Wojciech Kossak Bitwa pod Somosierrą

FORMACJE POLSKIE W SŁUŻBIE FRANCUSKIEJ. SOMOSIERRA

Arsenał Historia 0 Komentarzy

 

Poza wojskiem polskiem Księstwa Warszawskiego istnieją już w 1807 r. pułki polskie w służbie cesarskiej: pułk lekko-konny gwardji i legja «polsko-włoska» (reszta Legjonów Dąbrowskiego), która nie znalazła miejsca w etacie wojska narodowego i musiała nadal tułać się w obcej służbie.

 

Pułk lekko-konny gwardji cesarskiej powołany został do życia w marcu 1807 r., złożony (w zasadzie) z ochotników z pośród osiadłej młodzieży, o kadrach doborowych, wydzielonych przez pułki linjowe jazdy z dużym dla nich uszczerbkiem. Pułk ma cztery duże szwadrony po dwie kompanje. Uzbrojony jest w szable, pistolety, karabinki; dopiero po 1809 r. dostaje lance. Dowódcą jest pułkownik (później generał) Wincenty Krasiński; majorem pułku, jego organizatorem i wychowawcą pułkownik (później generał) Dautancourt ze służby francuskiej. Lekkokonni są stale przy cesarzu; poszczególne szwadrony bywają detaszowane (np. przy Muracie lub Bessiérze). W kampanji hiszpańskiej 1808 r. otrzymują chrzest ogniowy, a jeden z pierwszych ich czynów, najgłośniejszy zarazem, to szarża pod Somosierrą.

W listopadzie 1808 r., po zwycięstwie pod Tudelą nad Ebrem, Napoleon ciągnął przez Burgos na Madryt, wybierając drogę najbliższą, wiodącą poprzez odnogę zachodnią gór Guadarrama wąwozem Somosierrą i przełęczą tejże nazwy. Na przestrzeni 3.000 m. droga wznosiła się w tym wąwozie o 300 m.; po obu stronach szerokiego wąwozu wznosiły się na 600 i 800 m.; wzgl. wysokości strome zbocza gór Cebollera i Barancal. Przejście to, trudne do sforsowania, bronione było przez kilka tysięcy Hiszpanów: dwie mocno okopane baterje broniły, jedna wyjścia północnego z wąwozu, druga przełęczy samej, oddalone o 2.000 m. °d siebie; dwie inne zajęły stanowiska pośrednie, ostrzeliwując załamania gościńca. Rankiem 30 listopada korpus marszałka Victora rozpoczął natarcie. Tyraljerzy francuscy mozolnie wdzierali się pod ogniem piechoty hiszpańskiej na zbocza wąwozu. Atak samym wąwozem rozchwiał się w ogniu kartaczowym czołowej baterji.

Po dłuższem osobistem rozpoznaniu położenia Napoleon rozkazał swojej eskorcie, 3-mu szwadronowi szwoleżerów pod Kozietulskim (125 koni) szarżować wąwozem na baterje przeciwnika. Teren uniemożliwiał sformowanie (głazy zaścielały dolinę), szarżę musiano wykonać czwórkami. Ze stratą dowódcy, jednego z oficerów, znacznej części ludzi i koni szwadron przeleciał przez baterje czołową; pod dowództwem kapitana Dziewanowskiego, ze stratą nowego dowódcy i dalszych dwóch oficerów wzięto drugą i trzecią. Szarżę na ostatnią baterje poprowadził kapitan Krasiński, ranny przytem śmiertelnie; porucznik Niegolewski z kilku jeźdźcami dopadł baterji i legł sam okryty ranami. Szwadron przestał istnieć, ale baterje milczały; nadciągały dalsze szwadrony, a na zbocza, darły się, za pierzchającymi w popłochu Hiszpanami, bataljony piechoty francuskiej. Ze stratą kilkudziesięciu ludzi i tyluż koni osiągnął Napoleon w ciągu 7—8 minut ogromny rezultat taktyczny; normalnie potrzebowałby był w tym celu kilku godzin walki i straty w ludziach poszłyby w tysiące.

Szarża pod Somosierrą świadczy o genjalnem wyzyskiwaniu przez Napoleona czynników moralnych w bitwie. Liczył on na to, że Hiszpanie, strzelcy dobrzy i zawzięci w boju, ale nie dyscyplinowani, zorganizowani luźnie, bronić się mogą wybornie zwykłemu przeciwnikowi, ale nagłość szarży zupełnie nieoczekiwanej może ich przerazić, obezwładnić i wywołać wśród nich panikę. Z drugiej strony wiedział, że może liczyć bez zastrzeżeń na gotowość bojową świetnej ochotniczej jazdy polskiej, przenikniętej uczuciem honoru tem bardziej, że reprezentowała sama wojsko polskie wśród cudzoziemców i przed oczyma wielkiego wodza, wskrzesiciela Polski. Oba te momenty, moralnej natury, należycie wyzyskane, złożyły się na zwycięstwo. Szarża pod Somosierrą świadczy, że jazda polska stanęła z powrotem na wysokości usarzy Jana III.

Oprócz lekko-konnych gwardji na żołdzie francuskim pozostaje legja nadwiślańska, 3—4 pułków piechoty, 1—2 ułańskich. Utworzona z legji polsko-włoskiej (l pułk piechoty, Ï jazdy) w 1807 r, ma świetne kadry weteranów legjonowych, uzupełnia się popisowymi z Księstwa. Wojsko znakomite, w niczem nie ustępuje najlepszym francuskim, przewyższa znacznie formacje krajowe dyscypliną, sprawnością, tęgością w boju. Piechota legji w 1812 r. tworzy jedną z dywizyj młodej gwardji. W latach 1808—1812 walczy w Hiszpanji, odznacza się w dwukrotnem oblężeniu i zdobywaniu Saragossy, w niesłychanie trudnej i przewlekłej walce o warowne zamki, klasztory, domy umocnione i barykady, przy zastosowaniu min, przejść podziemnych i t. p. Ten rodzaj walki, zawsze wystawiający wojsko na najcięższe próby, nie zdezorganizował ani na chwilę bataljonów nadwiślańskich i nie pozbawił ich ducha zaczepnego. To najświetniejsza piechota w naszych dziejach (obok późniejszych pułków starych Królestwa). Duszą tej piechoty pułkownik, później generał Józef Chłopicki.
Pułk ułanów (lansjerów) nadwiślańskich, później nazwany 7-mym lansjerów francuskich, i wyłoniony z niego pułk 2-gi ułanów nadwiślańskich, później 8-my lansjerów francuskich, powstał z pułku jazdy legjonów. Pułk ułanów nadwiślańskich, błędny rycerz, walczący 1798—1813 ciągle na obcej ziemi, jest to jazda o męstwie niezrównanem, przypomina dawne chorągwie kwarciane błyskawicznemi manewrami, nagłością szarż, zuchwalstwem zagonów. On wsławia jazdę i lancę polską (los infernos picadores) i dostarcza później instruktorów nowoutworzonym lansjerom francuskim.
W Hiszpanji walczą nadto od 1808 r. pułki 4-ty, 7-my i 8-my piechoty Księstwa Warszawskiego (do 1842) i wyrabiają się w ciągłych walkach na piechotę świetną, męstwem bojowem dorównywając prawie nadwiślańskim.

Marian Kukiel