Edouard Armand-Dumaresq The execution of Mariéchal Ney

Dwa groby Neya

Krzysztof Radzikowski 1815-1831, Historia 0 Komentarzy

Dwa groby Neya

Był rok 1815. Po klęsce pod Waterloo Cesarstwo Francuskie przestało istnieć. Dynastia Burbonów ponownie objęła władzę. Pozostali przy życiu Bonapartyści w mundurach Grande Armee dostali ultimatum: albo przejdą na służbę króla Ludwika XVIII, albo, w przypadku najwyższych rangą, stracą majątki i staną się rentierami ze zminimalizowym za nielojalność poziomem świadczeń.

Zaraz po Waterloo spośród najbliższych Napoleonowi marszałków cesarstwa największe emocje wzbudzał Michel Ney. Ten sam, który podczas Kampanii Rosyjskiej 1812 otrzymał tytuł Księcia Moskwy. Ten sam, który po ucieczce Napoleona z Elby wyruszył na przeciw z wojskiem Burbonów tylko po to, aby zdradzić króla i ponownie stanąć przy „Bogu Wojny”. Syn bednarza, syn rewolucji, syn Francji. Drogę od zwykłego huzara do marszałka przebył w siodle, z szablą w ręku. Michel Ney nazywany był „nadzielniejszym z dzielnych”. Zawsze gotów do poświęceń na polu bitwy, pełen kawaleryjskiej fantazji potrafił poderwać do boju nawet słaniających się ze zmęczenia żołnierzy. Właśnie Ney pod Możajskiem (Borodino) przekazał cesarzowi, za radą generalicji, w tym naczelnego wodza wojsk polskich księcia Józefa Poniatowskiego, wiadomość o konieczności użycia Starej Gwardii. Na próżno. Kiedy brzemienna w skutkach decyzja o pozostawieniu gwardzistów na wypadek odwrotu Wielkiej Armii przerodziła się w śmiertelny dramat zimowy blisko pół miliona żołnierzy, Ney pozostał z wojskiem, a Napoleon wyruszył w drogę powrotną przez Warszawę do Paryża. Nie wielki Bonaparte, tylko Michel Ney okazał się wzorem dowódcy m.in. dla dzielnych polskich ułanów i szwoleżerów na śnieżnych bezdrożach Rosji.

Mimo bohaterskich dokonań marszałka, po upadku cesarstwa Burbonowie nie wybaczyli mu zdrady. Skazany na śmierć, wczesnym rankiem siódmego grudnia 1815 Michel Ney stanął przed plutonem egzekucyjnym. Podniósł rękę i jak niedawno na polu bitwy, wydał komendę „ognia!”. Nim zagrzmiała salwa, uderzył się w pierś wskazując żołnierzom cel. Huknęły muszkiety. Ney padł twarzą na ziemię.

Tradycja Coup de Gràce nakazywała aby dowódca plutonu egzekucyjnego dobił skazańca strzałem w głowę. Ku zdziwieniu zebranych żołnierze wykonali „w tył zwrot” i odmaszerowali. Nikt z pistoletem obok leżącego się nie pojawił…

Na cmentarzu Perre Lachaise w Paryżu stoi okazały grobowiec z marmurowym profilem Michela Neya. Nierzadko przybysze z wielu stron świata w zadumie odgarniają z grobu liście, składają kwiaty. Mimo dwustu z górą lat, które minęły od wydarzeń ery napoleońskiej świat nie zapomniał jednego z największych jej bohaterów. Tyle, że grób marszałka owiany jest tajemnicą. Tajemnicą, której wyjaśnienie być może skrywa kamienna płyta innego grobowca, a ten znajduje się tysiące mil poza Francją.

Pewnego dnia 1816 roku w Charleston (Północna Karolina) pojawił się nowy nauczyciel. Już wkrótce tamtejsi uczniowie mieli okazję poznać tajemniczego człowieka o wielkiej wiedzy i niezwykłej odobowości. Według uczniowskich wspomnień pan nauczyciel miał w zwyczaju przedstawiać się krótko: „jestem Ney”.

Peter Stuart Ney był postacią niezwykłą. Mimo, że same inicjały jego dwojga imion sugerują dopisek do historii uznanej za zakończoną, dla wielu badaczy domniemanych pofrancuskich losów marszałka Post Scriptum Ney brzmi zdecydowanie lepiej niż Peter Stuart Ney.

Nauczyciel Ney tak, jak pojawiał się „znikąd”, tak i znikał z poszczególnych placówek pedagogicznych na terenie obydwu Karolin. Zbiegiem okoliczności przenosiny następowały, kiedy cień wątpliwości padał na jego tożsamość. A to ktoś o rozrzuconych po świecie Bonapartystach przeczytał w gazecie, a to widziano gdzieś podobiznę marszałka Neya i… P.S. Ney pośpiesznie zmieniał miejsce pobytu.

Wzrost, rysy twarzy, rude włosy, dzięki którym francuski marszałek miał w wojsku przydomek „Imbir”, najwyraźniej nie dawały spokoju także mieszkańcom Charleston. Po kilku „rozpoznaniach” P.S. Ney przeniósł się do Georgetown, a skoro i tam powątpiewano w jego tożsamość, zaszył się na głębokiej prowincji. Uczył w jednoizbowych szkołach m.in. dystryktów Rowan, Iredell i Davie nie pozostając w jednym miejscu dłużej niż dwa lata.

Opowiadania o P.S. Neyu zachowały się we wspomnieniach spisanych przez jego uczniów. W Davidson College i w Rowan Public Library znajduje się najwięcej informacji na jego temat. Wiele z tych materiałów przetrwało dzięki ulubionej uczennicy Neya, Mary Dalton. Jest kompas, którym prowincjonalny nauczyciel znakomicie umiał się posługiwać, są pamiętniki uczniów, z których wielu zajęło w dorosłym życiu znaczące stanowiska, zachował się nawet rysunek sporządzony ręką amerykańskiego Neya na kartce z ryciną przedstawiającą Neya francuskiego w blasku marszałkowskiej sławy. Ten dorysowany jest zdecydowanie starszy, z przerzedzoną czupryną i liniami zmarszczek na czole.

Jak wspominają uczniowie, nauczyciel Ney miał usposobienie wojskowego. Każdego ranka kazał stawać podopiecznym wzdłuż ściany, jak na paradzie i dokonywał przeglądu. Po ocenie schludności ubioru następowała ocena gotowości do zadań dnia. Wbrew przyjętym ówcześnie metodom nauczania poprzez recytowanie formuł matematycznych i fragmentów literatury z pamięci, nauczyciel Ney wymagał od uczniów praktycznego stosowania wszystkiego, czego uczył. Nie uznawał ponadto wyższości intelektualnej uczniów pochodzących z lepiej sytuowanych rodzin nad uczniami biedniejszymi. „Każda osoba posługująca się rozsądkiem”, mawiał, „jest w stanie objąć umysłem wszystkie dziedziny nauki”. Algebry uczył tak precyzyjnie, że po pewnym czasie dano mu opublikować własny podręcznik, którego używali także inni nauczyciele.

Podczas zajęć zdarzały się pytania dotyczące historii Europy. Ten temat sprawiał Neyowi szczególną radość. Zostawał wtedy z uczniami po godzinach lekcyjnych i opowiadał o wydarzeniach, które zmieniły świat. O podbojach Napoleona potrafił mówić z ogromnym przejęciem używając francuskich zwrotów z uwzględnieniem terminologii militarnej. Kiedy P.S. Ney zrozumiał, że wielu z jego podopiecznych nie pojmuje podstaw geografii, pojawił się w sali lekcyjnej z wielką dynią. Wycięcie w niej wszystkich kontynentów z pamięci zajęło mu niewiele czasu i klasa miała szansę zapoznać się z położeniem nie tylko Ameryki Północnej na kuli ziemskiej.

W zwyczaju szkolnych urwisów było w Rowan County wystawianie nauczycieli na próbę. Chodziło głównie o próby cierpliwości. Wsypywanie piasku do kałamarza czy przyklejanie butów do podłogi zdawało się nie dziwić P.S. Neya. Dlatego pewnego dnia próba sił odbyła się całkiem na serio. Uczniowie zamknęli się w izbie lekcyjnej i zagrozili, że nie wpuszczą nikogo do środka jeśli ich żądania nie zostaną spełnione. Ku zaskoczeniu prowodyrów zajścia pan nauczyciel nawet nie zapoznał się z ich warunkami. „Kto najdzielniejszy”, powiedział przez drzwi, „niechaj stanie do pojedynku! Jeśli mnie pokona, żądań wysłucham”. „Pojedynki” odbywały się oczywiście na niby, przy użyciu patyków, ale już po pierwszych starciach największym zawadiakom rzedły miny. Nauczyciel z każdym wygrywał z łatwością, jakby szermierka była jego drugą naturą. Tu należy wspomnieć, że za młodu Michel Ney pokonał w pojedynku mistrza szabli, u którego huzaria pobierała nauki.

Respekt, który nauczyciel Ney wywalczył sobie w szkole nie był wyłącznie zasługą umiejętności fechtowania. Bywało, że stawał w obliczu konieczności zaniechania edukacji  uczniów z uboższych rodzin. Zdarzało się, że udzielał im lekcji za darmo lub, w przypadku młodzieży najpilniejszej, pokrywał czesne z własnych zasobów. To oczywiście wzbudzało podejrzenia -skąd wiejski nauczyciel ma pieniądze skoro nie posiada przynoszących dochody dóbr ziemskich?

P.S. Ney raz do roku odbywał podróż do banku w Filadelfii. Jego sąsiedzi po cichu kwestionowali cel tych podróży, ale ponieważ pokrywał zobowiązania finansowe na czas, nikt nie naruszał jego prywatności natrętnymi pytaniami.

Pan Ney miewał gości niezwykle rzadko. Zachowała się notatka o spotkaniu nauczyciela w okolicznej gospodzie z tajemniczym przybyszem. Dwaj panowie nie zamieniwszy słowa spożyli posiłek i po uregulowaniu należności wyszli na zewnątrz. Najwyraźniej nie chcieli, aby ktoś przysłuchiwał się ich rozmowie, bo udali się na otwarte pole z dala od zabudowań i dyskutowali przez całą noc. Zagadnięty później o swego gościa Ney poinformował służbę wynajmowanego domu, że właśnie odwiedził go syn z Filadelfii.

Badacze amerykańskich losów domniemanego marszałka niewiele mogli się dowiedzieć na temat „jego syna”, ale natrafili na ślad lekarza używającego nazwiska Ney…man. Z początków ery fotografii zachowało się zdjęcie grupowe na którym dr.Neyman podobno został uwieczniony. Jakość fotografii nie pozwala jednak na ustalenie podobieństwa żadnej z przedstawionych tam osób do cesarskiego marszałka ze słynnych portretów.

Dramatyczne wydarzenie wstrząsnęło okolicą, kiedy lokalna gazeta przyniosła wieść o śmierci Napoleona. Ney zmienił się nie do poznania. „Do Francji już nigdy nie wrócę”, miał zwierzyć się jednemu z uczniów. Następnego dnia rozbiegła się wieść o próbie samobójstwa. Pan nauczyciel żegnał świat przy użyciu sztyletu. Tyle, że po wbiciu go sobie w szyję stracił przytomność. Ostrze, utkwiło w ciele spowalniając upływ krwi, dzięki czemu przywrócono P.S. Neya do życia.

Od tej pory zaczęto dostrzegać u niego zachowanie graniczące z obłędem. Często popadał w stan zobojętnienia, czasem w szaleństwo. Pewnej nocy, kiedy ludzie z sąsiedztwa zerkali przez okna obawiając się nadchodzącej burzy, z uderzeniem pierwszego pioruna na polanie przed domem pojawił się P.S. Ney z dobytym pałaszem. W strugach deszczu wydawał rozkazy niewidzialnej armii. Po francusku. Ustawiał wyimaginowanych gwardzistów w kolumny, wskazywał kierunek szarży kawalerii, której nikt poza nim nie widział. Niestraszne były mu błyskawice i gromy . Niczym dowódca w ogniu nieprzyjacielskiej artylerii stał niewzruszony rzucając wyzwanie samej naturze. Jak „najdzielniejszy z dzielnych”.

Zmarł w wieku siedemdziesięciu siedmiu lat otoczony uczniami. Tuż przedtem ktoś zadał pytanie, na które wszyscy czekali: „Kim naprawdę jesteś, panie?” Mężczyzna uniósł głowę i wyrzekł ostatnie słowa: „Jam jest Ney… (z) Francji…”

Był rok1846. Kiedy mogłoby się wydawać, że historia obydwu Neyów dobiegła końca, do Rowan County przybył nieznajomy w poszukiwaniu pamiątek po zmarłym nauczycielu. Podawał się za dziennikarza z Nowego Jorku. Z pokazanych mu rzeczy, najbardziej zainteresowały go notatki spisane szyfrem. Uczniowie wyznali, że nikomu dotąd nie udało się ich odczytać. „Dziennikarz” wspomniał, że zna specjalistów z „kluczami do szyfrów”. Jeśli pożyczą mu notatnik , zaoferował, nie tylko zwróci go wkrótce, ale podzieli się ukrytą w znakach treścią. Młodzieńcza ufność zatriumfowała i „żurnalista” wyjechał w świat z tajemniczym kajetem. Nigdy już o nim nie usłyszano.

Pół wieku później emerytowany major Konfederatów James Augustus Weston wydał w Północnej Karolinie książkę „Historyczne Wątpliwości Co Do Egzekucji Marszałka Neya”. Jest to analiza osobowości francuskiego i amerykańskiego Neya, jak i związanych z nimi wydarzeń. Wnikliwe badania historii życia „dwóch Neyów”, jak i raportów egzekucji marszałka, pozwalają autorowi wyrazić stanowcze przekonanie, że legendarny dowódca i nauczyciel z Karoliny to ten sam człowiek.

Dlaczego nikomu nie udało się dowieść, że rozstrzelanie bohatera ery napoleońskiej nie odbyło się na prawdę? Próbowali historycy, dziennikarze, nauczyciele, włączyły się nawet władze Płn Karoliny. P.S. Ney był dwukrotnie ekshumowany. Bez jednoznacznych rezultatów. Ponieważ na badania DNA nauka miała jeszcze długo czekać, spokój zmarłego wziął górę nad historycznym śledztwem. Secesyjny grobowiec P.S. Neya na cmentarzu w Cleveland otoczono łańcuchem, potem wzniesiono mauzoleum. Napis tam umieszczony mówi m.in. „Tu spoczywa Peter Stuart Ney – Zołnierz Rewolucji Francuskiej, służył pod Napoleonem Bonaparte”.

Po zapoznaniu się z ogromną ilością wypowiedzi świadków i niemałą ilością raportów egzekucji Michela Neya cytowanych przez światową prasę, wyłania się mnóstwo nieścisłości.

Odmienność poglądów politycznych osób opisujących śmierć marszałka i różnorodność wydarzeń u schyłku imperium pozwala też zauważyć chęć budowania lepszego jutra ponad podziałami. Szacunek, jakim głównodowodzący sił koalicji antynapoleońskiej Książę Wellington darzył wielu francuskich adwersarzy, jak i fakt, że Wellington i Ney byli Masonami, mogą sugerować, że oficjalny wyrok sądu rojalistów nieoficjalnie zamieniono na banicję w myśl tajnego porozumienia.

Ulubienica P.S. Neya, Mary Dalton uwieczniła w pamiętniku krótką opowieść starzejącego się nauczyciela o wydarzeniach siódmego grudnia 1815:

„Nie jestem Peterem Stuartem, jestem Marszałkiem Ney. Historia mówi, że mnie rozstrzelano, ale uciekłem śmierci za sprawą przyjaciół…i innych. W dniu egzekucji otrzymałem informację, że darują mi życie. Dostałem instrukcję: mam wydać komendę do strzału i upaść kiedy kule przelecą mi nad głową. Zastosowałem się. W czasie bitew nie wiedziałem, co to strach, ale tam przed żołnierzami, kiedy krzyknąłem „ognia”, w istocie byłem śmiertelnie przerażony. Potem odniesiono mnie do ambulansu i zabrano do szpitala. Nocą w przebraniu udałem się do portu. Po dotarciu do Bordeaux wyruszyłem w podróż do Ameryki, gdzie wylądowałem pod koniec stycznia 1816.”

Choć jeden z tropów historycznych prowadzi do szkockiego emigranta o nazwisku Peter Ney także związanego z Północną Karoliną, żaden amerykański dokument świadczący o istnieniu Petera Stuarta Neya przed rokiem 1816 dotąd nie został odnaleziony. Tajemnica dwóch grobów bohatera sprzed wieków pozostaje niewyjaśniona.

 

Cezary Doda

 

Artykuł ukazał się w pierwotnie w skróconej wersji w tygodniku nowojorskim „Kurier Plus”.