Wiek: 36 Dołączył: 12 Cze 2008 Posty: 98 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-01-01, 03:34
Darek napisał/a:
a nie chłop pańszyźniany, któremu było wszystko jedno komu i w jakim mundurze będzie służył, bo to dla niego było jedno zło.
Ooo tu się nie zgodzę. Dla chłopów walczących w obronie konstytucji i w XW chyba jednak było jasne, że KOnstytucja 3 maja daje im Prawa, a Konstytucja XW nawet większe. Jak przyszedł zabór rosyjski to sytuacja chłopa pogorszyła się diametralnie.. jest atka znamienna scena w popiołach, bodajrze w części piewszej, brat głównego bohatera i jego ordynans..
Zresztą przykład francuskiej armii rewolucyjnej jasno pokazuje, że czasem chłopi bili się świadomi i (i przynajmniej tak im się wydawało, że) wiedzą o co
_________________ Ab uno disce omnes. - Po tym jednym (przykładzie ich łajdactwa) sądź ich wszystkich. (Vergilius)
Oj dziwny to był obowiązek dla mojego Monsieur Baldaufa, kiedy w zachowanych w Fort Vincennes spisach oficerów z 1814 przy nielicznych nazwiskach jest uwaga iż żołdu nie pobiera.
Przy Jego, Fryderyka Kitza i Ferdynanda Gulicza - jest. Czyli coś więcej.
...może bez wielkich słów ale COŚ co umyka jak zawsze, bo społeczność tworzą jednostki.
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 1572
Wysłany: 2009-01-02, 00:46
Darek napisał/a:
Tak, ale to były jedynie jednostki. Większość myślała jedynie o podstawowych problemach życia.
Okres od 1795 do 1815 to był czas przełomu. Ponieważ początek rozbiorów zbiega się z epoką napoleońską przestaje dziwić, że w pamięci zbiorowej 5 lat Księstwa Warszawskiego (licząc okres od roku 1807 do 1812), zajęło miejsce tak poczesne. Dr Czubaty wyrażał opinię, że to wówczas kształtowała się polska świadomość narodowa. Mam przemożne uczucie, że gdyby proces ten był ograniczony do jednego stanu, to Polacy nie przetrwaliby zaborów jako naród, a w powstaniach zabrakłoby ochotników. Z tych względów skłaniam się też ku stanowisku Michała, które pokrywa się z bliską mi tradycją. Fakt, że pamiętamy szlachtę, a nie "Ten tłum idący za lawetą, Nieświadom, co mu niesie los!" jest pochodną okoliczności, że w Polsce, inaczej niż w krajach, które weszły w rewolucję przemysłową wolne, to kultura szlachecka stanowiła wyróżnik względem zaborców (Austriacy byli katolikami, Moskale Słowianami, etc.), podczas gdy w Europie zachodniej to była raczej klasa średnia ze swoją obyczajowością, a różnicowanie względem sąsiadów odbywało się tam na nieco innej płaszczyźnie. Jan Nowak-Jeziorański w jednej ze swoich wypowiedzi stwierdził wręcz, że w Polsce pod zaborami przyjmowanie wartości związanych z kulturą szlachecką przez osoby awansujące społecznie było przez cały okres rozbiorów wyrazem solidarności narodowej. Coś w tym jest, nawet jeśliby rzecz pociągnąć dalej w czasie i przytoczyć jako przeciwwagę wypowiedź p. Bartoszewskiego, który twierdził, że dopiero Niemcy podczas drugiej wojny wykazali nawet najbardziej zakutym kmiotkom, że nie unikną bycia Polakami.
Pozdrawiam!
_________________ "Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
Mam przemożne uczucie, że gdyby proces ten był ograniczony do jednego stanu, to Polacy nie przetrwaliby zaborów jako naród, a w powstaniach zabrakłoby ochotników.
Pozdrawiam!
Mogę się pod tym tylko podpisać, gdyż awans społeczny często - gęsto krytykowany sprawiał, iż to właśnie [mówię o Śląsku, a więc terenach specjalnie nie szlacheckich] ci nie-szlachcice zdobywali wykształcenie, kultywowali mowę rodzinną, zwyczaje [tu druk "Postylli" nic nie szkodzi że luterańskiej w księgarni Korna - to moi przodkowie we Wrocławiu, tam też ukazywały sie podręczniki dwujęzyczne dla sztygarów kopalni, ale i pierwszy tomik Kasprowicza, bo mało kto pamięta iż pobierał nauki w Szkole Politechnicznej i nawet był dziarskim "...burszem..." jakiejś konfraterni od czegoś tam z hutnictwem, a w początkach XIX wieku podręcznik chirurgii Fijałkowskiego znany w Księstwie i przez długi czas, praktycznie do Esmarcha uważany za jeden z lepszych chirurgii wojennej w Niemczech, takiej "...na żywo...", tak można by mnożyć, bo to i biblioteka Karola Miarki i Szkół Domowych]. Szlachta - jako stan - jak by na to nie patrzeć jednak sama, bez tego "...oddolnego wsparcia..." niewiele by sama zdziałała.
A tak a propos: bardzo ciekawy jest tekst a la raport z 1863 roku w "Wiener Medzinische Woschenschrift" autorstwa polskiego chirurga w tymże Wiedniu pracującego, który na wieść o Powstaniu wyjeżdża do Galicji i prowadzi szpital tuż przy granicy [Zwierzyniec m. in.]. W swoim tekście dość szczegółowo pisze o pochodzeniu pacjentów: no i mamy tam pomocników drukarzy, uczniów, leśnika, pracownika "...drogi żelaznej..." i wielu jeszcze [nawet kleryk mu się trafił].
Aby w pełni potwierdzić Pana tezę Mości Panie Koroniarzu już zamówiłam rzeczoną pozycję i mam nadzieję lada dzień dostanę z Wiednia odpowiedź i wersję CD.
A tak a propos - myślę o żywych lekcjach historii jakimi mogły być dla dzieci robotników - kamieniarzy nagrobki powstające w warsztatach ich Ojców [te z Powązek]. Trudno, by taki szkrab nie pytał sie taty, co to jednego dnia kuł litery cyrylicą, a drugiego "...były sztabsmedyk w byłem woysku polskiem..." co to było za wojsko i co to była za Polska.
Stąd potem ten zryw chociażby w 20 - tym roku pod Warszawą. To się z "...powietrza..." nie wzięło.
Podobnie książki - właśnie [nie powiem gdzie bo mi wstyd za tych co to tam rzucili] znalazłam "Bibliotekę Romansów i Powieści". No i czytam - a co a "Nasza Olszyna" romansidło ale z podtekstem, bo ta "...olszyna..." to Olszynka Grochowska, ułan jest hoży, dzielnie walczy i walecznie umiera, a ona go kocha. To nie była literatura "...górnego..." lotu [cena jeszcze w kopiejkach i "...dazwoleno cenzuruju..." ot prosty romans i nawet się cenzor nie przyczepił].
Podobnie było z kolędami - a właśnie mamy ich czas.
Pozdrowienia jak zawsze
...jeszcze a propos książek. Tuż po II Wojnie Światowej, w czasie gdy ponoć ukazywały się tylko "...tezy Biura Politycznego..." albo "Timur i jego drużyna" co było pozycją dla młodzieży najczęściej wznawianą - od Gebethnera poczynając, przepiękna jak na możliwości druku i papier edycja - a na "...cegiełce na Dom Partii..." kończąc.
Ano właśnie - "Bitwa pod Raszynem" Przyborowskiego.
Znów dodam śmieszny cytacik [totalnie zapomniałam Autora] "...i coś w tym jest - i jest, że niech ja skonam..."
Pozdrowienia
Wiek: 45 Dołączył: 14 Mar 2009 Posty: 107 Skąd: Neumark
Wysłany: 2009-03-14, 00:58
Michał Majewski napisał:
Cytat:
jest atka znamienna scena w popiołach, bodajrze w części piewszej, brat głównego bohatera i jego ordynans..
Tak, jest też inna, z dziedzicem Nardzewskim i komisarzem Hiblem. Taka zupełnie inna, jeżeli o wymowę chodzi. Ordynans starszego Olbromskiego był wolny, bo tak się jego panu podobało.
Wiek: 47 Dołączył: 02 Lut 2007 Posty: 172 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-04-10, 18:21
Ksztalt czapki wskazuje, ze rysowane to bylo nie przez polskiego rysownika. Na tych naszych "kwadratowych pudlach" wielu zagranicznych rysownikow poleglo z kretesem..
To na pewno jest legionista, ale jaki? Legia Wloska czy Naddunajska? Obie Legie na jakims etapie naszaly dokladnie takie barwy. Sporo takich rysunkow znajdziecie w ksiazce o Lansjerach Nadwislanskich, bo ksiazka jest nie tylko o kawalerii. Sa tam rysunki w konfederatkach usztywnianych i juz w czapach rogatych, sa podane barwy z roznych okresow i wiele innych ciekawostek.
Jeśli można się podłączyć. To są akwarele Hoffmana i dotyczą legii naddunajskiej. Z tych rysunków korzystał B.Gembarzewski. A co do czapek to M.A.R.O. ma absolutnie rację, prawie wszyskie zebrane przeze mnie "obce " rysunki czapek są błędne na wszystkie mozliwe strony.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum