Stowarzyszenie Regimentów i Pułków Polskich 1717 - 1831 Strona Główna Stowarzyszenie Regimentów i Pułków Polskich 1717 - 1831


Ulubione tematyUlubione tematy RegulaminRegulamin Powiadom znajomego o forum FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat :: Następny temat
Medycyna wojskowa
Autor Wiadomość
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 137
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2007-10-31, 09:11   

Maria J. Turos napisał/a:

Biedak - nie wiem co dalej...
...bardzo podobny przypadek operował właśnie sam Larrey...

Co do pierwszego: śpieszę wyjaśnić, że "omdlałego odprowadzili na tyły koledzy" wziąwszy go między siebie.
Drugie: bardzo być może, że to był właśńie ON. Wszak karabinierzy to gwardia, a Jaszowski mógł nie rozpoznać (nie wiedzieć) kto zacz.
Co do pamiętnika Jaszowskiego: oryginał znajduje się w CBW, ja jednak mam wydanie z lat 60-tych. Akurta w tym fragmencie "nie uczesane" jak sądzę.
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-10-31, 10:15   

Monsieur Briquet
Dzięki za odnośnik, gdzie znaleźć tak "...miłą..." lekture
Już tam pedzę a ponoć mam dostep do książek i wypożyczania.
Teraz ad rem
Brykiet napisał/a:
"omdlałego odprowadzili na tyły koledzy" wziąwszy go między siebie.
to równiez wyjasnia dlaczego "...poszło..." tak łatwo. Chirurdzy umieli wykorzystać [co sie naszym niestety rzadko zdarza] ta pierwszą fazę rozkojarzenia rannego i wówczas - a na to sa dowody z ostatnich bardzo :bad: miejsc na świecie - rzeczywiście mogli zrobić bardzo dużo.
Co do Larrey'a - znali Go dużo lepiej żołnierze liniowi niż Gwardia do której był przypisany, gdyż często mówiac trywialnie na nią się "...wypinał...".
Jest przecudowny - biorąc pod uwagę niejsce gdzie powstał pierwszy szkic - rysunek jak Larrey idzie po krach przez Berezynę do okrążonej już dywizji Partonneaux by zostawić swojemu koledze własną [owemu chirurgowi po dwóch latach niewoli dane było wrócić na piechotę spod Uralu do Francji gdyż narzędzia można dziś oglądać w muzeum w Paryżu] apteczkę. Udało mu się wrócić i własnie wówczas wyratował porzuconego przez kolegów jakiegoś piechura ze strzaskaną ręką - o owej operacji piszą i Zamojski i Austin, zaś sam bohater dopiero po latach gdy rzeczywiście spotkał swojego pacjenta znad Berezyny gdzieś na południu Francji w okolicach Carcassonne.
I co - ciągniemy temat dalej...?
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-01-16, 12:39   

Moi bohaterowie - i wóz ambulansowy - "...siedzą..." w moich fotografiach
http://picasaweb.google.pl/jdl1842
Pozdrowienia
 
     
slaw
początkujący


Dołączył: 25 Sty 2008
Posty: 1
Wysłany: 2008-02-14, 20:57   

Witam, szukam informacji o Jakubie Fryderyku Hoffmanie, urodzonym w Ostródzie w 1758 roku, lekarzu w czasie Powstania Kościuszkowskiego i lekarzu Legionów Polskich we Włoszech, wynalazcy łodzi podwodnej. Potem profesorze Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje mnie szczególnie okres jego służby w 1794 roku i we Włoszech. Czy może ktoś wie , czy jego nazwisko figuruje w "Słowniku Biograficznym Oficerów Legionów Polskich"Pachońskiego lub u Giedroycia (Służba zdrowia w dawnem wojsku polskim)? Opracowania Bielińskiego z początku XX wieku znam. pozdrawiam
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 137
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2008-03-17, 10:50   

Witam,
Droga Pani Profesor, mam pytanie techniczno-szczegółowe: Czy może Pani w dwóch słowach wyjaśnić do czego służy KORONET LUNDA?

Będę zobowiązany.
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-17, 14:10   

Nazwa niewiele mi mówi - określenie "...koronet..." było używane równolegle ze słowem "...podważka..." [raspator] przy pewnego typu zestawach do trepanacji gdy nie używano typowej wiertarki, lecz wiertło przypominające świder w kształcie korony lub dłutka. Czy jest to Lund czy Lindt - nie mam niemieckiego "...u..." w czcionkach.
Oczekuję więcej informacji.
Można spotkać się np. u Czerwiakowskiego z ostrzami do skaryfikacji [przy szczepieniu ospy] przypominało to kilkanaście maleńkich nożyków uwalnianych dźwignią z bloczka w kształcie czworograniastej bryłki.
Czy mogę więcej informacji.
Dziekuję za zaufanie dla mojej wiedzy.
Pozdrowienia
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 137
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2008-03-18, 15:13   

Jest to urządzenie jak najbardziej współczesne, być może "coronet Lindta" kolega zapisał mi to fonetycznie. A wiele wskazuje, że używane właśnie perzy trepanacji, w razei wątpliwości postaram się o zdjęcie, dziękuję za pomoc!
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-18, 20:40   

Monsieur Briquet
...już jestem "...w domu..." Lindt'y lub Fischery to rodzaje wierteł do starych typów wiertarek, mają kształt różyczki lub właśnie korony, bardzo precyzyjne i super ostre. była też podważka Lindt'a często nazywana "...ząbkami...". Chętnie zobaczę, ze swej strony mam do zaprezentowania replikę typu muzealnego [co do milimetra] trepana jakim posługiwał sie J.D. Larrey - właśnie przywiozłam z Francji.
Pozdrowienia
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 923
Wysłany: 2008-03-21, 11:27   

W Wojsko w Społeczeństwie - Informator Departamentu Wychowania i Promocji Obronności - Nr 1/2007 zamieszczony jest artykuł p. Tadeusza Korolczyka pt. "Od nostalgii do PTSD". Autor pisze tam, że:
Cytat:
Pierwsza publikacja podejmująca w literaturze medycznej problemy stresu pola walki pojawiła się w 1678 r. Jej autor Johannes Hoffer opisuje chorobę, na którą cierpieli szwajcarscy najemnicy służący we Francji. Pojawiły się u nich różnego rodzaju dolegliwości, które Hoffer opisuje jako przygnębienie, utrzymująca się melancholia, nieustanne myślenie o domu, zaburzenia snu, bezsenność, osłabienie, utrata apetytu, lęk, palpitacje serca, zamroczenie, gorączka. Jeśli żołnierze nie mogli wrócić do domu, często popadali w obłęd. Dolegliwości, jakich doświadczali żołnierze służący z dala od swoich domów, zaczęto powszechnie nazywać nostalgią. Do XIX w. wielu lekarzy było przekonanych, iż objawy nostalgii występowały z powodu patologicznych zmian w organach wewnętrznych pacjentów, nie wiązano ich z problemami natury psychicznej (Rosen, 1975).
Ponieważ większość opisywanych przypadków odnosi się do wojny secesyjnej, pierwsze i drugiej wojny światowej, oraz wojen w Korei, Wietnamie oraz Izraelu, pozostaje niedosyt co do okresu XVIII/XIX wieku. Jak to wówczas funkcjonowało na gruncie medycyny? Jak to było wówczas postrzegane? Czy i jakie prace powstawały na ten temat? Czy problem ten był szerzej diagnozowany przed wojną secesyjną? Pamiętniki mówią głównie o zszarganych nerwach i opiece nad weteranami "nad resztą rozciągając kurtynę milczenia".

Pozdrawiam!
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-23, 18:38   

Kochany Imc Panie Koroniarzu.
Przepraszam za zwłokę w odpowiedzi, ale mam bardzo dużo pilnych spraw po powrocie z Paryża. Sam temat we Francji szczególnie okresu porewolucyjnego i Cesarstwa był marginalizowany przez coś co można nazwać współcześnie "...propagandą sukcesu...". O skutkach wojny dla konkretnej jednostki - nawet jeśli traciła zdrowie czy kończynę - mało się mówiło. Jednocześnie dla wielu lekarzy tej miary co P. Fr. Percy czy J. D. Larrey [ten drugi nauczony doświadczeniami z kampanii egipskiej] było zupełnie jasne, że ranni i chorzy żołnierze pozostawieni na łaskę losu daleko od kraju są skazani na zagładę. To nie pod Możajskiem czy po Borodino zanotował Larrey, że "... :bad: ... użyję emotikonów bo słowa niecenzuralne...na nic się zdadzą starania jak zostawi się rannych jak :bad: ..." ale w Brnie po Austerlitz [w mieście panowała epidemia gorączki typu grypowego].
Znano przypadki samobójstw i stąd m. in. skupulatnie przestrzegano zasady nie wchodzenia z bronią do lazaretów, zaś chirurdzy i lekarze nie nosili pistoletów, a często i szpad. Szczególnie złą sławę miał lazaret w Malborku gdzie ewakuowano część rannych po bitwie pod Iławą, a później pod Frydlandem. Podobne odium ciążyło na lazaretach w Toruniu, gdzie nawet odebrał sobie życie jeden z chirurgów.
Trudno jest tu pisać cokolwiek wprost, więc pozwolę odwołać się do metody porównawczej stosując myśl Prof. Ireny Sławińskiej.
...oto po kilku dniach gorączki budzimy się bez ręki czy nogi w jakimś dziwnym miejscu...[J. D. Larrey zwracał uwagę, iż ranni po amputacjach w obrębie kończyn górnych, nawet rozległych wyłuszczeniach w stawie barkowym szybciej wracali do sił gdyż mogli się poruszać, np. zdobyć sami coś do jedzenia]...nie rozumiemy co do nas mówią...[na ogół w lazarecie stałym zostawał jeden chirurg na kilkuset rannych]...ani co my usiłujemy powiedzieć...[pomimo dłuższej drogi transportu rannych śmiertelność w lazaretach francuskich w Warszawie, Płocku czy Inowrocławiu była mniejsza niż w Toruniu, i można zupełnie słusznie wnioskować, iż wynikało to i z tego, że znajomość języka francuskiego była w Polsce całkiem przyzwoita i np. chirurg z Legionów - Puchalski czy Starohorski - świetnie rozumiał swoich pacjentów]...chce się pić, jeść...ktoś poda wody...albo nie...[ludność pruska - wyjątek stanowili Ślązacy - była generalnie nastawiona niechętnie do Francuzów]...im mieliśmy niższy stopień...[przy oficerach zostawali, ale też sporadycznie, adiutanci]...tym mamy mniej szans by przeżyć jeszcze jeden dzień...
Straszne, ale prawdziwe.
Medycy nie byli obojętni. W Warszawie w styczniu 1807 roku P. Fr. Percy i J. D. Larrey przedłożyli memoriał by służbie medycznej zabezpieczono brankardierów i niezależną drogę komunikacji z Francją - niestety pismo poszło do szuflady...
W Hiszpanii brankardierów utrzymywał z własnej kieszeni P. Fr. Percy [i tutaj P. Rambaud w "Bitwie" ma rację] zaś po gehennie Lobau zadbał o to w Raveneck J. D. Larrey. Z pierwszej "...pensji..." barona cesarstwa zostałą Mu jedna złota moneta, co bynajmniej nie jest legendą, gdyż po Jego śmierci w 1842 roku w dokumentach znaleziono zeszyt z rachunkami i tą właśnie monetę - dziś w zbiorach muzeum na Val - de - Grace. Wracał do Paryża w końcu września [Essling - maj, Wgram - lipiec i nawet ciężko ranni mogli już być w dobrej kondycji] pisząc do "...la belle Laville...' jak nazywał swoją żonę, by ona już z Paryża powiadamiała rodziny rannych z tego konwoju.
Ale armia nie mogła sie mazgaić - więc znano "...poprawiacz..." humoru czyli alkohol. Dzienne racje były duże, wydawano go przed bitwą, wino często bywało "...podrasowane..." podobnie jak ocet używany do dezynfekcji wody.
Podobnie działał tytoń, szczególnie czarny, niskogatunkowy - a przeciez była blokada kontynentalna i dostawy pochodziły głównie z Azji Mniejszej gdzie jest to wyjątkowy "...zajzajer..." [że użyję slangu].
A przecież byli jeszcze rekruci - szczególnie po 1812 roku.
Młodzi chłopcy, często dzieci dostawali byle jak produkowaną broń, która często doprowadzała do okaleczeń. I jak postanowiła działać - ponoć za namową marszałka Berthiera - żandarmeria. Ano właśnie skazać na rozstrzelanie kilku już okaleczonych chłopaków [jeden stracił wzrok]. I wówczas w ich obronie wystąpił J. D. Larrey. Nie pomogła droga oficjalna, więc kazał zostać ze sobą jednemu z niższych rangą chirurgów [tacy byli właśnie w pułkach liniowych] po czym w obecności cesarza zapowiedział, że cokolwiek się stanie tylko on ma prawo Go opatrzeć [do amputacji dłoni włącznie] tym co ma przy sobie w pułkowej apteczce i nabił taki niesprawny karabin. Ponoć cesarz nie wytrzymał i osobiście wyrwał Mu broń z rąk. Ale J. D. Larrey powiedział wówczas, że jest to tym samym jego pożegnanie i choć później spotykali sie jeszcze i w 1814 i pod Waterloo poza niezbędnymi słowami nigdy dłużej z cesarzem nie rozmawiał.
No cóż
...smutny temat - a przecież jeszcze są jeńcy np. Pontier chirurg z korpusu generałą Partonneaux, który uciekł z niewoli by opiekować sie rannymi zostawionymi "...w śniegach...", z wcale liczną grupką dotarł aż do Warszawy, wrócił po następnych i złapany, został właśnie w Warszawie skazany na zesłanie aż na Ural, znów uciekł i na piechotę powędrował aż do Francji [miał narzędzia ukryte w burce, w kieszeniach jak u Kozaków na naboje - był to zestaw ofiarowany Mu nad Berezyna przez Larreya].
Temat "...pontonów..." czy Balearów może pomińmy, bo zgodnie z myśla Goyi "...gdy rozum śpi budza sie upiory..."
Czy dalej snuć ten wątek...ciekawe są pamiętniki.
Pozdrowienia
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 137
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2008-03-25, 11:45   

Stres pola walki...
wiedzieliscie, że przodującą w tej dzidzinie była w okresie Pierszej Wojny psychiatria rosyjska?
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-25, 12:36   

Witam Monsieur Briquet - moje ukłony i spóźnione życzenia świąteczne.
...kiedy można by sie było spotkać na demonstracje trepana który przywiozłam z Francji - cudo "...jedno samo..."
Tu miałabym małe zastrzeżenia. Z racji na język - cyrylica była kiepsko znana w Europie Zachodniej - masowo tłumaczono teksty głównie francuskie [Broca - psychiatra i neurolog] oraz niemieckie, a nawet norweskie m. in. opisy Amundsena o życiu w warunkach nocy polarnej czego doświadczył na Biegunie Południowym.
Nie mogę powiedzieć, iż "...każda myszka swój ogonek chwali..." ale dla mnie zbiory muzeum Val - de - Grace [np. teksty antropologiczne gdyż podówczas pewne stany psychopatologiczne i symulacje tak klasyfikowano] są doskonałym punktem odniesienia. I o dziwo Polacy np. środowisko krakowskie w latach 1914 - 1918 teksty cytowane przez Stanisława Konopkę z których wiele już sie nie zachowało np. o symptomatologii "...nerwowej..." u jeńców czy żołnierzy z twierdz. Temat reakcji stresowej opisywali nawet chirurdzy np. J. Ożóg czy we Francji Cathelin.
Ale temacik co...
Pozdrowienia
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 923
Wysłany: 2008-03-26, 09:50   

Maria J. Turos napisał/a:
Czy dalej snuć ten wątek...ciekawe są pamiętniki.

Usilnie proszę. Najchętniej o artykuł.
:secretsmile:
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-26, 12:26   

Dziękuję za środek dopingujący - wolę by nie eksplodował nie w porę!
 
     
Darek 
bywalec



Wiek: 39
Dołączył: 21 Gru 2005
Posty: 348
Skąd: z garnizonu
Wysłany: 2008-12-09, 05:57   Spodnie Napoleona

Na portalu Onet, pojawił się ciekawy artykół o przyczynie zgonu Cesarza.
Autorzy M. Zazula, A. Klimkowska, P. Wójcik, G. Szymanowski w bardzo ciekawy sposób przedstawili nową teorię.
Polecam :bye:
Cytat:
Jak zginął Napoleon Bonaparte? Odpowiedzi na to pytanie historycy szukali od dawna. W rozwikłaniu zagadki pomogli im lekarze patolodzy. Wysunięta przed laty hipoteza o raku żołądka przed ponad rokiem została oficjalnie uznana za obowiązującą, a kolejne publikacje w czasopismach naukowych coraz bardziej zbliżają badaczy do prawdy. Kluczowym dowodem w sprawie okazały się... spodnie cesarza.

Spekulacje

Napoleon Bonaparte zmarł 5 maja 1821 roku, 6 lat po przybyciu na zlokalizowaną na Południowym Atlantyku wyspę Świętej Heleny, która stała się jego więzieniem po zesłaniu go tam przez Anglików po porażce pod Waterloo. Relacje naocznych świadków opisywały pełną cierpień, przedwczesną śmierć imperatora i rozpoczęły falę spekulacji, która trwa już prawie 200 lat.

Do niedawna przyjmowano hipotezę, że śmierć Napoleona była efektem otrucia arszenikiem. Mocnym dowodem na to miała być wysoka koncentracja związków arsenu we włosach zmarłego. Jednak ku zdziwieniu badaczy dalsze analizy ujawniły wysokie stężenie tych związków również w puklach włosów odciętych jeszcze przed zesłaniem tyrana na Wyspę Świętej Heleny, co stało się kontrargumentem dla tej hipotezy. Dodatkową rysą na tej teorii była obserwacja Sokoloff’a z 1938 roku, który przeanalizował drzewo genealogiczne cesarza i opisał występowanie raka żołądka u jego krewnych. To właśnie Sokoloff jako pierwszy wysnuł przypuszczenie, że przyczyną śmierci mógł być nowotwór dziedziczny występujący w tej rodzinie. W rozwiązaniu zagadki pomogli współcześni, niezwykle zawzięci włoscy i szwajcarscy badacze, którzy mierząc centymetrem krawieckim rozproszone po muzeach całej Europy spodnie cesarza, przybliżyli się do rozwiązania zagadki. Co tak naprawdę działo się na Wyspie świętej Heleny w ostatnich miesiącach przed śmiercią 52-letniego Napoleona i co mogło być jej przyczyną? Czy opiekujący się nim lekarze zrobili wszystko, co mogli, żeby go ocalić, a może sami przyczynili się do jego śmierci? No i najważniejsze pytanie - czy opisy agonii dotyczą Napoleona, czy jednego z jego sobowtórów?

Na część pytań precyzyjnie odpowiadają bardzo dokładne zapiski opiekujących się więźniem lekarzy oraz raport z autopsji Napoleona.

Zawzięci Włosi i szwajcarska precyzja

Niektóre raporty dotyczące wyglądu cesarza w okresie tuż przed śmiercią były koronnym argumentem przeciwko teorii raka żołądka, gdyż przedstawiano w nich Napoleona jako człowieka wręcz otyłego. Tymczasem tak poważna choroba, w tak zaawansowanym stadium, bez wątpienia wiązałaby się z utratą wagi, przynajmniej w ostatnich miesiącach życia. Nie ma jednak pewności, czy raporty te nie były wyssane z palca, być może były to opisy rzeczywistej tuszy Napoleona, pochodzące od osób kontaktujących się z nim bezpośrednio - tyle, że nie dotyczyły ostatniego okresu choroby.
Niezwykle zawzięty włoski patolog pracujący na uniwersytecie w Bazylei, Alessandro Lugli (na zdjęciu) wraz z zespołem z Instytutu Historii Medycyny Uniwersytetu w Zurychu postanowili wyjaśnić tę zagadkę.
Lugli zaczął od prostej, ale stosunkowo miarodajnej, pośredniej metody badań, na podstawie której spróbował ocenić wahania wagi cesarza na przestrzeni ostatnich 20 lat jego życia. Dzięki determinacji i uporowi oraz niezwykłej sile przekonywania Włocha, międzynarodowy zespół badawczy, któremu Lugli przewodził, dotarł aż do 12 par spodni Napoleona, troskliwie przechowywanych w magazynach muzealnych w całej Europie. Cóż bowiem, jak nie spodnie mogłoby lepiej oddać wahania wagi imperatora?
Modelowanie wagi Napoleona przeprowadzono za pomocą precyzyjnych pomiarów spodni cesarza, noszonych przez niego pomiędzy rokiem 1800 a 1821- w tym pary, którą miał na sobie w chwili śmierci. Obliczono, że co prawda waga Napoleona, który mierzył 1.68 m, od 1800 roku do 1820 wzrosła z 67 do 90 kilogramów, ale wykazano też, że w ciągu ostatnich 6 miesiącach życia waga cesarza zmniejszyła się o 11-15 kilogramów!

Autopsja

Spodnie naprowadziły zespół Lugliego na właściwy trop, jednak potrzebne były mocniejsze dowody. Znaleziono je w archiwach. Badacze natrafili na opisy choroby Napoleona w jego pamiętnikach, relacjach opiekujących się nim lekarzy czy innych naocznych świadków. Kluczowy okazał się odnaleziony w archiwach protokół z sekcji zwłok, przeprowadzonej po śmierci cesarza. Gdy do tych zapisków zastosowano współczesną wiedzę z zakresu patologii, stało się jasne, że hipoteza o raku żołądka jest więcej niż prawdopodobna.

Zapiski lekarzy oraz raport z autopsji są bardzo szczegółowe, ale i przerażające - opisują potworne cierpienia imperatora w ostatnich miesiącach jego życia. Raport z sekcji sporządzony został przez osobistego lekarza Napoleona, dr Francesco Antommarchiego i towarzyszących mu brytyjskich lekarzy. Jest bardzo precyzyjny i wskazuje na objawy typowe dla raka żołądka, Pojawia się więc pytanie, kiedy pojawiły się pierwsze symptomy choroby.

Według zapisków lekarzy imperatora stan zdrowia Napoleona w czasie pierwszych dwóch lat zesłania - w latach 1815-1816 - generalnie nie był zły. Nie znaczy to, że był idealny – ze źródeł historycznych wiemy, że problemy gastryczne dotykały Napoleona już na 4 lata przed uwięzieniem na Wyspie św. Heleny, a biegunka przyczyniła się do kilku jego klęsk.

Pomiędzy wrześniem 1817 a styczniem 1819 Napoleon zaczął skarżyć się na ostre bóle brzucha, mdłości i zawroty głowy. Jego lekarze zanotowali w tym czasie wymioty, bladość skóry, zaburzenia funkcjonowania jelit i wątroby, pojedyncze epizody gorączkowe. Zespół patologów Lugliego powiązał te informacje z obrazem klinicznym owrzodzenia żołądka, spowodowanego najprawdopodobniej infekcją bakterią Helicobacter pylori.

Między październikiem 1820 a lutym 1821 roku, stan Napoleona uległ gwałtownemu załamaniu. 5 grudnia 1820 roku, jeden z naocznych świadków zanotował w wysyłanej z Wyspy Świętej Heleny korespondencji: „Stan zdrowia Cesarza zdecydowanie się pogorszył. Jego puls jest słaby, jego dziąsła, wargi i paznokcie są całkowicie pozbawione koloru”.

Napoleon cierpiał na ciągłe, bardzo silne bóle brzucha, którym towarzyszyły bardzo częste mdłości i wymioty, zaburzenia przełykania, nocne poty i gorączka. Odnotowano postępujące osłabienie i utratę wagi cesarza. Bardzo znamienne wydaje się być wypowiedziane w tym czasie przez Napoleona zdanie: „Dla mnie, każda czynność jest zadaniem na miarę Herkulesa”.

Opisy te świadczą nie tylko o toczącym się już w tym czasie postępującym procesie nowotworowym, gdy pierwotne owrzodzenie przekształciło się w tkankę rakową, ale również świadczy o zaawansowaniu zmiany nowotworowej, która obejmowała już żołądek od wpustu do odźwiernika. Tak rozległej zmianie towarzyszyły krwawienia do wnętrza żołądka, co wiązało się z utratą krwi, ogólną bladością chorego i anemią.

Stan Napoleona w ostatniej fazie choroby, czyli w ostatnich dwóch miesiącach życia (marzec-maj 1821) opisuje dokładnie dr Antommarchi w swoich pamiętnikach. Imperator cierpiał na bardzo silny, ciągły, rozlany ból jamy brzusznej, wysoką gorączkę, wymioty, nocne poty (Napoleon musiał zmieniać strój, w którym spał, kilkukrotnie w ciągu jednej nocy), wymiotował krwią i wykazywał wszelkie symptomy związane z krwawieniem do wnętrza żołądka. Cesarz zmarł w straszliwych cierpieniach 5 maja 1821 roku, a dzień później dr Antommarchi (który był uczniem jednego z najsławniejszych włoskich anatomów) przeprowadził sekcję zwłok. Towarzyszyli mu obecni na miejscu brytyjscy lekarze.

Zgodnie z raportami sekcyjnymi, w czasie oględzin ciała zanotowano znaczny spadek wagi zmarłego oraz niezwykłą bladość jego skóry – co potwierdzać mogło wykrwawienie się chorego do światła przewodu pokarmowego. Na podstawie wykonanych pomiarów określono wzrost zmarłego na 1.68 m, a więc jak na owe czasy Napoleon był mężczyzną słusznego wzrostu.

Po otwarciu ciała lekarzy uderzyła niezwykła bladość całkowicie pozbawionych krwi organów wewnętrznych, zaobserwowano niewielkie, niedokładnie opisane zmiany w obrębie lewego płuca oraz zmienione patologicznie, powiększone węzły chłonne w klatce piersiowej i w jamie brzusznej. Dziś wiemy, że mogło to wskazywać na rozsiew nowotworu.

Badanie żołądka zmarłego ujawniło wewnątrz niego brunatny, fusowaty osad - typowy obraz masywnego krwawienia do światła przewodu pokarmowego. Widoczna na powierzchni żołądka zmiana nowotworowa była olbrzymia. Rozmiar samego owrzodzenia przekraczał 10 centymetrów, a zmiana nowotworowa obejmowała prawie cały żołądek chorego, rozciągając się od części wpustowej do odźwiernika. Co ciekawe, lekarze przeprowadzający sekcję odkryli drugie, mniejsze owrzodzenie zlokalizowane tuż przy wątrobie zmarłego. W jelicie grubym znaleziono duże ilości przetrawionej krwi.

Badacze zajmujący się tajemnicą śmierci Napoleona są pewni: „ Nasza analiza sugeruje, że gdyby imperator został uwolniony lub uciekł z wyspy, jego śmiertelna choroba nie pozwoliłaby mu grać pierwszych skrzypiec w teatrze historii Europy. Nawet teraz, gdy nauka dysponuje zaawansowanymi technikami chirurgicznymi i chemioterapią, pacjentom z tak zaawansowanymi nowotworami żołądka zazwyczaj nie można już pomóc”.
Primum non nocere

Napoleonowi nie można było pomóc, ale okazuje się, że metody stosowane przez jego lekarzy mogły wręcz pogarszać jego stan. Ze względu na częste nudności opiekujący się nim medycy podawali mu winian antymonowo-potasowy – środek pobudzający wymioty. Była to zaskakująca terapia, biorąc pod uwagę, że ogólne osłabienie i podrażniony żołądek wymieniane były jako przeciwwskazania do jego stosowania. Lekarze cesarza zadbali także o dalszą część przewodu pokarmowego imperatora i leczyli go kalomelem (chlorek rtęci) znanym ze swych przeczyszczających właściwości - na dobę przed śmiercią otrzymał dawkę kalomelu pięciokrotnie wyższą od przepisywanej przez XIX-wiecznych lekarzy!

Również obecność arsenu, który wykryto we włosach Napoleona mogła wziąć się z leków przepisywanych mu przez ówczesnych medyków. Związki arsenu w XIX-wiecznej medycynie miały szerokie zastosowanie. Przepisywano je na złamania kości (Napoleon złamał rękę jako kadet), artretyzm, choroby skóry, anemię. Leki oparte na arsenie podawano w stanach wyczerpania fizycznego i nerwowego, w tym również w wyniszczających chorobach nowotworowych. Przewlekłe zatrucie niewielkimi dawkami arsenu przyjmowanymi doustnie prowadzi do podrażnienia i stanów zapalnych w przewodzie pokarmowym. Jeśli Napoleon miał kontakt ze związkami arsenu w ostatnich dniach życia, do zgonu przyczynić się mogła arytmia serca, którą zresztą raportowano. W czasie oględzin zwłok nie opisano jednak zgrubień naskórka na powierzchni dłoni i stóp, czy marskości wątroby – zmian związanych z przewlekłym zatruciem arszenikiem. Być może leki zawierające arsen podawano cesarzowi sporadycznie.

Przypadek, a może geny?

Na podstawie powyższych informacji badacze są pewni, że Napoleon zmarł na skutek wykrwawienia się do światła przewodu pokarmowego, czego bezpośrednią przyczyną był rak żołądka. Wciąż jednak aktualne pozostaje pytanie, co leżało u podstaw choroby Napoleona? Odpowiedzi może być kilka, jedną z nich jest wspomniana predyspozycja genetyczna, innym przewlekłe zapalenie błony śluzowej żołądka związane z infekcją bakterią Helicobacter pylori – coś, co może się zdarzyć każdemu z nas. Niebagatelną rolę mógł również odegrać tryb życia Napoleona – niewłaściwa dieta i nadużywanie tabaki.

Napoleon Bonaparte urodził się w Ajaccio na Korsyce, w niezamożnej rodzinie adwokata pochodzenia szlacheckiego, Carlo Maria Bonapartego i jego żony Letycji. Był jednym z ich trzynaściorga dzieci, z których tylko ośmioro nie zmarło we wczesnym dzieciństwie. Badacze przypuszczają, że aż pięcioro spośród nich - trzy siostry i dwóch braci (w tym sam cesarz), zmagało się z rakiem żołądka. Wiadomo, że brat Napoleona - Lucjan, który w ostatnich latach życia intensywnie tracił na wadze i uskarżał się na bóle w obrębie jamy brzusznej, umarł najprawdopodobniej na raka żołądka przeżywszy 65 lat. Ukochana siostra Napoleona – Paulina - również zachorowała na tę chorobę. Wzmagające się cierpienia doprowadziły ją do samobójstwa 9 czerwca 1825 roku w wieku 45 lat. Los rodzeństwa podzieliła także Karolina, która zmarła w straszliwych bólach we Florencji wiosną 1839 mając 57 lat.
To jednak nie jedyne przypadki raka żołądka w tej rodzinie. Był on przyczyną wczesnej śmierci 39-letniego wówczas ojca Napoleona, a prawdopodobnie także jego dziadka. Takie nagromadzenie nowotworów w jednej rodzinie nasuwa podejrzenie istnienia dziedzicznego obciążenia rodzinnym rakiem żołądka.

Stosunkowo młody wiek zachorowania Napoleona i jego ojca czy ilość zachorowań w rodzinie może wskazywać na występowanie w rodzinie Napoleona Zespołu HDGC – dziedzicznego rozlanego raka żołądka, jednego z ponad 70-ciu poznanych do tej pory rodzinnych zespołów nowotworowych. Chorzy na HDGC rodzą się z uszkodzeniem genu CDH1, który zbudowany prawidłowo odpowiada za normalną budowę tkanek i ochronę ich przed wejściem w proces nowotworzenia. Pacjenci z HDGC wykazują bardzo silną predyspozycję do wystąpienia u nich najbardziej agresywnej formy raka żołądka – typu rozlanego, a obecność w żołądku bakterii Helicobacter pylori znacznie zwiększa szansę na rozwój tego nowotworu. U większości chorych na HDGC, choroba rozwija się przed 50-tym rokiem życia, często dotykając młodych ludzi, w tym nastolatków, a nawet dzieci.
Obecnie osoby, u których wykryje się niebezpieczną dla organizmu zmianę w genie CDH1, poddaje się operacji profilaktycznego usunięcia żołądka - zabiegu, który ratuje zdrowie i życie takich pacjentów. Dzięki umiejętnościom współczesnych chirurgów, chorzy z usuniętym żołądkiem mogą prowadzić normalne życie i przyjmować praktycznie większość pokarmów.

Od kilku lat trwa intensywna dyskusja pomiędzy zwolennikami teorii raka rodzinnego, a badaczami skłaniającymi się ku poglądowi, iż śmierć wodza była wynikiem sporadycznego raka żołądka wywołanego infekcją Helicobacter Pylori. Nie można również wykluczyć, że do rozwoju nowotworu przyczyniła się wojskowa dieta podczas wojennych kampanii imperatora. Konserwowana solą żywność, niewielkie ilości surowych warzyw i owoców sprzyjają rozwojowi nowotworów przewodu pokarmowego. Napoleon zaczynał karierę od porucznika, jadł to samo co jego żołnierze. Nawet, gdy awansował na generała, ostentacyjnie jadał z żołnierzami te same porcje, pił tę samą wodę - był to element jego wizerunku propagandowego. Był też uzależniony od tabaki, której zużywał 11 gramów dziennie (4 kg/rok!), tak olbrzymia ilość zażywanego specyfiku na pewno przyspieszyła rozwój raka żołądka.
Sobowtór czy oryginał

Istnieje teoria, że w grobie na Wyspie św. Heleny pochowano ciało zmarłego na raka żołądka sobowtóra imperatora (miał ich kilku), a Napoleon zginął kilka lat później podczas próby dotarcia do śmiertelnie chorego syna, lub zmarł naturalną śmiercią wiele lat później. Według specjalistów to mało prawdopodobne. Napoleon był postacią zbyt znaną, by mógł go zastąpić na dłużej nawet najlepszy sobowtór. Cesarz prowadził pamiętniki prawie do śmierci i nikt nie podważa ich autentyczności. Ucieczka podobna do tej z Elby, nie miała szans się udać, był zbyt pilnie strzeżony przez Anglików. Gdyby Napoleon rzeczywiście uciekł z Wyspy św. Heleny lub nawet na nią nie trafił, ujawniłby się przy próbach przewrotów w Europie w 1822 roku.

Zdrowy rozsądek i dotychczasowa wiedza wskazują, że w grobowcu znajdowały się autentyczne zwłoki Napoleona. Ostateczne potwierdzenie mogłyby dać badania genetyczne szczątków Napoleona i jego matki Letycji Bonaparte, przy odrobinie szczęścia wystarczyłaby analiza mitochondrialnego DNA z ich włosów (badania grobowca matki cesarza spoczywającej w Kaplicy Cesarskiej w Ajaccio na Korsyce, pozwoliłyby pozyskać zarówno tkanki, jak i włosy, została bowiem zabalsamowana). Na takie badania porównawcze nie ma jednak do dzisiaj zgody. A szkoda, bo gdyby było możliwe uzyskanie przez badaczy dostępu do zachowanych resztek tkanek, czy kości Napoleona (zabalsamowane szczątki Napoleona spoczywają obecnie w Kościele Inwalidów w Paryżu, zamknięte w sześciu trumnach: z cyny, mahoniu, hebanu, fińskiego czerwonego porfiru oraz w dwóch z ołowiu), badania genetyczne pozwoliłyby nie tylko wykluczyć teorię o sobowtórze, ale również potwierdzić chorobę genetyczną cesarza.
Wyniki pomiarów spodni Napoleona naprowadziły badaczy na właściwy trop, a zespół postrzegany do tej pory jako zbieranina zwariowanych badaczy – pasjonatów, jeżdżących po całej Europie z centymetrem krawieckim, stał się grupą niezwykle szanowanych ekspertów, którzy rozwiązali tajemnicę śmierci więźnia z Wyspy Świętej Heleny. Lugli i jego zespół wyrobili sobie markę najlepszych specjalistów od śmierci Napoleona, przed którymi otwierają się drzwi najpilniej strzeżonych archiwów i muzealnych magazynów, a najznamienitsze pisma naukowe biją się o każdą ich publikację, która zawsze jest sensacją i wnosi do sprawy nowe, niezwykle istotne szczegóły.


-------------------

dr Monika Zazula wraz z doktorantami: Agnieszką Klimkowską i Piotrem Wójcikiem zajmują się w Katedrze Patomorfologii na Uniwersytecie Jagiellońskim analizą genów odpowiedzialnych za występowanie rodzinnych nowotworów, między innymi rodzinnego raka żołądka.

Mgr Grzegorz Szymanowski jest historykiem, autorem lub współautorem pięciu podręczników szkolnych i 40 innych publikacji metodycznych oraz opracowań z historii wojskowości i lotnictwa. Na co dzień uczy w XXI Liceum Ogólnokształcącym w Krakowie.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  





Support forum by phpBB Assistant
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template snowSilver modified by Unholy Team v.1.0




Strona wygenerowana w 0,42 sekundy. Zapytań do SQL: 14