Albrecht adam bitwa pod mozajskiem piorem zaluskiego

Bitwa pod Możajskiem piórem Załuskiego

Arsenał 1795-1815 Skomentuj

Albrecht Adam: "Przed Borodino. 5 września 1812 po południu". Plansza nr 52

Albrecht Adam: „Przed Borodino. 5 września 1812 po południu”. Plansza nr 52

Przypominaliśmy na stronie Arsenału bitwę pod Smoleńskiem piórem Józefa Załuskiego, nieformalnego kronikarza pułku szwoleżerów gwardii. Idąc śladem dwusetnych rocznic, przytaczamy również jego wspomnienie z bitwy pod Możajskiem (Wspomnienia. Część druga.Wspomnienie VI. Rok 1812). Podobnie jak poprzednio opatrujemy je wykonanymi na polu bitwy ilustracjami Albrechta Adama, naocznego świadka wydarzeń, który towarzyszył ze swym szkicownikiem wojskom napoleońskim w marszu na Moskwę. Wspomnienia Załuskiego rozpoczynamy od pola bitwy pod Walutyną Górą, gdzie:

Wieść była u nas, że Napoleon zapalony widokiem tak pięknego pobojowiska, miał wyrzec: — „Z takim wojskiem można iść na koniec świata!”, i że się natenczas dopiero zdecydował maszerować do Moskwy. Więcej militarne jest zdanie jenerała Gourgaud, codziennego towarzysza i podkomendnego Napoleona, który lubo opisuje zadowolnienie cesarza z widoku pola bitwy pod Walutynową: Voilà comme j’aime un champ de bataille, quatre Russes pour un Français! Gérard, c’est fort bien. (Otóż to takie lubię pobojowisko, czterech Moskałów na jednego Francuza! Gérard, bardzo dobrze).

 

Jenerał Gourgaud powiada, że osobiście woził Junotowi duc d’Abrantes rozkaz posiłkowania Neya od lewego flanku Moskałów, że ten takowego nie tylko nie spełnił, ale spełnić nie chciał, a tym sposobem bitwa pod Walutynową nie miała skutku, że pod Dorohobużem Rosjanie zdawali się chcieć przyjąć walną bitwę, że w tej nadziei Napoleon nie mógł nie opuścić Smoleńska, gdyż jego potrzebą było pobić stanowczo armię nieprzyjacielską, i że to spowodowało dalszy pochód do Wiążmy, Gżacka i na koniec do Moskwy w nadziei rozstrzygającego zwycięstwa i pokoju.

Jakkolwiek bądź my oficerowie młodzi, Polacy, cieszyliśmy się ze zdobycia Smoleńska, którego już nie lękaliśmy się utracić, cieszyliśmy się z każdego spojrzenia na Dniepr, z Dorohobuża, z Wiążmy i tych wszystkich miejsc, które nam przywodziły na pamięć drogie imiona: Żółkiewskich, Chodkiewiczów, Władysława IV… i postępowaliśmy ku Moskwie upojeni nie już nadzieją, ale zaufaniem w niezawodne zwycięstwo i onego skutki.

 

Albrecht Adam: "Nad rzeką Moskwą. 5 września 1812 po południu". Plansza nr 53

Albrecht Adam: „Nad rzeką Moskwą. 5 września 1812 po południu”. Plansza nr 53

 

Z prawym skrzydłem, to jest z wojskiem polskim, nie mieliśmy stosunków służby, ale często spotykaliśmy się z oficerami polskimi, zwłaszcza przyjeżdżającymi do głównego sztabu cesarskiego, a stąd rozmowy o przyczynach małej liczby korpusu narodowego i wypuszczeniu Bagrationa. Bo tak prawdę powiedziawszy, nie darowane było tak miękkie postępowanie księcia Józefa za tym korpusem moskiewskim, powszechnie i my sami żałujemy, że wojsko polskie nie było powołane do tworzenia prawego skrzydła armii na Wołyniu i Podolu, ale kiedy było głównie przeznaczone na ściganie Bagrationa, powinno było tego dopiąć, bo któż nie widział, że od tego zawisł był najwięcej skutek całej wojny. Okazało się z tych rozmów, że wojsko Księstwa Warszawskiego nowo uformowane, nie zaprawione jeszcze w wojnach, nie było dość lekkie i tęgie do marszu. Prawda że upały i piaski utrudniały pochód, ale marsze są podstawą zwycięstwa na wojnie i pozostawało się z tyłu wiele włóczęgów w piechocie, w jeździe zaś wypadki pod Mirem i Romanowem[1] tłumaczyły się niedoświadczeniem dowódców pułków kawalerii, którzy mając chęć popisywania się jeden bez drugiego, dali się pokonać Płatowowi . Nie wątpię, że od Smoleńska do bitwy możajskiej, czyli borodyńskiej wiele żołnierzy korpusu księcia Józefa podochodziło, wszelako nigdzie nie mogę się doczytać liczby wojska polskiego w bitwie nad rzeką Moskwa.

 

Albrecht Adam: "Nieopodal Borodino. 5 września 1812 po południu". Plansza nr 54

Albrecht Adam: „Nieopodal Borodino. 5 września 1812 po południu”. Plansza nr 54

 

Gdyśmy przyszli do Wiążmy, przypomnieliśmy sobie dawne przewagi i oglądali dawnych pamiątek szczątki. Tu zaopatrzyliśmy się znacznie w różne zasoby pożywienia, ale piechota francuska używała tak dalece do zbytku, że ściągnęła zły humor Napoleona, bo w bliskości licznego nieprzyjaciela takie ekscesa napojów mogą być zgubne.

Na koniec dnia 5 września uzyskaliśmy przekonanie o nastąpić mającej walnej bitwie. Dnia tego przed wieczorem byliśmy świadkami, jak król Murat i dywizja piechoty Compan zdobyła pierwszy szaniec rosyjski nad wsią Szewardino, uzbrojony 12 działami pozycyjnymi. Miło nam było przypatrywać się, jak jedna dywizja piechoty zdobyła pozycją wzgórzystą na tylnej straży rosyjskiej, którą do 15 000 piechoty szacowano. Dzień 6 września był dniem wypoczynku i przygotowania się do bitwy; był rozkaz jeneralny czyszczenia i przygotowania broni. Nasz pułk uzbrojony po większej części w proporce nie tyle się zajmował czyszczeniem strzelby jak siebie samych i munduru, tak że nazajutrz wystąpiliśmy w zupełnej paradzie, jak gdyby na placu Carrousel pod Tuileriami.

 

Albrecht Adam: "Pole bitwy. 6 września 1812". Plansza nr 55

Albrecht Adam: „Pole bitwy. 6 września 1812”. Plansza nr 55

 

Wieczorem dnia 6 września widać było z obozowisk naszych obrząd religijny w armii rosyjskiej, procesją ze światłem odbywającą się, przeciągającą szeroko po ich stanowiskach, i słychać było wznoszące się śpiewy błagalne. Szydziliśmy natenczas z odbywających to nabożeństwo, atoli więcej daleko powinniśmy byli ubolewać nad zupełnym zapomnieniem o religii w naszym wojsku. Nie można niestety zaprzeczyć, że wojskowość francuska i zwycięstwa jej były płodem i utworem rewolucji francuskiej i że w tej najważniejszej materii my, Polacy, nie mieliśmy przed oczyma ani wzoru, ani nauki do naśladowania. Jakoż przez cały czas tej wyprawy na Moskwę, prócz zetknięcia się chwilowego z dominikanami w Drui, a z jezuitami w Połocku, Witebsku i Orszy, nie pamiętam u nas zastanowienia się religijnego, a nawet nie przypominam sobie uszanowania w Wilnie Ostro-Bramy ani przy powitaniu, ani przy pożegnaniu stolicy Litwy. Zdaje się, że my, koroniarze, nie znaliśmy natenczas tej — iż tak powiem — Częstochowy litewskiej. Już to pod względem religii wyznać musimy, że pomimo wychowania naszego katolickiego rodzinnego wiek XVIII wywarł swój zgubny wpływ na nas i że dopiero doznawszy klęsk po klęskach, zawołaliśmy skruszeni: Domine! remitte iniquitatem plebis Tuae! (Panie, odpuść niegodziwość ludu Twego!)… a czy już godni jesteśmy podnieść głos: Dominus virtutum nobiscum! (z nami jest Pan cnoty!) i benedixisti terram Tuam? (pobłogosławiłeś Panie ziemi Twojej) — to nasze dalsze zachowanie się okaże.

Przy tej sposobności zwracam uwagę czytelników na mapy, które mamy o wojnie r. 1812, mianowicie wsławionego historyka pana Thiers. Najprzód nie wiem, dlaczego w krajach polskich używają Francuzi pisowni ułomnej nazwisk rosyjskich: i tak np. Nowoj Troki, Widzoy zamiast Widzę, Gloubokoe zamiast Głębokie itp. Zaś w planie bitwy walnej pod Borodinem, czyli Możajskiem, ta sama rzeka, którą pan Thiers na swej 55 mapie zowie Protwa, na planie zowie się Kołocza. Te i tym podobne nieregularności tudzież sprzeczności między opisywaniem szczegółów bitwy przez pana Thiers a obecnego jenerała Gourgaud stawiają trudności pamięci naszej po tak długim przeciągu lat.

 

Albrecht Adam: "Pole bitwy. 6 września 1812". Plansza nr 56

Albrecht Adam: „Pole bitwy. 6 września 1812”. Plansza nr 56

 

Jeszcze jednę okoliczność rozczulającą przypomnę czytelnikom. Dnia 6 września przywieziono Napoleonowi obrazek jego syna pędzla Da vida; przyjął ten drogi upominek z rozczuleniem, może za dobrą wróżbę, wpośród okrzyków swoich żołnierzy. Atoli nacieszywszy się widokiem tego ukochanego oblicza, wyrzekł do otaczających go: — Retirez le, il voit trop de bonne heure le champ de bataille (Schowajcie jego obraz, niech zbyt wcześnie nie widzi pola bitwy)!

Dnia 7 września o godz. 2 rano wsiedliśmy na koń i maszerowali zająć nasze stanowisko, odczytaliśmy z uniesieniem rozkaz dzienny cesarski; oto jest […]:

„Żołnierze! otóż jest bitwa, której sobie życzyliście. Teraz zwycięstwo zależy od was; potrzebne nam jest, przyniesie nam obfitość, dobre zimowe leże i rychły powrót do ojczyzny! Sprawujcie się jak pod Austerlitz, pod Friedland, pod Witebskiem, pod Smoleńskiem; niech potomność najoddaleńsza wspomina wasze czyny w tym dniu; niech mówią o was: on był w tej wielkiej bitwie pod murami Moskwy”.

 

Albrecht Adam: "Bitwa pod Borodino. 7 września 1812". Plansza nr 57

Albrecht Adam: „Bitwa pod Borodino. 7 września 1812”. Plansza nr 57

 

Wkrótce zajaśniało słońce, które cesarz i my wszyscy pozdrowiliśmy przywitaniem słońca austerlitzkiego! Pan Thiers podaje siły Francuzów w tej bitwie na 127 tysięcy i 580 armat, siły Rosjan według ich pisarza Danilewskiego  na 113 000, a według obecnego tam jenerała Hoffmana 140 000. Liczby dział rosyjskich nie mogłem się doczytać, ale nie miała być mniejszą od francuskich, tym bardziej że Moskale tyle szańców armatami cięższego wagomiaru  osadzili. Nasze stanowisko z początku bitwy było jak zwykle niedaleko osoby cesarza, na równinie ku prawemu skrzydłu w kierunku wsi Semenowskoje i trzech szańców flèches (strzałczany) moskiewskich. Szwadrony służbowe naturalnie były bliżej przy samym cesarzu, nie pamiętam, który tego dnia był na służbie. Ale gdy w południowych godzinach kawaleria rosyjska gwardii i kozacy ruch natarcia rozpoczęli na lewe skrzydło wicekróla Eugeniusza, cały nasz pułk udał się w tamtą stronę, a część pułku — może tylko szwadron służbowy — ucierał się z gwardią konną rosyjską. Ja tylko tyle pamiętam, żem widział słynnego naszego Wilczka prowadzącego oficera od kirasjerów gwardii petersburskiej i że niemało koni tej gwardii z jej czaprakami w gwiazdy ozdobnymi błąkało się w naszym pułku, za które nasi wymieniali swoje mniej zdatne konie, a gwiaździste czapraki z pośmiewiskiem na różne posługi obracali. Panowie Thiers, Ségur, a nawet Gourgaud nie wspominają o naszym ruchu, który jednak nie mógł być nieskuteczny, bo nasze proporce z daleka w groźnej i szybko postępującej postawie okazujące się, robiły skutek i bez natarcia. Przeciwnie pan Thiers wspomina tylko o udziale lekkiej jazdy, nie wymieniając jakiej, a tak on, jak i Gourgaud mówią o podobnym ruchu dywizji Claparède, to jest Chłopickiego, a milczą o boju naszej legii pod Możajskiem nazajutrz albo trzeciego dnia po batalii, a więc ja nie wiem dowodnie, gdzie Chłopicki był ranny? dość że powszechnie mówiono, iż pod Możajskiem, po którym to zranieniu już go nie widziano ani w dalszej kampanii 1812, ani w 1813, ani 1814, lecz nie tu miejsce o tym pisać.

 

Albrecht Adam: "Zdobycie wielkiej reduty. 7 września 1812". Plansza nr 58

Albrecht Adam: „Zdobycie wielkiej reduty. 7 września 1812”. Plansza nr 58

 

Gdy jazda Uwarowa i kozacy cofnęli się, i my powróciliśmy na nasze stanowisko ku prawemu skrzydłu, ale już bitwa była postąpiła. Mogliśmy więc posunąć się naprzód i nieść jaką pomoc współziomkom naszym z jazdy, zalegającym pole ich walecznych natarć, a mianowicie 14. pułku kirysjerów Stanisława Małachowskiego. Tu mieliśmy przyjemność witać się z wielu znajomymi z pułku jazdy polskiej, a mianowicie z pokrewnym moim Romanem Załuskim, oficerem 11. pułku ułanów dowództwa Adama Potockiego, którą przyjemność mieliśmy jeszcze i w dniach następnych, póki korpusy jazdy Latour Maubourg i Sebastianiego były w naszej bliskości.

Wkrótce bitwa była stanowczo wygraną, lecz Napoleon nie chciał, żeby gwardia jego brała czynny udział w rozbiciu i ściganiu nieprzyjaciela z politycznych i militarnych powodów w kraju tak odległym. Z zupełnym zmrokiem udaliśmy się na spoczynek do lasu na prawym skrzydle będącego; tu adiutant major mnie jako kapitana z kolei komenderował na furażowanie. Nie było to lekkie zadanie w ciemnej nocy i miejscach nieznanych. Udałem się na prawo i dostałem się do biwaków opuszczonych przez wojsko polskie. Zastaliśmy tam ślady niemałej obfitości zboża w snopie, szczątkami tymi obładowaliśmy nasze konie; ale nas zgorszyło mnóstwo powózek i różnego przy nich motłochu niepotrzebnego na wojnie. Był to niestety przykład tego, co wkrótce miało i całą armią obciążać przy bliskim odwrocie.

Powróciłem więc do naszego biwaku ze szczupłym posiłkiem dla koni, a żadnym prawie dla ludzi, w późną noc, nie zsiadając prawie z konia od 2 porannej godziny.

 

Albrecht Adam: "Na polu bitwy. 7 września 1812". Plansza nr 59

Albrecht Adam: „Na polu bitwy. 7 września 1812”. Plansza nr 59

Nazajutrz 8 września przejeżdżaliśmy srogie pobojowisko bitwy, nad którą krwawszej nie pamiętali weterani. Pan Thiers podaje liczbę z obu stron zabitych i rannych na 90 000, z których przyznaje ze strony francuskiej 30 000, a na Moskałów liczby 60 000. Zdanie sprawy urzędowe nie wspomina dość słusznie o udziale wojska polskiego w tej bitwie ani zwraca uwagi na szczupłość tak zwanego 5. korpusu księcia Poniatowskiego.

Kiedy armia posunęła się na Możajsk, większa część naszego pułku pod dowództwem grosmajora Dautancourt, a w komendzie starszej jenerała Colbert, dowódcy pułku lansjerów holenderskich gwardii, posłani zostaliśmy na prawo, na starą drogę od Kaługi do Moskwy celem śledzenia w tej stronie ruchów głównej armii Rosjan, a może i jakiego nadchodzącego jej posiłku. W tym kierunku przyszliśmy do Borowska. Wtenczas to złączył się z nami pluton 7. pułku lansjerów w służbie Francji, to jest ułanów nadwiślańskich, pod dowództwem porucznika Bogusławskiego i pozostał z nami podobno aż do złączenia się z pułkiem w okolicach Oszmiany. Wojska rosyjskiego nie napotykaliśmy nigdzie w liczbie znaczniejszej, a patrole kozackie unikały nas, bo nasza kolumna jazdy wynosiła mniej więcej 2000 koni. Wszelako jenerał Colbert zachowywał wzorową ostrożność. Był to dowódca rzadki i w czasie cofania się z Rosji dawał dowody energii, której niestety nie dostawało wielu jenerałom francuskim, jak to będziemy mieli sposobność wzmiankować niżej.

Józef Załuski

 


[1] pod Mirem (9—10 czerwca) i pod Romanowem (13 lipca) jazda polska m. in. wskutek powolności manewrów dała się zaskoczyć kozakom.