyt roszczeniowym wobec stopni/funkcji. Innymi słowy organizacja oddziału 'w polu' (rekonstrukcja) i w życiu grupy poza nim to dwie rózne rzeczy, które mogą się niekiedy nakładać ale w żadnym wypadku nie powinny możliwie odtwarzać:
np. w 'oddziale', w którym wraz z kolegami mamy przyjemność służyć, jego twórca i organizator tylko 'bywa' oficerem, a najczęściej jest zwykłym żołnierzem. Z kolei sam również jestem żołnierzem, ale poza 'polem bitwy' czy 'biwaku' nie przyjmuję od innych członków grupy żadnych ważnych decyzji jak podjęte przez cały oddział lub z jego akceptacją.

[ Dodano: 2007-03-18, 21:53 ]
Rozpisałem się powyżej podając przykłady z podwórka 'oddziałów', w których każdy sam finansuje swoją 'zabawę' - w innych przypadkach przyjmowane są zapewne odmienne rozwiązania organizacyjne (zaznaczam, poza ścisłą 'rekonstrukcją') i demokracja nie jest aż tak ważna lub nie znajduje zastosowania. Jednak również tu próba odtwarzania struktury wojska w szerokim kontekście działania grupy może być dyskusyjna, jezeli w ogóle możliwa.
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 923
Wysłany: 2007-09-20, 10:01   

Wymiana zdań na temat strony Kompanii woltyżerów i lektura zawartych tam artykułów zachęciła mnie do powrotu do naszej rozmowy. W artykule Czy pamiętamy o ludziach? autor wnioskuje:
Cytat:
Bawmy się tak żebyśmy wiedzieli w co się bawimy, nikogo przy tym nie obrażając, a jeśli chcemy dorównać ideałom to róbmy to w dziedzinach wymiernych, a nie mówiąc o honorze, poświęceniu czy patriotyzmie.
Nieodległe to od mojego pytania, czy myśmy się przypadkiem nie pogubili. Z jednej strony pytanie ma wymiar szerszy. Przykładowo: rok temu (jak ten czas leci piorunem) byliśmy pod Jeną, w miasteczku, nieopodal obozu wywieszono odręcznie malowany transparent z zapytaniem, o to kto pamięta o 30.000 tysiącach rannych i zabitych. Spór pod tym hasłem postawił w tym roku pod znakiem zapytania organizację bitwy pod Waterloo. W całej Europie przedsięwzięcia rekonstrukcyjne i kolejne rocznice stają się swojego rodzaju historycznym festiwalem. Wydaje się jednak, że tam słabości wynagradzane są większą pasją (czytaj: wyższym poziomem rekonstrukcji) i lepszą organizacją. Może będę niekonsekwentny i powtórzę się, ale zgadzając się z niepijem co do intencji i szeregu ocen, co do zagubienia się i nieszczerości powszechnych inwokacji do imponderabiliów, wciąż zachowuję wiarę, że nasze przedsięwzięcia nie są jedynie złagodzoną wersją "panem et circenses". Wierzę, że przypominanie zdarzeń minionych i ich uczestników jest ważne. Oczywiście, pozowanie na nich trąci fałszem. Bywa niesmaczne. Dlatego w Polsce nikt nie nosi historycznych odznaczeń (przed czym nie zatrzymują się już niektórzy koledzy z grup zagranicznych, dla Virtuti Militari to jeszcze jeden rekwizyt), zastępując je medalami okolicznościowymi. Z drugiej strony, w wielu innych sprawach rzeczywiście brak jest sensu i umiaru. Miast wspomnienia, jest oficjałka, która czasem zaczyna coraz częściej dorównywać samej rekonstrukcji, a licząc wydarzenia towarzyszące, wręcz niejednokrotnie ją przerastać. Miast propozycji odwiedzenia wystawy, jest 40-o minutowe odczytywanie listy sponsorów (których przecież można wymienić w materiałach promocyjnych). Są wzajemne targi próżności, gdzie pozory zastępują rzeczywistość. Choć temat to odmienny, nie od rzeczy będzie tu przypomnieć ognistą dyskusję na temat proponowanych jakiś czas temu zmian w statusie najwyższego z polskich wojskowych odznaczeń. Również i tam pojawiało się pytanie, o to co można, czego nie można, a czego się nie powinno robić. Myślę, że takie pytania warto zadawać i winnych sprawach. Czy jesteśmy jednak skazani na równanie do najniższego wspólnego mianownika? Czy wątpliwość
Cytat:
Po co obarczać trzydniowy biwak oparami śmierci i walki, kiedy wszelkie jego cechy świadczą o tym że ma to być zabawa w miłym towarzystwie?
i gorzkie, choć nie pozbawione słuszności wezwanie by nie wierzyć
Cytat:
w te opowieści o honorze i patriotyzmie, bo im o nich więcej tym większe prawdopodobieństwo, że są mitem. Honor i patriotyzm pokazać można własnym życiem, własnym zachowaniem w chwili śmierci bądź innej najwyższej próby...
przekreślić mają odpowiedź: ...bo trzeba? Nie chodzi mi tu o militaryzm, który tym samym rocznicom towarzyszył w stulecie poszczególnych bitew i niósł zapowiedź pierwszej wojny światowej. Nie chodzi mi też o pozowanie, które rzeczywiście ma wymiar karnawałowy, a które niestety często im teraz towarzyszy, lecz właśnie o ożywienie historii i pamięci o niej. Zmierzaniu do tego, by jednak treść pozostawała, a doskonalenie formy jej uwypukleniu właśnie miało służyć. Nie jesteśmy przecież skazani na skrajności: od historycznej frustracji po karnawał. Jeśli każdy z nas jest sumą doświadczeń, to wówczas przypominanie, jakie to są właściwie doświadczenia, ma sens.
Bartek stawia też pytanie o to czy warto trzymać się dat historycznych. Uważam, że tak. Ponieważ nie sposób wiarygodnie pokazać zimowej bitwy latem, trzeba sobie zadać pytanie, czy historia ma być pretekstem do pokazu, czy pokaz narzędziem, za pomocą którego staramy się historię ożywić. Równolegle pojawia się pytanie o treści, jakie taki przekaz ma ze sobą nieść. Jeśli nie będzie niósł żadnych, to wówczas kolejnym pytaniem jest, czy historia ma nie być jedynie pretekstem dla realizacji celów z nią nie związanych. Dla realizacji hobby, robienia pieniędzy pod patriotycznym szyldem etc. Nie uważam przy tym, że drobny poślizg w czasie kompromituje każde przedsięwzięcie. Żyjemy tu i teraz i pewnych kompromisów się nie uniknie. Dobrze jednak zawczasu zakreślić ich granice. Rocznice okrągłe są zaś o tyle przydatne, że pozwalają w miarę przejrzysty i obrazowy sposób mierzyć czas i zmiany jakie ze sobą niesie. Ponownie, porównajmy Europę a.d. 1807, 1907, 2007 i poczujemy prąd historii. Zaletą okrągłych rocznic jest też element, który znalazłem dziś w artykule o niemieckiej literaturze: "...95 proc. pisarzy wielkiego niemieckiego ekspresjonizmu nie czyta się w ogóle. Brocha też się już nie czyta, bo jest za trudny. Niełatwo wydobyć tych zapomnianych autorów i sprawić, by znowu stali się żywi. Czasem dobrym pretekstem jest setna rocznica urodzin." Może warto takie rocznice wykorzystać, by szerzej przypomnieć, to co umknęło.
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 145
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2007-09-21, 17:01   

Wydaje mi się, że obecnie jedynym sposobem odrzucenia dyktatu urzędników, kupców i innych właścicieli miast, czy terenów na których mogłaby odbyć się bitwa jest odrzucanie ich propozycji w obecnym kształcie.
Niestety jest jednak równoznaczne z praktycznym odejściem od tego hobby w Polsce. Stało się tak, że naszą rekonstrukcję zdominował styl narodowo-wyzwoleńczy, połączony z maksymą: "musimy stracić na tym jak najmniej, a najlepiej zarobić".
Jesteśmy krajem w którym mała część społeczeństwa może sobie pozwolić na duże wydatki. dlatego rozumiem, że ludziom jest ciężko i "podpisują" rodzaj cyrografu z organizatorami, władzami, dawcami czegośtam w zamian za okrzyki pochwalne, oficjalne podziękowania i wymienianie sponsorów.
Nie potepiam nikogo, bo to indywidualne decyzje, każdego z nas.

W takiej sytuacji jednak trzeba przemyśleć - w czym upatrujemy obiektywną wartość rekonstrukcji i po raz niewiemktóry zapytać co oznacza rekonstrukcja.
Skoro nie mamy pieniędzy na mundur, na przejazd, na jedzenie, na siano, na piwo, na proch, a przeważnie rzeczywiście nie mamy... to co możemy zrobić by szczerze móc powiedzieć sobie - zrekonstruowałem coś.
Gdy mundur jest pożyczony, karabin z magazynu, za przejazd zapłacił ktośtam - to co właściwie robię ja?
Z drugiej strony.
Jeśli już mam wszystko. Nie ważne jaką drogą otrzymane czy własne.
Czy można poprzestać na posiadaniu przedmiotów i przeniesieniu codziennych zachowań do świata trzydniowego biwaku w mundurach.
Jaki to ma sens?

Sprawa nie byłaby specjalnie istotna, gdyby nie wydźwięk społeczny i kulturowy naszych poczynań.
Część z nas powołuje się na misję edukacyjną, patriotyczną czy jak jeszcze ją nazwać. (co gorsza... niezależnie czy ktoś się powołuje czy nie i tak nasze poczynania zawsze mają oddźwięk społeczny)
Ale jak kultywować postawy narodowościowe, czyli w zasadzie "nacjonalistyczne" w świecie w którym nie dość, że mamy od kilkudziesięciu lat w miarę niepodległe ojczyzny ale równocześnie tworzymy wymagający współpracy zrzeszający nas wszystkich w Europie mechanizm, któremu kultywowanie pamięci o wzajemnych konfliktach może tylko zaszkodzić.
Jedyną formą mogącą przysłużyć się przyszłości naszej europejskiej współpracy byłoby przeżywanie biwaku jako miłego i towarzyskiego spotkania, bez akcentów narodowościowych, a raczej ze stanowczo podkreślonym elementem podkreślającym wspólny hołd dla wszystkich ofiar wojny. Wojny, której rzekomo chcemy uniknąć, a faktycznie kultywując jej "narodowościowe" podłoże moglibyśmy nieopatrznie spowodować jej powrót. To brzmi może śmiesznie, ale ustawicznie powtarzane gesty i obrzędy uwielbienia, bądź upokorzenia symboli takich jak sztandar czy mundur narodowy, mogą moim zdaniem w jednostkach o niższej świadomości społecznej czy historycznej wywołać poczucie wyższości nad innymi narodami lub pokrzywdzenia przez inne narody. W konsekwencji swoją zabawą w rozstrzelania dezerterów czy deptania sztandarów albo heroiczne śmierci, możemy doprowadzić do efektów edukacyjnych, ale sprzecznych z tymi, które chyba chcielibyśmy osiągnąć.

Pojawia się w tym momencie pytanie - po co w takim razie Niepij się w to bawi od juz blisko 10 lat?
Dla mnie ważne jest piękno myśli ludzkiej, która uporządkowała chaos bitew, ubrała ludzi, wyposażyła w technikę i opisała regulaminami :) . Poza tym sam proces poszukiwania historycznych źródeł i ich poznawania, odkrywania dla znajomych i zainteresowanych, jest niezwykle podniosłym i przyjemnym uczuciem.
Wydaje mi się w tej chwili, że to jedyne walory rekonstrukcji warte kultywowania...

Teatralny, przeważnie nieudolny aspekt naszej zabawy starałbym się ograniczać. Powinniśmy odtwarzać precyzyjne i zachowane w regulaminach poruszenia i umiejętności. Nie ma sensu miotać się w rozdartej koszuli przed przeciwnikiem, bo to nie jest rekonstrukcja. Powinniśmy zdobywać wiedzę i o niej dyskutować. Spotykać kolegów z zagranicy i wymieniać się poglądami i współpracować w poszukiwaniu źródeł za granicą, a i dzielić się tym co jest u nas z tymi, którzy poszukują. Wartością naszych spotkań powinno być według mnie to że kilkuset ludzi z całej Europy wspólnie chce starannie odtworzyć poruszenie zgodne z regulaminem i na skutek żmudnego ćwiczenia na trzeci dzień zrobiliby to perfekcyjnie.
Mamy szansę wspólnie zgromadzić wiedzę niemożliwą do odtworzenia ze źródeł jednego tylko muzeum czy książki. Możemy tworzyć sieć współpracy poszukiwawczej i dążyć do sprawdzenia praktycznego, wiedzy, którą zdobędziemy. ( poza aspektem rzeczywistej walki :) )

Oczywiście to wszystko tonie jeszcze w zwykłych ludzkich słabościach. Takich jak alkoholizm, chciwość, lenistwo i hihihihihi tak lubiana przez wszystkich rozpusta. Ale to są cechy ludziom nadane w chwili urodzenia i nie da się ich poskromić... Choć dużym walorem edukacyjnym byłoby wpojenie uczestnikom naszych spotkań skłonności do samodyscypliny i choćby chwilowego, na te trzy dni ograniczenia nałogów :)
Również te wrodzone nam słabości powodują, że powinniśmy z wyjątkową rozwagą kultywować rocznicowość na naszych spotkaniach.
Nie powinno być tak że w miejscu gdzie zginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, my teraz pijemy i bawimy się, udając, że to dla ich uczczenia - oczywiście jeśli nadal pozostajemy w ogólnoeuropejskim kręgu kulturowym, w którym oznaką uczczenia zmarłych jest raczej zaduma. Bo oczywiście są kultury dla których oznaką uszanowania może być opicie do nieprzytomności bądź złożenie ofiar z ludzi lub zwierząt :)

Jestem zdania, że chcąc powoływać się na rocznicowść należy z godnością i szacunkiem oddać hołd. Zapalić znicze i podać sobie publicznie dłonie z "byłymi wrogami" tak by ofiara naszych przodków została zrozumiana i uświęcona wzajemnym szacunkiem, zwiastującym przyszły pokój, wynikający z pamięci o tym, że prawdziwa wojna to nie zabawa, a mundur nawet najbarwniejszy na trupie nie wygląda już tak ładnie.
Także bitwa jeśli już jest w rocznicę i ma mieć walor swoistej "mszy za poległych", powinna być przygotowana i przeprowadzona z namaszczeniem prawie kapłańskim. Gromada nieznających historii ani musztry ochotników nie jest w stanie właściwie tego przeprowadzić. Musieliby ćwiczyć i chcieć właśnie >>>POŚWIĘCIĆ SIĘ<<<< dla pamięci poległych.
W przypadku takiego pojmowania rekonstrukcji aspekt jakichś "oczekiwań" organizatora czy innych "chceń" gminy czy "odwdzięczeń za rzekome ułatwienia" wogóle nie powinien mieć racji bytu. Wszyscy winni to rozumieć sami z siebie. To wynika z rozumnej oceny sytuacji.

Jednak znowu muszę napisać, że to tylko moje prywatne zdanie. Chociaż całym sercem jestem przekonany, że tak powinno to wyglądać.

nipi
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 923
Wysłany: 2008-01-23, 10:12   

Wygląda na to, że nasza pasja przestaje służyć zbliżeniu się do historii. Do tej pory mieliśmy wędrówki w czasie (przenoszenie rekonstrukcji zimowych bitew na lato), teraz mamy i w przestrzeni. Z Grunwaldu do Krakowa. Można co prawda powiedzieć, że to problem rycerstwa, który nas nie dotyczy, ale mam obawę, że tego rodzaju pretekstowe traktowanie rocznic dotyczy wszystkich (już jednak) przebierańców:
Artur Grabarczyk w artykule 'Rocznicowy pomysł radnych' opublikowanym przez Dziennik napisał/a:
Przenieść Grunwald do Krakowa? To wydaje się niemożliwe. Ale nie dla radnych (...) z Krakowa. Wymyślili oni, że za dwa lata, w 600. rocznicę bitwy pod Grunwaldem wielka feta z tej okazji powinna być w Krakowie.

Pozdrawiam!
:brick:
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
  
 
     
szwoleżer 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Wiek: 34
Dołączył: 21 Gru 2005
Posty: 250
Skąd: Sanok
Wysłany: 2008-01-23, 12:16   

Czołem!
A może Rajcom chodzi o powrót Króla z bitwy??? Wtedy taka feta byłaby na miejscu...
_________________
Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 923
Wysłany: 2008-01-23, 13:46   

Odsyłam do w/w artykułu. Myślę, że warto rajcom podsunąć inny pomysł: wejście ks. Józefa w 1809-tym. Mieliby Polaków, Rosjan i Austriaków, oraz rzeczywiste zdarzenie w rzeczywistym miejscu, a jak zechcą to i w dwusetną rocznicę.
Pozdrawiam!
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  





Support forum by phpBB Assistant
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template snowSilver modified by Unholy Team v.1.0




Strona wygenerowana w 0,47 sekundy. Zapytań do SQL: 12