Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 239 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-01-27, 17:47
niepij napisał/a:
Chciałbym kultywować ich pamięć starając się umieć to co oni, wiedzieć to co oni...
Dzięki Panie Niepiju za te słowa. Ja również musiałam nauczyć się, będąc już dr.nauk med. XIX wiecznej medycyny i z pokorą przyznaję - nadal wiem bardzo niewiele. J. D. Larrey jest mi osobiście bliski jako wielki swoją pokorą, talentem i bezkompromisowością. To do dziś - chyba - pozostaje w cenie
niepij napisał/a:
W mojej wizji rekonstrukcji bardziej liczy się zrozumienie ich trybu życia i odtworzenie ich umiejętności
W mojej też. Być może - gdybym za sprawą właśnie "...załamania czasoprzestrzeni..." znalazła się gdzieś tam...w śnieżnej zadymce pod Iławą, to być może (ale tylko - być może) poradziłabym sobie.
Gwoli prawdy historycznej - jeden z chirurgów liniowych ambulansów [ J.B. d'Heralde - Dominique ] wędrował za pułkiem razem z żoną, która była jego asystentem i radziła sobie całkiem nieźle. Z rzeczy ciekawych o Nim - był dłuższy czas w Warszawie zimą 1807 roku i "...wraz z bratem..." [na tą żonę nabrał się nawet sam szef Paulet] zostali nominowani na wyższe stanowiska.
niepij napisał/a:
bo wolę być dobrym Woltyżerem, a nie woltyżerem w okrągłą rocznicę.
.
Ja również chcę być dobrym medykiem - pozdrowienia
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 924
Wysłany: 2007-01-28, 21:02
niepij napisał/a:
Nie chciałbym by nasza zabawa była tylko świadectwem martyrologii Narodu Polskiego, choć to też istotny element. Nie chcę odprawiać barokowego tańca śmierci, któremu z taką pasją oddawali się nasi przodkowie.
Chciałbym kultywować ich pamięć starając się umieć to co oni, wiedzieć to co oni...
Byłaby tu między nami zgoda, gdybyś nie przeciwstawiał jednego drugiemu. Oczywiście można doprowadzić wszystko do absurdu i „prawdziwej rekonstrukcji” przeciwstawić „karawaniarstwo”. Tyle tylko, że byłby to obraz z gruntu fałszywy. Nie ma rekonstrukcji historycznej bez historii. Bez historii rekonstrukcja byłaby ahistoryczna, a w tym tkwi wewnętrzna sprzeczność. By umieć to co oni i wiedzieć to co oni, trzeba iść ich tropem. Trzeba starać się poznać ich czasy, których regulamin, był tylko jednym z wielu elementów rzeczywistości. Nie dlatego, żeby był mało ważny, czy można by go ignorować, lecz dlatego życie było dużo bardziej złożone, a trop wiele bardziej kręty niż by to wynikało z przepisów. Wojskiem nie jesteśmy i nie będziemy, choć niektórzy z nas pewno starają się bardziej niż inni zdobyć związane z tym umiejętności. To jest zresztą ten element, który mnie przyciągnął do dwójki. Nic z tego nie kłóci się jednak z pamięcią historyczną, a ludzie nie dzielą się na egzaltowanych dyletantów i profesjonalistów bez tożsamości, choć pewno są i tacy. Przeciwnie, tam gdzie te umiejętności w wojsku się jeszcze pielęgnuje, świadomość taka i pamięć są szczególnie silne. W Inverness widziałem to u zawodowców z brytyjskiej artylerii, którzy z równą sprawnością obsługiwali współczesną haubicę, jak i godzinę potem historyczną armatę, z okresu wojen napoleońskich. Duma, z którą odpowiadali na pytania o historię regimentu była dla nich czymś zupełnie naturalnym i nie miała nic z barokowego tańca śmierci, który starasz się w tym widzieć. Powiem więcej: u ludzi starszego pokolenia, którzy nie muszą nikomu niczego udowadniać połączenie szacunku dla pracy, wiedzy i umiejętności było nierozerwalnie związane z dumą z własnej tożsamości. Nie znalazłbyś w tym chocholego tańca, czy masochistycznej pasji, a często spokój i przymrużenie oka w stosunku do rzeczy, które właściwie powinny ścinać krew w żyłach. Jakoś mnie to specjalnie nie dziwi gdy spotykam ludzi w czymś do nich podobnych, lecz z innych krajów, które zachowały ciągłość, a którzy teraz przywdziewają historyczne mundury by udać się pod Jenę, czy Waterloo w szeregach chasseurs a cheval, czy 1-ego szwadronu 1-ego regimentu szwoleżerów gwardii. Sam zresztą o czymś podobnym pisałeś wspominając oficera artylerii gwardii, którego też tam nie zabrakło. Dziwi mnie natomiast, że z taką swobodą rzucasz pogardliwe w gruncie rzeczy słowa o tych co starają się odtworzyć podobną jednostkę również u nas. Część z nich spędziła w siodle całe życie, po wiele dni każdego tygodnia, nie tylko w okrągłe rocznice. Umieją władać szablą i lancą w stopniu, który w niczym nie ustępuje, a często przewyższa umiejętności niejednego piechura we władaniu karabinem czy tasakiem. Uważam, że nie zasługują na to i wyrażam swój sprzeciw.
_________________ "Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
co ja mam napisać...
Czy ja napisałem o jakiejś konkretnej jednostce?
Czy istnieli Smerdylierzy Gwardii?
113 półbrygada była półbrygadą pieszą.
To nie była ukryta złośliwość wobec kogokolwiek.
W zasadzie nie powinienem odpisywać na taki zarzut wcale, bo wiadomo, że niewinni się nie tłumaczą.
Ale muszę wyrazić swój sprzeciw wobec nieuważnego czytania i nadinterpretacji tego co napisałem.
Przyznaję, że miałem na myśli kilka pułków Gwardii które udało mi się w życiu widzieć ale to była Gwardia piesza, do tego z kilku różnych państw.
Wydaje mi się, że twoje wzburzenie może wynikać z przeczulenia na punkcie oddziału, który obecnie współtworzysz ale przyznam, że absurdem byłoby nie pisać słowa "Gwardia" w złym kontekście tylko dlatego, że jeden z moich Kolegów również tworzy Gwardię...
Nie interesuję się jednostkami konnymi i nie znam ich powinności na polu bitwy, w żaden obiektywny sposób nie mogę ocenić ich wartości. Prawdę powiedziawszy z tej przyczyny jest trochę tak jakby dla mnie nie istniały.
Przez sekundę nie przemknął mi przed oczami żaden szwoleżer, gdy pisałem "swój paszkwil".
Rozumiem że to już kolejna osoba po Jazłowiaku, która z niewiadomych przyczyn odbiera moje teoretyczne posty jako osobisty atak.
Poza tym ponownie dowiaduję się, że jednak Twoja grupa "przewyższa nawet czasem umiejętnościami piechurów". Czy ja piszę że moja grupa jest lepsza i kogoś przewyższa, poza tym co to jest moja grupa i którą należało by mieć na myśli?
Nie zamierzam dyskutować w taki sposób.
Po prostu dlatego, że ani wartość ani konstrukcja Waszych oddziałów mnie nie interesują.
Nie mam na nie żadnego wpływu i nic mnie z nimi nie łączy. Po co miałby oczerniać je w oczach uczestników forum, którzy przeważnie i tak są ich członkami i szczerze w nie wierzą, niezależnie od tego co napisze jakiśtam niepij.
W pozostałej części posta również czuję się niezrozumiany.
Bo również tu wcale nie napisałem, że wierność tradycjom i historii w sensie dat nie ma sensu czy znaczenia...
Wręcz przeciwnie. Kilkakrotnie pisałem, że sam cenię te wartości i uwzględniam je w swojej rekonstrukcji.
Dałem jedynie do zrozumienia, że sam preferuję styl rekonstrukcji oparty w większym stopniu na umiejętnościach i wiedzy praktycznej, a wiedzę historyczną (w sensie dat i nazwisk) oraz elementy narodowe i przeniesienie honoru na oddział współczesny uważam za mniej istotne, choć podkreślam ważne.
Po prostu. Wiem, że to nie ja, ani nawet nie mój dziadek walczył pod Raszynem. Jeśli wogóle, ktoś z mojej rodziny tam był, w co wątpię, to było to 5 pokoleń wstecz. W związku z tym nie czuję się upoważniony do odbierania zaszczytów w imieniu ludzi którzy tam bohatersko zginęli albo z zaszczytem przeżyli. Dlatego też stronię od udziału w apelach poległych i śmieszą mnie nastolatki przebrane za starych grenadierów domagające się salutowania przez oddziały "liniowe".
Zakładam że na honory trzeba sobie zasłużyć swoją postawą, a moja droga do tego wiedzie przez nauczenie się tego co mógł umieć woltyżer czasów Księstwa.
Nikogo w ten sposób nie piętnuję i nie zaszyfrowałem tu żadnych nazw oddziałów, prowadzonych przez kogokolwiek z moich przyjaciół czy wrogów.
Mam też pełną świadomość, że każdy ma prawo obrać swoje metody postępowania i w żadnym stopniu niczego nikomu nie narzucam, choć mając w pamięci osiem lat mojej zabawy w rekonstrukcję i zapamiętane wzloty i upadki różnych grup i organizacji, staram się przekazać Wam swoje wnioski.
Macie swoje. Proszę bardzo. Macie moje w nosie. Bardzo słusznie. Każdy musi sprawdzić sam. To motor postępu. Gdybyśmy ciągle postępowali jak ludzie neolitu to zamiast zapalniczek nosilibyśmy kawał krzemienia który byłby równocześnie naszym nożem i modlitewnikiem.
Na szczęście znaleźli się tacy co wymyślili zapałki. Miejmy nadzieję, że wymyślacie właśnie zapałki i moje rady są wam na ch........ę.
Wrócę do tematu szacunku wobec Twojego oddziału.
w tej właśnie kolejności
Zrobiłem dla tego forum 6 rysunków. 2 przedstawiają Napoleona, 2 piechotę i 2 kawalerię. Oba kawaleryjskie przedstawiają lekkokonnych. Czy robiłbym to nie ceniąc Waszego oddziału... Myślę, że więcej powodów do urazy mogłaby mieć tu artyleria, choć można uznać że Napoleon był z wykształcenia artylerzystą więc w zasadzie jakoś oddałem im cześć.
Jestem zażenowany i po raz drugi wątpię w sens jakiegokolwiek dialogu na forum. Bo widzę że ten dialog jest tylko wtedy kiedy wzajemnie dziękujemy za "udany biwak" i chwalimy się "przeczytaną lekturą". Kiedy jednak przedstawiamy szczere, acz pozbawione personalnych ataków, opinie narażamy się na piorunującą krytykę i "zdziwienie".
Za dużo czasu ostatnio poświęcam na dzielenie się swoimi spostrzeżeniami. Nie dając Wam okazji do poczynienia swoich.
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 924
Wysłany: 2007-01-29, 01:43
niepij napisał/a:
Poza tym ponownie dowiaduję się, że jednak Twoja grupa "przewyższa nawet czasem umiejętnościami piechurów". Czy ja piszę że moja grupa jest lepsza i kogoś przewyższa, poza tym co to jest moja grupa i którą należało by mieć na myśli?
Nie zamierzam dyskutować w taki sposób.
Dyskusja tego rodzaju byłaby w sposób oczywisty bezprzedmiotowa. Nie wiem jednak skąd się dowiadujesz o przeciwstawianiu przeze mnie grup, w sytuacji kiedy temu właśnie się sprzeciwiam. Tak tu, jak też i po wielekroć wcześniej znajdziesz natomiast uznanie dla pracy i rzeczywistego wyszkolenia i nie czuję się na siłach bez końca powtarzać, że w tym między nami różnicy nie ma. Podtrzymuję natomiast uznanie dla roli historii w rekonstrukcyjnych zamierzeniach, a w kontekście użytego przez Ciebie przykładu: sprzeciw przeciwko krzywdzącym uogólnieniom i stwierdzenie wysokich umiejętności konkretnych osób (choć z ubolewaniem muszę przyznać, że długo jeszcze nie moich). Jeśli w grę wchodzi nieporozumienie, proponuję do rozmowy wrócić później.
Pozdrawiam!
_________________ "Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
A u nas jest piękna świecka tradycja, żeby po prostu dowalić drugiej stronie.
Ha!
Taki koloryt i może to i nawet zgodnie z historią.
Śledzę tą dyskusję od początku, ale wrodzone lenistwo kazało mi nie brać w niej udziału, a swoje poparcie dla samej idei rekonstrukcji wyrażam zgłębianiem jej i pisaniem reportaży (jak chociażby ten niezbyt fajny o Austerlitz ostatnim).
Ale po prostu tym razem głos zabiorę ponieważ zwyczajnie regularnie Nipi zbiera za rzeczy, których nie powiedział ani nie przedstawił.
Nipi zrobił wiele dobrego dla rekonstrukcji. Jest w tym dłużej niż ktokolwiek z nas, zobaczył więcej niż ktokolwiek z nas i jednocześnie udaje, że wie najmniej z nas. Sam z nim zaliczyłem bardzo dużo ciekawych szkoleń (w całej Europie), biwaków, wiele muzeów razem widzieliśmy itd… itd…
Nie tworzę tutaj martyrologii, ale przedstawiam Niepija dla niezorientowanych.
Ostatni post Koroniarza jest nie fair ponieważ sam on dobrze wie co Niepij starał się napisać i ująć w swoich postach.
Niepij użył do tego bardzo jasnych słów. Co więcej wiele razy Nipi swoim słowom wyraz w praktyce – pomagał innym oddziałom, szkolił ich (chociażby kilka weekendów wstecz i ogólnie pomagał wszystkim i wszędzie). Swojej chęci do stymulowania środowiska dał wyraz w ogóle pisząc na tym forum i tworząc do niego ikony. Jednak upiornie większość z Was robi z niego upiora, którym w istocie nie jest gdyż upiory mają to do siebie, że są upiorne a do takich Nipi nie należy. No i powoli Niepij ma świra w temacie regulaminów co nie jest bez różnicy dla tej dyskusji.
No ale do rzeczy.
Niepij pisząc o karnawale ma na myśli „żołnierzy”, którzy zachowują się jak banda dzikusów, rekonstrukcję traktują jako ujście swoich instynktów i okazję do wykrzywienia mordy w sposób małpi. Ile razy na biwakach widzieliście ludzie, którzy za wszelką cenę pragną walnąć szablą o Twój karabin na tyle, żeby go uszkodzić? Ile razy widzieliście zacięte twarze o wyrazie małpim (znowu ta małpa!), które wyrażają chęć nie ukazania historii tylko udowodnienia, że mój kij jest głośniejszy niż kij tych z drugiej strony. Ja widziałem to wiele razy (może dlatego, że akurat mnie może wszyscy nie lubią, ale kto wie?). To jest wtedy właśnie przedstawianie tego barokowego tańca śmierci, które staję się tylko farsą w naszym wykonaniu i nędzną imitacją filmu klasy C (tudzież parodii Woodego Allena w temacie napoleońskim – bodajże „Love and death” się to zwało – jeśli ktoś chce to służę).
Takiemu zachowaniu należy się pogarda bo jest to zachowanie stadionowe (w złym tego słowa znaczeniu) tylko w (zazwyczaj średniej jakości) mundurach historycznych, które są do tego godnego pogardy celu wykorzystywane. Wykrzywianie twarzy w wiadomy sposób ma sens gdybyśmy wszyscy byli dobrymi aktorami, a nie jesteśmy.
A teraz z innej beczki – ile razy widzieliście naprawdę dobrze rozsypywaną tyralierę w sile np. dwóch plutonów? Ile razy widzieliście konną Gwardię (w sile chociażby szwadronu), które naprawdę popisuje się znajomością regulaminów i wyszkoleniem? Ile razy widzieliście pełnowymiarową baterię artylerii, które działa tak jak w regulaminie pisze? Nie chodzi mi tutaj o popisy kaskaderskie z Waterloo (jak ktoś ma ochotę to też służę) tylko po prostu dobrą rekonstrukcję historyczną. Z tego co wiem to Nipi walczy o to już od dawna co każdy musi przyznać.
I właśnie tutaj chyba różnica jest między świetnym wyszkoleniem o czym pisze Koroniarz, a „karnawałem” godnym pogardy o czym pisze Niepij. Jednak znowu zostało zauważone tutaj coś innego i powstała intryga o zamachu na jakieś „grupy”, które poczuły się już obrażone.
No i sprawa rekonstrukcji, a wiedzy historycznej.
Żeby być dobrym rekonstruktorem wystarczy: zrozumieć realia danej Epoki (np. z pamiętników albo chociażby z lektury Encyklopedii z tamtych lat, które są ogólnodostępne w sieci), wytrwale pracować, uczyć się od lepszych i wydać dużo pieniędzy. Nie trzeba znać daty Raszyna, ani koloru furażerki szwoleżera. No i potrzeba kultury. Zwyczajnie w świecie. Żeby nie robić wstydu w mundurze, umieć kulturalnie rozmawiać z innymi, nie pić jak świnia itd…
I oto przepis na idealnego rekonstruktora.
No i na koniec odnośnie Gwardii wszelkiego rodzaju. Mam wrażenie, że Gwardia ma to do siebie, że zazwyczaj niczym predator ma urządzenia maskujące i dlatego na biwakach (nawet tych największych) nie widzę tych szwadronów i działonów, a raczej tylko małe piesze grupki konnicy jak i artylerii smutno ciągnące szable za sobą. A dlaczego? Nie z powodu złej woli gwardzistów tylko z powodu bardzo dużych kosztów prowadzenia prawdziwej Gwardii.
Także znęcanie się nad Nipim, albo polowanie na czarownice nie ma sensu żadnego ponieważ macie w nim największego sprzymierzeńca oraz jedynego nie leniwego, który ma ochotę odpisywać na Wasze długie posty. Więc chyba teraz los skaże Was tylko na monologi. Ja już więcej nie będę pisał ponieważ po pierwsze nie starczy mi talentu do tego, po drugie moje wrodzone lenistwo znowu się odzywa.
Paweł N
PS. Muszę to dopisać, żeby sobie zaoszczędzić ewentualnej pracy później i wyjaśnień. Nie odpisuję na nic na tym forum więcej (ani na żadnym innym bo nie lubię takiej formy komunikacji). Dlatego jeśli ktoś chce kontynuować ten wątek/pisać odpowiedzi/inteligentne riposty/erraty i uczone pisma proszę niech to robi ale bez mojego udziału. Wolałbym ten wątek omówić ze wszystkimi osobiście kiedy się spotkamy twarzą w twarz i jestem pewien, że wtedy nam lepiej pójdzie niż ta słowna szermierka tutaj, która chyba jest mniej warta niż farba zdarta z klawiszy gdy w nie teraz stukamy.
No ewentualnie jest email, ale po prostu cyfrowa forma komunikacji BARDZO zmienia ludzi dlatego chcę jej unikać.
szwoleżer bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Czołem!
Wcale nie poczułem sie dotknięty tym co napisał kol. Niepij, i nie napiszę "bo jakiem Szwoleżer..." etc.
Chciałbym się odnieść do stwierdzenia Kolegi Pawła:
Pawel3 napisał/a:
nie widzę tych szwadronów i działonów, a raczej tylko małe piesze grupki konnicy jak i artylerii smutno ciągnące szable za sobą.
a czy kolega widzi inne szwadrony liniowe i bat. art. liniowej? też nie, bo koszty także są wysokie, problem jest z końmi, bo ich "zamówienie" na bitwe to poważne koszty,
dlatego te grupki bez koni.
I o ile łatwiej jest zebrać 10 ludzi i maszerować, to już tylu samo konnych na bitwie to wyzwanie, właśnie ze wzg. na konie; a całe szwadrony to już SF przez duże S!;-)
Z reguły na 12 kawalerzystów chętnych do udziału w bitwie konie dostaje w najlpszym przypadku połowa i tak niestety będzie do czasu aż będziemy na tyle bogaci aby przyjeżdżać z własnymi końmi,niestety.
pozdrawiam serdecznie
_________________ Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 924
Wysłany: 2007-01-29, 22:38
Pawel3 napisał/a:
Czytanie ze zrozumieniem to mocna rzecz.
A u nas jest piękna świecka tradycja, żeby po prostu dowalić drugiej stronie.
No i wyszedłem na czarny charakter...
Jednak Pawle Twoja obrona niepija nie jest konieczna, bo niepija cenię, choć z tym co napisał, tak jak to zrozumiałem się nie zgadzam. Dość zasadniczo. Uważam, ze przeciwstawianie historii wyszkoleniu jest błędem. Podobnie jak uważam, że to historia powinna determinować rekonstrukcję, a nie odwrotnie. Ze względów, o których piszę. Słusznie czy nie, w sytuacji kiedy kiedy inna znana mi krajowa jednostka gwardyjska jest nieaktywna, a kolejna się formuje, rzeczywiście odebrałem to jako niezasłużony przytyk pod adresem kolegów, z których jeden od 25 lat jest instruktorem jeździectwa i jak niewielu potrafiłby wciąż sformować pluton prawdziwej kawalerii, inny mistrzem Polski etc. a wielu ma doświadczenie z zielonej kawalerii gdzie nabyli szereg umiejętności, których w napoleońskiej jeździe dotąd było brak. Powiem szczerze: sądzę, ze nawet 200 lat temu by wstydu nie przynieśli. Jak niepij pisze: tłumaczą się winni. Niech będzie. Ja nie lubię sprawiać ludziom przykrości. Proszę jednak byś temu co napisałem nie przypisywał demonicznych treści, bo nie ma tam nic ponad to co można przeczytać, czyli, że w pierwszej kwestii się z niepijem nie zgadzam, a w drugiej sądzę, że popełnia błąd w ocenie.
_________________ "Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
Zupełnie się nie zrozumieliśmy i każdy kolejny post utwierdza mnie w przekonaniu, że nie rozumiemy się nadal. Trudno. Bywa i tak.
Pozdrawiam
nipi
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 924
Wysłany: 2007-01-29, 23:30
Rzeczywiście bywa i tak, choć satysfakcji nie mam z tego żadnej. Trzeba będzie porozmawiać poza forum, bo najwyraźniej dotknął nas "syndrom polarnika".
Pozdrawiam!
Marcin
_________________ "Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
szwoleżer bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Czołem!
Mam pYtanie do Kolegów, tylko prosze nie brać go jako prowokacji.
Czy jeżeli "bawimy " się w rekonstrukcję i powinniśmy znać regulaminy musztry etc., etc. Chciałbym znać opinię Koloegów w jednym aspekcie:
wg. rozkazów Cesarza, gdy maszerowała Gwardia a na drodze stały "liniowe szaraki", to mieli oni zejść na bok drogi rozwinąć sztandar i bic w werble aby w ten sposób oddać honory gwardzistom, w tamtych czasach było to oczywiste; czy Koledzy uważają,że ten sposób oddawania honorów w ramach wierności rekonstrukcji jest także obowiązujący?
Naprawdę nie piszę tego jako "Szwoleżer" tylko jako człowiek chcący poznać wasze opinie.
Oczywiście jest to niezwykle miłe gdy inne jednostki nam(w tym przypadku Szwoleżerom) salutują, mogę zrozumieć opory odzdziałów republikańskich a co z resztą?
Czy "rozpychanie się" Gwardii na biwakach itp. nie należałobyu przyjąć jako element rekonstrukcji?
Ciekaw jestem niezmiernie opinii Kolegów, i zaznaczam jest to pytanie a nie prowokacja!
Pozdrawiam
Bartek
_________________ Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
Czołem!
Podobny temat poruszany był już w kilku innych działach...
Ze wszystkich wynika, że nie da się w dobrowolnej zbieraninie ustalić jednolitych zasad oddawania honorów.
Wojska francuskie w zasadzie mogłyby się do tego stosować, gdyby chciały.
Nie mam wątpliwości, że Polacy w zasadzie byli pod dowództwem francuskim, jednak mimo pobieżnego przekartkowania 3 regulaminów z epoki i kilku książek na ten temat wcale nie znalazłem dowodów na to, że Polacy musieli się tak zachować, tym bardziej, że w Księstwie w zasadzie nie było Gwardii w sensie francuskim. Mieliśmy gwardie lokalne, co oznaczało coś w rodzaju straży obywatelskiej, czyli wojsko drugiego sortu...
Wiadomo, że były pułki uprzywilejowane, lecz nie sankcjonowały tego chyba jednoznacznie żadne dokumenty.
Niewątpliwie w czasie wspólnych operacji polsko-francuskich podlegaliśmy jednak owym zależnościom. ( jak też i wszelkiej przemocy i złośliwości ze strony francuskich Gwardii, a i "szaraków", o czym niezaprzeczalnie świadczą właściwie wszelkie pamiętniki )
Moje prywatne zdanie (oczywiście w oderwaniu od wszelkich obecnych realiów, nazw grup, ich jakości i czegokolwiek co mogłoby Wam dać powód do zaniepokojenia) jest takie:
1. Mogę honorować Gwardię gdy założeniem imprezy jest odtworzenie dokładnie takiej sytuacji i naszym wspólnym celem jest ukazanie tego aspektu funkcjonowania armii napoleońskiej. Choć przyznam, że będę się czuł jak klakier i nie wytrzymam dłużej niż 15-30 minut.
2. Chętnie zasalutuję (chociaż nie salutuje się raczej innym pułkom) oddziałom, które cenię za wyszkolenie i postawę nawet jeśli nie są Gwardią.
Niemniej jeśli chodzi o samą Gwardię to oczekuję znacznie więcej niż od innych oddziałów. Po prostu dlatego, że asumptem do założenia Gwardii jest chęć dorównania najlepszym, okazanie ich chwały i zaznanie ich zaszczytów. Jeśli się im nie dorównuje to znaczy, że mimo chęci narazie się tą Gwardią nie jest.
Oczywiście nie przesądza to niemożliwości stania się nią w przyszłości.
Gwardia jest przedsięwzięciem bardzo kosztownym i czasochłonnym, jednak wiadomo o tym jeszcze przed założeniem oddziału i wcale nie trzeba decydować się na takie trudy. W związku z czym Gwardia nie może się tłumaczyć, że wprawdzie jest konna ale idzie pieszo albo, że ma mundur ale nie zdążyła się nauczyć czegokolwiek.
Trudno będąc Gwardzistą oczekiwać tak dalece idącej interakcji innych niezależnych grup, bo one nie brały udziału w decyzji o samomianowaniu się kogokolwiek Gwardią.
Czyli.
Wprawdzie historia nakazywałaby honorować Gwardie wszelakie, ale szacunek wobec pracy i samego siebie nakazuje mi selekcjonować tych , którym oddam honory dobrowolnie.
Liczę jednak na to, że Wasz Pułk Lekkokonnych dołączy do grona tych, których salutuje z serca, a nie bo tak chce organizator czy nakazywałaby prawda historyczna...
Przy okazji proponuje przyjrzeć się jak to faktycznie wyglądało z tymi honorami i "przepuszczaniem" na drogach Gwardii i sztabowców w pamiętnikach.
Polecam wrócić do Fredry i Bleza, którzy pokazują rzecz jako ci, których powinno się przepuszczać...
Również nie prowokacyjnie, a rekonstrukcyjnie spytam:
Czy ja jako żołnierz 2go Pułku powinienem dostawać czysty świeży mundur, a po roku, gdy dostanę następny, przekazywać stary pozostałym pułkom do wtórnego użytku?
(To też prawda historyczna, a jednak nie chciałbym dostać starej szmaty zamiast nowego munduru, tylko dlatego, że ktoś ma dwójkę na czapce napisaną, a ja nie.)
To ten sam rodzaj problemu.
Wprawdzie tworzymy wspólnotę ludzi ale każdy ma swoje autonomiczne prawa, w których na szczęście nie możemy go ograniczać, mimo skłonności do odtworzenia ówczesnych realiów.
Nie możemy stać się niewolnikami "historyczności" w stopniu, który sprawiałby nam przykrość...
Pozdrawiam
nipi
p.s. Aż się boję jakie wnioski wyciągniecie z mojej wypowiedzi, jednak odpisałem na uprzejme pytanie Szwoleżera w jaknalepszych intencjach, bo pytał.
szwoleżer bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Czołem!
Dzieki za odpowiedź ale przynajmniej w jednej kwestii nie mogę sie zgodzić z Kolegą:
niepij napisał/a:
Gwardia jest przedsięwzięciem bardzo kosztownym i czasochłonnym, jednak wiadomo o tym jeszcze przed założeniem oddziału i wcale nie trzeba decydować się na takie trudy.
Czyli aby uniknąć przeciwności najlepiej rekonstruować obdartego z munduru trupa na polu bitwy?;-)
Zadając to pytanie nie chodziło mi o Pułk Szwoleżerów, bo chciałem znać zdanie Kolegów w tym temacie a nie oczekiwałem takiego zachowania na najbliższej batalii.
niepij napisał/a:
Liczę jednak na to, że Wasz Pułk Lekkokonnych dołączy do grona tych, których salutuje z serca, a nie bo tak chce organizator czy nakazywałaby prawda historyczna...
I tego również obie życzyć powinnismy!
niepij napisał/a:
p.s. Aż się boję jakie wnioski wyciągniecie z mojej wypowiedzi, jednak odpisałem na uprzejme pytanie Szwoleżera w jaknalepszych intencjach, bo pytał.
I za odpowiedź serdecznie dziękuje,a wnioski: ubung macht der Meister!!!
pozdrawiam
_________________ Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
Czy ktoś by się podjął zebrania tej dyskusji w formę do wydrukowania w "Do Broni!" . Myślę, że warto opublikować tak często odmienne podejście do tego czym jest reko w Polsce.
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 924
Wysłany: 2007-01-31, 14:53
niepij napisał/a:
Wprawdzie tworzymy wspólnotę ludzi ale każdy ma swoje autonomiczne prawa, w których na szczęście nie możemy go ograniczać, mimo skłonności do odtworzenia ówczesnych realiów.
Nie możemy stać się niewolnikami "historyczności" w stopniu, który sprawiałby nam przykrość...
W pełni się zgadzam. Uważam, ze jedna sprawa to odtworzenie konkretnego zdarzenia. Wówczas wszyscy grają role, zgodnie z tym co wiemy, że było. Druga to kwestia szacunku wśród kolegów. Tutaj żaden wybór munduru nie pomoże. Jak ktoś się nie przyłoży to stanie się pośmiewiskiem, a w mundurze gwardzisty szybciej niż w innym. Próby narzucenia czegokolwiek byłyby małe i poza wymogami scenariusza stawiam na egalitaryzm. Jedyna hierarchię jaką uznaję w układzie koleżeńskim, to ta ustalana przez uznanie innych, którzy na rzeczy się znają. Nie trzeba zresztą daleko szukać przykładu: pisałem o czymś podobnym pod Jeną, gdzie gidowie stanowili naprawdę godny punkt odniesienia. Każdy schodził im z drogi bez osobnego dekretu. Co do obaw, to mam jedynie wynikającą z poprzeczki, o której mowa wyżej. No ale to zmartwienie i motywacja zarazem dla tych co się na ten szalony pomysł poważyli. W końcu każdy, kto chce może sobie uszyć dowolny mundur. Tylko o czym to miałoby świadczyć, oprócz tego, że stać go na krawca?
niepij napisał/a:
p.s. Aż się boję jakie wnioski wyciągniecie z mojej wypowiedzi, jednak odpisałem na uprzejme pytanie Szwoleżera w jaknalepszych intencjach, bo pytał.
Lec w jednym z aforyzmów pisał, że "Okno na świat można zasłonić gazetą". Na swoją potrzebę wyciągam taki wniosek, że jak dwie lub więcej, w sumie dość spokojnych osób, które się znają, rozumie się na forum na opak, to jest to najlepszy dowód ułomności wyrażania myśli za pośrednictwem monitora.
Jazlowiak napisał/a:
Czy ktoś by się podjął zebrania tej dyskusji w formę do wydrukowania w "Do Broni!" .
Autorstwo tej rozmowy jest wszystkich jej uczestników. Jeśli wyrażą zgodę, możemy taki przegląd przedstawić wspólnie.
[ Dodano: 2007-02-25, 17:23 ]
Temat jakby zamarł, a szkoda. Prowokacyjnie zapytam więc: jak to się dzieje, że nasze przedsięwzięcia, organizowane coraz to większym nakładem środków, są coraz mniej ciekawe? Przynajmniej w tym ujęciu, w którym "ciekawe" oznacza: '"bliskie prawdy historycznej"? Swoisty rekord pobity został podczas ostatniej batalii, w której brakło prochu, wystrzały były odtwarzane z plaback'u, część wojska nawet nie była umundurowana na modłę XIX wieczną, chodząc we współczesnych mundurach i strzelając ze współczesnej broni. Rozumiejąc wszelkie ograniczenia, o których po wielekroć i w tym wątku rozmawialiśmy, smętnym był widok dwudziestu paru osób w mundurach zgodnych z okresem, na tle ponad dziesięciokrotnie liczniejszej grupy w mundurach, które już z tą epoką zgodne nie były. Czy myśmy się przypadkiem nie pogubili?
_________________ "Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
Wiek: 24 Dołączył: 21 Kwi 2006 Posty: 170 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-02-25, 19:03
Niestety, ale było to "żenua" pęłną gębą
Wielkość i ilość oddały pola jakości. Smutne, ale chyba "spodziewalne"
Wystąpię też w roli niejako "adwokata diabła" czyli widowni. To, że Olszynka nalezy do tego typu inscenizacji, gdzie punkt ciężkości przesuwa się na pokaz dla publicznosci jest akurat wiadome i, przynajmniej ja, nie traktuje tego jako "wady" w tym sensie, że ex cathedra miałem tego świadomość i świadom tego wziąłem w tym udział. Moja decyzja i odpowiedzialność. A zatem inscenizacja/pokaz dla widowni.
Szkopuł w tym, ze pod tym względem nie było lepiej niż od strony naszej. A wiem to i od Ojca, który obserwował całość i od kilku znajomych. Otóż gros pola dla publiczności zajął sektor VIP plus pola dla kilku pododziałów. Gros tych, którzy naprawdę chcieli coś zobaczyć stała stłoczona na końcach sektora. Coś tu jest nie tak, skoro ci, dla kórych zorganizowano tak naprawde imprezę, nie moga z niej w płeni skorzystać. Pewne sarkania były rok temu, że niewiele widac itp. Cóż, miejsce jest - jakie jest, trudno zaiste o lepsze w tej części miasta. Ale w tym roku całość walk odsunięto tak naprawdę od publiczności. I nie jest to moja "imaginacja" - wystarczy pooglądać zdjęcia na różnych serwerach - kto nie miał teleobiektywu mógł pooglądać w istocie tylko kilka eksplozji i od czasu do czasu defiladę poszukującego wroga oddziału. I wsio. A dzieci marzły, nie mając wiele uciechy.
Olszynkę tegoroczną muszę niestety uznać nie za postęp, ale za dwa, jeśli nie trzy kroki w tył. Jedynym plusikiem byłoby, jak w innym temacie zauwazył Koroniarz, zorganizowanie dowodzenia. Niestety, jak wiadomo jeze sztuk jeden nie czynią wiosny ani choćby ładniejszego dnia.
_________________ Honor to bóg wojska!
Kiedy nie masz honoru, nie masz wojska!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum