Czajniczek, czyli najkrótsze opowiadanie o Ryżewskim

Czajniczek, czyli najkrótsze opowiadanie o Ryżewskim

gbrPMZ Publikacje, Ryżewski Leave a Comment

 

Już od kilku dni porucznik Ryżewski ścigał bandę gerylasów i pomagających im Anglików. Porucznik i jego oddział w pogoni za wrogiem zapuścili się wysoko w góry. Było upalne lato, a oni od rana nie mieli nic w ustach. Góry w których się znaleźli były wyjątkowo ubogie w źródła i strumyki, jakie więc było zdziwienie porucznika gdy około 5 po południu wreszcie ścigana banda znalazła się w zasięgu jego lunety.

Ryżewski wyraźnie widział Hiszpanów i Anglików przy górskim źródle, nabierających wody do manierek i angielskiego oficera napełniającego czajniczek, i co wprawiło porucznika w jeszcze większe zdziwienie rozpalających ognisko! Tak, tak Anglicy wyraźnie zabierali się do gotowania wody na herbatę! Dam wam ja „fajf-o-klok” pomyślał Ryżewski i półgłosem wydał odpowiednie rozkazy podkomendnym. Lansjerzy mieli otoczyć biwakujących przeciwników, tak aby wziąć ich wszystkich żywcem, bez jednego wystrzału. Plan był dobry. Żołnierze ćwiczyli go już tyle razy. Z początku wszystko szło jak z płatka, już mieli dopaść bandytów, gdy na górskim kamieniu brzęknęła ostroga jednego z lansjerów – czujni gerylasi usłyszeli podejrzany dźwięk, poderwali się na równe nogi, a za nimi Anglicy i dalej uciekać. Ryżewski był pierwszym, który przypadł do ogniska, przy którym jeszcze niedawno panował taki błogi spokój. Niestety w zamieszaniu któryś z uciekających potrącił ruszt i czajniczek wpadł do ogniska, wylewając całą swoją zawartość na rozgrzane kamienie.

-A żeby was! Do stu tysięcy kartaczy! –zaklął Ryżewski, podnosząc czajniczek. Na okopconym naczyniu jeszcze widać było wydrapane bagnetem nazwisko właściciela „Russell” Wściekły podwójnie Ryżewski (bo i nie złapał gerylasów i nie napił się herbaty którą tak lubił) zaklął jeszcze raz siarczyście w kilku językach (co czytelnikowi tutaj w cytacie darujemy) i z całej siły rzucił czajniczkiem za uciekającymi. Był to ostatni raz, gdy widziano ten czajniczek, ponieważ mimo poszukiwań, które zaraz zarządzono, nie udało się go odnaleźć. Zapewne poleciał znacznie dalej niż nam się wydawało.