Poprzedni temat «» Następny temat
Autor Wiadomość
Na co nam dowódcy?
M.A.R.O. 
bywalec
P4PXW


Wiek: 44
Dołączył: 02 Lut 2007
Posty: 53
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-02-25, 18:07   

Bylo troche dziwnie. Wlasciwie scenariusz zakladal pewne ogolne zasady w sposob jasny i na poczatku wszystkie polskie oddzialy sie go trzymaly, ale potem rozwoj wypadkow skazal dowodcow kolumn na calkowicie wlasna inwencje. O dziwo na improwizacje ze strony wojsk polskich wplynela niezwykla wrecz biernosc Rosjan.
Np. P4PXW mial chronic lewe polskie skrzydlo od strony zakola "rzeczki" i panowac nad calym przedpolem PRZED atrapami wioski, oraz na tym terenie odpierac naciskajacych Rosjan. Rzecz w tym ze nie tylko ta pozycja nie byla szturmowana przez wroga ale nawet nie bylo go w zasiegu wzroku.. Skoro tak to korzystajac z carte blanche na dzialanie wedlug wlasnego uznania, musielismy poszukac sobie wroga i po porozumieniu optycznym z pirotechnika przeszlismy przez "wioske" w kierunku wroga skutecznie w ten sposob niknac z oczu publicznosci ;-)
I tam dopiero okazalo sie ze wrog niemrawo dosyc ostrzeliwal sie ze swojej pierwotnej pozycji nie podejmujac zadnych wiekszych wypadow.
Hmm...gdybysmy sie scisle trzymali pierwotnego planu to "czworka" nie zobaczylaby wroga przez caly czas trwania bitwy.
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 145
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2007-02-27, 10:52   

Dla chętnych do rekonstruowania dowództwa i oficerów Wojsk Księstwa Warszawskiego, krótki acz zwiastujący kilka wieczorów nauki cytat z "Ewolucyi Linii" (warto wiedzieć co to są "Ewolucyie Linii" będąc oficerem, w zasadzie to powinien być warunek bycia oficerem... ):

"Gdyby półki obce znaydowały się w iedney linii z półkami Polskiemi, szefowie batalionu wszyscy powinni nayprzód powtórzyć komenderowanie ogólne w tym samym ięzyku w iakim było uczynione, i zaraz potem powtórzyć to samo komenderowanie, każdy w ięzyku swoim."

nipi
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 924
Wysłany: 2007-02-27, 11:11   

niepij napisał/a:
"Gdyby półki obce znaydowały się w iedney linii z półkami Polskiemi, szefowie batalionu wszyscy powinni nayprzód powtórzyć komenderowanie ogólne w tym samym ięzyku w iakim było uczynione, i zaraz potem powtórzyć to samo komenderowanie, każdy w ięzyku swoim."

Mam dwa pytania: czy formuła ta dotyczyła określonego rodzaju broni, czy wszystkich? Wg. moich źródeł na pewno miała zastosowanie w piechocie. Podobne pytanie o język komendy zadawaliśmy sobie jednak ostatnio przy okazji pracy nad francuskim regulaminem jazdy i na razie jesteśmy na etapie szukania odpowiedzi. Drugie: w dziale Download jest biblioteka z materiałami z okresu. Chciałbym poszerzyć ją i o dalsze teksty, takie jak ten przez Ciebie przywołany. Wykonawszy dużą pracę wcześniej, czy byłbyś skłonny je ewentualnie udostępnić dla ogółu zainteresowanych? Przykładowo: wraz z kolegami obrotów uczyliśmy się na podstawie regulaminu z 1807-ego. Ty z Woznktem widzę, że opieracie się na tym z 1810-tego. Jak rozumiem LN opiera się na regulaminie francuskim, który z kolei jest bliższy do pierwszego z wymienionych. Może warto zacząć zamieszczać kolejne? Zwłaszcza, że z różnych Twoich wypowiedzi wnioskuję, że masz więcej źródeł. Zestawić to z tymi, które są już w posiadaniu stowarzyszenia i niewątpliwie wyszłaby z tego nader ciekawa kolekcja. Oczywiście ze względu na objętość nie wszystko mogę udostępnić, ale zawsze możemy ustalić pewien kanon. No, ale to już do wątku Regulaminy i wyszkolenie.

Pozdrawiam!
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 145
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2007-02-27, 16:02   

Ten cytat pochodzi z przepisów dla piechoty.

Oba regulaminy są francuskie i ten 1806-1807 i ten 1810-1811, to są tłumaczenia francuskich przepisów dla piechoty z lat 90 XVIII wieku, tyle że ten z 1810 jest chyba poprawiony i poszerzony o informacje z francuskich przepisów z lat 1791-1809, to w zasadzie ten sam regulamin co w dziele Bardina z 1806, bodajże.
Ciężko to udostępnić bo to jest koło 700 stron... i to do skanowania i poprawiania bo w słabej jakości. Łatwiej chyba pójść do Muzeum albo Biblioteki Narodowej i przejrzeć albo skserować potrzebne kawałki.

Dla kawalerii jest coś w Muzeum Wojska:
"Mała Woyna, czyli opis służby letkich pułków w czasie woyny(...)przez W. pułkownika Dziewanowskiego Dominika na polski język przetłomaczona" Warszawa 1812, 275 str, 20 cm grzbiet.
Tylko przeglądnąłem, bo kawaleria mnie tak nie interesuje, więc nie mogę powiedzieć na ile Wam się przyda.

Ale oprócz regulaminów musztry jest jeszcze cała sterta książek które należałoby przeczytać, chcąc mówić o rekonstrukcji, a to regulaminy służby obozowej, a to powinności oficerów i podoficerów, a to różne śmieszności w rodzaju przepisów "o zakładaniu saletralni" bo to wszystko zbliża nas do tamtych czasów i pokazuje jakie naprawdę one były.

Nie odważę się zagłębiać w historię samego munduru, która sama w sobie jest morzem wiedzy, nawet przy tak ogołoconych źródłach jakie mamy w Polsce...
Poza tym znajomość mundurów nie przesądza o zdolnościach dowodzenia na szczęście.
;D

nipi
 
     
Paweł Grabowski 
początkujący
Kompania Woltyżerów


Wiek: 50
Dołączył: 04 Lis 2006
Posty: 46
Skąd: Twierdza Gdańsk
Wysłany: 2007-02-28, 00:23   

Pewnie wielu to zna, ale na wszelki wypadek podaję link do francuskiego regulaminu piechoty 1791 (wydanego 1792) - jak na razie zamieszczona jest szkoła żołnierza i plutonu, ale chyba spodziewać się należy całej reszty:
http://napoleon-series.or...c_regtitle.html
Jeśli porówna sie z tekstem polskiego regulaminu wyd. 1811 widać, że zasadniczo jest to ten sam przepis: poprawki oraz rozszerzenie dotyczą najpewniej zmian, o których pisze Niepij. Oba teksty różni (oprócz krótkiego wstępu) inne ustawienie pułku do boju (co wynika ze zmian ilości batalionów, ich składu oraz numeracji plutonów, dodania kompanii woltyżerskich itp.), określenie tempa kroku zwykłego i podwójnego oraz brak w wersji z 1791 tzw. 'ognia po jednym szeregu', dodatku dot. nabijania broni 'cylindrycznej' i dodatku dot. musztry woltyżerów (ten ostatni wyd. 1812)
Z pewnościa jest jeszcze parę drobnych zmian wynikających w tych powyżej - po dalszej analizie chętnie podzielę sie spostrzeżeniami. Mogę udostępnić swoje xero
regulaminu wyd. 1811, jeśli ktoś chce zrobić kopię.
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 137
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2007-03-05, 10:24   

Jeszcze o dowodzeniu:
Oddziałem kieruje jego dowódca, adiutant, czy wyższy oficer nakazuje wykonać tylko pewne zadanie, np. "zająć i utrzymać ten mostek", "jesteście w odwodzie, atakujecie na mój sygnał" itd.
Tylko w wyjątkowych wypadkach, "generał" może wydawać rozkazy bezpośrednio. To tak aby rozwiać obawy Panów Podoficerów, że ktoś obcy będzie im dmuchał w kaszę jak już kiedyś powołamy ów łąncuch dowodzenia.
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Paweł Grabowski 
początkujący
Kompania Woltyżerów


Wiek: 50
Dołączył: 04 Lis 2006
Posty: 46
Skąd: Twierdza Gdańsk
Wysłany: 2007-03-05, 11:17   

Jakiż to łańcuch dowodzenia, jak nie ma za bardzo ogniw ? Gdzie ci wyżsi oficerowie (w ogóle oficerowie) ? Najpierw musi powstać treść, żeby wypełniła formę. Wzywam do pracy organicznej i zdobywania wiedzy oraz umiejetności - łańcuch dowodzenia i tak musi powstać przy okazji każdego przedsięwzięcia, bo jest logicznym wynikiem organizacji przekazu informacji i rozkazów. Co chcecie powoływać - sztab na każdą imprezę, złożony z 'oficerów' znających regulamin często gorzej od żołnierzy ?
'Panowie podoficerowie' nie obawiają sie jak przypuszczam zwierzchnictwa nad sobą, jeno prób objęcia dowodzenia przez 'panów oficerów' z samonadania i bez oddziałów, w dodatku nie akceptowanych i niekompetentnych. Proszę wszystkich - zacznijcie bawić się z poszanowaniem odczuć kolegów, którzy w odtwarzanie zwykłego żołnierza włożyli trochę czasu, pracy oraz grosza i mają przwo stracić w końcu cierpliwość.
Na marginesie dodam - adiutant nie 'nakazuje', tylko 'przekazuje'.
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 137
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2007-03-07, 14:14   

Po nerwowej reakcji widać, że sprawa wymaga dyskusji.
Co do „samoczynnego powstania” drabinki dowódców – nie powstała i nie powstanie jak sami tego nie postanowimy.
Oficer wyższy nie koniecznie musi, choć brzmi to jak herezja, znać szkoły żołnierza. Między dowodzeniem a „żołnierzowaniem” różnica jest taka jak wiosłowaniem i sterowaniem.
Moja obserwacja jest taka, że każdy kapral zazdrośnie strzeże swej władzy nad grupą i dzielić się nią z nikim nie zamierza.
(chór śpiewa: Jestem sobie panem...).
Jeśli mamy szanować żołnierzy to może na początek nie obrażajmy ludzi (nie koniecznie z Polski) którzy nie mniej własnego czasu i grosza wkładają na rekonstruowanie „Oficera”? Znam takich i szanuję.
Skoro ktoś ma prawo być żołnierzem, nie odmawiajmy innemu prawa do bycia Oficerem, jeśli potrafi.
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 145
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2007-03-07, 19:38   

A więc jak ten "niekoniecznie z Polski" oficer wyda komendę zazdrosnemu kapralowi skoro może jej nie znać?
Czy to jest rekonstrukcja czy pokazywanie palcem na górkę i krzyczenie - Za mną dzieci!
Zazdrośni kaprale poświęcają godziny i lata na naukę i szkolenie ludzi-przyszłych zołnierzy - po czym objawi się im oficer "który nie musi umieć" i będzie im kazał, bo przecież nie komenderował skoro nie zna komend i zależności między rozstawieniem roty, plutonu, kompanii, batalionu...
Zrozumienie Ewolucyi Linii jest niemożliwe bez świadomości co dzieje się z pojedynczymi ludźmi... i paradoksalnie na odwrót - tylko żołnierz który ma świadomość tego co robi zrobi to dobrze.
Oczywiście możemy dywagować o bohaterach bez szkoły co "lonty na wrogich armatach czapką zagaszali i o dzielnych grenadierach co jak widłami przerzucali karabinem stosy wrogów" ale to są banialuki, z tej prostej przyczyny że my nie możemy podbiec do armaty ze względów bezpieczeństwa i nie możemy też nadziać wroga na bagnet bo przeważnie nasi wrogowie są naszymi kolegami.
Tu nie ma miejsca na bohaterstwo i czyny biblijne, bo nie ma do nich okazji.
Jedyne co możemy zrobić dobrze to rekonstruować to co oficjalnie "rekonstruuejemy".

Fakt że na polskich imprezach nie ma zwyczaju racjonalnego i godnego wykorzystania umiejętności, ale równierz potępiania nieumiejętności i nieporadności, nie znaczy jeszcze że zazdrośni kaprale mają się z tego cieszyć.
To tak jakby laserem wyprodukować tytanowy, z elementami układów scalonych, "pług kosmiczny" i oddać go w ręce niedokształconego kmiecia, który przez nieuwagę może zechcieć orać tym bruk przed chałupą zamiast pola.
Oddział to w zasaddzie proste urządzenie ale doprowadzone do pewnego stopnia umiejętności nie powinno być już oddawane w ręce nieudaczników i początkujących.

Sprawa od początku jest prosta, a dyskusja nieco "filozująca".
Cesarzem i Bogiem Wojny dla oddziału jest jego własny dowódca, a "perełki" w rodzaju samorzutnych sztabów, zarządów i inspektorów muszą liczyć albo na to że zostaną zaakceptowane albo muszą pogodzić się funkcją dekoracyjną i trochę jednak "folklorystyczną".
Wiele tu nie zmienimy dopóki nie jesteśmy w prawdziwym wojsku.

Ja jestem zwolennikiem zunifikowania umiejętności oficerskich i próby wykształcenia kadry wymiennej między oddziałami jednak w przypadku "moich" oddziałów w tej wymienności będą mogli uczestniczyć tylko znający wszystkie regulaminy i doświadczeni dowódcy.
Rekrutów mamy własnych i oni u nas nawet nie próbują dowodzić, co jest dużo wygodniejsze niż nieporadny sztab oczekujący posłuchu.

Niemniej nie odmawiam nikomu prawa do funkcjonowania w innych realiach i nie twierdzę że moja wizja jest najlepsza. Z pewnością wizja "nieumiejących" dowódców zarządzających wykształconymi kapralami będzie dla wielu oddziałów kusząca.
:lookdown:
nipi
 
     
Remigiusz Pacer 
bywalec
sierżant


Dołączył: 15 Lis 2006
Posty: 57
Wysłany: 2007-03-07, 20:20   

"Oficer niekoniecznie musi znać szkołę żołnierza"- no co ja czytam? Szkoła Batalionu jasno i krótko określa obowiązkowy stan wiedzy szeregowego, jak i oficera.

"Moja obserwacja jest taka, że każdy kapral zazdrośnie strzeże swej władzy nad grupą i dzielić się nią z nikim nie zamierza."
Owszem, mam "władzę nad grupą", gdyż grupa mi zaufała i mi ją powierzyła. Na zaufanie trzeba zapracować, z tych względów dzielenie się władzą z byle oficerem jest dla mnie nie do przyjęcia.


"Skoro ktoś ma prawo być żołnierzem, nie odmawiajmy innemu prawa do bycia Oficerem, jeśli potrafi"- Cóż, każdy może "być sobie" żołnierzem. Jednak jeśli chce się przyłączyć do grupy, musi spełnić jej warunki. Musi zyskać jej uznanie.
Jeśli ktoś chce być sobie oficerem, niech będzie, ale niech trzyma gębę na kłódkę i porusza się z dala od mojego oddziału.
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-03-08, 11:33   

Remigiusz Pacer napisał/a:
Oficer niekoniecznie musi znać szkołę żołnierza"- no co ja czytam? Szkoła Batalionu jasno i krótko określa obowiązkowy stan wiedzy szeregowego, jak i oficera.

Złote słowa drogi Panie Remigiuszu. Przyglądam się tej dyskusji - aktualnie z Paryża - i myślę sobie jak nas nawet na niwie, którą mozna uznać jednak za formę spędzania wolnego czasu zżerają ambicje i ambicyjki. Aby mieć władzę - przypomina mi sie dowcip o tejże władzy autorstwa Prof. Nielubowicza "...co to wladza - coś co mamrocze i przeszkadza..." - aby tylko podowodzić. No cóż to trzeba umieć, nie "...mamrotac i przeszkadzać...". Wzajemne zaufanie, umiejętność współdziałania, manewrów [czytaj "...obrotów..."] tudziez odpowiedzialność za siebie i za innych...czy przypadkiem nie marzę.
Mnie też jakoś bliżej do "...linii..." niż do sztabu i za złotem na mundurze nie tęsknię, ale - pozwalam sobie wtrącić jeszcze "...trzy grosze...". Koordynacja i współdziałanie u nas "...leży..." po prostu leży. Pewne manewry czy bardzo widowiskowe - z punktu widzenia obserującej publiczności - akcje z trudem wychodzą przez taki właśnie upór, że ja to czy tamto...
Był Pan Kolega w Ciechanowie to Pan pamięta chyba ile trudu kosztowało mnie przekonanie do sceny [zupełnie realnej i widowiskowej] iz już na początku potyczki cos się dzieje z dowódcą. W sumie wyszło bardzo ładnie, ale właśnie - Szkoła Żołnierza przez wielu została odłożona "...ad acta...". Dziwne, że medyk musi i na tym sie znać.
Pozdrowienia
 
     
Paweł Grabowski 
początkujący
Kompania Woltyżerów


Wiek: 50
Dołączył: 04 Lis 2006
Posty: 46
Skąd: Twierdza Gdańsk
Wysłany: 2007-03-11, 16:15   

Brykiet, chłopie - reakcja jest czasem nerwowa, bo rzeczywiście wypisujesz herezje.
Brykiet napisał/a:
Co do „samoczynnego powstania” drabinki dowódców

Nie pisałem, że powstanie samoczynnie, tylko że na każdej imprze i tak musi powstać jakiś łańcuch dowodzenia, który musimy stworzyć z przytomnych dowodzących(samoczynnie powstaje majczęsciej bałagan).
Dla mnie sprawa, co oficer powinien umieć (wyższy i niższy) nie wymaga dyskusji, bo jest to określone w regulaminie tak jasno, że jaśniej chyba nie można. Do łódki, sterowanej przez pacjenta nie mającego pojęcia o wiosłowaniu nie radzę wsiadać.

[ Dodano: 2007-03-12, 00:34 ]
'Żaden Officyer nie będzie poczytany za znającego swoje obowiązki, do póki nie będzie wstanie kommenderowania i wytłómaczenia dokładnie wszystkiego, co wzwyż wzmiankowanych trzech szkołach jest przepisanem'
Chodzi o znajomość szkoły żołnierza, plutonu i batalionu, a cytowałem 'Przepis Musztry y Obrotów' wyd. 1811 str. 11 (dla przypomnienia, bo już raz chyba przytaczałem powyzszy fragment na naszym forum). Wyższych oficerów obowiązywały zapewne jeszcze 'Ewolucye linii', będące integralną częścią owego regulaminu. Nie muszę dodawać, że znajomość obejmuje również komendy francuskie, co oczywiste.
Prawo do bycia oficerem zdobywa się poprzez posiadanie powyższej wiedzy i umiejętności artykułowania sensownych rozkazów, wymagania wobec podoficerów ograniczane są do 'szkoły żołnierza' i 'szkoły plutonu', prawo do bycia żołnierzem i nauki 'szkoły żołnierza' ma każdy rekrut - dla rekonstruktorów ważna jest jeszcze akceptacja kolegów czy grupy, co w normalnej armii nie ma większego (lub żadnego) znaczenia. Jeśli ktoś bez znajomości wymaganych trzech 'szkół' wkłada dużo czasu i pieniędzy w odtwarzanie 'oficera' piechoty, jest to inwestycja raczej chybiona - takim pasjonatom nie można pozwalać na dowodzenie (szacunek dla pasji to inna sprawa).
Znający regulamin (co najmniej wszystkie trzy 'szkoły'), dobrze prezentujący się oficer posiadający język obcy zawsze będzie ceniony, akceptowany i co wiecej - poszukiwany ! Sięgającym wyższych szarż oficerskich 'dochodzi' umiejętność jazdy konnej (od podpułkownika włącznie - 'Przepis Musztry y Obrotów'. str 8) , co pokazuje np. Ivan Vystrcil.
Moim zamiarem nie jest obrażanie kogokolwiek, jeno ponowne zwrócenie uwagi na wymogi obowiazujące dla ww. funkcji i pozostające w zasięgu rekonstruktorów. Może też kiedyś chciałbym zostać podoficerem lub oficerem, ale zapytam o to kolegów z oddziału, gdy się już wszystkiego co potrzebne dobrze wyuczę (i nie będę krzyw, jesli odmówią). Myślę, że w ten sposób można zyskać zaufanie i szacunek dla funkcji oraz osoby, która ją pełni w obrębie rekonstrukcji. Oczywista w normalnej armii sposoby bywały inne, ale tą nie jesteśmy i należy respektować równe prawa, na których wszyscy odtwarzamy 'woysko księstwa'. W rekonstrukcji (jak w historiii) zdarzają się jeszcze fundatorzy oddziałów, wobec których obowiązują reguły odnoszące sie raczej do prywatnych przedsięwzięć, ale i ci powinni się umieć w strukturze znaleźć: znać to, co jest ich funkcji 'przepisanym' ew. pozostawić dowodzenie w polu innym (znów jak w historii). We wszystkim prawie się powtarzam i więcej nie będę, przyrzekam.

[ Dodano: 2007-03-12, 00:43 ]
Przepraszam - odnośnie jazdy konnej miało być - "'Przepis Musztry y Obrotów' str 8" :(osiem) nie wiem, skąd ten słoneczny uśmieszek (skądinąd sympatyczny...).
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 145
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2007-03-13, 23:05   

Żeby pokusić się o bolesną szczerość (nie pierwszy raz zresztą, choć zupełnie bez sensu...)
Dowódcy nam w zasadzie nie są niezbędni. W niektórych grupach po prostu są na nic. Oczywiście chodzi mi tu ich przydatność w rekonstrukcji pojmowanej jako relaksujące zajęcie weekendowe uzasadniające dwudniową nieobecnosć w domu i niepochamowane strzelectwo czarnoprochowe.
Walka o posiadanie dowódców jest o tyle zrozumiała, że w naszym środowisku wytwarzają się mechanizmy i poziomy zależności w których każda z grup chce się wdrapać jak najwyżej.
Z tego punktu widzenia optymalnym rozwiązaniem jest w zasadzie od razu rekonstrukcja Napoleona z kolegami, ale ludzie mają resztki rozumu i pacyfikują zbyt samowładcze zapędy.
Dowódców mamy przeważnie bo:
1. założyli pułk=oddział
2. dali kasę
3. "byli od zawsze" lub chcieli dowodzić
ale mamy ich też:
4. by nie pomiatał nami organizator sądzący że pan z najwyższym pióropuszem ma najwięcej do powiedzenia
5. by szanowały nas inne grupy, nie próbowały nas wchłonąć pod swoje łaskawe "dowództwo"
6. czasem mamy dowódców by te 5 osób z flagą, bębnem, lekarzem, saperem, sierżntem-furierem miały jeszcze kogoś na początku.
7. dowódcy też mnożą się przy okazji większych imprez bo liczą na osiągnięcie wysokiej pozycji w środowisku z pominięciem procesu budowania zaufania we własnej grupie oraz uniknięcie żmudnego procesu ćwiczeń i treningów z własnymi ludźmi.

W moim mniemaniu patrząc na dobro rekonstrukcji - w sensie odtworzenia ówczesnego pułku, z jego poruszeniami, sposobem walki, podziałem "socjalnym" i kilkoma innymi wartościami, które notorycznie nam się wymykają, powinniśmy mieć dowódcę dlatego że:
1. odtwarzamy dzięki temu poruszenia we właściwej sekwencji komend, bo poruszenie batalionu wymaga innej ilości stopni komenderowania niż poruszenie roty czy sekcji
2. zyskujemy spoiwo dla skoordynowanych dążeń grupy wolnych jednostek w czasie bitwy, jakimi to jednostkami jesteśmy
3. rekonstruujemy wygląd epokowego oddziału zgodnie ze znanymi nam przekazami.
4. mamy doświadczonego i dbającego o nasze bezpieczeństwo i dobre imię człowieka, który nie jest w czasie bitwy zaangażowany w "strzelanie i przepychanie się" i dzięki temu może ogarnąć sytuację wokół oddziału
5. ułatwia to komunikację z grupami wokół, bo wiadomo z kim mają się komunikowac by dotrzeć do całości,
a w związku z tym, o ile mam rację, żeby spełnić te oczekiwania dowódca musi:
ad1. znać wszystkie regulaminy, co zagwarantuje jego podwładnym rozwój i rzeczywiste poznanie odtwarzanego oddziału.
ad2. potrafić wpłynąć w granicach prawa i obyczajów na grupę swoich "podwładnych"
ad.3 znać historię munduru i strukturę oddziału który rekonstruuje
ad.4 być doświadczonym, a przynajmniej teoretycznie przygotowanym do różnych zdarzeń jakie mogą nas zaskoczyć podczas bitwy i być inteligentnym i lotnym na tyle by odpowiednio szybko i właściwie reagować, mając równocześnie zaufanie swojej grupy
ad.5 mieć głos donośny, być komunikatywnym i znać przynajmniej jeden obcy język w stopniu umożliwiającym porozumienie z grupami zagranicznymi, przy czym chodzi tu o grupy europejskie głównie...

Ale - spełnienie jednego czy dwóch wymaganych punktów jest daleko niewystarczające, bo spowoduje upośledzenie dowodzonej przez takiego człowieka grupy w pozostałych punktach, a w konsekwencji - sprowadzenie na nią rzeczywistego zagrożenia, ośmieszenia przed ludźmi znającymi odtwarzane realia, utrudnienia pracy organizatorom i innym grupom podczas bitwy...

Mimo, że i ja i inni już o tym pisaliśmy kilkukrotnie, postanowiłem poraz kolejny i może bardziej systematyczny wyłożyć swoje przemyślenia.
Jeśli dowódcy nie mieliby spełniać konkretnych wymagań, podnoszących jakość naszej zabawy ale i rekonstrukcji, (która nie jest tylko zabawą) to krótszą odpowiedzią na pytanie zawarte w tytule tematu jest:
-Na cholerę.
]:)
Gdyby jednak mieli się na coś przydać, to naprawdę - chcemy czy nie chcemy - większość ich powinności zawarta jest w regulaminie z epoki, a "pierwiastki niematerialne" błyskające gdzieś w tej dyskusji są na tyle niematerialne i subiektywne, że nie powinny być w rzadnym razie wyznacznikiem czegokolwiek.

Czasem spotykam się z opinią że rekonstrukcja musi zaniżyć ogólny poziom wymagań wobec chętnych, by mogli bawić się wszyscy. Uważam że to bzdura. Bawić można się plastikową ciężarówką w piaskownicy.
My powinniśmy wiedzę pokazać i opracować w taki sposób by przyswoić ją mogli wszyscy nie zaniżając poziomu rekonstrukcji.
To oczywiście moja idea. Nie spotkałem jeszcze boga rekonstrukcji
:ops:
nipi

[ Dodano: 2007-03-25, 12:03 ]
W "Dzienniku podręcznym", Warszawa 1807, jako zwieńczenie całej zgromadzonej tam wiedzy o powinnościach żołnierzy i podoficerów możemy odczytać taki akapit:

"Te przepisy w krótkości zebrane, powinny bydź, iż tak powiem, xiążeczką podręczną dla każdego podoficera. Znaydzie on w niey obowiązki nie tylko własne, lecz i te, których po żołnierzu wymagać będzie. winien przeto i sam ie znać dobrze, i drugiego ich uczyć. W stanie woyskowym każdy iest odpowiedzialnym nie tylko za siebie, lecz i za tych, którzy pod nim zostaią; wiele więc na tem zależy, ażeby pełniący i dający rozkazy, znali prócz własnych, obowiązki wzaiemne. Stąd wyniknie ta korzyść, że pierwszy wykonywać ie będzie, nie sarkaiąc na starszych; drugi, przymuszony czasem użyć środków surowszych, nie stanie się celem nienawiści, często niesłuszney.

Nakoniec w tych przepisach nie masz nic takiego, coby było niedostępnem poięciu żołnierza, a tem bardziej podoficera, ile w tym czasie, gdzie zapał szlachetny, i miłość oyczyzny mieści w tych szeregach część znaczną młodzieży, zaszczyconej wychowaniem i przymiotami."

Sam nie umiałbym tak jasno i przejrzyście napisać o dowodzeniu i nawzajem o odbieraniu rozkazów.
jedyne co należałoby dodać to, że równie, jak nie bardziej, powinno to dotyczyć oficerów...

nipi
 
     
hauptmannad 
początkujący
Konrad Zubko


Dołączył: 03 Kwi 2008
Posty: 6
Wysłany: 2008-04-22, 13:28   

Rekonstruktorzy!

Byłem dowódcą w normalnym wojsku. Moje ostatnie stanowisko służbowe plasowało się pomiędzy dowódcą kompanii a batalionu.
Brałem udział w rekonstrukcji Bitwy nad Bzurą w 2005. Nie pchałem się jednak na dowodzenie choćby dziesiątką w rekonstrukcji.
Cóż za pożytek z mojej znajomości musztry, jeżeli odtwarzaliśmy wojsko działające w oparciu o inny regulamin?
Cóż za pożytek z mojej znajomości broni, jeżeli strzelaliśmy z czegośco do tej pory widziałem w muzeum?
Przydała się natomiast umiejętność oceny ludzi i sytuacji by spod kopyt nie uskakiwać pod gąsienice.

Różnica między dowodzeniem i kierowniem jest taka, że dowódca, aby realizować postawione zadanie, ma prawo i obowiązek posyłać ludzi na śmierć. Kierownik ma natomiast prawo i obowiązek nie dopuszczać do narażenia zdrowia i życia.
W działaniach rekonstrukcyjnych występują więc kierownicy, którzy mają wyglądać jak dowódcy.

Pierwszy kierownik przydaje się na grupę do 16 osób, co potwierdzi każdy harcerz i nauczyciel. Wynika to z badań psychologicznych.
Wymogi rekonstrukcji - "żeby było coś widać" - wskazują raczej na takie grupy. Potem na kilka grup niższego rzędu znowu musi przypadać kierownik wyższego rzędu.
Brak kierownictwa może się sprawdzić w przypadkach szczególnych - np. w braniu składu gorzały.
Jednak po udanej akcji uczestnicy nie będą się nadawać do dalszych działań.

Niezależnie od charakteru zadań kierownik (dowódca) grupy o liczebności do 100-200 osób musi się znać na tym wszystkich, co wykonują jego podwładni. Tylko wtedy kompania wojska , grupa rekonstrukcyjna, dział w firmie moze funkcjonować sprawnie na codzień i w czasie awarii.
Przełożeni wyższych szczebli pracują głownie ze swoim otoczeniem (sztabem, doradcami, kierownikami niższych szczebli,...). Nie jest już wymagana pełna znajomość wszystkich czynności wykonywanych przez podładnych.

W działaniach rekonstrukcyjnych nic nie stoi na przeszkodzie, by każdy uczestnik znał wszystkie regulaminy dotyczące odtwarzanej jednostki. Funkcjami mozna sie też wymieniać.
Pytanie "Na co nam dowódcy?" wydaje się analogiczne do pytania "Na co orkiestrze dyrygent?". Przecież każdy muzyk ma nuty przed nosem?
Tu poprzestanę na analogii. Może wśród forumowiczów jest ktoś z wykształceniem muzycznym i rozwinie temat?

Pozdrawiam
Hauptmann A.D
_________________
Konrad Zubko
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
 
   






Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Support forum phpbb by phpBB Assistant
Template created by Qbs.
Template theme based on Unofficial modifications.
Strona wygenerowana w 0,36 sekundy. Zapytań do SQL: 15