Albuera 1811 zapomniana bitwa w swietle pamietnikow regulaminow i opracowan pozniejszych

Albuera 1811 – Zapomniana bitwa w świetle pamiętników, regulaminów i opracowań późniejszych

KT Felietony Skomentuj

Albuera 1811 – Zapomniana bitwa w świetle pamiętników, regulaminów i opracowań późniejszych

Karol Tomczyk

Pamięć świetnego w  swym czasie pułku Lansjerów Nadwiślańskich, znanego w epoce napoleońskiej bardziej niż szwoleżerowie gwardii, zapomnianego przez lata, wraca dzięki wysiłkom zapaleńców do których i ja należę.

Nie jestem historykiem zawodowym lecz doświadczenie jeździeckie jakie zdobyłem zainspirowany sławą naszych przodków, uczestnictwo, pieszo i konno, w wielu rekonstrukcjach bitew daje mi prawo zabranie głosu w sprawie bitwy pod Albuerą.

O bitwie pisano wiele, głownie absorbowała Anglików z powodu żywej nadal pamięci o wyjątkowo wysokich  stratach jakie poniosła ich piechota w tej bitwie, wertując materiał piśmienny nasuwa się podejrzenie, że Anglicy uznający się za zwycięzców, głębiej przeżywają nie tyle bezpośrednie straty jakie zadały im polskie lance a to, że to właśnie one odebrały im szansę faktycznego zwycięstwa nad Francuzami.

Pominę żmudne objaśnianie sytuacji militarnej w Hiszpanii roku 1811, oraz szczegółowy opis wszystkich jednostek biorących udział w samej bitwie, zrobili to w swoich książkach autorzy, których poniżej cytuję, przejdę od razu do analizy samej batalii.

Gen. Soult, który zmuszony był walczyć z silniejszym przeciwnikiem (Anglicy, Hiszpanie i Portugalczycy dysponowali łącznie 35284 żołnierzami, Francuzi 24260)   wykorzystał fakt rozlokowania jednostek przeciwnika na dużej przestrzeni, ustawił dywizje Girarda i Gazan-a na wprost wysuniętego prawego skrzydła Anglików.

Uzyskał dzięki temu czasową przewagą przy czym pagórkowaty teren na którym odbyła się bitwa w równym stopniu pomagał i przeszkadzał obu walczącym stronom.

Dywizja gen. Girard(a) sformowana została na pochyłość zbocza w głęboką formację, dzięki czemu tylne szeregi mogły strzelać na wprost ponad głowami szeregów niżej stojących, uzyskano w ten sposób dużą siłę ognia, jednak kosztem ograniczenia zdolności manewrowej całej jednostki.  Gdy Girard wystawiony „na wabia” ,ściągnął na siebie ataki piechoty i ogień artylerii Beresforda , zwycięstwo Francuzom mogła dać jedna, zmasowana szarża kawalerii, gdyby doszła do skutku!.

Nieskuteczność angielskiej i brak aktywności francuskiej kawalerii w tej fazie bitwy mogły wynikać zarówno z ukształtowaniu terenu (mieliśmy okazję przekonać się pod Somosierrą w 2008 r. jak trudno poruszać się pieszo czy konno w hiszpańskich górach) , jaki i niechęci jej dowódców do wykonywania rozkazów zmuszających ich do zmiany wcześniej wydanych poleceń. To też znamy z rekonstrukcji, jakakolwiek zmiana scenariusza w trakcie trwania rekonstrukcji prowadzi do chaosu, ludzie zaczynają popełniać zabawne czasem błędy, podczas rekonstrukcji oznacza to jedynie bałagan, w czasie bitwy mogło doprowadzić do klęski .

Ważne było także to, kto przynosił rozkaz lub czy udało się nowy rozkaz potwierdzić. W końcowej fazie bitwy :  Płk Hardinge ze sztabu Beresforda, widząc co się dzieje z ciężko walczącymi liniami, na własną rękę popędził do angol-portugalskiej dywizji gen Cole’a żądając natychmiastowego włączenie się do boju. Niebawem pojawił się też płk. Rooke  z tym samym żądaniem. Cole, mając wyraźny rozkaz Beresforda pozostawania w odwodzie i obawiając się flankowego ataku podczas przemarszu ze strony jazdy Latour-Maubourga, wahał się jeszcze. Wysłał adiutanta od głównodowodzącego z zapytaniem o dalsze rozkazy, lecz ten nie dotarł do wodza. (Albuera 1811 T.Rogacki str.39)

W naszej historii mamy podobną sytuację w czasie bitwy Grochowskiej w 1831, gdy generał Umiński zlekceważył rozkaz gen. Chłopickiego nakazującego mu natychmiastową szarżę na rozproszoną kawalerię rosyjską. Nie wykonanie rozkazu Umiński tłumaczył tym, że nie pochodził on od głównodowodzącego a także tym, że jest gruda!, Argument dość dziwny w sytuacji gdy Rosjanom ta gruda nie przeszkadzała szarżować na polską piechotę.  Pomimo, że Umiński zmarnował szansę definitywnego zwycięstwa nad Moskalami, nie został pociągnięty do odpowiedzialności, gdyż formalnie był w porządku.

Dramatyczny z pozoru moment w którym nie osłonięta brygada Colborna rozwija się do ataku na skrzydło Francuzów był tą chwilą, w której szarża lansjerów i kawalerii Latour-Maubourga (razem 3400 koni) mogła zadecydować o losach bitwy.

Rozbicie brygady Colborna  otwierało drogę do wnętrza dywizji Zayasa, niestety szansa zakończenia bitwy w jej początkowej fazie została zmarnowana.   Zamiast tego nastąpił zdecydowanie za słaby atak lansjerów wspartych jedynie huzarami (282+23 oficerów).    Kawaleria  Latour- Maubourga w późniejszej fazie bitwy wykazała się aktywnością zatem nie można zarzucić jej samej i jej dowódcy niechęci do walki, być może w pamiętnikach lub raportach z bitwy znajduje się zapis, który może wyjaśnić  bierność dragonów francuskich w tej konkretnej sytuacji, choć pewne poszlaki co do tego zagadnienia są, o tym jednak później.

W dniu bitwy pułk liczył  563 ludzi + 28 oficerów, są to dane zaczerpnięte z  książki Tomasza Rogackiego „Albuera 1811” wydanej przez Bellonę w 2004 roku.

Walka rozpoczyna się od komendy, którą przekazał nam w swoim pamiętniku Kajetan Wojciechowski . Pułkownik Konopka miał wydać rozkaz : Flankiery naprzód, pułk do ataku szwadronami od prawego Marsz, Marsz!

Zgodnie z przekazem K. Wojciechowskiego i wcześniejszym opisem sytuacji terenowej wnoszę, że pułk rozwijał się od prawego skrzydła kłusem z kolumny czwórkowej w front (linię) szwadronów. Wojciechowski nie podaje komend wykonawczych towarzyszących tym czynnościom gdyż po latach nie wspomina się słów i rzeczy oczywistych i znanych każdemu żołnierzowi.  Zatem by zrozumieć co się wtedy wydarzyło musimy sięgnąć po Regulaminu exercunku dla brygad kawalerii narodowej i pułków straży przedniej wojska obojga narodów wydany w Warszawie roku 1786 wg którego po komendzie wydanej przez Konopkę główną rolę w organizacji i przeprowadzeniu szarży przejęli dowódcy poszczególnych  półszwadronów lub szwadronów pozostając na ich czele do końca ataku!. (przypis 1)

WW Regulamin mówi : Atak kawalerii może być użyty nie tylko naprzeciw kawalerii, ale też i naprzeciw piechocie nieprzyjacielskiej, i ma sobie trzy pryncypialne punkta do uwagi, to jest :  Dyrekcję linii swojej do nieprzyjaciela ( kierunek ataku który powinien wyznaczać stały punkt terenowy, wskazany żołnierzom jako element orientacyjny !) ,

rozporządzenie szwadronów dowódcy szwadronów  maja przy organizacji ataku określić i zawiadomić się wzajemnie kto i w jakiej kolejności ma atakować wybrane cele

i natarczywość.

Najkorzystniejszą dyrekcją ataku na kawalerię  przeciwnika jest uderzenie w dyrekcji paralelnej (równolegle) do frontu nieprzyjacielskiego lub po skosie na jej skrzydło która okrywa skrzydło piechoty tzn. ubezpiecza piechotę jednocześnie nie wolno było dopuścić do uderzenia na własny szyk w podobny sposób.

Czy Wojciechowski przekazał dosłownie rozkaz Konopki trudno dzisiaj rozstrzygać , bo po cóż tuż przed atakiem mieli by występować z szyku flankierzy używani z reguły do osłony rejterady czyli w czasie manewru wycofywania się w obliczu nieprzyjaciela.

Faktem jest, że ostatecznie pułk lansjerów wsparty tylko huzarami atakował pod górę! brygadę Colborna składającą się z  3pp -728 żołnierzy i 27 oficerów, 2 batalionu 48pp – 423/29 ,  2-go batalionu 66 pp – 417/24 i 2 batalionu 31pp – 398/20 (dane wg T. Rogackiego) .

Angielska piechota walcząca od jakiegoś czasu  z formację gen. Girarda rozwinęła szyk w schody, przy czym najliczniejszy 3pp znajdował się na prawym skrzydle (patrząc od strony anglików) i miał całkowicie nie osłonięte prawe skrzydło!.

Za 3pp który przy ustawianiu w dwa szeregi zajmował front o szerokości  około 300m, nieco z tyłu znajdował się 2b-48pp (2-gi batalion 48 pułku piechoty którego szerokość frontu wynosiła około 170m) i jeszcze głębiej za nim 2b-66pp (długość  frontu około 170m), maszerujący kolumną 2b-31pp znajdował się na lewym skrzydle brygady za Hiszpanami Zayasa i był na tyle oddalony od miejsca w którym została stoczona walka, że mógł utworzyć czworobok, czemu zawdzięczał swoje ocalenie.

Szerokość frontu szwadronu składającego się z 280 lansjerów nie była większa niż 140 m ( całego regimentu – 280m), lewy szwadron uderzył na 3pp, prawy na 2b-48 i 2b-66pp przy czym obydwa szwadrony musiały odejść na tyle daleko od miejsca postoju , by po

rozwinięciu z kolumny w front oba „pokryły” swą długością odcinek zajmowany przez brygadę Colbourna. Zwrot w prawo jaki wykonała angielska piechota niewiele jej pomógł w ostrzale zbliżającej się kawalerii, gdyż z takiej pozycji praktycznie wszyscy żołnierze musieli strzelać po skosie w prawo, niemalże po linii własnej piechoty (płomień i dym z panewek zmniejszał celność , dym wystrzałów prawego skrzydła przesłaniał widok stojącym z tyłu, którzy do tego mieli za krótki zasięg, gdyż front całej brygady miał długość prawie 700m.

Regulamin kawalerii narodowej z 1786 zaleca atakowanie zwartym frontem na wprost jedynie kawalerię nieregularną ( rozproszoną, nie potrafiącą utrzymać zwartej formacji) , w przypadku kawalerii regularnej i piechoty atak można było przypuścić jedynie po skosie lub prostopadle do frontu nieprzyjaciela ( z boku).  W przypadku szarży pod Albuerą lansjerzy atakując piechotę musieli po zajechaniu na pozycję wyjściową rozwinąć się z kolumny w linię szwadronów (lub kompanii) tak, by uderzyć na piechotę pod kontem około 30 stopni.   Wojciechowski pisał po latach o formowaniu szwadronów gdy tymczasem szarża mogła odbyć się kompaniami (szwadronami bojowymi ) co skracało front poszczególnych jednostek i ułatwiało ich dowódcom manewrowanie  przy rozwijaniu szyku w trudnych warunkach terenowych.

Załuski nazywa często kompanie szwadronami bojowymi, czym wprowadza bałagan nazewniczy,  przy czym wiadomo, że szwadron składał się z dwu kompanii,  jest zatem prawdopodobne, że w różnych okazjach bojowych to kompanie stanowiły podstawową jednostkę operacyjną łatwiejszą do formowanie i manewrowania niż cały szwadron lub pułk.

Przejście z kolumny czwórkowej do frontu (szyku rozwiniętego) następowało od prawego gdyż dowódcy szwadronów i kompanii uzgadniając między sobą dyrekcję i cele musieli najpierw wyprowadzić kolumnę kompanii na pozycje wyjściowe do ataku, po osiągnięciu których rozwinęły się one w ten sposób, że  ostatnia czwórka jeźdźców ( czyli ta która znajdowała się na prawym skrzydle)  po skręceniu w prawo jechała na wprost a kolejne łączyły do niej dojeżdżając z lewej strony.

Pierwsi wpadli na prawe skrzydło i centrum 3pp lansjerzy z lewego skrzydła (na zał. rys. półszwadrony 1 i 2), drugi szwadron ( nr.3 i 4) przejechał obok nich i uderzył na pozostałe bataliony brygady Colbornea.

Rozwinięcie kompanii (numeracja nadana wyłącznie na potrzeby artykułu, nie odpowiada faktycznym numerom szwadronów i kompanii ) z domniemaniem, że 3 i  4 pozostały nieco z tyłu za 1 i 2 co pozwalało im na pozostawanie poza zasięgiem ognia angielskich karabinów do momentu wejścia w styczność bojową z atakowanymi przez nie batalionami 48pp i 60pp. Zakładam taki sposób ataku na podstawie mojej praktyki kawaleryjskiej nabytej podczas różnych rekonstrukcji, nie musi to jednak odpowiadać stanowi faktycznemu.

Wykorzystam poniżej własne tłumaczenie fragmentu książki Pana Petera Edwordsa ze względu na kilka fałszywie brzmiących, ciekawych pomysłów propagandowych jakie w swojej pracy przedstawił w celu „odkręcenia” niewygodnych faktów historycznych, a także dlatego, że zacytowane przez Pana Edwards-a fragmenty wspomnień oddają doskonale atmosferę tamtych chwil , ponadto przypuszczam, że na wydanie jego książki w języku polskim na razie się nie zanosi :

Edwards: Dwadzieścia jeden lat później Marszałek Beresford , szukając każdej możliwości przeciwstawienia się z Williamowi Napier, wyjaśniał, że gwałtowna ulewa ograniczyła widoczność, przypisując Napierowi chęć kreowania dramaturgii sytuacji Beresford pisał:

Faktem jest, że widoczność była słaba,(the atmospher was dark) , Lansjerzy byli obserwowani w czasie manewru obrotu i zatrzymania, brygada stanęła frontem w prawo z intencją atakowania gdy oni (Anglicy) byli w momencie oddawania strzału, rozległ się krzyk, że to są Hiszpanie. To spowodowało wahanie oraz opóźnienie i zanim (jakikolwiek) dalszy rozkaz mógł być wydany, przeciwnicy wykonali szarżę.

KT : Informacja, że przed szarżą zatrzymali się dla wyrównania frontu i dopiero po tym ruszyli do ataku w połączeniu z wiadomością, że jechali pod górę po skosie zbocza mogło doprowadzić do pozostania w tyle prawego szwadronu który miał dłuższą drogę do pokonania czyli nie została utrzymania wyrównana linia szwadronów, co jednak na sam wynik szarży nie miało żadnego wpływu.

W takim ustawieniu lansjerzy jadąc wzdłuż linii piechoty „rolowali” po kolei angielski szyk wychodząc w pewnym momencie na jego tyły.

Pan Edwards na Str.146 pisze :

Około 1000 ( jeźdźców) 2-go pułku Huzarów, 1-go pułku ułanów nadwiślańskich, i prawdopodobnie kontyngent 10 pułku huzarów , spięło rumaki i pokonało błyskawicznie kilkaset jardów, pochylali lance i dobywali szabel gdy nabierali prędkości. Lansjerzy stanowili około połowę atakującej siły, dowodził nimi 36-cio letni pułkownik Jan Konopka, jechali na polskich gniadoszach i kasztanach. Chociaż regiment był obecny w Talawarze nie brali udziału w akcji, i nie byli obeznani z brytyjską piechotą , to była ich pierwsza !!! szarża w Hiszpanii!!!.

(KT) Pan Edwords mija się z prawdą, gdyż 28.07.1809 lansjerzy walczyli z Anglikami w bitwie pod Talavera de la Ryena. W kolejnych bitwach przed Albuerą zarejestrowano walki z kawalerią brytyjską nie podając czy nasi mieli do czynienia z angielską piechotą, ponieważ jednak przez cały czas pobytu w Hiszpanii pułk występował w niepełnym składzie, w różnych okresach od 100 do 250 ludzi było wydzielonych z jego składu nie wiadomo kiedy i gdzie lansjerzy mieli pierwszy kontakt bojowy z angielską piechotą.

Z naszego punktu widzenie jest to ważne ze względu ma oskarżenie o barbarzyńskie wykłucie leżących piechurów.  Nawet wg XIX kryteriów było to rzeczywiście okrucieństwo ale czy nie uzasadnione w oparciu o to co wiemy o postępku pruskiej piechoty pod Strzegomiem, która regularnie się poddała ( prusacy podnieśli do góry karabiny skierowane lufami w dół)  a gdy nasi przejechali obok zaczęła strzelać lansjerom w plecy!.

Twierdzenie ponadto, że była to ich pierwsza szarża w Hiszpanii jest także fałszywe.

Pan Edwards pisze dalej :

Ułani nadwiślańscy nosili granatowe mundury z żółtymi wyłogami ( oba kolory znane w pomiędzy anarchistyczną zbieraniną w hiszpańskich uniformach, odzianej we wszystko co się dało zedrzeć z zabitych i jeńców (KT) ) , kwadratowe czapki przykrywały anonimowe czarne pokrowce. Hiszpańska kawaleria niefortunnie, także miała w 

szeregach lansjerów.

 

Ślad używania lanc przez Hiszpanów znajduje się w pamiętniku kapitana Jakuba Filipa Kierzkowskiego wydanym w Warszawie w 1903 roku.  Kierkowski , który służył w tym czasie w armii francuskiej, pisze, że po zdobyciu przez Anglików Badajoz czyli w kwietniu 1812 r i nieudanej wyprawie na Gibraltar wracając do Sewilli przeżył spotkanie z hiszpańskimi partyzantami :

Kawaleria polska , 7-my pułk Konopki stał w Utrera. Gdym dojeżdżał na płaszczyznę Utrera, z gór wypadło nieprzyjacielskich kilkadziesiąt koni, widzieliśmy, że kawaleria ta chce nam odciąć drogę. Francuzi z mojej eskorty myśleli, że to polscy ułani, gdyż mieli także lance, ale ja mając dobre oczy, do tego perspektywę, powiedziałem im , że to są partyzanci hiszpańscy. Zacząłem ruszać małym galopem, a ta kawaleria w mocnym galopie zabiegła nam drogę. Mając konia dobrego pod sobą, którego na poczcie sobie sam wybrałem, puściłem duży galop, pocztylion za mną. Szasery nie mogli zdążyć, partyzanci dogonili ich i zabrali. Ja wpadłem do Utrera, ułani siedli na konie , wybiegli galopem, ale do gór szybko uszli partyzanci, i te szasery przepadły.

(KT) Jak można pomylić ułana nadwiślańskiego którego rogatą czapkę wielkości cebrzyka do pojenia koni przykrywał „anonimowy czarny pokrowiec” z hiszpańskim partyzantem lub meksykańskim pikadorem ( bo tych ściągnięto do pomocy z Meksyku)  zdobiących głowy kapeluszami z płaskim rondem?. Wiadomo, że Hiszpańscy partyzanci używali zdobycznych mundurów także naszych lansjerów, co wyszydza Pan Edwards ( oba kolory znane w pomiędzy anarchistyczną zbieraniną w hiszpańskich uniformach),  jednak relacja Kierzkowskiego potwierdza jedynie fakt używania lanc przez Hiszpanów, może nawet tych straconych pod Yevenes.  Kirkor podaje, że lansjerzy stacjonowali w Utrera w styczniu 1811, jednak brak konkretnych wzmianek w spisach oddziałów dowodzonych przez Beresforda mówiących o tym, że Hiszpanie dysponowali jazdą wyposażoną w tak szczególną broń jaką jest lanca, pozwala informację o ewentualnej pomyłce pod Albuerą potraktować jako wymyśloną przez Anglików w celu ukrycia prawdy bardzo dla nich , nawet dzisiaj, niewygodnej.

Pan Edwards dalej:

Za nimi podążał bardziej rozpoznawalny francuski, 2 pułk huzarów.

Kawaleria generała Lumleya mogła dokładnie widzieć przemieszczanie się francuzów. Została powstrzymana w  naturalnym pragnieniu uderzeniu na armaty i teraz wyczekiwała z uwagą na rozwój sytuacji.

KT: Jeśli faktycznie angielska kawaleria widziała, że nasi szykują się do szarży to dlaczego nie przeciwdziałała?.

Pan Edwards dalej : Piechota Colborn-a znajdowała się na pozycji. Silny północny wiatr przeszedł nad dywizją Zayas-a i czterema działami Cleev-a, niosąc dym wystrzałów w stronę brygady Colborn-a i dalej do pozycji francuzów, obu stronom w twarze i w dół flanek. Grad padał mocno i karabiny zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Problem z usunięciem zamoczonego prochu z panewki był dostatecznie groźny, jeśli wilgoć dostała się przez zapał do komory prochowej wtedy żołnierz stawał się bezbronny, zdany na bagnet na kilka minut, w deszczu jego oczy i palce były zajęte naprawą broni zamiast walką.  Mimo to , patrząc na to gdzie byli, dla Buffs-ów wg jednego źródła sformowanych w front o głębokości 4-ech szeregów. Jeśli ewentualnie byli zmoczeni deszczem , to lansjerzy nadwiślańscy byli rozpoznawani jako Hiszpanie. Pojawili się niespodziewanie w samym środku walki ogniowej, gdy wiele karabinów dopiero co odpaliło lub odmówiło posłuszeństwa na skutek zamoczenia.

Nie ma obrony przed 9-cio stopową lancą , jeśli trzymasz 6-cio stopowy karabin, brakuje 3-y stopy, poza zbieraniem ludzi do kupy i tworzenia czworoboku ( jeżozwierza- porcupine). W dodatku Lansjerzy byli pijani !!! ,a zatem nieczuli w dawaniu pardonu i braniu jeńców.

(KT) Ewentualne zmoczenie deszczem i podobieństwo do Hiszpanów zaliczam do propagandy szytej grubymi nićmi, co do jazdy po pijanemu to na podstawie mojego własnego  doświadczenia jeździeckiego zgłaszam stanowczy sprzeciw!.

Zdarzyło mi się przy różnych okazjach (Np. hucznego Hubertusa) ze względów towarzyskich wypić przed jazdą odrobinę wódki czy wina, naprawdę niewiele i zaznaczam, że stanowczo unikam jeżdżenia konno na tzw. podwójnym gazie ze względu na własne i konia bezpieczeństwo. Pojawiają się wtedy przejściowe problemy z koordynacją ruchów, nadmierne rozluźnienie, dodatkowo przy tego rodzaju wysiłku fizycznym alkohol szybko paruje co wywołuje uczucie znużenia, czyli symptomy mało bojowe,  w końcu nie wierzę by pułkownik Konopka, pomimo, że nie do końca stateczny jegomość ,  pozwalał by w biały dzień aż tak uchybiać dyscyplinie wojskowej.

Swoją drogą będąc w 2009 pod Detling zaobserwowałem, że nasi było nie było koledzy i koleżanki, angielscy kawalerzyści biorący razem z nami udział w rekonstrukcji za każdym razem gdy się z nimi ścieraliśmy mieli obawę w oczach, może spodziewali się, że nagle wyjdzie na jaw nasze barbarzyństwo?.

Myślę, że prawdziwą przyczyną oskarżenia o barbarzyństwo była lanca przed którą, poza trzymaniem się poza jej zasięgiem nie ma żadnego ratunku. Cięcie szablą zrani,  by zabić trzeba nią dobrze i mocno trafić ( pchnąć), lanca jest dużo groźniejsza, o wiele łatwiej zadać nią śmierć przeciwnikowi nie dając realnej szansy obrony czy odwetu.

Jej okrucieństwo budziło gniew i przerażenie „cywilizowanych” w swoim mniemaniu  gentelmanów. Dwusieczne 22 cm ostrze bez trudu przebija tułów człowieka na wylot, z zamachu dzięki 3 metrowemu  drzewcu w pełnym galopie wprawiony w jej użyciu jeździec mógł bez trudu obciąć głowę przeciwnika. Broń wymyślona na dzikich polach do walki z tatarami i kozakami odzianymi w waciaki, gdzieś w XV może XVI wieku, musiała wstrząsnąć ludźmi, którzy od setek lat rozwijali sztukę walki ogniowej, zabijających swoich wrogów z daleka „w cywilizowany sposób”, bez zaglądania im w oczy.

W pracy zatytułowanej A Treatise on the Science of Demence fot the Sword Bayonet, and Pike In close action. ANTONY Gordon A.M. Captain of Invalids ,Retired 1805: poświęca 3,5 strony na omówienie zagadnienia walki piechura z kawalerzystą rozpoczynając zagadnienie w następujący sposób : Wyższość brytyjskiej kawalerii została uznana, nawet przez najbardziej zatwardziałych przeciwników; jeszcze żadna kawaleria nie mogła nic przedsięwziąć przeciw naszej, niedostępnej na koniach fryzyjskich, i jeszcze mniej mogą zdziałać wobec oddziału piechoty, sądząc wg aktualnie wykonanych ćwiczeń z bagnetem.

W opracowaniu, A.M. Gordon poświęca uwagą jedynie walce jednego piechura z jednym kawalerzystą:

Jeśli koń jest prowadzony w celu powalenia piechura na ziemię , impet wywierany w kierunku prostopadłym (z boku) nie osiągnie celu, ale doprowadzi do zniszczenia niewinnego zwierzęcia; w tym przypadku , koń jest zmuszany do szybkiego ruchu na punkt który piechur bez trudu przewidzi, co zdwoi ( zwielokrotni) siłę uderzenia ( bagnetu) na skutek dużej prędkości konia . Zatem, koń zostanie zniszczony ( trafiony) z powodu nie uchronienia go przez jeźdźca. Jednak sprawny jeździec, będzie w  stanie , w tej sytuacji , z góry, odparować każde pchnięcie bagnetem wymierzone w kierunku głowy, nosa, oczu konia; poprzez zaniechanie ruchu do przodu.  Nie odważy się poświęcić swojego konia, i być może samego siebie.

Z zacytowanych fragmentów widać wyraźnie, że armia angielska w przededniu wojny w Hiszpanii nie miał pojęcia z jakiego rodzaju przeciwnikiem będzie miała do czynienia na kontynencie.

Napisałem wcześniej, że nie wiemy kiedy i gdzie angielska piechota miała kontakt bojowy z naszymi lansjerami, ale na podstawie tego, że w tekście pana Gordona w ogóle nie ma wzmianki  o jakiejkolwiek możliwości uznania dominacji jazdy nad piechotą, oraz tego, że pod Albuerą piechurzy angielscy padali na ziemię (sztuczka skuteczna przy spotkaniu z kawalerią wyposażoną tylko w szable) nie próbując się poddawać, świadczy o tym, że wiedzieli z kim mają do czynienia.    Nie wyjaśnimy na podstawie dostępnego materiału czy kłucie leżących było zemstą za „strzegomski podstęp” użyty wcześniej przez angielskich piechurów czy czarnym pijarem zastosowanym w celu ratowania nadszarpniętego honoru brytyjskie armii. Wojciechowski o tym nie wspomina. Jest jednak zasadą, że żadna armia nie pozostawia za swoimi plecami niezdobytych twierdz lub jednostek które mogą jej później zagrozić, ta zasada dotyczy także małych oddziałów, stąd po Strzegomiu lansjerzy mogli być szczególnie wyczuleni na takie sytuacje, tym bardziej, że wojna w Hiszpanii była brudna od samego początku.  Zatem mogli być okrutni z zasady tylko dlatego, że przeciwnik był okrutny i bezlitosny, choć przykład Malagi, gdzie pretekstem do wściekłej zemsty była śmierć zadana przez Hiszpanów lansjerowi-parlamentarzyście świadczy o tym, że powód wyzwalający szczególne okrucieństwo był im jednak potrzebny.

Pan Edwards pisze dalej: W ciągu kilku minut czerwona linia została zmieciona, pomijając dwa tuziny lub maleńkie kompanie ocalonych pobieżnie zgrupowane ramię w ramię wokół trzech sztandarów 3-go, 48-go i 66-go. Tutaj , naturalnie walka była gwałtowna, gdy z obu stron walczono o bezcenny znak chwały (sztandar).

Buffs pierwsi dostali lanie, wahając się w fatalnej chwili, w wirującym dymie i gradzie, nawet jeśli niektóre karabiny krzesały iskry w ulewie i tak byli straceni.

Należy przypomnieć, także, że oni dopiero co pokonali pod górę milę, i byli właśnie niszczeni w zdwojonym wysiłku przez salwy francuskiej artylerii i jej kawalerię.

Buffs był to silny regiment, liczący 27 oficerów i 728 żołnierzy.

W dwu liniach żołnierze zajmowali odcinki po 150 kroków od sztandarów , gdzie dowodzący oficer podpułkownik Steward siedział na swoim koniu ( który właśnie maił zostać pod nim zastrzelony) . W ciągu następnych 5-u minut, Steward stracił jeden z sztandarów (aczkolwiek tymczasowo) 20-u z 27-u oficerów, 623 sierżantów i szeregowych zabitych , rannych lub wziętych do niewoli, przy życiu zostało 10 oficerów i 105 żołnierzy. Katastrofalne straty wynoszące 8 z 10 ludzi były najwyższymi stratami poniesionymi przez brytyjskie bataliony w czasie całej wojny na terenie Hiszpanii.

Historia dostanie się do niewoli bezimiennego żołnierza z Buffs-ów jest znana

z jego listu :  Zostałem uderzony lancą, na szczęście nie odniosłem poważnego urazu. Przy wstawaniu dostałem lancą w biodro, i krótko później kolejne uderzenie które otarło się o kolano. Rannego, ich żołnierz pognał mnie do tyłu co kilka jardów uderzając lancą w bok mojej głowy. Zostawił mnie, ale wkrótce inny podjechał do mnie, chciał mnie zabić ale zbliżył się francuski oficer, krzyknął do niego, że ma oszczędzać anglików, i odesłał go, by bił się z moimi kolegami, którzy nie mieli takiego pecha jak ja. Ich oficer odprowadził mnie do tyłu, do francuskich linii, a tam to co zobaczyłem był straszne. Ludzie umierali, gdy kolumna stała, padając jedni na drugich, ranni wołali o pomoc a krew płynęła w dół wzgórza !. Doszedłem do miejsca gdzie znalazłem większość mojego regimentu, ze sporą liczbą oficerów, jeńców takich jak ja, wielu z nich odniosło ranny nawet po dostaniu się do niewoli.

Sztandar 3-go Pieszego Regimentu niósł 16-to letni Edward Thomas. Gdy kawaleria rolowała jego kompanię, raniąc jej dowódcę kapitana Williama Stevens-a , chłopak ( wg słów Stevens-a) „ gdy rozbili moją kompanię i zostałem ranny i dostałem się do niewoli, wołał- „Do mnie ludzie, stańcie wokół mnie ” co było potem relacjonuje kronika regimentu.

Wokół broniących sztandaru zebrała się masa kawalerii której nie byliśmy w stanie trzymać na dystans. W ciągu kilku sekund 3-ch sierżantów padło, a lansjerzy sięgnęli po drzewce sztandaru, niesionego przez szesnastoletniego chłopca, Edwarda Tomasa , który w grupie ocalonych krzyczał : „Tylko z moim życiem” , został natychmiast trafiony i padł  śmiertelnie ranny, sztandar został zdobyty przez wroga.

Po bitwie wg relacji kapitana Stevensa , sztandarowy Tomas został pochowany przez sierżanta i żołnierza, jedynych ocalonych z jego kompani liczącej przed bitwą 63 ludzi.  Wg dalszej relacji:

Wokół chorążego Charles-a Walsch-a który niósł sztandar królewski, rozegrała się identyczna scena. Grot sztandaru złamała wcześniej kula armatnia, i Walsch czynił desperackie wysiłki by uciec z sztandarem pod osłonę ludzi znajdujących się obok niego. Porucznik Matthew Latham, będący w pobliżu, widział że Welsch był ranny i że prawie dostał się do niewoli, doskoczył do niego i chwycił sztandar.  Teraz Letham stał się celem francuskich i polskich jeźdźców, tak długo jak mógł się samodzielnie szpadą obronić przed nimi. Jednak w końcu, huzar chwycił za drzewce królewskiego sztandaru i ciął go szablą raniąc od nosa w poprzek twarzy. Nie zrażony tym, Latam bronił się nadal, gdy dostał cios w lewe ramię, rzucił szpadę i trzymając sztandar w prawej walczył dalej, krzyczał przy tym, że tylko z własnym życiem odda sztandar. Tylu ludzi było wokół niego, jednak każdy z nich starał się zdobyć pożądane trofeum dla siebie, tak, że każdy z nich utrudniał zadanie innym w zabiciu zdesperowanego Lathema. Tak byli zajęci uganianiem się za zdobyczą, że nie spostrzegli nadejścia szwadronów 4-go Dragonów przez których zostali rozproszeni. To umożliwiło Lathemowi w ostatniej chwili przytomności  zerwać sztandar z drzewca i ukryć na piersi pod mundurem, gdzie został odnaleziony po bitwie.

Sztandar 3-go regimentu został później odnaleziony przy sierżancie William-je Gough, i zwrócony (jednostce). Ten i pozostałości z królewskiego sztandaru, który był zdobywany i odbijany trzy razy, wg kapitana Gordona, są teraz w naszym posiadaniu przymocowane do dwu halabard. Lansjerzy nie zdobyli dwu drzewców do sztandarów  ze sznurami , ponieważ małe kawałki tkaniny były do nich przytwierdzone, zdobyli jednak płótna sztandarów.

Następnie zaatakowany został regiment 2-48 ( Northamptonshire). Był dowodzony przez starego majora Williama Brooke, służącego już 33 lata w wojsku, razem z nim służyło w tym batalionie jego dwu synów, Wiliam, w stopniu kapitana, który zginął w następnym roku pod Badojoz, i John w stopniu porucznika, który odniósł wiele ran w tej krwawej walce.  Dziennik Brookea seniora był publikowany przez sir Charlsa Oman-a w Blacwood w roku 1908.

Batalion Brookea liczył 29 oficerów i 423 żołnierzy, stracił 23 i 320 żołnierzy , zabitych, rannych i wziętych do niewoli, straty na poziomie 8 ludzi z dziesięciu, niewiele niższe niż u Buffs-ów. Ten oddział stracił oba sztandary, jeden zdobyli lansjerzy, drugi starszy sierżant Dion d’Ammont z 10-go pułku huzarów.

O wzięciu do niewoli (prawdopodobnie Brooke) pisał tak:

Część zwycięstw francuskiej kawalerii zapewnili polscy lansjerzy, sądząc po zachowaniu tego regimentu na polu  walki wielu z nich było pijanych( intoxicated ), gdy przejeżdżali nad rannymi barbarzyńsko dźgając ich lancami. Kilku nieszczęśliwych jeńców zostało przez  nich zabitych, w czasie prowadzenia z pola bitwy na tyły.

Byłem przypadkiem ich nie humanitarnego zachowania, zostałem wielokrotnie zraniony w głowę i obrabowany. Byłem prowadzony jako jeniec pomiędzy dwoma francuskimi żołnierzami piechoty, gdy podjechał jeden z lansjerów i celowo mnie ciął (cut me down). Następnie usiłował (grotem lancy) nałożyć mi na głowę połę mojego płaszcza. Nie zadowolony z tej brutalności, nędznik próbował za wszelką cenę stratować mnie swym rumakiem, wlokąc po ziemi i krążąc koniem nad moim ciałem. Bestia ( koń) , bardziej litościwy od swego pana, całkowicie odmówił spełniania jego życzeń, ostrożnie unikał stawania kopytami na mnie.

Porucznik William Woods z 48 –go, był również jednym z jeńców:

Francuski generał wysłał na nas  regiment huzarów i nowy oddział jeźdźców uzbrojonych w lance. W tym czasie więcej niż połowa brygady poległa lub była ranna, ja sam znalazłem się opuszczony, jedynie z 4-ma ludźmi z mojej kompanii, otoczonych z wszystkich stron. W minutę później zostałem uderzony rykoszetem w prawą nogę, po czym nadjechali huzarzy i rozjechali mnie i moich czterech ludzi. Zanim mogłem wezwać francuskiego oficera (na pomoc) zawołałem po francusku : „Jestem angielskim oficerem” Łajdak powtórzył najazd, ale zachęcił swego konia gwałtownie do przejazdu nade mną. Jego śladem podążało kilku dragonów (angielskich) i zostałem stratowany, od czego miałem sińce w wielu miejscach ale mniej niż się spodziewałem. Wstałem gdy tylko mogłem i zostałem  pocięty przez naszych dwu dragonów (angielskich) z każdej strony.   Zarejestrowałem wiele cięć, i licząc, że ucieknę, dostałem cios w plecy i szyję co powaliło mnie ponownie na ziemię. Zjawił się francuski oficer i uratował mi życie. Dwu łajdaków (francuskich piechurów) zrabowało mi wszystko. Zostałem odprowadzony na tyły, ku memu żalowi i na me nieszczęście. Znalazłem tam majora Brookes-a, dwu kapitanów i pięciu podwładnych (subalterns) , i sporo naszych ludzi, poza tym około 17 oficerów z innych regimentów, z czego trzech rannych. Potraktowali nas okrutnie , wielu z moich kolegów oficerów nie zostało opatrzonych , byli kompletnie mokrzy od krwi, która ciągle płynęła z głębokich ran po cięciach szablami.

Porucznik Edward Close z lekkiej kompanii 48-go, schwytany podczas ucieczki pisał:

Tam gdzie się znajdowaliśmy, nasz sztandar w przerwie pomiędzy dwiema kolumnami wroga, gdy ich kawaleria przejechała przez te interwały, przejeżdżali  przez nas w każdym kierunku, ścinając tych nielicznych którzy pozostali na nogach. Nie pozostało nic innego jak uciekać. Gdy uciekałem zostałem powalony przez innego uciekającego tak jak ja, który został zastrzelony. Stało się to na drodze pomiędzy krzakami. W chwili gdy byłem na ziemi zostałem przejechało przeze mnie kilku lansjerów, jeden z nich był bliski zaoszczędzenia mi problemów z zapamiętaniem tego wydarzenia, gdy hiszpański dragon podjechał do niego i ciął go szablą ponad głową konia. Wstałem i zacząłem biec ponownie, gdy znalazłem się pomiędzy francuską prawą kolumną i 4-tym angielskich dragonów, którzy właśnie szarżowali ten oddział.

Adiutant majora Brooke-a , porucznik John Dixon, został odesłany jako ordynans do gen. Stewart-a , wg kroniki regimentowej, przydarzyła mu się następująca historia:

Byłem ścigany przez wielu lansjerów, na koniu postrzelonym w zad przez nieprzyjacielską piechotę, generał powiedział : „Nic z tego, dżentelmeni, musimy zrobić co w naszej mocy” Pan Dixon był ścigany przez dwu wrogich dragonów  na lewo od francuskiej brygady fizylierów, jego biedny zwierzak przez to został śmiertelnie ranny, skacząc przez rów po lewej stronie francuskich fizylierów, w czasie nędznej ucieczki(!!!) i ci dwaj dragoni wpadli w ręce fizylierów … Przeciwnik zachowuje się ekstremalnie źle przy braniu do niewoli oficerów, zabierają im pieniądze, obrażają i tną szablami, szczególnie majora (Brooke-a ?) ponieważ odmówił wydania im szpady i zegarka będącego pamiątką rodzinną.(!!!)

(KT) Skąd Steward wiedział w czasie bitwy o zamachu na zegarek Broke’a? . Rabowanie było praktyką stosowaną nie tylko przez francuzów, wystarczy przeczytać „Wspomnienia z kampanii hiszpańskiej” William-a Wheeler-a, gdzie poczciwiec opisuje dokładnie

nie zmarnowane przez angielskich żołnierzy okazje. Co zaś się tyczy ww. zegarka i samego Brooke-a to gdyby rzeczywiście któryś z naszych Maćków miał ochotę na pamiątkę rodziny Brooke-ów to na pewno by mu ją wydarł. Jeździec bez trudu może chwycić pieszego jeńca za „krawat” podciągnąć do góry i wolną ręką prześwietlić mu kieszenie, wg mnie przestraszony rozwojem sytuacji major jak wielu innych żołnierzy szukał ocalenia padając na ziemię a potem ratował twarz bajkami o agresywnym zachowaniu naszego ułana.

Pan Edwards dalej:

W następnej kolejności lansjerzy dostrzegli 2/66 Berkshire liczących 24 oficerów i 417 żołnierzy. Pięć minut później regiment stracił 15 oficerów i 257 żołnierzy, czyli 6-ciu z 10. Stracili także obydwa sztandary.

Porucznik George Crompton wspominał, że gdy jego oddział cierpiał pod ostrzałem oddziałów Girarda wydarzyło się:

W tym krytycznym momencie kawaleria dopadła nas z tyłu. Nasi ludzie zaczęli się chwiać, i po raz pierwszy ( Bóg świadkiem, i mam nadzieję ostatni) widziałem plecy angielskich żołnierzy uciekających przed francuzami. Nasz regiment uciekał ale to nie dało korzyści. Straciliśmy kontakt z piechotą ale wybijała nas kawaleria. Dostałem się do niewoli , ale zostałem odbity przez hiszpańską kawalerię. Cóż to był za dzień. Najgorszego w tej historii jeszcze nie powiedziałem. Nasze sztandary zdobył nieprzyjaciel. Powiedziałem wcześniej że dwu chorążych (Walker i Colter) zostało zabitych, dwu sierżantów spotkał ten sam los. Porucznik (Lewis Shewbeidge) chwycił karabin i brał udział w ich obronie. Zginął trafiony w serce. Jak się bronić przed kawalerią?.

Podwładny Cromptona , 19 letni porucznik John Clark wspominał :

Dowodziłem kompanią flankierską , rozbitą przez polskich lansjerów, biorących jeńców uciekających przed szarżą kawalerii … (miałem) tyle sińców, że nie mogłem chodzić przez dwa tygodnie …   Nasi ludzie zaczęli się zbierać w grupy po 6-u lub 8-u i próbowali się bronić. Oficerowie chwycili za karabiny i dołączyli do żołnierzy, zdeterminowani drogo sprzedać swoje życie. Nie proszono pardonu i nie był dawany.

Podpułkownik Waller ze sztabu głównodowodzącego padł blisko mnie. Podniósł ręce prosząc o litość ale ten zbój obciął mu palce. Mój chorąży James Hay został pchnięty w pierś tak, że ostrze  wyszło mu z tyłu, upadł, ale wstał ponownie. Lansjer pchnął go drugi raz ponownie w pierś. Upadł, a polak zrolował w błoto obok.

Wieczorem po bitwie, Hay został odnaleziony , siedział na ziemi, gdy chciano go opatrzyć zaprotestował, że inni bardziej potrzebują pomocy. Ocalał by później walczyć dalej.

(KT) Jakby dla równowagi Pan Edwards pisze także : Lansjerzy stracili proporzec ? ( zdobyty przez Hiszpański Regiment Murcja z Lardizabal , obecnie wystawiony w Sewilskiej katedrze)! Skąd taka wiadomość przy okazji Albuery , gdy wiadomo, że nasi stracili sztandary, ale w 1809 pod Yevenes, czyżby zatem Pan Edwards zgrabnie żaglował wiadomościami by osłodzić gorycz straty 5-ciu sztandarów czy taż nieświadomie powtarza mylne wieści rozsiewane zaraz po bitwie w tym samym celu?

Po rozbiciu brygady Colborn’a lansjerzy wpadli na działa KGL

Cztery dni po bitwie Andrew Clave pisał:

Zapobiegliśmy przełamaniu naszego szyku w centrum, ale gdy nie napotkali na opór z naszej prawej strony, objechali nas i wykłuli lancami artylerzystów z prawej baterii. Lewa bateria przygotowała się i oba działa były chwilowo bezpieczne  , konie z prawego działa były ranne i padły, czołowy woźnica od lewego działa został trafiony i spadł z sidła. Kapral Henry Finke zsiadł ze swego rumaka, dosiadł prowadzącego zaprzęg , i galopem puścił się śmiało przez wrogą kawalerię. Jego własny koń galopował obok niego, chroniąc go od wrogich cięć, dzięki czemu uratował działo, które ja natychmiast włączyłem do walki.

Dzielny kapral Finke otrzymał od Lorda Wellingtona po bitwie nagrodę w wysokości 100 hiszpańskich dolarów. Ja łączę słowa uznania dla kaprala Finke, rzeczywiście miał chłop fantazję kawaleryjską i szczęście do tego także!

Pan Edwards dalej:

Pułkownik Light, oficer łącznikowy przy hrabim Penne-Villemur pisał „ po tym jak atak na naszą brygadę piechoty został odparty, generał D”Urban wysłał mnie do  hrabiego Penne-Villemur z informacją żeby szarżować lansjerów, zaczęliśmy jak myślałem  działać właściwie, ale gdy wszyscy znaleźliśmy się pomiędzy napierającymi nieprzyjaciółmi, i nie dało się ich odepchnąć, a po kilku chwilach sam znalazłem się w niebezpieczeństwie” nie pozostało nic innego do roboty jak kryć się pomiędzy naszą piechotą.

( KT)  Z przedstawionych opisów wyraźnie widać, że winę za rozgromienie brygady Colborna ponosi ten angielski dowódca, który nie zabezpieczył jej zewnętrznego skrzydła kawalerią, tłumaczenie złymi warunkami pogodowymi, jest prymitywnym tuszowaniem  błędu popełnionego przez samego Beresforda .

Pan Edwards :Z prywatnego listu napisanego po bitwie przez Wellingtona do Beresforda:

… twoje straty, przy wszystkich rachubach, były bardzo wysokie, ostatecznie okazało się, że nie były tak wysokie jak na początku sądzono. Nie mogłeś odnieść sukcesu bez wysokich strat, i musimy taki stan czasami zaakceptować, lub zrezygnować z gry.

(KT) Nie ma dowodów na to, że rozkaz osłony piechoty otrzymali dragoni Loya, albo że spóźnili się z jego wykonaniem z powodów wcześniej omówionych.

Pan  Edwards dalej na str.190 … Stewart pisał następnego dnia do Beresforda:

Jest Pan prawdopodobnie świadomy, że 1-sza Brygada została nagle zaatakowana ze skrzydła (z flanki) i od tyłu przez oddział nieprzyjacielskiej kawalerii , przez co była zaangażowana w najbardziej zaciętą,, desperacką  szarżę  atakujących sił nieprzyjaciela. Kształt wzgórza ( tj. jego  nachylenie, które pozwalało sądzić, że kawaleria nie będzie  po nim szarżować –dopisek KT) którym kawaleria była zdolna szarżować pod komendą swego dowódcy, słaba widoczność  będąca wynikiem dymu karabinowego i ulewnego deszczu, ustrzegła nieprzyjacielską kawalerię przed wczesnym dostrzeżeniem dzięki czemu nie mogliśmy wcześniej stawić oporu.

Pan Edwards dodaje do tego swój komentarz : (tak więc proszę nie winić Colborna czy mnie, proszę winić pogodę i dym karabinowy) byli przekonani, że pod górę kawaleria nie zaatakuje!!!.

Gdy w końcu angielscy dragoni ruszyli do walki zostali odparci przez lansjerów . Porucznik Charles Madden szarżował z 4-ym pułkiem, po bitwie pisał  :

Szarża prawego skrzydła została wykonana na brygadę polskiej kawalerii, bardzo duzi ludzie, dobrzy jeźdźcy, pierwszy szereg uzbrojony w lance z proporczykiem , którymi wymachiwali co przerażało nasze konie, wtedy wysadzali naszych ludzi z koni. To byli barbarzyńcy, którzy nie dawali pardonu nawet gdy mogli to zrobić.

. . .

W końcowej fazie bitwy lansjerzy musieli szarżować ponownie i choć ta kolejna szarża po dramatycznym wezwaniu Soulta : Pułkowniku! Ratuj honor Francji ! nie miała tak spektakularnego rezultatu jak pierwsza, miała jednak decydujące znaczenie dla końcowej fazy bitwy. Anglicy starają się zbagatelizować, wręcz ukryć działania lansjerów w tej fazie walki, gdyż atak na lewe skrzydło misternie  ustawionej formacji Cole’a uniemożliwił im całkowite pokonanie francuzów.

We wspomnieniach pojawia się informacja, że jakaś kawaleria pojawiła się na ich tyłach! bez wzmianki jaka.  Zanim jednak Lansjerzy weszli ponownie do akcji, Francuscy dragoni  przypuścili atak na dywizję angielsko-portugalską co wg Pana Edwards-a wyglądało następująco, Str.170 :

… Latour-Mourburg wysłał 4 regimenty Dragonów do szarży, 1600 jeźdźców w 2 liniach, kłusujących naprzód po zboczach z południowej strony dywizji Cole-a, której narożnik znajdował się na południowym wschodzie, pierwszy kontakt z Portugalczykami nawiązało lewe skrzydło Francuskiej kawalerii, po czym sukcesywnie z wszystkimi 4-ma batalionami wzdłuż linii bojowej. Brytyjskie lekkie kompanie zostały zaangażowane w walkę jako pierwsze, ponieważ znajdowały się nieco z przodu, oddały zatem przerażające salwy , w czoło i w bok zielono umundurowanych szwadronów. Portugalska piechota otworzyła ogień salwami na całej linii trzymając w ten sposób dragonów na dystans, tylko niektórzy mieli szczęście dopaść fizylierów.

Sierżant Cooper (2gi batalion / 7pułk):

Nasza linia zbliżała się szybkim krokiem do pozycji nieprzyjaciela, pod sztormowym ogniem który krzyżował się na naszych liniach. W tym samym czasie francuska kawaleria wykonała szarżę na cztery oddziały hiszpańskiej kawalerii (1000 szabel !) idącej przed naszym frontem. Natychmiastowa salwa oddana w zmieszaną masę Francuzów i Hiszpanów zachwiała francuzami, ale hiszpańscy herosi galopem wokół lewej flanki opuścili pole walki i więcej ich nie widzieliśmy.

T.Rogacki podaje, że w taj imponującej, frontalnej szarży dragoni stracili 100 ludzi nic nie wskórawszy.

Kapitan Hill z wnętrza czworoboku lekkiej kompani nie miał najlepszego widoku ale relacjonował później:

Brygada fizylierów , która weszła na wzgórza została zaatakowana przez kawalerię , którą ostrzelały wszystkie kompanie, (mimo to) kawaleria została uporządkowana i przygotowana do szarży, liczyli na to, że mamy nie załadowane karabiny. Dali ostrogę i zbliżyli się do nas, grenadierzy otworzyli do nich ogień  z około 15 kroków, strzelano po kolei rozpoczynając od tego który pierwszy otworzył ogień, kawaleria odjechała na prawo i galopem wyszła z naszego zasięgu. W tym czasie małe oddziały kawalerii dostały się na nasze tyły i brały do niewoli naszych rannych pozostawionych tam poza zasięgiem ognia ( francuzów).

Jeśli dragoni odbili się od frontu dywizji Cole-a to tą tajemniczą kawalerią pojawiająca się na tyłach mogli być jedynie nasi lansjerzy.

Ruszając do natarcia Gen. Cole i Portugalczycy musieli przemaszerować drogą z pozycji położonej prawie na wprost Albuhery na południe w kierunku dyw. dEspany i Zayasa i wyszli na pozycję dogodną do ataku z frontem i tylko jednym (prawym- angielskim) skrzydłem osłoniętym kawalerią. Cole świadomy zniszczenia brygady Colborna bał się utraty kolejnej , zatem osłonił ją kawalerią Lumleya zakładając, że nasi ponownie zaatakują z prawej strony, pozostawiając tym samym Portugalczyków z odsłoniętym lewym skrzydłem.

Wielu autorów zakłada błędnie, że lansjerzy atakowali 2000 Portugalczyków Harveya od czoła, tymczasem kawaleria nawet na zmęczonych koniach jest w stanie wybrać miejsce i kierunek ataku na powolniejszą od siebie piechotę, a ta, idąc w szyku batalionowym niosła 2000 karabinów, co nie oznacza, że mogła z nich w dowolnym kierunku jednocześnie wystrzelić . Kawalerzyści pomimo fantazji nie są samobójcami, pogarda śmierci ma korzenie w strachu przed okazaniem lęku i nie jest jednoznaczna z bezmyślnym szaleństwem.    Pamiętając, że regulamin zabrania atakować piechotę od czoła jest pewne, że szarża (e) ratujące honor Francji odbyły się regulaminowo, po skosie na lewe, nie osłonięte kawalerią skrzydło Portugalczyków.

W niczym nie umniejsza ich znaczenia fakt, że przeprowadzone zostały rojem, wybranie takiego szyku do ataku świadczy o zdrowym rozsądku i doświadczeniu dowódców, wielkiej determinacji i waleczności żołnierzy, którzy pomimo zmęczenia własnego i koni wykonali tak trudny rozkaz.

W relacjach z bitwy nie ma mowy o tym, że pułk po szarży na brygadę Colborna zmienił swoje położenie, pojawiają się informacje, że pojedynczy lansjerzy uganiali się za Hiszpanami na przedpolu angielskiego 29pp,

Z Albuery Pana Edwards-a ,wg porucznika Charles Leslie ( z 29-go pułku piechoty) :

Hiszpanie utrzymywali z pewnym trudem zajmowaną pozycję. Właśnie wtedy gdy zdarzyła się ta niefortunna dla nas szarża lansjerów, nasza brygada zbliżyła się do nich (z 29-tym regimentem na czele) Zmniejszyliśmy odstępy do ćwierćkolumnowych, pod osłoną wzgórza i rozwinęliśmy szyk. Ale zanim 57 i 48 regiment zakończył formowanie szyków, główna część Hiszpanów z nadejściem naszej lewej flanki dały przejście, przy obracaniu naszego frontu i pospieszyli na nas. Wołaliśmy do nich nakłaniając do utrzymania  ich terenu , że wkrótce możemy ich zmienić. Na te zapewnienia i wysiłki kilku oficerów i adiutantów, którzy jechali obok nich, ruszyło do przodu i zajęli ponownie szczyt , ale krótko potem , doszło do najwyższego bezładnego zmieszania z oddziałem lansjerów, którzy kłuli i cieli bez litości. Wielu z Hiszpanów padło na ziemię, inni próbowali przedostać się przez nasze linie, ale na to nie mogliśmy pozwolić ponieważ, byliśmy w szyku na pochyleniu nagiego zielonego  wzgórza w trakcie szybkiego nadejścia aliantów i wrogów , w takiej sytuacji jakiekolwiek  rozwarcie szyków mogło by być wykorzystane przez nieprzyjaciela. Nie mieliśmy wyjścia jak stać twardo w samo obronie i strzelać do wszystkich którzy nadchodzili. To krótko załatwiło sprawę. Lansjerzy zawrócili do swoich linii co pozwoliło nam przepuścić Hiszpanów na tyły..

Zatem w chwili otrzymania rozkazu pułk znajdował się nadal po lewej stronie dywizji Girarda. By dopaść Portugalczyków zbliżających się do prawej flanki tej dywizji musieli objechać Girarda i Gazan-a od tyłu,  drogą biegnącą w kierunku Albuery. Opis zawarty w książce „Albuera 1811 T. Rogajskiego ” jest niestety bałamutny z tej prostej przyczyny, że z relacji z epoki i ich tłumaczeń wyziera bałagan, który jest powielany w kolejnych publikacjach. Autorzy mylą lokalizację jednostek, prawe skrzydła z lewymi ( prawe u przeciwnika jest naszym lewym, ich lewe to nasze prawe) do tego opisy są wycinkowe i subiektywne, często celowo zafałszowane w celu ukrycia popełnionych błędów.

Rysowanie na mapach i szkicach sytuacyjnych batalionów, pułków, brygad i dywizji zwartymi prostokątami o podobnych wymiarach nie odzwierciedla skali wydarzeń i pozostawia na mapie przestrzeń w której „zawisają” walczące jednostki. Jeśli narysujemy w skali mapy np.  3pp brygady Colborne-a w szyku do ataku, wg następującego schematu : 728 żołnierzy: 2 szeregi x 0,8m na człowieka  to będzie ona miała front długości 291 m, przy czym nie uwzględniłem interwałów pomiędzy kompaniami.  W skali szkicu nie jest to tak istotne gdyż licząc dalej, cała brygada  Colborne-a będzie miała front długości około 700m, dywizja Girarda  700 , Zayas-a 1050 m ,Cole-a łącznie z Harveyem 1050m.

Licząc ta samą metodą ,1600 dragonów w dwu szeregach po 800 koni w każdym utworzy front o długości co najmniej 1 km!.

Analizując bitwę w takiej metody widać wyraźnie, że rozwinięcie dywizji  Girarda na zboczu wzgórza wymusiło ustawienie naprzeciw niej dywizji Zayas-a, i to wzdłuż zboczy a nie po skosie do nich jak to jest przedstawiane na starych mapach i szkicach obrazujących szyki walczących wojsk.

W drugiej fazie bitwy, by Cole-e miał uderzyć na lewe skrzydło Girarda (jak to jest przedstawione na niektórych mapach ) nadchodząc od strony Albuery musiałby po kilkukilometrowym marszu obejść dywizję Zayasa,  co oznaczałoby dodatkowe 2 kilometry marszu wokół własnej pozycji. Po czym na końcu tej drogi musieli by wmaszerować na pobojowisko brygady Colborne-a przez które świeża piechota nie mogła przejść zawartym szykiem, zatem najkrótsza droga do ataku prowadziła na prawe, odkryte od strony Albuery skrzydło dywizji Girarda .  Już samo ustawianie świeżej formacji z tej stromy było bolesnym sygnałem dla francuzów, uświadamiającym im nieuchronny bieg wydarzeń.

Przyjmując za wiarygodny opis zawarty a książce Albuera 1811 T. Rogackiego i ustawiając wg niego jednostki angielsko-portugalskie otrzymujemy sytuację, w której  Cole jest na lewym a Harvey na prawym skrzydle. Zatem lansjerzy atakując Portugalczyków musieli by przejechać przed całym frontem rozwiniętej dywizji Cole-a omijając po drodze oddziały kawalerii hiszpańskiej (tą spędzili z przedpola nieudolną szarżą francuscy dragoni).

 

Ustawiając dywizję jak na szkicu nr 2 tj. Cole na prawym, Portugalczyków na lewym skrzydle ( patrząc na pole bitwy z ich strony)  uzyskujemy sytuację, w której atak lansjerów nie wymagał rajdu przed frontem maszerującego nieprzyjaciela. Nadmierna  asekuracja  Cole-a, który swój przemarsz uzgodnił z Lumleyem doprowadziła do powstania zagrożenia lewej flanki Portugalczyków, gdyż dragoni  Lumley-a, podążali wraz z Cole-m osłaniając jego piechotę (z prawej strony) przed ewentualnym atakiem lansjerów i dragonów Latour- Maubourga.

Obok brygady Harveya maszerowały kompanie fizylierów, które znajdowały się na drodze szarżującego rojem pułku i siłą rzeczy musieli być zaatakowani co wywołało kolejne straty w szeregach naszej kawalerii .

Kapitan Hill (1/23), który maszerował ze swą lekką kompanią obok Portugalczyków pisał:

Lekka kompania maszerowała z prawej strony Portugalczyków sformowana w kwadrat ( pusty w środku), co było czynione w celu zabezpieczenia się od nieprzyjaciela zajmującego wzniesienia, na których rozlokowana był artyleria, kawaleria i woltyżerowie. Gdy nasza linie zbliżyła się, ich piechota zajmująca wzgórza w kolumnach, obawiając się, jak zeznali jeńcy  , rozwijając szyki wobec wyższości ich  kawalerii zademonstrowaliśmy (naszą przewagę). Z czworoboku w którym się znajdowałem, który oskrzydlał ich piechotę, został jednak przy powrocie otoczony przez wrogą kawalerię, dostrzegłem że głębokość każdej kolumny wynosiła 9. Dystans do nieprzyjacielskiej drugiej linii lub kolumny , z naszego miejsca wynosił około 60 jardów, na ich tyłach ponownie pojawiła się kawaleria.

(KT)    Uderzenie rozluźnionego szyku lansjerów na piechotę portugalską, która oddała do nich salwę, wywołało straty mniejsze niż gdyby atakowali w szyku zwartym, jednak szarża była dostatecznie skuteczna i zmieszała tę piechotę na tyle, iż ta się zatrzymana, a to z kolei nie pozwoliło posuwać się dalej całemu zgrupowaniu Cole’a, co oznaczało, że Francuzi nie zostaną całkowicie rozbici.

Podobną akcję wykonał Pułaski, ratując od klęski Waszyngtona, co ciekawe nie był jeszcze wtedy amerykańskim generałem. Jako cywil obserwował bitwę, którą amerykanie przegrywali z kretesem. Widząc bliski koniec, nie wytrzymał , poprosił o oddanie pod swoją komendę dragonów, którzy stanowili eskortę sztabu i na ich czele zaatakował z boku angielską piechotę.   Cel osiągnął, Anglicy zatrzymali się na chwilę, to wystarczyło amerykanom na przegrupowanie i skuteczny kontratak.

Myślę że, Ameryka kocha Pułaskiego nie za to, że zginął pod Savannah, a za to, że kawaleryjską brawurą uratował młode Stany od kompletnej klęski, tyle, że to zupełnie inna historia, oparta jednak na tym samym regulaminie walki.

Wracając do Albuery Edwards-a na str. 183 pisze :

… straty Portugalczyków były małoznaczące , wynosiły 400 z 10000 obecnych(łącznie). Straty Legionu Lusitańskiego idącego na lewej flance brygady fizylierów Myers-a stanowiły połowę tej liczby.

Porównując liczby, 200 Portugalczyków rzeczywiście oznacza relatywnie niewielkie straty w ludziach, jednak efekt końcowy tzn. utrata możliwości pokonania Soult-a na skutek wstrzymania marszu całej dywizji Harvey-a była dla anglików niewspółmiernie większą stratą niż te które fizycznie poniosła brygada Colborne-a. Kosztem utrzymania spójności formacji tracili możliwość świetnego zwycięstwa.

Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że także ta szarża, przeprowadzona prawidłowo większą ilością kawalerii dawała Soultowi szansę na zwycięstwo to należy żałować, że nie została ona wykorzystana.

S. Kirkor w Legii Nadwiślańskiej pisze na str 274: jest rzeczą sporną wśród krytyków wojskowych , czy nie należało jej ( 1 szarży)  poprzeć atakiem innych pułków kawalerii francuskiej.

Wg mnie jako kawalerzysty, dyskusja jest bezprzedmiotowa, jeśli tak duża jednostka jaką prowadził Cole zatrzymała się, (Anglicy tłumaczą to późną porą dnia ) to w chwilę po tym gdy w Portugalczyków wjechali Polacy, tą samą drogą powinni wpaść za nimi dragoni Latour-Maubourg-a, ale do tak śmiałego działania brakło obecności Cesarza który takich okazji nie marnował.

Zamiast dynamicznego szarżowania (galopem) w najdogodniejszym do tego czasie i miejscu dragoni osłaniali odwrót francuskiej piechoty ostrzeliwując zbliżających się anglików, dosłownie do ostatniego naboju.  Systematycznie podjeżdżali, strzelali, wycofywali się ładując i znowu wyjeżdżali na linię strzału, działanie odległe duchowi kawalerii naszej, ruchliwej, agresywnej, ofensywnej z samej swojej natury i tym najskuteczniejszej.

I już na sam koniec, dwie uwagi. Pierwsza dotyczy tego co Wellington maił powiedzieć tuż po bitwie, którą Anglicy fetowali jako swoje zwycięstwo z racji utrzymania pola, : Jeszcze jedna taka bitwa i po nas.

Druga to odniesienie do informacji jaką zostawił Kajetan Wojciechowski o pierwszym starciu pod Albuerą tj. o walce jaką stoczył jego oddział z kawalerią angielską.

Wojciechowski pisze, że największe straty jego oddział poniósł podczas przekraczania strumienia w czasie odwrotu, tymczasem  wg Gorga Nefziger-a  „Polacy i Saksończycy w wojnach Napoleońskich”  wyglądało to tak  „ Pięćdziesięciu polskich lansjerów rozproszyło brytyjski szwadron (120 ludzi) i pchało na zbliżające się (brytyjskie)  szwadrony.  Zaatakowani przez dwa kolejne szwadrony (240 Ludzi) Polacy zaczęli się  wycofywać ale w pewnym momencie zawrócili i kontratakiem rozbili dragonów drugi raz. Walka zamieniła się w mele. Z pomocą francuskich baterii dwa polskie plutony odepchnęły Brytyjczyków od strumienia. Lansjerzy mieli 16 zabitych i rannych, ale tylko dwóch za sprawą 3-go Dragonów, pozostałych 12-tu (2+12=14 brakuje 2 ludzi) dosięgły prawdopodobnie kule KGL-u. Dwóch dowódców plutonów podporucznicy Rogojski i Wojciechowski zostało przedstawionych do Legii Honorowej za swój wyczyn. 3-ci pułk Dragonów stracił oficera i dziewięciu żołnierzy zabitych , dziewięciu rannych , jednego zabranego w niewolę, kilka koni miało rany od lanc.

Polacy naprawdę zaczęli tą bitwę i to oni ją skończyli!

Karol Tomczyk

Stare Babice

16-30-IX-2008 / 21-II / 6-III-2010

Konsultacja części dotyczącej Regulaminu Kawalerii Narodowej Piotr Zalewski

 

Przyp1. Różnie się to kończyło, Chłapowski wspomina, że szarżując dragonów w 1813 dosłownie przeleciał przez rosyjski szyk. W tej samej zarży, koń Giełguda, brata późniejszego generała z powstania listopadowego, wspiął się tuż przed rosyjską linią przez co Giełgud został pchnięty w brzuch i zmarł w dwa tygodnie później.

 

Literatura:

  1. Albuera 1811 Tomasz Rogacki Bellona 2004
  2. Albuera Wellington’s Fourth Peninsular Campaign, 1811 The Crowood press 2008
  3. Bitwy Epoki Napoleońskiej Jonathan Sutherland Alma-Press 2003
  4. Legia Nadwiślańska 1808-1814 Stanisław Kirkor Londyn 1981,
  5. Rozkazy i szyk kawalerii wg Regulaminu exercunku dla brygad kawalerii narodowej i pułków straży przedniej wojska obojga narodów wydany w Warszawie roku 1786 INSTRUKCJA FRYDERYKA II DLA OFICERÓW KAWALERII  Paryż 1834
  6. Treatise on the science of Demence for sword bay.
  7. Nauka podająca sposoby Bicia się na Bagnety  Warszawa 1827
  8. Wspomnienia z kampanii hiszpańskiej William Wheeler Kraków 2007
  9. Pamiętniki Jakuba Filipa Kierzkowskiego kapitana wojska francuskiego, kawalera krzyża Legii Honorowej, a na ostatku Majora Wojska Polskiego 1831 roku, Warszawa 1903