Essling aspern wyspa lobau

Essling, Aspern, wyspa Löbau

Maria J. Turos Felietony Skomentuj

Essling, Aspern, wyspa Löbau

Okładka wydania francuskiego

Czyli historyk medycyny czyta „Bitwę”.
Maria J. Turos

Kiedy biorę do ręki powieść historyczną zawsze zastanawiam się czy warto? Nie, nie czy warto czytać, ale czy warto irytować się widząc kolejny przyozdobiony banderolą z napisem „…bestseller…” tom, który po otwarciu okazuje się być niewiele więcej warty od przeciętnego „…czytadła…” jakie znajduję na stacji metra. Tak było i w przypadku „Bitwy” Patricka Rambaud nagrodzonej w 1997 roku Prix de Goncourt 1. Polskie recenzje tej powieści wydanej w 2004 roku 2 również były niezwykle pochlebne 3.

Ale znów, czy nie wymagam od siebie za wiele, bądź nie ulegam czemuś, co można nazwać zawodową deformacją recepcji? Otóż nie. Praktycznie równolegle z przyznaniem nagrody ukazały się poważne opracowania naukowe4 ukazujące ilość większych i mniejszych błędów, z jakimi na kartach książki spotyka się czytelnik. Nie znam się na fakturze sukna, bądź sposobach składania raportów przed marszałkiem, a raczej z doświadczeń rekonstrukcyjnych wiem jak w takiej – mocno wyimaginowanej sytuacji – mógł zachowywać się medyk, ba dość kiepsko znam się na broni, lecz za to już całkiem przyzwoicie na skutkach jej używania – te zaś były straszne – dlatego też skoncentruję się na dość obficie obecnym w powieści temacie medycznym.

1. Bohaterowie, których nie było

Jest nim opisany na kartach „Bitwy” doskonały chirurg i jeden z wielkich klinicystów epoki François Percy, który po powrocie z Hiszpanii 5, od marca 1809 roku przebywał w Paryżu, gdyż jak sam pisze w swoich pamiętnikach 6, na skutek choroby poprosił o dymisję z funkcji naczelnego chirurga [temu odpowiada francuski termin „…chirurgien – en chef de la Grande Armée…” – w powieści tak właśnie przedstawia się Percy w sklepiku „…doktor Percy naczelny chirurg Wielkiej Armii…” 7] i Jego obowiązki przejął N. Herteloup 8. No, ale to detal dla wytrawnego historyka. Pozostają, więc przyziemności.
Pobawmy się w analizę tekstu – czyli rozłóżmy na „…czynniki pierwsze…” scenę ze str.68 – 69 opisującą wizytę naszego bohatera u wiedeńskiego handlarza wyrobami żelaznymi.
– ktoś tej rangi raczej rzadko chodził w ubraniu cywilnym, jeśli już to prędzej po bitwie, gdy mundury trzeba było przynajmniej wyczyścić i wysuszyć [chirurdzy zresztą na ogół nie operowali w sukiennych, dość grubych mundurach, częściej tylko w spodniach i w koszulach przepasani jakąś płachtą] – każdy z chirurgów posiadał doskonałe własne narzędzia 9, tu uwzględniając rangę bohatera, z pewnością mógł mieć również zapasowy komplet. W takie zestawy, na ogół w drewnianej mahoniowej bądź dębowej skrzyneczce z monogramami wyposażeni byli praktycznie wszyscy chirurdzy wyższych stopni – ale np. J. D. Larrey okradziony pod Iławą Pruską 10 na Löbau posługiwał się swoim zestawem prawdziwie kieszonkowym [mieścił się w ładownicy], a skórzane etui zdobi wytłoczony monogram i tylko tytuł naukowy [musiał nabyć go, bądź zamówić w 1803 roku 11]. Cóż zawierał ten maleńki zestaw: dwa noże [w tym jeden podobny konstrukcyjnie do współczesnych noży sprężynowych o dwóch ostrzach], małą bardzo twardą piłkę, [której zresztą konstruktorem był sam właściciel], pęsetę, żegadło sondę trójgraniastą, wąskie kleszczyki, raspator i igły do szycia.
Ten sam błąd dotyczący nabywania narzędzi ad hoc u ślusarzy czyni zresztą R. Bielecki12. Każdy ambulans – prócz tego, co posiadali chirurdzy – wyposażony był w oddzielny zestaw13, a często nawet dwa, przy czym nie zawierały one bynajmniej tylko i wyłącznie piłki do amputacji – tu doskonałym przykładem jest zachowany w zbiorach muzeum Val – de – Grâce, który zawiera owszem dwie piłki, turnikiet [do tamowania krwawienia – był bardzo pomysłowy prototyp opaski uciskowej, gdyż w zależności od sposobu założenia i ściągnięcia parcianej taśmy przerywał całkowicie lub tylko ograniczał krążenie w kończynie nie zaburzając krążenia obocznego] i komplet noży, ale również kleszczyki, nożyczki, sondy, a nawet trzy srebrne cewniki14. W większych ambulansach były też oddzielne zestawy do trepanacji czaszki15
znał z pewnością najprostsze zwroty w języku niemieckim
Jakiż wniosek – śmiało scenę rozmowy w sklepie żelaznym można uznać za z lekka przerysowaną

2. Ambulanse

Jeśli już musimy pisać o rzeczach okropnych – bo taka niestety jest chirurgia wojenna i do dnia dzisiejszego niewiele się zmieniła – czy jak informuje recenzent „…więc są tu – ostrzegam – i sceny drastyczne…”16. W dużym ambulansie urządzonym przezornie przez J. D. Larrey’a wśród topól tuż za miasteczkiem Essling u wylotu mniejszego mostu, [który i tak uległ rozerwaniu] pracowało pięciu chirurgów. Nawet znamy ich nazwiska – byli to:, Cothenet, Mouton, Jourda, Rayfer i Maugras17, a całości nadzorował dobrze znany Larrey’owi spod Iławy pruskiej Pelchet18, który tu wykazał się wyjątkowym męstwem i gospodarnością, zaś w ambulansie liniowym ulokowanym nieopodal – Galette i Trachet19, [co nie oznacza, ze wymienieni zostali wszyscy]. Pierwsze partie rannych zupełnie spokojnie ewakuowano do Wiednia, a raczej na wiedeński brzeg Dunaju, gdyż lazarety mieściły się w Raveneck20 i problemy zaczęły się w momencie, gdy runął duży, a później mały most, zaś sama rzeka zaczęła gwałtownie przybierać. Zapasy szybko wyczerpały się, i jest prawdą, że na opatrunki medycy musieli poświęcić nie tylko własne koszule, ale również płótno namiotów. Braki z pewnością byłyby jeszcze większe, gdyby nie dość wariacki, ale co przywiózł to przywiózł, pomysł J. D. Larrey’a żeby przeprawić się w ocalałym pontonie przez szalejącą rzekę i zabrać z wiedeńskiego brzegu, co się tylko da21. Pogoda owej pierwszej nocy, jak zresztą sam pisze „…była niemożliwa i burzowa…”22. Po kolejnych nawałnicach i ulewnych deszczach płaska jak stół wyspa przecięta dziesiątkami kanałów i starorzeczy bardzo szybko zamieniła się w wielkie bagnisko. „…ranni byli w strasznej sytuacji leżeli na brzegu rzeki, tam gdzie był piasek i choć trochę sucho, lecz znów bez odrobiny cienia, bo nawet nasz ambulans miał dach z gałęzi…”23.
Nie ma się, co oszukiwać, widok takiego ambulansu to nie był to cukierkowy obrazek w stylu Epinalu, Grossa czy nawet autora słynnego „Napoleon odwiedza rannych na Löbau” Meyniera24 – o nie!
Mamy tu jednak kilka bardzo interesujących przekazów. Oto, co o pisze na ten temat muzyk pułkowej orkiestry Girault „…nie widziałem nigdy wcześniej tylu odciętych rąk i nóg…”25, ale zaraz dodaje [przypuszczalnie nasz muzyk odwagą nie grzeszył i czmychnął do w miarę bezpiecznego miejsca jakim był ambulans] „…byłem przy chirurgu, który przeprowadzał operacje tak szybko i sprawnie, że ranny ani mu się nie szarpał, ani bardzo nie krzyczał…”26 co można uznać za dowód, iż nie mógł to być ktoś brutalny. Najlepszy przykład doskonałości zawodowej „…szedł z góry…”, gdyż sam J. D. Larrey taki nie był zaś od swoich podwładnych wymagał opanowania, czujności, szybkości i dokładności.
I małe „…ale…” jeśli tak łatwo poddajemy się epatującemu przemocą i krwią współczesnemu opisowi, to czemuż nie miało by być ziarna prawdy w pochodzących z tamtego czasu opowieściach, iż dla J. D. Larreya i jego kolegów każdy ranny żołnierz był człowiekiem, który wymagał troski i uwagi27.

quote (autor):
tu bardzo ciekawe byłoby przeliczenie statystyki pacjentów naszego chirurga, kogo operował, kim zajmował się okazując taką samą troskę i uwagę jak generałom i wyższym oficerom co zarzucił Mu m. in. Stembrowicz*…
* – komentarz do D. J. Larrey – Kampania francuska, siódma część „Memoires de chirurgie militaire et campagnes” [ostatnia] – tł. W. Stembrowicz w: „Arch. Hist. Med. I Fil. Med.” 1999, 62, 3 s.233 – 241

Nawet w prymitywnych warunkach starano się zapewnić minimum bezpieczeństwa – a pisze o tym m. in. Briot28 i niekoniecznie musiało dotyczyć to Gwardii – „…nie było namiotu, ale przynajmniej płachta przywiązywana do drzew, oświetlana w nocy dużymi latarniami…”29. Zresztą Larrey jakoś umiał sobie radzić w trudnej sytuacji. Wraz z kolegami ściął kilka topól, po czym na gałęziach rozpięto namiot z koców i płaszczy poległych żołnierzy30.

3. Rosołek na koninie

Głód szybko zajrzał w oczy, gdyż zapasy zostały za rzeką – do tego z minuty na minutę coraz groźniejszą. Nawet zdobycie wody zdatnej do picia stało się olbrzymim problemem, bo w studniach była skażona, zaś to, co płynęło Dunajem było mieszaniną gliny i ziemi – w Alpach topniały śniegi. Do jedzenia pozostało tylko mięso koni zabitych w czasie walk. Gotowano je, czy tak jak chce legenda w pancerzach zdjętych z zabitych kirasjerów, być może, ale każdy ambulans miał przynajmniej jeden dość duży kociołek i dwa lub trzy metalowe wiadra [służyły do wypalania narzędzi – wodę przenoszono w drewnianych] w deszczówce przyprawiając tym, co rosło nieopodal: młodą pokrzywą i tatarakiem, a solono prochem. „…może nie był to elegancki bulion, ale z suchym chlebem…i któż to pisze: szef ambulansu Gwardii…dał się zjeść, poza tym szybko robił się przejrzysty…”31, a zaprosił się na to „wytworne” danie nawet marszałek Massena32. Owa „…sól…” z prochu jest rzeczą ciekawą. W ambulansach wszyscy medycy mieli prawdziwą sól [na ogół w pudełeczku w ładownicy], lecz fakt nie używania jej do owej „zupki” świadczy tu o czymś, czego z pewnością byśmy się w takich warunkach nie spodziewali – po prostu jest to dowód na to, iż każdy z medyków posiadał przy sobie, z pewnością w niewielkich ilościach, ale jednak, jakieś leki, gdyż kryształki soli i grubego cukru służyły do ich podawania szczególnie ciężko rannym, były, więc bardzo cenne.
I to trwało kilka dni…w sumie pięć, gdyż jak sam J. D. Larrey pisał do swojej żony „…mam za sobą pięć dni i pięć nocy operacji i opatrywania rannych…nie liczyłem, mówiono, że tylko u nas z parę tysięcy…”33
Kosztowało życie wielu ludzi, wielu skazywało na cierpienia…wśród nich marszałka Lannes.

4. Śmierć marszałka Lannes

Przybocznym lekarzem tego ostatniego – a żyli ze sobą jak przysłowiowy „…pies z kotem…” był Lanefranque. Jednak to J. D. Larrey operował marszałka i już po pierwszym badaniu [a jest doskonały i zupełnie współczesny opis zewnętrznych objawów wstrząsu krwotocznego34] wiedział, że problem nie leży w tym, co musi zrobić – bo podobne amputacje przeżywało dziesiątki ludzi – ale gdzie później trafi ranny nawet tak utytułowany, że będzie leżał w jego ambulansie, pod namiotem z topolowych gałęzi, na gołej ziemi, może na jakimś brudnym płaszczu. Tu zresztą sprawdziły się Jego własne słowa „…tych rannych prędzej zabije brak wody i gorączka niż co innego…”35. Sam zabieg trwał dwie minuty „…tak jak zwykle i marszałek nawet niewiele poczuł…”36. Jest to zupełnie realne: jeśli miał strzaskany staw kolanowy i przecięte naczynia w tym tętnicę podkolanową [J. D. Larrey bardzo ściśle opisał rodzaj urazu i później przebieg operacji37] to stracił dużo krwi, zaś umiejętnie założony w celu zatrzymania krwawienia turnikiet odcinał również przewodnictwo nerwowe, no i Larrey słynął ze sprawności manualnej, a jak pisze J. des Tilleuls38 nie On jeden, była to cecha wszystkich ówczesnych chirurgów, przy czym nie oznaczało to bynajmniej pośpiechu diagnostycznego. Z medyków obecnych na Lobau – i asystujących przy operacji marszałka – podobną sławą cieszył się również Paulet39, który w powieści nosi nazwisko Berthet.
Ale jeszcze o Löbau.
Za służbę zdrowia na poziomie korpusu odpowiadali jego dowódcy, czyli marszałkowie. I trzeba się zgodzić ze zdaniem J.Dible’a40, iż u marszałka Davout było to na przyzwoitym poziomie, u Lannes’a rozmaicie, zaś, u Masseny – wcale, gdyż o tym po prostu nie myślano.
W bitwie pod Aspern – Essling uczestniczyły przede wszystkim te dwa ostatnie korpusy, więc zapewnienie pomocy rannym spadło na barki ambulansów zorganizowanych ad hoc przez J. D. Larrey’a i obsługiwanych przez Jego chirurgów.
– no cóż…
Wyspa Löbau, gdzie wiecznego snu poległych i zmarłych strzeże kamienny lew o mały włos nie stała się końcem – ale z całą pewnością początkiem końca – cesarza Francuzów

PRZYPISY

1 P. Rambaud – Le bataille Ed.Gasset 1997
2 P. Rambaud – Bitwa „Finna” 2004
3 „…”Bitwa”, napisana w stylu „Szuańskiej ballady” Waldemara Łysiaka, to opowieść o jednym z epizodów wojen napoleońskich – o bitwie pod Essling, która kończyła się w przeddzień Wagram, wielkiej victorii Napoleona. Kapitalny obraz psychologiczny postaci z kręgu Cesarza oraz wartka, wielowątkowa akcja powieści sprawia, że czyta się ją jednym tchem. Autor znakomicie oddaje realia epoki, ukazując całe okrucieństwo wojny, widzianej oczyma zarówno marszałków, jak i prostych żołnierz… To perła literatury francuskiej, bo przecież nie przez przypadek, to właśnie za ”Bitwę” autor otrzymał francuskiego „oskara” w kategorii powieści – nagrodę Goncourtów w 1997 roku…” – za www. merlin.pl
4 E. Evrard – Le Baron Pierre Francois Percy. Chirurgien en Chef de la Grande Arnee. A propos de quelques erreurs historiques recentes w: „Rev.Belg.d’Hist. Milit.“ T.XXXVIII, 1998
5 tu:za: „Les Francais vus eux – memes. Le Consulat et l’Empire“ Ed. Robert Laffont 1998 s.459 – 462
6 H. Ducoulombier – Un chirurgien de la GrandeArmee. Le Baron Pierre Francois Percy Ed. Teissedre Paris 2004 s.308 – 309
7 Op. cit pkt.2 s.68
8 Op. cit pkt.4
9 Katalog ekspozycji stałej w Musee du Service de Sante des Armees au Val – de – Grace Kolekcja Debat Nr. eksponatów 632, 635, 636, 686, 732, 733
10 R. G. Richardson – Larrey: Surgeon to Napoleon’s Imperial Guard „John Murray“ s.117
11 J.D. Larrey – Dissertation sur les amputations des membres a la suite des coup de feu Paris An. XI – 1803
12 R. Bielecki – Wielka Armia Napoleona „Bellona“ 2004 s.153
13 Op. cit. pkt.9
14 Dominique Jean Larrey Chirurgien en Chef de la Grande Armee. 150 Ans apres sa mort. L’hommage des Invalides le 15 decembre 1992 s.11
15 w zbiorach Val – de – Grâce – tu: red M. Bazot – Le Val – de – Grâce. Deux siecles de medicine militaire Ed. Hervas 1993 s.87
16 recenzja “Gazeta Wyborcza” w: www.merlin.pl
17 J. D. Larrey – Memoires Ed. Teissedre s.602
18 J.H. Dible – Napoleon’s surgeon „William Heinemann” London
19 Op. cit. pkt. 17
20 Ibid
21 J. Marchioni – Place a Monsieur Larrey Ed. Babel s.435
22 Op. cit. pkt.17
23 Ibid
24 Op. cit. pkt.21
25 J – F. Lemaire – La medicine napoleonienne Ed. Noveau Monde 2003 s.262
26 Ibid
27 D.R. Welling, N.M. Rich – Delayed Recognition – Larrey and Les Invalides w: “J. Am. Coll. Surg” Nr.2 Feb.2006 s.373 – 376
28 Op. cit. pkt.25
29 Ibid – s.263
30 Op. cit. pkt.21 s.435
31 Op. cit. pkt. 17
32 Op. cit. pkt. 21
33 Op. cit. pkt. 25 s.110
34 Op. cit. pkt. 17
35 Ibid
36 Ibid
37 Ibid – opis zbliżony do współczesnej formy raportu po operacji jest zresztą powtórzony w statystyce zamykającej ostatnią pracę J. D. Larrey’a opublikowana w 1840 roku
38 J. des Tilleuls, J. Pesme, J. Hassenfarder, G. Hougnat – Le service de sante militaire de ses origines a nos jours Ed. SPEI Paris 1961 s.180
39 E Longin – Introduction au Journal des campagnes du baron Percy Ed. Tallandier Paris 1986 s. XLII – XLIII
40 Op. cit. pkt. 18 s.109 – 115